14 maja, 2013

Osiecka do Hłaski

Zadzwoniłeś do mnie parę dni temu i powtarzałeś "jestem wrak"! I mówiłeś, że nic nie napiszesz.
I wołałeś "Nie licz na mnie".
Marek, posłuchaj mnie uważnie.
Tu nie chodzi o to, żebym ja na Ciebie liczyła. Chodzi o to, żebyś Ty na mnie liczył. Żebyś wiedział, żebyś zawsze wiedział, że masz na świecie człowieka, do którego w każdy dzień, w każdym stanie i o każdej godzinie możesz przyjść...

05 maja, 2013

Obok miejsca, gdzie siedzieli, alkowa tworzyła małą kapliczkę Naszej Pani z Myriny, jak tu
nazywano  boginię  matkę.  

Pogodna,  otulona  w błękit  figurka  z polewanej  gliny  uśmiechała  się łaskawie  do  pyzatego  dziecięcia  Dzagreusa  u swoich  stóp  –  jego,  któremu  przeznaczono zginąć marnie  dla  dobra  ludzi  –  a z tyłu  wznosił  się  nieozdobny,  przysadzisty  krzyż  wykuty  z białego marmuru,  z podwójnym  wgłębieniem  w podstawie  przeznaczonym  na  drobne  datki  z owoców i orzechów.  
Hypsipyle  posypała  stół,  na  którym  stał  posążek,  warstwą  morskiego  piasku i muszelek,  a w kosztownych  srebrnych  wazach  po  obu  stronach  krzyża  jaśniały  wonne  lilie, ulubione  kwiaty  bogini.  
Tylko  mały,  nakrapiany  wąż,  którego  trzymała  w lewej  dłoni,  i srebrny księżyc  zawieszony  na  piersi  przypominały  wyznawcom  o jej ciemniejszych  stronach.  Diadem miała z gwiazd.
(Robert Graves)

http://www.thaliatook.com

15 września, 2012

Jonathan Carroll "Oko dnia"

"Ona pragnie tego, co niewielu potrafi dać. Pragnie rzeczy prostych. Mało kto potrafi jeszcze robić to co proste. Chce jeść kanapki z topionym serem, moczone w keczupie i podane na papierowym talerzyku, a nie obiad w luksusowej restauracji. Chce siedzieć na plaży o zachodzie słońca, a nie wpędzać urlop w egzotycznych krajach. Otrzymywać skreśloną własnoręcznie kartkę z napisem zależy mi na Tobie, zamiast jubilerskiego cacka kupionego przed trzema laty. Chce, abyś ją uczesał, nie posyłał na cały dzień do salonu piękności.
Ona pragnie rzeczy jeszcze prostszych. Takich o których można by sądzić, że o nich zapomnieliśmy. Chce abyś spytał ją o zdanie, nim pocałujesz ją po raz pierwszy i drugi. Chce abyś trzymał ją za rękę, kiedy będziecie oglądać stare filmy na kanapie. Chce, abyś przy rozmowie patrzył na nią. Tak wielu z was, chłopaki, się myli. Wydaje wam się, że chodzi o to, gdzie ją zabierzecie, co jej kupicie na urodziny i Boże Narodzenie, wydaje wam się, że wystarczy rozszyfrować jej myśli. Wydaje wam się, że chodzi o to, abyście zostali jej najlepszym kochankiem, i o to, co sądzi o waszej karierze, przyjaciołach, rodzinie, wydaje wam się że chodzi o to wszystko, co nigdy nie będzie miało dla niej znaczenia.
Nie ma nic przeciw temu, abyś wychodził z kumplami tak często, jak ci się podoba. Chce, abyś cieszył się życiem. Możesz pracować poza domem i wyjeżdżać służbowo. Chce, abyś był szczęśliwy w pracy i odnosił sukcesy. Nie musisz być superkochankiem. Chce poznać twoje ciało i nauczyć się swojego. Od czasu do czasu możesz być zachłanny, egoistyczny i wymagający. Chce dojść z tobą do porozumienia. Chce w pełni wykorzystać dany wam czas. Czego ona chce? – ktoś zapytał. Chce tylko być kochana, po prostu. Tak samo jak kocha wszystko w swoim życiu. Nie kieruje się żadną skomplikowaną formułą. Wszystko pochodzi z serca. Chce, abyś ją kochał sercem. Jak dotąd jednak nikt jej tak nie kochał, bo ludzie poświęcają czas na rozmyślania i analizy, na robienie głupstw i wynajdywanie powodów, by nie kochać sercem."

02 września, 2012

"Brzoskwinie" Felicji Kruszewskiej

Pijemy dziś herbatę w obrosłej winem altanie.
Ja jestem bardzo poważna, mówię ci grzecznie: Panie.
Siedzisz niedbale w fotelu i palisz papierosa.
Brzęczy gdzieś w cukiernicy łakoma duża osa.
Słońce się stacza ukośnie. Za chwilę topolę minie.
Podsuwam ci na paterze duże złotawe brzoskwinie.
Brzoskwinie świecą w krysztale, jak ciepłe różowe latarki,
pokryte są lekkim puszkiem, jak moja skóra na karku.
Lecz najpiękniejsza jest chyba ta, która leży na wierzchu,
różowi się i złoci w łagodnym błękitnym zmierzchu.
Okrągła, duża, pachnąca, wygląda jak zapłoniona.
Jest pewnie miła w dotknięciu, jak moje nagie ramiona.
Bierzesz ją lekko w palce, przymrużasz trochę oczy,
rozrywasz ją ostrożnie, sok ci po palcach broczy.
Wyjmujesz serce-pestkę (sok w niej upojny chlusta)
różowe, słodkie mięso wkładasz w najdroższe usta.
Nagle schylasz ku mnie młode, wysmukłe ciało
i pytasz bardzo serdecznie: Mój Boże! Co pani się stało?
Nie umiem odpowiedzieć, a łzy mi płyną, płyną…
chciałabym… Tak! Właśnie bym chciała być tą różową brzoskwinią!

17 sierpnia, 2012

"Och, jakąż zagadką jest człowiek! (...) I właśnie dlatego pewien myślący jegomość powiedział, że lepiej go jebać niż usiłować zrozumieć." 
(D.A.F. de Sade)

22 lipca, 2012

Ten chłopiec przyjacielu przyszedł znikąd i wypełnił wszystkie moje myśli.
Halina Poświatowska, "Opowieść dla przyjaciela"

W jaki sposób ostatnio trafiano na mojego słit blogaska? Statystyki mówią jasno: przede wszystkim z for ateista.pl i wiara.pl :-) Na pierwszym mam dojmującą przyjemność moderowania, na drugim dostarczam tej przyjemności innym. Na obu prowadzę nieustanną panteistyczną krucjatę... podobno także lewacką :-)
Trafiano oczywiście również po słowach kluczowych, wśród których od wielu miesięcy przodują elfy, nowością jest natomiast aktorka porno z miseczką m.

Przeglądając posty z ostatnich... no, powiedzmy że miesięcy ;-) widzę jaki burdel się tutaj zrobił. Obawiam się, że przypomina zawartość kilku pudeł w mojej garderobie. Jest tam WSZYSTKO, począwszy od notatek z anatomii, poprzez stare kasety magnetofonowe, listy od znajomych, autka którymi bawiłam się jako dziecko, a kończąc na sypiącej się karimacie. Ubrań jest oczywiście najmniej.
Przyszło mi do głowy że mogłabym te posty jakoś tagować, przyporządkowywać do kategorii typu kulinaria, smuty, czy nawet szanty moja miłość... ale jest na to o 6 lat za późno :-) Zresztą wszystkie moje tendencje porządkowe zwykle kończą się po rozpieprzeniu wszystkiego i wprowadzeniu jeszcze wyższego stopnia chaosu. Tak więc- zostanie jak jest.

03 czerwca, 2012

Można warg dotykać...

...muskać je, ssać, gryźć, podnosić językiem, można je zamykać swoimi ustami, aby za chwilę je otworzyć, rozewrzeć, spulchnić lub mocno zacisnąć. Można koniuszkiem języka cierpliwie i dokładnie nama­szczać śliną ich brzeg. Można przygnieść je do dziąseł, moż­na je smakować. Można je zwilżyć lub zamoczyć swoją śli­ną, aby zaraz potem osuszyć wydychanym powietrzem. Można je obejmować szczelnie swoimi wargami, po chwili zwolnić uścisk, otworzyć na oścież, rozsunąć zęby, wyssać język na zewnątrz i przygryzać go delikatnie. Można go po­tem wepchnąć do środka, przycisnąć do dolnego podniebienia i dotykać swoim językiem wybrzuszenia dziąseł nad każdym zębem po kolei, można dotknąć nim górnego pod­niebienia i zatrzymywać na każdym jego zgrubieniu, moż­na... Można zwariować przy tym. Albo się zakochać.
(J. L. Wiśniewski)

01 czerwca, 2012

Miłość nie zna cnoty ni zasług. Ona znosi, przebacza i uświęca wszystko, bo takie jej przeznaczenie, taka rola w życiu ludzkim. Kochamy się nie wówczas, gdy chcemy i nie w tym, kogośmy sobie z góry upatrzyli: ani nie kierujemy się żadnymi względami na strony dodatnie, ani nie odstraszają nas błędy i wykroczenia. Miłość jest tajemniczą drogą i rozkoszną potęgą, która nas porywa, gdzie sama chce. A my się nie bronimy, nie pytamy nawet dokąd nas prowadzi i co z nami uczyni.
(Leopold von Sacher-Masoch)

Tak tak. Od tego nazwiska wywodzi się termin MASOCHIZM :-)

17 maja, 2012

"Stopnie" H. Hesse


Jak więdnie każdy kwiat i każda młodość
W starość się chyli, kwitnie każdy stopień
Życia i kwitnie cnota, kwitnie mądrość
O swej porze, bo nic nie trwa wiecznie.
Serce na życia zew niechaj ochotnie
Żegna się z życiem, by je wszcząć od nowa,
By się odważnie, bez żalów zbytecznych
Wdać w nowe sprawy i snuć inną nić.
W każdym początku wielki czar się chowa,
Co nas ochrania i pomaga żyć.

Więc przemierzajmy pogodnie przestrzenie,
Lecz żadna niech się ojczyzna nie stanie.
Duch świata nie zna ciasnego spętania:
Na każdym stopniu większe rozszerzenie.

Ledwo gdziekolwiek się zadomowimy,
A już ospałość nas i gnuśność nuży,
Bo nawyk tego jedynie ominie,
Kto co dzień gotów do nowej podróży.
A może nawet i godzina śmierci
Nowy nam obszar młodości otworzy,
Wołania życia i śmierć nie przemoże...
Nuże więc, żegnaj i ozdrowiej , serce!


05 maja, 2012

Syrena czy wieloryb? (znalezione w necie)

Przy wejściu do klubu fitness właściciel zawiesił zdjęcie zgrabnej, ponętnej i wysportowanej kobiety, które opatrzył następującym komentarzem w formie otwartego pytania: Tego lata chcesz być syreną czy wielorybem?
Pewna kobieta (niestety nie podała ani swoich wymiarów ani wagi) odpowiedziała właścicielowi i pracownikom fitness klubu w następujący sposób:

Kochani, wieloryby słyną z tego, że zawsze są otoczone swoimi przyjaciółmi (delfinami, fokami, albo ciekawskimi ludźmi). Wieloryby są zmysłowe i zdolne do prokreacji- potrafią, jak wykazały badania, z olbrzymią czułością wychowywać swoje potomstwo. Życie rozrywkowe wielorybów kręci się w towarzystwie delfinów, a spotkania towarzyskie mijają w przyjacielskiej atmosferze na delektowaniu się olbrzymimi ilościami świeżych krewetek. Wieloryby relaksują się, pływając całymi dniami- a w dalekich morskich podróżach docierają do egzotycznych i odległych miejsc: morza Barentsa, polinezyjskich raf koralowych czy do wybrzeża Patagonii. Ponadto wieloryby słyną z niezwykłego śpiewu, czasami nawet nagrywają relaksacyjne płyty CD ku uciesze zestresowanych ludzi ;-) Wieloryby są uwielbianymi i kochanymi stworzeniami, poza tym ich życie jest pod ochroną.
Syreny natomiast nie istnieją.
Gdyby nawet istniały, to siedziałyby w kolejce do psychoanalityka ze względu na rozdwojenie jaźni- niby kobieta niby ryba? Syreny pozbawione życia seksualnego nie mogłyby rodzić dzieci. Może i byłby piękne, powabne, ale przy tym tak okrutnie samotne- bo któż chciałby umawiać się z dziewczyną, która pachnie jak ryba ;-)
Bezsprzecznie wolę być wielorybem niż syreną.

Zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy media lansują anorektyczne kobiety jako symbole kobiecości- ja dziękuję, ja wysiadam- wolę jeść lody śmietankowe z moimi dziećmi, wyjść z mężem na kolację przy świecach oraz wpaść na drinka i kawałek ciasta do przyjaciół.
I jeszcze jedno, kobiety przybierają na wadze, ponieważ na przestrzeni lat kumulują tak zawrotną ilość wiedzy i mądrości życiowej, iż rozprzestrzenia się ona samoistnie po różnych częściach ciała- tworząc zmysłowe, puszyste krągłości :-) Jest nam daleko do chorobliwej otyłości, może i jesteśmy lekko przysadziste, ale za to elegancko utrzymane, radosne i bardzo mądre. Miłego dnia!

02 maja, 2012

Pyszne "coś" :-)

Tak naprawdę nie wiem, jak "coś" nazwać. Podobne napoje sprzedaje się zwykle jako smoothies, ale zwykle nie zawierają one jogurtu. 
Powiedzmy więc, że jest to koktajl :-)

szklanka mocnej zielonej herbaty- musi być zimna
banan
szklanka zamrożonych truskawek lub borówek
mały jogurt naturalny, najlepszy jest grecki
2-3 łyżeczki słodkiego, może być cukier lub miód, ja użyłam cukru trzcinowego

Wszystkie składniki powinny być schłodzone, ponieważ koktajl pije się od razu po przyrządzeniu. Należy je zmiksować i od razu podawać.

27 kwietnia, 2012


...we will make joyous music together, 
and to get to you, your enemies will have to step across my dead body...

10 kwietnia, 2012

Andrzej Szczypiorski "Początek"

Tu był środek ziemi, oś wszechświata, bo sam Bóg umieścił tutaj jądro stworzenia, położył palec wskazujący przed stuleciami i zakreślił nim krąg wszelkiego sensu ludzkich żywotów. Tu (…) płynęło niegdyś źródło, u którego najemny Tatar poił swoje konie, tędy biegł trakt, którym bojarzyn z postronkiem na karku szedł do lackiej niewoli, a po obu stronach tego traktu Żyd i Niemiec rozbijali swoje kupieckie stragany. Tutaj i nie gdzie indziej na całej ziemi szabaśne świeczki odbijały się mdłym, żółtawym blaskiem na pochwie rosyjskiej szabli, a polskie ręce przełamywały opłatek w cieniu pruskiego drzewka wigilijnego. Tu i nigdzie indziej we wszechświecie niemiecki poeta nadawał piękne imiona polskim ulicom, moskiewski książę zagrzewał do boju polskich żołnierzy, by celniej strzelali do gwardii Imperatora, a trawieni suchotniczą gorączką Żydzi, ożywieni duchem wolności rosyjscy oficerowie i polscy zesłańcy, skuci łańcuchami, razem spiskowali przeciwko tyranii. Tu był ten środek ziemi, oś wszechświata, gdzie się głupstwo splatało z wzniosłością, nikczemna zdrada z najczystszym poświęceniem. W tym miejscu jedynym dziki, smagły i przebiegły pysk Azji od niepamiętnych czasów patrzył z bliska w tłustą, butną i głupią gębę Europy, tu właśnie, a nie gdzie indziej zamyślone i wrażliwe oczy Azji spoglądały w rozumne oczy Europy. Tu był środek ziemi, oś wszechświata, gdzie zachód brał w ramiona wschód, a północ wyciągała rękę do południa. Na stepowych rozhukanych koniach, w jucznych tobołach na ich grzbietach, wędrowały tędy książki Erazma z Rotterdamu. Żydowskie wózki, łamiąc dyszle na wybojach, rozsypywały tutaj wolteriańskie ziarno. W pruskich furgonach jechał Hegel do Sankt Petersburga, by wracać potem rosyjską trojką, z Czernyszewskim, okrytym baranim tołubem. Tutaj był wschód i zachód, północ i południe. Na tej ulicy Tatar bił pokłon, twarzą zwrócony do Mekki, Żyd czytał Torę, Niemiec Lutra, Polak gromnice palił u stóp ołtarzy w Częstochowie i na Ostrej Bramie. Tutaj był środek ziemi, oś wszechświata, nagromadzenie braterstwa i nienawiści, bliskości i obcości, bo tu się spełniały wspólne losy najdalszych sobie ludów, w tych żarnach nadwiślańskich Bóg polską mąkę robił dla polskich głodnych, polską mąkę, mannę niebieską, mojżeszową i chrystusową, Starego i Nowego Przymierza dla wszystkich męczenników i łotrów, świętych i szubrawców tej ziemi.
  

04 kwietnia, 2012

"Jest we mnie coś, co nie do końca odpowiada ogólnie przyjętym normom, zasadzie w zdrowym ciele zdrowy duch.
Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad.
Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni.
Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej.
Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne.
Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju."
(Charles Bukowski)

16 lutego, 2012

"My mężczyźni jesteśmy biednymi niewolnikami przesądów - powiedział jej przy jakiejś okazji. - Za to kiedy kobieta postanawia przespać się z jakimś mężczyzną, nie ma takiego parkanu, którego by nie przeskoczyła, fortecy, której by nie zdobyła, ani jakiejkolwiek normy moralnej, której nie byłaby gotowa złamać; i nie ma takiego Boga, który by ją powstrzymał."
(G. G. Márquez)

17 stycznia, 2012

Zła reputacja

Nikt mnie we wsi nie lubi, bo
Mam u wszystkich opinię złą.
Czy gdzieś pójdę, czy w domu tkwię,
Reputacji nie zmienię, nie.
Lecz nie myślę przecie, bym krzywdził kogo,
Gdy z wszystkimi iść nie chcę jedną drogą.
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna droga śni...

Paskudnie obgadują mnie,
Niemowy - nie, rozumie się !

Czternastego lipca za dwóch
Czule wtulam się w kołdry puch,
A muzyki marszowy rytm
nie jest szczytem pożądań mych.
Lecz nie myślę przecie, bym krzywdził kogo
Gdy mnie grzmiący rytm nie nastraja błogo
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna nuta śni...

Palcami wytykają mnie,
Prócz tych bez rąk, rozumie się !

Głodny chłopiec do sadu wpadł
Kilka jabłek dojrzałych skradł.
Już go strażnik ściga co tchu,
A ja nogę podstawiam mu.
A ja strażnikowi podstawiam nogę
Bo złodzieja jabłek nie sądzę srogo.
Ale zdaniem ludzi to błąd
Że ktoś ma niezależny sąd...

Tłum wściekły z pasja ściga mnie,
Kulawi - nie, rozumie się !

Być prorokiem nie trzeba, nie,
By przewidzieć, co czeka mnie.
Jeśli znajdą solidny sznur,
Będę dyndał pod obelg wtór.
Bowiem droga ma, drogi mój sąsiedzie,
Własny cel swój ma, tropem twym nie wiedzie.
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna droga śni...

Wisielca każdy ujrzeć chce -
I ślepcy też, rozumie się !

Georges Brassens
tłum. Wojciech Młynarski

20 grudnia, 2011

Słowa kluczowe...

... po jakich trafiano na ten blog:
dzwoneczek disney
la rochelle
elf leśny
selkie
trójbogini  księżyca
oraz... castrum vindobona:-)


Pracownica hospicjum z Niemiec spisała najczęściej powtarzające się wyznania osób, które umarły na jej rękach. W ten sposób powstała lista pięciu rzeczy, których najczęściej żałują umierający. Oto one:

1. Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życie, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakie oczekiwali ode mnie inni.


- Tego ludzie żałują najczęściej. Gdy zdają sobie sprawę, że ich życie jest już prawie skończone, mogą łatwo dostrzec, jakich marzeń nie zrealizowali. Większość osób nie próbowała spełnić nawet połowy ze swych marzeń - mówi autorka listy cytowana przez portal chn24.pl.

2. Żałuję, że tak dużo pracowałem.

- Tego rodzaju uczucie wyrażał każdy pacjent płci męskiej, jakim się opiekowałam. Niektóre kobiety również wyrażały tego rodzaju żal. Jednak ponieważ większość z nich należała do wcześniejszego pokolenia, nie zajmowały się one zarabianiem na rodzinę - komentuje pracownica hospicjum.

3. Żałuję, że nie miałem śmiałości, by wyrazić swoje uczucia.

- Wiele ludzi przygaszało swoje uczucia, żeby zachować określone relacje z ludźmi. Pojawienie się wielu chorób miało związek z doświadczanymi przez nich uczuciami goryczy i oburzenia - mówi kobieta i dodaje, że tłumiony stres jest najgorszym z możliwych uczuć.

4. Żałuję, że nie utrzymywałem relacji z przyjaciółmi.

- Często ludzie nie zdawali sobie sprawy, jaką korzyść czerpią z utrzymywania kontaktów ze swymi przyjaciółmi. Zrozumieli to dopiero, gdy zostało im kilka tygodni do końca życia - tłumaczy pracownica hospicjum.

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym.

- Wiele ludzi z powodu lęku przed zmianami udawało przed innymi i przed samymi sobą, że byli zadowoleni ze swojego życia - tłumaczy opiekunka i dodaje, że tak naprawdę umierający ciągle bali się, że stracą to co mają.

(za fakt.pl)

19 grudnia, 2011

Ann Landers "Mój tato, gdy miałam..."

Cztery lata: Mój tatuś wie wszystko.
Pięć lat: Mój tatuś dużo wie.
Sześć lat: Mój tato jest bystrzejszy niż twój.
Osiem lat: Mój tato niezupełnie wszystko wie...
Dziesięć lat: Przed laty, gdy mój tato dorastał,rzeczy miały się zupełnie
inaczej.
Dwanaście lat: No cóż,naturalnie, tato się w tym nie orientuje.Jest za stary, by
pamiętać swe szczenięce lata.
Czternaście lat: Nie przejmuj się moim ojcem.Jest taki staromodny!
Dwadzieścia jeden lat: On? Mój Boże, on jest beznadziejnie zacofany!
Dwadzieścia pięć lat: Tato wie to i owo o pewnych sprawach. Nic dziwnego,
ostatecznie przeżył już parę lat...
Trzydzieści lat: Może zapytać tatę, co o tym myśli. W końcu ma spore
doświadczenie.
Trzydzieści pięć lat: Nic nie zrobię, póki nie pogadam o tym z tatą.
Czterdzieści lat: Zastanawiam się, jak tato by się do tego zabrał...Był taki
mądry, taki doświadczony...
Pięćdziesiąt lat: Oddałabym wszystko, żeby tato mógł być teraz ze mną. Mogłabym
wszystko z nim omówić. Żałuję, że nie doceniałam jego mądrości. Tyle mogłam się
od niego nauczyć...