03 kwietnia, 2008

Castrum Vindobona....

...a obecnie po prostu Wiedeń, gród leśnego strumienia.
Miasto w którym umarł Marek Aureliusz.

Musiał być to niezwykle sympatyczny człowiek- sądząc z jego zapisków oraz tego co przekazują kroniki. Czytaliśmy dawno temu na języku polskim opis jego konnego pomnika.

Nie w tej postawie świeci w starym Rzymie
Kochanek ludów, ów Marek Aureli,

Który tam naprzód rozsławił swe imię,

Że wygnał szpiegów i donosicieli:

A kiedy zdzierców domowych poskromił,
Gdy nad brzegami Renu i Paktolu
Hordy najezdców barbarzyńskich zgromił,

Do spokojnego wraca Kapitolu.
Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło,

Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa;

Rękę poważnie wzniósł, jak gdyby wkoło

Miał błogosławić tłum swego poddaństwa,

A drugą rękę opuścił na wodze,

Rumaka swego zapędy ukraca.

Zgadniesz, że mnogi lud tam stał na drodze
I krzyczał: „Cesarz, ojciec nasz powraca!”

Cesarz chciał z wolna jechać między tłokiem,
Wszystkich ojcowskim udarować okiem.

Koń wzdyma grzywę, żarem z oczu świeci,

Lecz zna, że wiezie najmilszego z gości,
Że wiezie ojca milijonom dzieci,
I sam hamuje ogień swej żywości;

Dzieci przyjść blisko, ojca widzieć mogą.

Koń równym krokiem, równą stąpa drogą:
Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności!


Kilka linijek wyżej znajdował się opis innego pomnika w innym mieście- które koniecznie chcę zobaczyć:

Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda,
Druga carowa pamiętnik stawiała
.
Już car odlany w kształcie wielkoluda

Siadł na brązowym grzbiecie bucefała
miejsca czekał, gdzie by wjechał konno.

Lecz Piotr na własnej ziemi stać nie może.

W ojczyźnie jemu nie dosyć przestronno,
Po grunt dla niego posłano za morze.
Posłano wyrwać z finlandzkich nadbrzeży
Wzgórek granitu; ten na Pani słowo

Płynie po morzu i po lądzie bieży,

I w mieście pada na wznak przed carową
Już wzgórek gotów; leci car miedziany,
Car knutowładny w todze Rzymianina,
Wskakuje rumak na granitu ściany,

Staje na brzegu i w górę się wspina.
(...)

Car Piotr wypuścił rumakowi wodze,

Widać, że leciał tratując po drodze,

Od razu wskoczył aż na sam brzeg skały.

Już koń szalony wzniósł w górę kopyta,

Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta,

Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały.

Od wieku stoi, skacze, lecz nie spada,

Jako lecąca z granitów kaskada,

Gdy ścięta mrozem nad przepaścią zwiśnie



Ale wróćmy do Wiednia.
Miasto gdzie szukał natchnienia T.S. Garp (odnalazła je tam Jenny Fields). Zawsze będą dla mnie wyglądać jak Robin Williams w kraciastej marynarce i Glenn Close w pielęgniarskim uniformie.


Najłatwiej opisać je mówiąc że to taki większy i czystszy Kraków. Tylko że ludzie bardziej uprzejmi, mówiący językiem podobnym do śpiewu. Tylko że bezpieczniej.
Galicja przesiąknięta jest sentymentem do "Widnia", CK Austrii, oraz Franca Jozefa z przyczyn niejasnych dla mieszkańców innych regionów Polski.

Jest jeszcze oglądana w dzieciństwie "Rodzina Straussów", piękna Sissi wędrująca po Alpach, tort Sachera, kawusia po wiedeńsku, diabelskie koło na Praterze i tysiące innych wspomnień.





Jest też wiersz Lorki o wiedeńskim walcu, śpiewany przez Leonarda Cohena i Annę Szałapak...

Znieruchomiał wiatr,
w górze słońce ,w dole jak drżące wodorosty
- topole i moje serce drżące.
Znieruchomiał wiatr,
popołudnie bez ptaków o piątej.
W Wiedniu jest dziesięć dziewcząt
ich głosy na śmierć brzmią zewsząd
i jest las wypchanych gołębi, są chłodnych poranków fragmenty,
jest salon z tysiącem balkonów.
Ten walc, ten walc, walc koniak, walc śmierć, walc sen,
co w morzu zanurza swój tren.
Ja kocham cię, kocham cię, kocham
w melancholijnych zatokach,
na ciemnym strychu irysów,
i w naszym łożu z księżyca,
pośród martwych książek i myśli,
w tańcu który żółwiowi się przyśnił.
Weź ten walc, co w ramionach mi zgasł,
weź ten walc, co w ramionach mi zgasł
W Wiedniu zatańczę z tobą przebrana w domino
z głową, na twarzy żonkili,
spójrz kwitną hiacyntem moje brzegi,
w me uda niech wpłynie twe ujście wezbrane,
a dusza w albumach i liliach zostanie,
na śladach mych kroków i ciemnych fal,
co rzucić ci umie to moje kochanie…staruszek walc.
Weź ten walc, co w ramionach mi zgasł,
weź ten walc, co w ramionach mi zgasł.

30 marca, 2008

Murphy w krainie krzemu oraz u mnie w pracy

SPOSTRZEŻENIA OGÓLNE

  1. Systemy złożone wykazują skłonność do popełniania kompleksowych błędów.
  2. Zaś systemy proste wykazują skłonność do popełniania kompleksowych błędów.
  3. Nowe systemy produkują nowe błędy.
  4. Stare systemy produkują tak nowe, jak i stare błędy.
  5. Systemy złożone wykazują skłonność do zakłócania realizacji własnych funkcji.
  6. Człowiek pracujący z komputerem nie po stępuje zgodnie z wymaganiami komputera.
  7. Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy, gdy wszelkie inne możliwości zostały już wyczerpane.
  8. Systemy odporne na idiotów obsługiwane są właśnie przez idiotów.
  9. Komputery współpracujące z innymi komputerami nie zachowują się tak, jak wymagają tego inne komputery.
  10. Rozłożenie dowolnego urządzenia na części jest proste.
  11. Ponowne jego złożenie tak, żeby działało, nie jest możliwe.
  12. Wszystko, co zostało złożone, ulegnie wcześniej czy później rozkładowi.
  13. Wszystko ulega rozkładowi w najmniej odpowiednim momencie.
  14. Każdy skomplikowany montaż wymaga trzech rąk.
  15. Każdy prosty montaż wymaga czterech rąk.
  16. Wszystkie komputery PC są kompatybilne, ale niektóre są kompatybilniejsze od innych.
  17. Twój jest zawsze mniej kompatybilny.
  18. O ile klawiatura została stworzona po to, by przy pomocy bezładnych ruchów kursorem wybrać z nieprzejrzystego menu niezrozumiałe instrukcje, które łatwiej byłoby wybrać przy pomocy myszy, to mysz służy do wybierania z nieprzejrzystego menu, przy pomocy bezładnych ruchów, trudno zrozumiałych rozkazów, które łatwiej byłoby wskazać za pośrednictwem klawiatury.
  19. Pustą dyskietkę możesz przeszukiwać długo i bezskutecznie.
  20. Długo i bezskutecznie możesz przeszukiwać również pełną dyskietkę.
  21. Wniosek: Każdą dyskietkę możesz przeszukiwać długo i bezskutecznie.

PODSTAWOWE PRAWDY INFORMATYKI

  1. Komputer służy człowiekowi.
  2. Ziemia jest płaska.
  3. Dla komputera nie ma rzeczy nie do pomyślenia, a tym bardziej nie ma rzeczy niemożliwych — z wyjątkiem tych, których od niego wymagamy.
  4. W świecie komputerowego przetwarzania danych żadna awaria się nie kończy, ponieważ przechodzi zawsze w następną.
  5. Awaria komputera wyczekuje cierpliwie na najbardziej niedogodny moment, aby bezlitośnie zaatakować.
  6. W pracy z komputerem opieranie się na jakichkolwiek zasadach jest błędem.
  7. Nie unikniesz nigdy dużej awarii, jeśli spowodujesz małą — w najlepszym wypadku mała awaria pozostanie mała, stając się z czasem coraz bardziej uciążliwą.
  8. Nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich możliwych awarii — możesz być jednak pewien, że każdą z osobna odczujesz na własnej skórze.
  9. Wnioski: Drobne awarie nie istnieją. Jeżeli miała jednak miejsce drobna awaria, oznacza to, że nie poznałeś jeszcze jej rzeczywistych rozmiarów.
  10. Im doskonalej program wykonuje swoje funkcje, tym dotkliwiej Cię zawiedzie.
  11. Każdy inny program zawodzi tak samo dotkliwie.
  12. Tylko niepotrzebny nikomu program przebiega bez zakłóceń.
  13. Masz zawsze o jeden wirus więcej, niż sądzisz.
  14. Podczas przeszukiwania program antywirusowy nieodwracalnie zniszczy wszystkie zbiory tekstowe i programowe, a nietkniętym zostanie jedynie wirus.
  15. Ostatecznie wirus pozostanie jedynym programem możliwym do przetworzenia.
  16. Elipsy są przedstawiane i drukowane jako schodkowate jajka.
  17. Schodkowate jajka pozostają schodkowatymi jajkami.
  18. Koła nie są kołami.
  19. Wyjątek: Kołami będą wtedy (i tylko wtedy), kiedy narysujesz je jako elipsy. Drukarka przedstawi je wtedy jako poprawne elipsy.
  20. Program konwersji graficznej może być spokojnie zastąpiony poleceniem kasowania. Wynik jest taki sam, albo przynajmniej wyjdzie na to samo.
  21. Program kalkulacyjny, który daje właściwy i przyjazny wynik — kłamie.
  22. Zanim z kalkulacji otrzymasz wyniki jedynie zbliżone do użytecznych, program włączy swój generator liczb losowych.
  23. Wartości pieniężne możesz otrzymać w dolarach, markach lub muszlach Fidżi; nigdy w złotówkach.
  24. Wyjątki są liczniejsze od reguł.
  25. Od wszystkich uznanych wyjątków istnieją wyjątki.
  26. Jeżeli opanowałeś już wyjątki, to nie pamiętasz już jakich reguł one dotyczą.
  27. Prawidłowo napisany tekst pojawi się tylko wtedy, gdy napiszesz go ręcznie.

PRAWA OGÓLNE

  1. Na polecenie "Napisz Tak lub Nie" użytkownik wpisuje "Tak lub Nie".
  2. Na polecenie "Wciśnij ENTER" użytkownik wpisuje "ENTER".
  3. Na polecenie "Naciśnij dowolny klawisz" użytkownik naciska klawisz SHIFT albo ESCAPE.
  4. Jeżeli napiszesz procedurę, która zapobiega pojawianiu się błędnych wartości, to zawsze znajdzie się użytkownik, który ją pominie.
  5. Jeżeli istnieją 4 różne możliwości doprowadzenia programu do krachu i wszystkie 4 zablokujesz, wtedy użytkownik znajdzie piątą metodę.
  6. Nie ma programów całkowicie idiotoodpornych.
  7. Program oddany użytkownikowi w piątek wraca do autora w poniedziałek.
  8. Na pierwsze 90% programu potrzeba 10% przeznaczonego na jego realizację czasu.
  9. Pozostałe 10% programu wymaga 90% przeznaczonego na jego realizację czasu.
  10. Rozpoczynasz zawsze od pozostałych 10%.
  11. 10%, od których rozpoczynasz pracę stanowią te procedury, które w ostatecznym rozrachunku zostaną usunięte na życzenie klienta.
  12. Jeżeli nie wiesz co czynisz, rób to w sposób elegancki.
  13. W zespole programistów każdy ma genialny plan rozwiązania problemu. Wszystkie plany się wzajemnie wykluczają i żaden nie prowadzi do poprawnego rozwiązania.
  14. Liczba osób w zespole programistycznym ma tendencje wzrastające niezależnie od ilości pracy.
  15. W każdym programie błędy wykazują skłonność do występowania w tym miejscu, które sprawdzasz jako ostatnie.
  16. Każdy program, który się dobrze zaczyna, kończy się źle.
  17. Program, który zaczyna się źle, kończy się przerażająco.
  18. To co wygląda łatwo jest trudne.
  19. To co wygląda trudno jest niemożliwe.
  20. To co wygląda na niemożliwe potrafi rozwiązać nawet twoja teściowa i to bez pomocy komputera.
  21. Każdy programista przybywający z innego miasta jest fachowcem.
  22. Idealny fachowiec wie absolutnie wszystko o niczym.
  23. Nie wierz w cuda — zdaj się na nie.
  24. Każda formuła i każda stała muszą być traktowane jako zmienne.
  25. Prawdopodobieństwo wydarzenia jest odwrotnie proporcjonalne do życzenia.

WINDOWS

Motto: Masochistyczne skłonności nie są wprawdzie warunkiem koniecznym do pracy w systemie operacyjnym Windows. Są jednak bardzo pomocne.
  1. Każdy program w Windows pracuje poprawnie do momentu niczym nieuzasadnionej utraty danych.
  2. Interaktywne, multimedialne aplikacje DOS'a "zawieszają się" same, podczas gdy interaktywne, multimedialne aplikacje Windows zawieszają się natychmiast po dowolnej ingerencji użytkownika.
  3. Jedyną metodą obsługi plotera i drukarki w Windows jest drukowanie krzywych i plotowanie tekstów.

OSIEM PRAW SZANOWNEGO KLIENTA (KLIENTA W MOJEJ PRACY NIESTETY)

  1. Klientowi nigdy nie przyjdzie na myśl ile kosztuje projekt, tylko ile można na tym projekcie zaoszczędzić.
  2. Jeżeli udało Ci się wprowadzić w programie, wymagane przez klienta poprawki, wtedy on z nich zrezygnuje.
  3. Żaden klient nie wie czego właściwie chce.
  4. Każdy klient wie dokładnie czego nie chce.
  5. Żaden klient nie chce tego co masz już gotowe.
  6. Nie wie także co chciałby mieć zamiast tego.
  7. Klient, który najmniej płaci marudzi najwięcej.
  8. Klient żąda większych zmian dokładnie wtedy, kiedy produkt jest już gotowy.

27 marca, 2008

Khalil Gibran o pracy:

Pracujesz by dotrzymać kroku ziemi i ziemskiej duszy.
Gdyż być leniwym znaczy stać się obcym porom roku i wyjść z procesji życia, która podąża majestatycznie i z dumnym posłuszeństwem ku wieczności.

Kiedy pracujesz jesteś jak flet, którego serce zamienia godziny w muzykę.
Któż z was chciałby być piszczałką tępą i milczącą, gdy wszyscy inni śpiewają razem unisono?

Zawsze mówiono ci, że praca jest przekleństwem a trud nieszczęściem.
Lecz ja mówię, że pracując wypełniasz część najśmielszego marzenia ziemi przypisaną ci już w dniu jego narodzin.
A trudząc się, naprawdę kochasz życie.
A kochać życie poprzez trudy, znaczy dotykać jego najgłębszych sekretów.

Lecz jeśli w swym bólu przeklinasz dzień swoich urodzin, a wspierające cię ciało nazywasz fatum wypisanym ci na czole, odpowiem ci, że nic, tylko pot spływający z czoła może zmyć to, co zapisane.

Powiedziano ci także, że życie to ciemność i w swym znużeniu powtarzasz to, co znużenie ci szepcze.
A ja mówię ci, że życie jest ciemnością, jeśli nie zabłyśnie w nim pragnienie.
Zaś wszystkie pragnienia są ślepe, jeśli nie istnieje wiedza.
Wiedza jest zaś zbędna, jeśli nie istnieje praca.
Praca jest pusta, jeśli nie z miłością.
A kiedy kochasz to, co robisz, łączysz się z samym sobą, z innymi oraz z Bogiem.

Czymże jest praca z miłością?
To tkać płótno nićmi wyciągniętymi z serca tak, jakby miała je nosić najdroższa osoba.
To budować dom z uczuciem, jakby miał być schronieniem dla twoich najbliższych.
To zasiewać ziarno z czułością a plony zbierać radośnie, jakby twoi ukochani mieli je spożywać.
To napełniać wszystko, czego się dotkniesz chlebem swej duszy
i mieć świadomość, że wszyscy twoi zmarli stoją przy tobie i patrzą.

Często słyszałem jak mówicie niby we śnie:
”Ten, kto rzeźbi w marmurze odnajdując kształt swej własnej duszy w kamieniu jest szlachetniejszy od oracza, a ten, kto przekształca tęczę i układa ją na płótnie, by podobało się ludziom jest kimś więcej niż szewc robiący sandały na nasze stopy”.

Lecz ja mówię, nie we śnie, lecz w pełni przebudzenia podczas południowego przypływu, że wiatr nie szepcze czulej gigantycznym dębom niż najmarniejszemu źdźbłu trawy.
A ten tylko jest wielki, kto przetwarza głosy wiatru w pieśń słodką od Jego miłości.

Praca jest ucieleśnieniem miłości.
A jeśli nie umiesz pracować z miłością, a jedynie ze wstrętem, lepiej byś rzucił swą pracę, usiadł pod bramą świątyni i żebrał o jałmużnę od tych, co pracują z radością.

Jeśli zaś pieczesz chleb z obojętnością, twój chleb jest gorzki i może nasycić jedynie połowę ludzkiego głodu.
Jeśli żałujesz, że musisz gnieść winogrona, twój żal zatruje wino.
Jeśli masz głos anielski a nie lubisz śpiewać, to jakbyś tłumił przed ludzkim uchem głosy nocy i głosy dnia.



20 marca, 2008

Pierwsze z siedemnastu mgnień wiosny

W tych dniach wypada bardzo szczególna data. Równonoc wiosenna- początek wiosny. A w ten pierwszy dzień wiosny- pełnia Księżyca. Ta szczególna pełnia, która ciągnie za sobą łacińską Wielkanoc i hebrajskie Pesach. W ten sam dzień- z racji równonocy- przypada też sabat Eostre (inaczej zwany Ostara), oraz nasze słowiańskie Jare.
Pełnia to jedna z twarzy Trójbogini, twarz Matki, czy też Nimfy.
Trzy miesiące temu Dziewica sprowadziła na świat Słonecznego Boga, Światło które świeci tak mocno, że żadna ciemność nie może go ogarnąć. Teraz święcimy drugi z aspektów potrójnej pani- płodność. A więc kraszone jaja, zające oraz woda.
No i mamy wiosnę :-) Wiosnę zwykle ma kobiecą postać, twarz Eostre, Flory czy Blodeuwedd.
Rzadki wyjątek tworzy Blake, opisując Ziemię oczekującą wiosny. U niego właśnie Ziemia jest kobietą.

Ty, z włosami ciężkimi od rosy, co patrzysz
Przez jasne okna świtu na ziemię, o Władco
Wiosny, i na tę naszą u zachodu wyspę
Spojrzyj. Ona wszechgłosów powita cię śpiewem.
Od wzgórz do wzgórz wieść biegnie; jakże się radują
Doliny! Wszystkie oczy z tęsknotą szukają
Twoich jasnych namiotów. O, przybądź! Niech święte
Stopy twoje przebiegną przez naszą krainę.
Z nad tamtych wzgórz u wschodu przyjdź! Niech wiatr znad łąki
Ucałuje twe szaty wonne. Rozsiej perły
Na smutnej ziemi, która w samotności płacze.
Oddechu twych wieczorów pragniemy i świtów.
Ujmij tę ziemię w piękne swe dłonie, jej nagość
Okryj pocałunkami. Swą własną koroną
Ozłoć jej głowę, która chyli się omdlała.
Ona przecież dla ciebie zaplotła warkocze.


13 marca, 2008

Dzieła sztuki, które luźnym porządkiem skojarzyły się w moich myślach.
Po pierwsze- sonet Szekspira:

A woman's face with Nature's own hand painted
Hast thou, the master-mistress of my passion;
A woman's gentle heart, but not acquainted
With shifting change, as is false women's fashion;
An eye more bright than theirs, less false in rolling,
Gilding the object whereupon it gazeth;
A man in hue, all 'hues' in his controlling,
Much steals men's eyes and women's souls amazeth.
And for a woman wert thou first created;
Till Nature, as she wrought thee, fell a-doting,
And by addition me of thee defeated,
By adding one thing to my purpose nothing.
But since she prick'd thee out for women's pleasure,
Mine be thy love and thy love's use their treasure.


Po drugie- Jan Chrzciciel, malowany przez Leonarda (nie Rafaela Santi, jak słusznie zwrócono mi uwagę)

Idealna androgynia, ukazująca doskonałe piękno.

05 lutego, 2008

Ośmiu Gotów i dwudziestu dwóch Norwegów
W odkrywczej wyprawie z Winlandii na zachodzie

Rozbiliśmy obóz obok dwóch skalnych wysepek

Dzień drogi na północ od tego kamienia
łowiliśmy ryby jeden dzień
Po powrocie znaleźliśmy dziesięciu ludzi
Czerwonych od krwi i martwych

Ave Virgo Maria chroń nas od złego
Ave Virgo Maria chroń nas od złego

Ave Virgo Maria

Ave Virgo Maria wybaw nas


Postawiliśmy dziesięciu ludzi nad morzem

Na straży naszych statków

Czternaście dni drogi od tej wyspy
Rok 1362


Znalezisko prawdziwe... lub falsyfikat. Ale słowa, gdy je śpiewać a capella brzmią pięknie.


08 stycznia, 2008

Poetycka miniatura Roberta Gravesa:

She tells her love while half asleep,
In the dark hours,

With half-words whispered low:

As Earth stirs in her winter sleep
And put out grass and flowers

Despite the snow,
Despite the falling snow.


... wraz z niemniej urokliwym tłumaczeniem Andrzeja Nowickiego i Haliny Sibery- Breitkopf:

Na wpół uśpiona szepce mi
Miłosne słowa

W godzinach cienia-

Jak ziemia która zima śpi,

A już się zazielenia,
Choć pada śnieg,

Choć pada gęsty śnieg.

Słowa te śpiewał Orfeusz dla Małego Ankajosa podczas nocnej wachty, gdy płynęli z Jazonem do Kolchidy. Kobietą z piosenki jest Eurydyka. Ta której Orfeusz nie umiał wyrwać śmierci.















A przecież sztuka ta mogła się udać! Dokonała tego przecież Isztar, Zaranna i Wieczorna Gwiazda, która zstąpiła do Królestwa Śmierci aby zawrócić swego Tammuza do Królestwa Życia. Przechodząc przez siedem wrót zostawia szaty i klejnoty, tajemną wiedzę, głos, piękno, boskość, świadomość a wreszcie i życie. Tammuz zaś zmartwychwstaje i przynosi ze sobą wiosnę.

25 grudnia, 2007


Odwieczne i niezmienne koło czasu ciągle się obraca.
Jego cykle nie mają końca ani początku.
W tych dniach zmierza ku swoim najciemniejszym chwilom.
Nadchodzi zimowe przesilenie.
W tę najciemniejszą i najdłuższą z zimowych nocy Bogini Dziewica wydaje na świat swe Dzieciątko i staje się Wielką Boginią Matką.
Oto nadchodzi święto Początku - czas narodzin nowego roku, nowego życia, nadziei; to dzień narodzin Jasnego Słońca, tego Światła które świeci w ciemności, a ciemność nie może go ogarnąć.
Tej ciemnej i długiej nocy w naszych duszach narodzi się nowa iskra nadziei.
Święty Ogień, Światło Świata, Słońce Niezwyciężone.
Koło Roku obróciło się raz jeszcze.
Dziewica porodziła! Światło przybiera!


11 grudnia, 2007

Ileż to tysięcy mil od człowieka do człowieka, choćby stali tuż przy sobie?

Ile przestrzeni w poskręcanych błędnikach, ślimakach, labiryntach niewidzialnych?

Ile gór i rzek, jakie stepy wyjące wichrem, jakie oceany monotonne, siwe, bezbrzeżne?

Jakie hotele stoją wbudowane między nich, fantastyczne, o niezliczonych wejściach i wyjściach, windach, piętrach i podziemiach?

Któż to obliczy, kto ogarnie tę drogę, mapę jej wyrysuje i czas jej zdobycia określi?

A miłość przebywa ją jednym krokiem. Jednym spojrzeniem.

Elektryczna iskra miłości obiega w sekundzie całą tę przestrzeń, w przeszłość nawet sięgającą.

I obejmuje się dwoje ludzi, z których jedno jak gdyby było w najgłębszych kopalniach, drugie na najwyższym ziemskim szczycie gór.

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

06 grudnia, 2007

Do niewiary nie przywiodły mnie sprzeczności dogmatów, lecz życie. Bo przecież wierzyłem- co dnia klękając w koszuli na łóżku odmawiałem, złożywszy ręce swój pacierz, ale o Bogu myślałem coraz rzadziej. Kilka lat utrzymywałem jeszcze z Wszechmocnym stosunki oficjalne, prywatnie jednak zaprzestałem składania mu wizyt... A on coraz rzadziej na mnie spoglądał... W końcu odwrócił oczy.
(J.P. Sartre)

Wielokrotnie zastanawiałam się, co odpowiedzieć, gdy pytano mnie o odejście od religii katolickiej. Pierwszą rzeczą, która mi się nasuwała była utrata zaufania do kościoła katolickiego. Było to kilka lat wcześniej, niż p. Senyszyn opisała tenże kościół jako pięć razy be: bogaty, bezkarny, bezczelny, bezideowy i bezduszny.
Ale nie było to najważniejsze. Mogłam wszak pozostać przy wierze w Jezusa, Marię, Boga jedynego i w Trójcy- odchodząc od katolicyzmu. Co więc się stało?
Wiara kiedyś była dla mnie emocją, czystą i piękną pociechą, modlitwa ucieczką od troski, rytuał lekarstwem. Przeciw czemu były te środki? Przeciwko poczuciu winy, grzeszności, bycia brudną, podłą i niegodną. Skąd takie myśli? Ano- z wiary której mnie nauczono. Religia dawała mi lekarstwo na chorobę którą sama wywoływała.
Pierwsza i ostatnia decyzja o odejściu zapadła podczas spowiedzi. Odeszłam od konfesjonału, wyszłam z kościoła i nigdy już tam nie wróciłam, nigdy nie poszłam na mszę.
Nie miałam już potrzeby aby w smutku i nieszczęściu odwoływać się do wyższych sił. Na tym mogłam budować poczucie własnej wartości i godności, nauczyć kierować się sumieniem, rozsądkiem oraz empatią.
Wcześniejsza religijność nie była mi już potrzebna. Podpora przestała być potrzebna- nauczyłam się chodzić na własnych nogach i upadać na własne ręce.
Duchowość zawsze jakaś we mnie była. W obecnej chwili moja wizja świata jest zbliżona do tradycji wikańskiej.

23 listopada, 2007

Tęczowy most

Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem.

Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.

Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.

Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.

To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.

A potem przekraczacie Tęczowy Most — już razem...

Paul C. Dahm
tłum. HARY

29 października, 2007


Oto opowieść moja. Jeleń łani wzywa

Lato umiera. Pędzi ziemia opryskliwa

Wiatr liche słońce jak świeczkę zdmuchuje

Paproć się w krew zamienia. Morze już szturmuje

Dzika gęś dźwiga głowę w swym śmiertelnym boju

Bije zamarzłym skrzydłem. Ponad mróz wzlatuje

Oto świat ścięty. Oto i opowieść moja.

(celtycki poemat z X wieku, tłumaczenie Ernesta Brylla)

25 października, 2007

Pieśń nad pieśniami- fragment kolejny...

ONA
Znów się znalazłam w orzechowym gaju,
by sycić oczy wiośnianą zielenią,

spojrzeć, czy pąki w winnicy się plenią

i czy granaty w porę rozkwitają.


Znagła, z odruchu serca, czy z niemocy,
w książęcej siebie znalazłam karocy.


CHÓR I
Odwróć się, zatańcz, wdzięczna Sulamitko,

byśmy cię mogli obejrzeć dokładnie.

Chcemy osądzić: tańczysz li ty brzydko,

czy i śród mieczów zdolnaś pląsać ładnie?


CHÓR II

Jakże są zwinne twe stopy w sandałach,

łuk twoich bioder jak spod ręki mistrza,

brzuch — czasza gładzią rozkoszną najbłystsza —
obyś już zawsze w wino opływała...

Łono jak w liliach zwięzły snop pszenicy,
piersi masz skoczne jak dwie łanie młode —
krewne gazeli... Twą bujną urodę

wysmukla dumna szyja łabędzicy

z kości słoniowej. Oczy twe w koronie
czoła jak stawy dwa u bramy raju

w praamoryckiej stolicy — Cheszbonie:

nos jak wieżyczka Libanu. Gadają,
że na Damaszek zerka... Twoja głowa
jak góra Karmel — dźwiga się proroczo,
a chmura włosów na niej purpurowa

dziwi się sama swym chwytnym warkoczom:
Salomonowa uwięzła w nich głowa...


ON

O, jakże świetna jesteś, jak dorodna!

Patrzeć na ciebie to rozkosz spełniona—

tyś jak ta palma smukła — westchnień godna,

a piersi twoje — dzwonne winne grona.

Rzekłem więc: wdrapię się i na tę palmę,

pierwszy z niej zerwę kiść słodkich daktyli—

piersi ośpiewam tym miłosnym psalmem,

bom nigdy równej z tą nie przeżył chwili!
Twój oddech pachnie jabłek świeżych koszem,

usta jak wino wystałe mnie poją —
w zębach, na wargach ten luby smak noszę,

boś ty jest cała winną ucztą moją,


ONA

Tak, jestem twoja, miły, cała rada,

że mnie pożądasz. Gdzie oczy poniosą

pójdziemy, noc tę na henny lewadach

spędzimy;świtem przedporanną rosą
zlani — sprawdzimy, czy pąki granatów

pękłyi czy już winnice nie kwitną —

a dam ci moją miłość niepochwytną
w kwiatach śród pąków i w pąkach śród kwiatów...


Czujesz ten zapach? To woń mandragory—
dla ciebiem lubczyk ten śród ziół chowała
susząc owoce: mam ich zasób spory—
jak pieśń dla duszy — one są dla ciała.

Gdybyś był bratem, pił mej matki mleko,
ja bym cię nawet w ciżbie całowała—
nikt by ze wzgardą nie mrugnął powieką!


Podjęła bym cię w domu matki winem,
moszczem granatów— czym chata bogata —

a ty byś objął mnie jak swą dziewczynę

tak, bym w ramionach twych znikła dla świata...



30 września, 2007

X sonet Elizabeth Barret Browning

Yet, love, mere love, is beautiful indeed
And worthy of acceptation. Fire is bright,
Let temple burn, or flax; an equal light
Leaps in the flame from cedar-plank or weed:
And love is fire. And when I say at need
I love thee...mark!...I love thee--in thy sight
I stand transfigured, glorified aright,
With conscience of the new rays that proceed
Out of my face toward thine. There's nothing low
In love, when love the lowest: meanest creatures
Who love God, God accepts while loving so.
And what I feel, across the inferior features
Of what I am, doth flash itself, and show
How that great work of Love enhances Nature's.




23 września, 2007


Nowy wpis na okoliczność pierwszego dnia jesieni...

Z brzękiem ostróg wjechałem do miasta
Pod jesień było, czas złotych liści nastał
W kieszeni worek srebra, czas do domu
Wtem za plecami woła głos:

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata
Choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu
Nim noc zawita nad drogami

Słońce stało w zenicie bił południowy żar
A w gardle kurz przebytych dróg
Co tam, spocznę chwilę, przecież nie zaszkodzi
Do przejścia niedaleką drogę jeszcze mam.
A ona kusi!

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata
Choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu
Nim noc zawita nad drogami

Zbudziłem się w czerwieniach zachodu
Pod szarą karczmą co rynek zamyka
Zabrała moje srebro, duszę i ostrogi
Zostało pragnienie i tępy głowy ból
I pamięć jej słów:

Usiądź razem ze mną...

(A. Koczewski)






02 września, 2007

Dzieci Indygo, część dalsza. Tym razem zbiór polskojęzycznych wycinków.

Dzieci Indygo to pokolenie, którego główna fala narodzin rozpoczęła się na świecie w latach siedemdziesiątych i potrwała mniej więcej do roku 2000, kiedy to zaczęły rodzić się pierwsze Dzieci Kryształowe. Nazwa
Indygo pochodzi od koloru aury tych dzieci. Jest to kolor czakry zwanej "trzecim okiem", znajdującej się między brwiami i odpowiadającej między innymi za zdolności jasnowidzenia i widzenia energii. Tym, co wyróżnia Dzieci Indygo od innych, to ich temperament. Są one obdarzone duchem buntowniczym i wojowniczym, zgodnym ze wspólnym celem ich pokolenia - burzeniem starych systemów, którym brakuje elastyczności, integralności i prawości. Dzieci Indygo doskonale wyczywają nieuczciwość i wiedzą, kiedy są okłamywane lub poddawane manipulacji. Nie chcą i nie potrafią podporządkować się niezdrowym i nieuczciwym sytuacjom w domu, w szkole i w pracy i zrobią wszystko, żeby je zniszczyć.
Lee Carroll i Jan Tober, autorzy książkiDzieci Indygo opisują te dzieci jako "bardziej wymagające, inteligentniejsze, bardziej konfliktowe, bardziej intuicyjne, bardziej duchowe, a w niektórych przypadkach nawet bardziej brutalne niż jakiekolwiek pokolenie przed nimi".
Pod wieloma względami, życie z Dziećmi Indygo bywa bardzo trudne, między innymi ze względu na ich buntowniczą bezkompromisowość i niespożyte pokłady energii twórczej, popychającej ich do nieustannego działania. Niestety, często zjawisko Indygo sprowadzane jest do zdiagnozowania u nich ADD (zespół zaburzeń koncentracji uwagi) lub ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi), czego konsekwencją jest faszerowanie ich środkami farmakologicznymi różnego typu, takich jak Ritalin. Pod wpływem lekarstw Dzieci Indygo łatwiej poddają się wymogom systemów i dostosowują się do oczekiwań otoczenia, jednak ceną "świętego spokoju" rodziców i opiekunów jest ograniczenie duchowych darów tych dzieci i opóźnienie realizacji ich celów życiowych.
http://integra.boo.pl/dziecinowejery.html

  • Wewnętrznie czują tylko prawdę.
  • Kierują się w życiu wzniosłymi zasadami.
  • Wiedzą, że powinniśmy żyć w równowadze ze sobą i z naszym środowiskiem.
  • Wiedzą, że istnieje coś więcej niż to, co widzimy.
  • Wierzą, że materia i życie fizyczne są jedynie złudzeniem.
  • Wiedzą, że życie składa się z energii, albo żyjącej świadomości.
  • Wiedzą, że we Wszechświecie wszystko jest wzajemnie połączone. Czas, przestrzeń, odległość i forma nie są od siebie oddzielone, tak jak to widzimy.
  • Czują, że każde istnienie zasługuje na szacunek, uczciwość, miłość i współczucie.
  • Rozumieją lepiej życie duchowe niż świat materialny.
  • Są przekonane, że rodzaj ludzki powinien dążyć do pokoju, wolności, miłości i wiedzy. Wiedzy o rzeczywistości obiektywnej.
  • Rodzą się na tym świecie po to, aby obalić systemy oparte na bezwarunkowej władzy, nie udzielającej racjonalnych i wyczerpujących wyjaśnień i nie dającej możliwości wyboru.
  • Mają trudności z dyscypliną i autorytetami.
  • Są niezwykle utalentowane (często zdolności paranormalne).
  • Często zamyślają się, jak by miały własny świat.
  • Mają mądre, głębokie spojrzenie.
  • Są rozwinięte duchowo.
  • W wyniku braku wiedzy, bardzo często diagnozuje się u nich ADHD.
  • Mają godność królewską oraz czują, że zasługują by tu być.
  • Uważają, że sposób nauczania w szkole oraz w domu należy zmienić na lepszy.
  • Są bardzo wrażliwe.
  • Mają silną wolę.
  • Mają poczucie humoru.
  • Posiadają twórczą wyobraźnię.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzieci_Indygo


Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum, mają silną wolę, poczucie humoru, twórczą wyobraźnię. Po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych (pionierzy nawet w pięćdziesiątych). Są to “stare dusze” dojrzałe by zapoczątkować rewolucję duchową świata.
Podobnie jak pierwsi osadnicy w Ameryce Północnej czy w Australii, Indygo są niezależne, uparte i twórcze. Mają do wykonania pewne zadanie i nie pozwolą nikomu stanąć sobie na drodze. Poprzednie pokolenia otrzymały intuicyjne przesłanie: „Zmienić rząd, uzdrowić świat”. Podjęły działania w tym kierunku, ale uległy apatii i obowiązkom rodzinnym, które je zniechęciły i rozproszyły. Dzieci Indygo nie pozwolą, by znowu tak się stało - to znaczy, o ile ich nie odurzymy i nie zmusimy do uległości. Istnieją jednak ludzie, którzy odrzucają zmiany reprezentowane przez te dzieci. Chcieliby, aby system szkolnictwa pozostał niezmieniony i żeby Dzieci Indygo podporządkowały się istniejącym systemom. Ponieważ Dzieci Indygo nie można do niczego zmusić, a przymus postrzegają one jako formę nieuczciwej manipulacji, są one podstępnie odurzane, żeby je lepiej „dopasować”.
http://sklep.tarotnet.pl/product_info.php?products_id=3341&osCsid=72cc2c09839a794cfefa90409cca0c42

I tyle byłoby cytatów.
Pod tym całym niuajdżowym płaszczykiem kryje się opis tego, z czym mierzy się "szczęśliwy" posiadacz ADD.
Kiedy byłam dzieckiem, pojęcie ADD (Attention Deficit Disorder) nie istniało. Był po prostu problem szkolny i wychowawczy- nie można zmusić ucznia do trwającej dłużej koncentracji. Wszystko rozprasza. Nie można się skupić. Myśli krążą swobodnie i zajmuja się wszystkim poza pisaną właśnie klasówką.
Dorosłość z ADD to ta sama bajka.
Kilka, kilkanaście minut koncentracji to szczyt moich możliwości. Potem uwaga zaczyna uciekać, zaczyna się zastanawianie nad rzeczami które same napływają. A czasami po prostu zawiasy. Chwila przerwy, i można wracać do pracy.
Skupienie na czymkolwiek dłuższe niż kilkanaście minut to męka. Słucham, i nie rozumiem co do mnie mówią.
Teraz, gdy czytam o dzieciach z ADD, przypominam sobie czas na poczatku podstawówki.

Zaburzenia koncentracji uwagi:
  • dziecko nie potrafi skoncentrować się na szczegółach podczas zajęć szkolnych lub pracy, popełniając błędy wynikające z niedbałości
  • trudności z utrzymaniem uwagi
  • może wydawać się, .że dziecko nie słucha tego co się do niego mówi
  • nie stosuje się do podawanych kolejno instrukcji
  • ma kłopoty z dokończeniem zadań szkolnych i wypełnieniem domowych obowiązków
  • szybko traci zainteresowanie wykonywaną czynnością, przechodzi do następnej bez dokończenia poprzedniej
  • ma trudności ze zorganizowaniem sobie pracy
  • nie lubi zajęć wymagających dłuższego wysiłku umysłowego
  • często gubi rzeczy niezbędne do pracy lub zajęć
  • łatwo rozprasza się pod wpływem zewnętrznych bodźców
  • często zapomina o różnych codziennych sprawach
Impulsywność:
  • wyrywa się z odpowiedzią zanim zostanie sformułowane pytanie
  • ma kłopoty z zaczekaniem na swoją kolej
  • często przerywa (wypowiedzi często nieadekwatne do sytuacji) lub przeszkadza innym
  • zaczepia innych, postępuje wbrew ich woli
  • dezorganizuje zajęcia
Teraz sama widzę, jakim byłam koszmarem dla nauczycieli! Zapewne dlatego poddano mnie szkolnej tresurze. Założenia zapewne dobre i słuszne, cóż, kiedy wyniki ciagną się za mną od kiedy pamiętam.

09 sierpnia, 2007

Twój przyjaciel jest odpowiedzią na twoje potrzeby.
Jest polem, które obsiewasz z miłością i z którego zbierasz z dziękczynieniem.
Jest twoim stołem i ogniskiem domowym.
Albowiem do niego przychodzisz będąc głodnym i u niego szukasz spokoju.

Kiedy twój przyjaciel odsłania przed tobą swą duszę, nie boisz się rzec słowa "nie" we własnej duszy ani nie powstrzymujesz słowa "tak".
A kiedy on milczy, twoje serce w dalszym ciągu słucha jego serca.
Albowiem w przyjaźni wszystkie myśli, wszystkie pragnienia i wszystkie oczekiwania powstają bez słów i są wspólnie dzielone w nie ujawnionej radości.
Kiedy rozstajesz się ze swoim przyjacielem nie smucisz się;
Albowiem to, co w nim kochasz, może stać się wyraźniejsze podczas jego nieobecności, tak jak góra oglądana z równiny wydaje się ostrzej zarysowana dla wspinającego się.
I niech nie będzie innego celu w przyjaźni poza doskonaleniem ducha.
Albowiem miłość poszukująca czegoś innego poza odkryciem swej własnej tajemnicy nie jest miłością, tylko zarzuconą siecią, i tylko coś bezwartościowego złapie się w nią.

I niech to, co najlepsze w tobie, będzie dla twego przyjaciela.
Jeśli musi poznać odpływ, niech pozna również przypływ w tobie.
Albowiem czymże jest twój przyjaciel, abyś miał go poszukiwać dla zabicia czasu?
Szukaj go zawsze ofiarując mu godziny życia.
Albowiem jego rzeczą jest zadośćuczynić twym potrzebom, ale nie pustce.
A w słodyczy przyjaźni niech będzie śmiech i wspólne dzielenie przyjemności.
Albowiem w rosie drobnych spraw serce odnajduje swój poranek i odradza się.

(Khalil Gibran)

06 sierpnia, 2007

Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nigdzie go nie ma.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
Choć było tak kochane i rozpieszczone.

Gdy z domu powoli znikało, obyło sie jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
A jednak dzisiaj, gdy je wspomina - nie płacze.

Nazywało sie tak jak ja, więc wszyscy myślą, ze ja to ono,
I nie usypali mu gróbka choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
Że jego miejsce zajęła jakaś niedobra kobieta...

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

07 lipca, 2007

Kwestionariusz Herolda tym razem.

Kiedy staję rano przed lustrem, widzę...
...niewyspaną i rozczochraną dziewuchę.

Nie zostanę prezydentem RP, bo...
...nie mam odpowiedniej aparycji.

Gdy stoję w korku...
...moje mysli są gdzie indziej.

Tylko barmanowi mogłabym powiedzieć...
...rany... nie wiem...

Podnieca mnie...
...subtelność.

Wstydzę się...
...kiedy sobie nie radzę mimo usilnych prób.

Chciałabym dać mężczyznie...
...własny system etyczny :-)

Chciałabym dostać od mężczyzny...
...stuprocentowe zaufanie.

Mężczyzna, który fascynuje mnie, to...
...bo ja wiem?

Boję się...
... pozostania całkiem samą.

Nie umiałabym dziecku odpowiedzieć na pytanie...
... o przyczynę zła.

Wszystkie pieniądze oddałabym...
...pod przymusem.

Używany samochód kupiłabym od...
...wujka Z.

Ostatnio plakałam...
...dziś rano. Nad książką.

Chciałabym jeszcze...
...zobaczyć wiele miejsc.


01 lipca, 2007

"Poziomka"- Małgorzata Hillar

Gdybyś był blisko
dałabym ci
tę pierwszą poziomkę

Mówiłabym

Weź najmilszy
to jest kropla słońca

Ty jesteś daleko
a poziomka ma kształt
łzy








28 maja, 2007

Khalil Gibran o pięknie:

Gdzie będziecie poszukiwać piękna i w jaki sposób je znajdziecie, jeśli ono samo nie będzie waszą drogą i przewodnikiem?

I jak będziecie o nim mówić, jeśli nie będzie tkaczem waszej mowy?

Smutni i dotknięci mówią: "Piękno jest dobre i delikatne.

Jak młoda matka na wpół zawstydzona swą wspaniałością piękno stąpa pośród nas".

A namiętni mówią: "Nie, piękno jest czymś potężnym i groźnym,

Jak burza wstrząsa ono ziemią pod stopami i niebem ponad naszymi głowami".

Zmęczeni i strapieni mówią: "Piękno jest cichym szeptem. Przemawia w naszej duszy.

Jego głos poddaje się naszemu milczeniu jak nikłe światło drżące w obawie przed cieniem".

Niespokojni natomiast mówią: "Słyszeliśmy, jak wołało wśród gór,

A do jego głosu przyłączył się stukot kopyt, bicie skrzydeł i ryk lwów".

Nocą strażnicy miejscy mówią: "Piękno wstanie o świcie na wschodzie".

A w południe ciężko trudzący się ludzie i podróżni mówią: "Widzieliśmy, jak piękno wychylało się nad ziemią z okien zachodzącego słońca".

W zimie zasypani śniegiem mówią: "Nadejdzie wiosną skacząc po górach".

A w letnim upale żniwiarze mówią: "Widzieliśmy je, jak tańczyło wśród liści jesiennych, i ujrzeliśmy w jego włosach śnieg unoszony wiatrem".

Wszystko to powiedzieliście o pięknie,

Lecz naprawdę nie mówiliście o nim, tylko o waszych niezaspokojonych potrzebach,

A piękno nie jest potrzebą, lecz ekstazą.

Nie jest spragnionymi ustami ani pustą wyciągniętą ręką,

Lecz raczej rozpłomienionym sercem i oczarowaną duszą.

Nie jest obrazem, który moglibyście ujrzeć, ani pieśnią, którą usłyszycie,

Lecz raczej obrazem, który widzicie zamknąwszy oczy, i pieśnią, którą słyszycie przez zatkane uszy,

Nie jest sokiem w pobrużdżonej korze ani skrzydłem przyrosłym do szponów,

Lecz raczej wiecznie kwitnącym ogrodem i gromadą aniołów w nieustającym locie.

Mieszkańcy Orfalesy, piękno jest życiem, kiedy życie odsłania swe święte oblicze.

Lecz to wy jesteście życiem i zasłoną.

Piękno jest wiecznością przeglądającą się w zwierciadle.

Lecz to wy jesteście wiecznością i zwierciadłem.

20 maja, 2007

BYK

Z Baranem Słońce rozstaje się po 20 kwietnia i wstępuje w znak Byka, w którym gości aż do 20 maja. Temu znakowi patronuje piękna planeta Wenus. Podopieczni Byka posiadają zazwyczaj niższy wzrost, co oczywiście nie musi być proporcjonalne do poziomu intelektualnego. Ich krępy wygląd spowodowany jest także wysoką potylicą i krótkim karkiem. Twarz maja okrągła, o zdrowych kolorach, niezależnie od wyspania się. Czoło niskie, nos krótki. Oczy wielkie, ale nie wytrzeszczone, spojrzenie mile, czasem zadumane. Typową cecha tego znaku są duże usta, uwydatnione grubymi wargami, nierzadko także dużymi zębami. Krok powolny i powściągliwy, lecz powściągliwość ta nie dotyczy sposobu bycia.

Osoby urodzone pod tym znakiem są spokojne, cierpliwe i niewymagające. Pragną spokoju i wygody, co nieraz kontrastuje z ich skromnością. Niechętnie przyjmują nowości. Uczuciowo są łagodne i wierne, ale nawiązywanie z nimi kontaktu jest trudne również dlatego, że bywają powściągliwe. Powściągliwość ta jest związana również z bojaźliwością. Ta z kolei jest zwykle cechą wrodzoną i powoduje częściowe zamykanie się w sobie nie tylko w stosunku do obcych. Są to osoby bezpośrednie, szczere, z uczciwymi zamiarami, chociaż mogą wzbudzić wręcz odwrotne wrażenie. Pozory mylą i w tym przypadku. Nie lubią wysiłku. Czasem uważają zań również i myślenie. Chód maja powolny, ale powoli dalej nie zajdą, gdyż im się nie chce. Wbrew temu w pracy są pilne i dokładne — polecenia wykonują niemal jak roboty. Potrafią się zdenerwować, jeśli ich do tego stopnia rozdrażnimy, że zapomną o swej miłości do spokoju. Wybuchy ich gniewu bywają łańcuchowe. Wówczas najlepiej odejść na bezpieczna odległość i przeczekać wybuch na uboczu. W życiu bywają praktyczne i rozważne. Zwykle wiedzą, co robią. Nie znają fantazji i bredzenia (chyba, że w gorączce), są milczkami i chadzają własnymi drogami. Mają rozwinięty zmysł piękna i sztuki. Posiadają artystyczne zdolności. Zostają plastykami, śpiewakami lub budowniczymi. Tak zapewne można tłumaczyć, dlaczego w świecie antycznym tak często wyobrażano Wenus. Pod tym znakiem rodzą się także osoby uparte i leniwe. Dzieje się tak, jeśli w momencie narodzin Wenus podlega wpływowi nieprzychylnych planet. Na takich osobach nie można polegać. Oprócz lenistwa hołdują jedzeniu i rozkoszom zmysłowym.

Właściwi podopieczni Wenus spod znaku Byka nie są marzycielami i idealistami. Miłość traktują naturalnie, nie cierpią zalotów i sentymentalizmu. Mimo, iż odznaczają się poczuciem rozkoszy, wykazują mało aktywności miłosnej, a przejawy miłości mylą z fizyczną obecnością ukochanej osoby. Sami jednak pragną, by partner przekonywał ich również słowami. Czasem nas może zmylić fakt, że swoją zmysłowość okazują nie w młodości, lecz dopiero w małżeństwie. Są wierni i chętnie spędzają czas w zaciszu domowym. Niestety, związek małżeński bywa często grobem ich skłonności artystycznych, bo poddają się pragnieniu wygody. Dlatego partner powinien intensywnie podtrzymywać ich artystyczne zamiłowania. Osoby urodzone pod znakiem Byka są zgodne, unikają kłótni. Strzec się należy, jak już wspomniano, przepełniania kielicha ich spokoju. Brutalni i niestali w miłości są ci, którzy urodzili się pod wpływem nieżyczliwych planet. Nie kontrolują swych poczynań i łatwo stają się grubiańscy. Dla takich osób ważne jest, by znalazły sobie partnera spod znaku Koziorożca lub Panny. Tylko wtedy zapanuje harmonia, zgoda i wzajemne zrozumienie.

Dzieci urodzone pod tym znakiem nie przysparzają rodzicom kłopotów. Są spokojne, miłe, ale wymagają miłości. Są prawdomówne. Nie lubią głośnych zabaw i przeszkadzania. Najchętniej bawią się samotnie. Uwielbiają klocki i zabawki wyrabiające cierpliwość. Od pierwszych dni należy w nich zwalczać skłonności do wygody, chociażby poprzez systematyczne mycie zimną wodą. Zdolności artystyczne ujawniają się już we wczesnym wieku. Najczęściej w modelowaniu muchomorów i zwierzątek z plasteliny. Wskazane jest rozwijanie w nich także zdolności muzycznych. Jeżeli rodzice popuszczą cugle, pojawia się rozleniwienie, które ustępuje jedynie wówczas, gdy dzieci chcą dobrze zjeść.

Osoby urodzone pod znakiem Byka są predestynowane na odpowiedzialne stanowiska. Jednak cecha ta ma pewne niezgodności, gdyż niezbyt chętnie przyswajają sobie nowe metody pracy, a z odpowiedzialnego miejsca nie będą chciały odejść. Podczas pracy rozumują jednak trzeźwo i logicznie. Zdobycie dobrze płatnego stanowiska jest wynikiem ich wrodzonej żądzy pieniędzy Ponieważ nie przepadają za nowościami, doskonale się sprawdzają zwłaszcza przy hodowli owiec. Mają zmysł do spokojnego życia na wsi. Na takiej wsi, która jeszcze nie osiągnęła poziomu miejskiego. Kobiety urodzone pod tym znakiem są praktycznymi gospodyniami i doskonałymi kucharkami. Z wyjątkiem zapalenia migdałów, węzłów chłonnych i wrzodów choroby ich omijają Czują naturalna niechęć do lekarstw. Pierwszeństwo dają ziołom i innym domowym sposobom leczenia się.

Mały antyhoroskop

"Kąpany w gorącej wodzie" — nie, to nie on. Małomówny, powolny egocentryk z sadystycznymi zapędami. Potrafi wbić nóż w serce i obracać nim tak długo, aż zniszczy twoja równowagę duchową. Uzurpator wszelkich przywilejów, uważa, że okazywanie uwielbienia należy się tylko jemu. Serce ma twarde, choć udaje męczennika. Liczykrupa, gromadzi po kryjomu dobra doczesne, ponieważ kocha siebie i bogactwo. Nie ufa nikomu, o ludziach nie ma zbyt dobrego mniemania. Nie powierzaj mu domowego jadłospisu, gdyż możesz być skazana na jedzenie kaszy przez cały rok w myśl zasady: "Żyjemy, żeby żyć, a nie żyjemy, aby jeść".

18 maja, 2007

Zima to hibernacja. Krąg życia wciśnięty w śnieżne poduchy i zamknięty w lodową kapsułę. Zwinąć się w kłębek i oczekiwać na czas narodzin. Wsłuchiwać się w dalekie bicie matczynego serca.

Wczesną wiosną pęka lód na rzkach i następuje przebudzenie. Nowonarodzone dziecko otwiera oczy i wydaje pierwszy okrzyk. Na górskich halach pierwsze krokusy, w lasach przebiśniegi; intuicja podpowiada łaki i ogrody.

Koniec kwietnia i maj. Ocean traw i gąszcz liści. Zieleń taka nowa, czysta i świeża. I taka piękna. Ptaki śpiewające jak oszalałe, łagodny cieply wiatr. Czasami krótkie deszcze, kałuże schną w kilkanaście minut. Moje urodziny i zyczenia już o pierwszej w nocy.

Lato. Rozpalone słońcem dni i gorące, parne noce. Gwałtowne burze, powietrze pachące ozonem, ciepły deszcz i bąbelki na kałużach. Poziomki jedzone z ręki jeszcze nigdy nie były tak słodkie.

Późnym latem przyroda zbiera całą słodycz dojrzałego macierzyństwa, aby obdarzyć nią żółte jabłka i zielonkawe winogrona. Chłodnie wieczory i świeże poranki z rosą na trawie. Dni upalne i senne, noce bezchmurne i rozgwieżdżone. Chyba tylko ptaki coś przeczuwają.

Niepostrzeżenie początek jesieni. Świat posypany złotym proszkiem i rdzawą ochrą, aby zapamiętac go tak pięknym jak to tylko możliwe. Stara królowa nakłada makijaż na ostatnia audiencję. Nad łąkami strzępki babiego lata. Pachną ogniska.

Jesienna szaruga. Cała uroda świata odpływa w zimnym deszczu. Liście toną w błotnistych kałużach. Drzewa zostają nagie i smutne. Oszukane ptaki. Przejmujacy chłód i wilgoć do szpiku kości.

Trzeba przygotować się do zimy.

16 kwietnia, 2007

"W szeregu" Agnieszka Osiecka

Co taki człowiek z życia ma,
któremu wciąż pobudka gra.
W co taki człowiek czyli ja
wciąż poganiany wierzyć ma?

Mnie bardzo nudzi równy szyk,
alarmu hałas, pieśni ryk,
rozkazy próżnych, starych wyg,
co z wiersza czynią pusty krzyk.

Ja chcę być
ogromna jak los
i mała jak tost,
Przeklinam wciąż
kaprali głos.
Ja chcę być
obłędem we śnie,
okrętem we mgle,
nie słyszeć jak pogania mnie.

W szeregu nie chcę, nie chcę stać,
w szeregu ziewać, gnić i spać,
co tydzień baty głupio brać,
i dostatecznie w końcu zdać?

Co taki człowiek powie gdy
Otworzą się ostatnie drzwi,
Czy będzie to wesoły szok,
Czy każą znowu równać krok?

Ja chcę być
ogromna jak los
i mała jak tost,
Przeklinam wciąż
kaprali głos.
Ja chcę być
obłędem we śnie,
okrętem we mgle,
nie słyszeć jak pogania mnie

Znajomych ludzi w raju tłum-
aniołów zwinnych cała brać
lecz zamiast tańczyć, spijać rum,
w szeregu znowu muszą stać!

Na ziemię każdy wracać rad,
lecz nazbyt piękny jest ten świat,
w szeregu biegniesz kilka lat,
a potem - jazda w boski sad!

Ja chcę być
ogromna jak los
i mała jak tost,
Przeklinam wciąż
kaprali głos.
Ja chcę być
obłędem we śnie,
okrętem we mgle,
nie słyszeć jak pogania mnie

08 kwietnia, 2007

Žena Býk - Milenka
Jemná, smyslná a srdečná - představa všech mužů. Dokáže upoutat pohledy všech mužů. Miluje drahé a luxusní oblečení. Je to umělkyně ve svádění. Žena v Býku nemá ráda neosobní a vypočítavý sex, potřebuje teplo a důvěru, chce si být jistá, že o ni partner stojí.
Žena v Býku je náročná milenka. Očekává sexuální potěšení, romantiku a smyslnou atmosféru. Na milostnou noc se pečlivě připravuje. Milostná hra se ženou v Býku má intenzitu býčího zápasu a dovede muži vyrazit dech. Chce pocítit něhu i mužskou sílu. Žena v Býku má silnou orální potřebu. Partnerovo tělo ráda zkoumá jazykem. Nedosáhne-li sexuálního uspokojení u muže, klidně se může stát, že se obrátí k ženám.

05 kwietnia, 2007


Jerzy Liebert "Uczę się ciebie człowieku"


Uczę się ciebie człowieku.
Powoli się uczę, powoli.
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,
Pod wieczór niczemu nie wierzy,
Czy wątpi, czy ufa – jednako -
Do ciebie, człowieku należy.

Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem,
Ale twe ranne wesele,
Twą troskę wieczorną rozumiem.

03 kwietnia, 2007




Arnold Słucki "Cmentarz żydowski w Tyszowcach"


Nad zaoranym, z niebem zrównanym cmentarzem
szumią żydowskie topole czystych wyobrażeń.

Deszcz tam chodzi o lasce spacerkiem po długim chodniku
ułożonym szeregiem z zatartych żydowskich pomników.

Następuje na ręce kamienne pobożnym Lewitom,
Alfom i Betom, imionom, baśniom przeklętym i bytom

pieśniom-halucynacjom i Kabały mistycznym febrom
-i chodnik staje dęba jak napowietrzny Hebron.

Żydowskim cmentarzem nie chodź, moja miła, nocą,
kiedy się cienie z cieniami na ziemskiej kuli szamocą.

Tam żywe oczy kobiet błyszczą w lustereczkach rosy
i wiatry targają im krucze, pięknie trefione włosy.

Żydowskim cmentarzem nie chodź, moja miła, nocą...

Bo jeszcze tam anioł żydowski z wątłego urwie się cienia
i zaciśnie na szyi pętlę ludzkiego sumienia.

01 kwietnia, 2007

Jak to by było z alfabetem?

A- Allende, Isabel, ulubiona pisarka
B- biały, tego koloru nie mogę ścierpieć
C- czekolada, wspaniały wynalazek
D- dlaczego, bo przecież warto wiedzieć
E- elfy, ponieważ wiem jak wyglądają
F- francuski, język nieprzyjemnie i bełkotliwie brzmiący
G- gg, najczęstszy sposób komunikacji
H- humoru poczucie, wspaniała zaleta
I- irytacja, często doświadczane uczucie
J- ja, a potem długo długo nic
K- koty, najwspanialsze ze wszystkich zwierząt, dzieło Natury doskonałe w 100%
L- leżę, gdy czytam, gdy jem i gdy tylko mogę
M- Magdalena, moje drugie imię
N- nie, najczęściej używane słowo
O- oscypek, prawdziwy przysmak
P- Piotruś :-) Moja lepsza połowa
R- Rojze, imię żydowskie w języku jidysz, po hebrajsku przekłada się na Szoszana (שושנה)
S- Stolarska, gdzie mieści się mój ulubiony pub
T- TC, moja branża
U- uparta, o czym każdy wie
W- Wiedeń, bardzo pięknie, bardzo smacznie, bardzo CK
X- x-promienie, moje wykształcenie nie podparte obecnie wykonywanym zawodem
Y- york, mały piesek który wygląda jak peruka, jego zaletą jest to że mało je i nie linieje
Z- zmęczenie, stan chroniczny w porze wiosennej

25 marca, 2007


Jak to właściwie było z Trójboginią w moim przypadku?
Zaczęło się dobrych kilka lat temu, od książek Graves'a (które opisują oczywiście całe mnóstwo innych rzeczy).
Później, o ile pamiętam były wykłady z etnologii religii i kilka bardzo dobrych podręczników.
A dalej to już samo przypełzło i zostało.
Międzyczasie zdążyłam się zniechęcić wikanizmem, z powodu otaczającej go tajemniczości. Robiąc to co uważam za słuszne i myśląc na swój sposób nie potrzebuję tego ukrywać.

04 marca, 2007

"Usta Me Ogrzej" T.Nalepa-B.Loebl

Spójrz nadchodzi noc
Kilimem mroku z nieba spływa
I dom mój i ścieżkę
Na której czekam w sobie chowa
Więc nie każ mi już dłużej tak
Na siebie czekać w chłodzie nocy

Spójrz, już przyszła noc
Zakrywa sobą szyby okien
Jej mrokiem twarz otul
Nikt cię nie pozna w szalu, w szalu mroku
Więc uchyl drzwi i nie każ mi
Na siebie czekać w chłodzie nocy

27 lutego, 2007


JUSTYNA STECZKOWSKA: "Świt!"

Dobrze jest uchylić nieco drzwi,
Kiedy jeszcze całe miasto śpi,
By rozproszył najczarniejszych myśli noc
Promień, co ma czarodziejską moc.

Niech niedobre myśli, jakie człowiek krył,
Więcej mu nie zabierają sił.

Dobrze jest odsłonić okna swe
I na oścież pootwierać je,
By przechodzień przypadkowy widzieć mógł,
Że nie kryje zła sąsiedzki próg.

Świt! Świt!
Nowy wstaje dzień!
Złota gwiazda dnia rozprasza nocy cień!
Cudowny świt! Świt!
Czas misternie tka
Losu wątek na osnowie dnia...

Dobrze jest chlebowy rozgrzać piec
I bochenki w nim rumiane piec,
Żeby każdy, kto poczuje pierwszy głód,
Wiedział jak smakuje chleb i miód.
Drżą na rzęsach resztki snu,
Usta szepczą: Witaj dniu!
Wszędzie światłości
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Więc Opatrzności
Człowiek swe powierza ręce,
By służyły jak najdłużej mu.

Niebo wartość pracy zna -
W dzieciach nam zapłatę da.
Krzyku i śmiechu
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Ileż pośpiechu
Trzeba, by zdążyły ręce
Przygotować wszystko w ciągu dnia.

Blask! Blask! Blask!
To najdoskonalsza z wszystkich łask!
Światło niesie nam
Dzień, co nigdy nie jest taki sam!

Tak, no tak, no tak!
To od Stwórcy dla człowieka znak,
By jasnością tą
Odkryć mógł niepowtarzalność swą!

Dobry dzień się zaczął tu,
Zatem witaj dobry dniu!
Ludzi wokoło
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Wszystkim wesoło,
W niebo wyciągają ręce
I śpiewają do utraty tchu:

Dzień, rok, wiek!
Trwa nieodwracalny czasu bieg!
Życie krótko trwa!
Nie urońmy żadnej chwili dnia!

Tak, no tak, no tak!
To olśniewający życia znak -
Tam się zaczął świat,
Gdzie światłości wiecznej promień padł!

16 lutego, 2007

MODLITWA KOBIETY POKORNEJ



Panie Boże!

Proszę Cię o mądrość,

żebym mogła zrozumieć swojego mężczyznę,

o miłość - bym mogła mu przebaczyć,

o cierpliwość - bym mogła znieść jego humory.

Nie proszę Cię o siłę,

bo bym go zajebała.


Nie dotyczy Kociaczka.

08 lutego, 2007



"Pieśń o Bet-Lechem" Justyna Steczkowska

Znalazłam wśród zapomnianych płyt
Starą pieśń - Bisdot Bet-Lechem.

Słuchałam jej cala noc, po świt,

Bo przynosiła mi pociechę.


Co łączy mnie z ta melodią,

Z niewiarygodną siłą łagodną?
Skąd wzięła się tu

I czemu zrywa mnie ze snu?

Kto stworzył te wspaniałe

Słowa hebrajskie niezrozumiałe?
Co sprawia, że łzy

Do oczu napływają mi?


Znalazłam wśród zapomnianych płyt

Stara pieśń - Bisdot Bet-Lechem.

Słuchałam jej może cicho zbyt,

Jakby to było jakimś grzechem.


A jednak niesie nadzieję

Pieśń o Bet-Lechem, czyli Betlejem,

Gdzie biblijna Rut
Zbierała kłosy cierpiąc głód.

Ten głód nam towarzyszy

I w pierwszym krzyku, i w wiecznej ciszy
On sprawia, że w krew

Głęboko wniknął nam ten śpiew:

Twój lud, to mój lud,

A twój Bóg, to mój Bóg

04 lutego, 2007

"Torebka kobiety" zespołu Pod Budą


Torebka kobiety - tajemnica której wciąż nie mogę zgłębić,

to jest coś jakby warkocz u komety

do ramienia przywiązany księżyc


W torebce kobiety klucz do domu,

tramwajowe są bilety

kłębek planów gotowych do snucia

papierosy albo guma do żucia

portmonetka z maleńkim kasztanem

jakiś kwit zapomniany na amen

dwie pigułki przeciwko migrenie

w buteleczce perfumy "Marzenie"


Torebka kobiety pozostanie dla mnie zawsze tajemnicą

to jest coś jakby warkocz u komety

która właśnie przelatuje nad ulicą


W kobiecej torebce

Jest długopis i pomięte są przylepce

czyjś telefon pisany w pośpiechu

I pomadka czerwona od grzechu

Jest chusteczka, bo czasem się płacze

list donikąd, bo zgubił się znaczek

I maskotka od kogoś na szczęście


A mnie tak przeczucie szepce

że czasami w tej torebce

gdzieś tam na dnie jest schowane

moje zdjęcie


Analiza zawartości torebki piszącej te słowa:

terminarz, telefon, okulary, szmatka do okularów, bilet miesięczny, karty biblioteczne, rozkład autobusów, zaświadczenie z Urzędu Pracy, Oświadczenie Woli, papierosy (zazwyczaj marki West) , kilka zapalniczek, kilka długopisów w różnych kolorach, chusteczki higieniczne, dropsy Orbit, lusterko, szminka Neutrogena, portfel oraz mini-apteczka (zawierająca w sobie nawilżane chusteczki, sól fizjologiczną, gaziki nasączone alkoholem, jałowe opatrunki, przylepiec, talcid, nospę, vegantalgin h, nervendragees, propolki, ibuprofen z pseudoefedryną, bratek w tabletkach, cilest oraz sól morską w nebulizatorze).