Tytuł w pełni oddaje treść. Mój dystans do siebie samej i otoczenia (a czasem drastyczny brak tego dystansu) ujęty w krótkie formy, wzbogacony ponadto o wiersze i cytaty. Oraz przepisy na ciasteczka ;-)
19 czerwca, 2008
Zasada jest prosta- należy uruchomić wyobraźnię i wyobrazić sobie wędrówkę po lesie. Potem już tylko odnajduje się w tym lesie to i tamto. Trzeba więc opisać:
SAM LAS
ŚCIEŻKĘ
URNĘ
KLUCZ
FILIŻANKĘ
MUR LUB ŚCIANĘ
RZEKĘ, LUB INNĄ WODĘ
DOM
NIEDŹWIEDZIA
POLANĘ
Jakby to było ze mną?
LAS jest bardzo bardzo stary, i brak w nim ludzkich śladów. Jest za to pełno zwierząt: saren, kun, wilków i ptaków. Rosną w nim także dzikie owoce. W lesie są jasne polany i ciemne uroczyska.
ŚCIEŻKA jest wąska i kręta. Czasem zupełnie znika i trzeba się jej domyślać. Prowadzi do samego serca lasu.
URNA jest prawdziwie antyczna, rzeźbiona w marmurze. Jest bardzo zniszczona, omszała, kruszy się w rękach. Wypełniają ją zbutwiałe przedmioty.
KLUCZ- niestety, nie udaje mi się go znaleźć. Ciągle wydaje mi się że to on- tymczasem trafiam na jakieś metalowe rupiecie i błyszczące kamyczki. Myślę że w lesie nie ma żadnego klucza.
FILIŻANKA to delikatne cacko w stylu rokoko: delikatne i bardzo, bardzo kruche. Aż strach wziąć do ręki. Jest na niej pełno rys, osadów; jest bardzo zniszczona i pobijana.
MUR jest niski, murowany z wapiennych kamieni, obrasta go mech i dzikie wino. Wspinam się na ten mur i obserwuję okolicę. Dalej idę wierzchem tego muru.
Napotkana WODA jest bijącym w ukryciu leśnym źródełkiem. Woda jest krystalicznie czysta, a spływając po kamieniach zamienia się w wartki potok.
DOM to wiejska chatka, z zewnątrz bielona wapnem, dach ma kryty gontem. Na parapetach skrzynki z kwiatami. Przed drzwiami wygrzewa się kot. W środku drewniana podłoga, dywaniki ze szmatek, piec chlebowy w kuchni, kraciasty obrus na stole.
NIEDŹWIEDŹ to właściwie niedźwiedzica z dwojgiem małych. Z pozoru przerażająca, w istocie troskliwa i opiekuńcza.
POLANA w tym lesie jest niejedna. Niektóre z nich jasne i słoneczne, pełne kwiatów i pszczół. Na niektórych rosną borówki i poziomki. Inne z nich to leśne trzęsawiska, na innych wygrzewają się zielone jaszczurki. Na tych polanach czas zatrzymał się w miejscu. Rozkładam tam koc i urządzam piknik.
Tu następuje klucz do odpowiedzi. Piszę go w kolorze jasnym i nieczytelnym- gdyby ktoś chciał sobie zrobić taki test a odpowiedzi zobaczyć na końcu.
--------------------------------------------------------------
LAS to po prostu życie, zaś ŚCIEŻKA to sposób w jaki przez nie idziemy. URNA oznacza religię w naszym życiu. KLUCZ to wiedza i nauka, FILIŻANKA oznacza miłość, MUR to problemy i sposób w jaki sobie z nimi radzimy. DOM oznacza postrzeganie samego siebie. WODA to erotyzm. NIEDŹWIEDŹ jest obrazem śmierci i wreszcie POLANA jest tym, co po śmierci następuje.
04 czerwca, 2008
Wiara, że kosmiczny żydowski zombie, który jest swoim ojcem, może dać ci życie wieczne jeśli symbolicznie zjesz jego ciało i telepatycznie przekażesz mu, że akceptujesz go jako swego pana, dzięki czemu będziesz mógł usunąć ze swego ciała złe moce, które są obecne w ludzkości, ponieważ kobieta- żebro została namówiona przez gadającego węża do zjedzenia jabłka z magicznego drzewa.
01 czerwca, 2008
In Dublin's fair city,
where the girls are so pretty,
I first set my eyes on sweet Molly Malone,
As she wheeled her wheel-barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"
"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".
She was a fishmonger,
And sure 'twas no wonder,
For so were her father and mother before,
And they each wheeled their barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"
"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".
She died of a fever,
And no one could save her,
And that was the end of sweet Molly Malone.
Now her ghost wheels her barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"
"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".
27 maja, 2008
Störtebeker i ojciec Michael,
Piraci dwaj z kupieckich kies wysysali krew,
Na morzu a nie na lądzie.
Aż sie odwrócił od nich Pan Bóg
I skazał ich na klęskę i na hańbę.
Störtebeker rzekł: "Chwyćmy broń!"
Północne Morze znam jak własną dłoń.
Hej, bracia! Wyruszajmy.
Hamburskim kogom spaść na kark,
Brzemiennym od towarów.
I wyruszyli, jak był rzekł
Z pirackim zmysłem lecz w godzinie zlej,
Bo rychło ich pojmano.
Pod Helgolandem krwawo wstawał świt,
Gdy morze cale krwią spływało.
"Pstrokata Krowa" z Flandrii szła.
Na armat rogi wzięła okręt wraz.
Przeżuła go na drzazgi.
A kto żyw ostał, temu kat w Hamburgu
Dzisiaj już po rynku toczy pniaki.
Kat, co go zwali Rosenfeld,
Piaskowym kołem długo ostrzył miecz
A potem głowy ścinał.
Rozsznurowane trzewiki miał
I we krwi cieplej brodził aż do łydek.
Brzeg wysoki jest w Dundee
Zbiega w dół i znów się wspina.
Dobre stocznie, klipry w nich
Zgrabniuśkie jak dziewczyna.
Nie widziałeś? To Quebec.
Zbiega w dół i znów się wspina...
Nastroszony drewnem brzeg.
Ze szkockich gór dziewczyna.
Hej, hej, jak długi rejs
Zbiega w dół i znów się wspina
Na stromej fali grzbiet
Ze szkockich gór dziewczyna
Zakurzone Charleston,
Perkalowa sukienczyna,
Bawełniany czesze lok
W lusterku morza sinym.
Gdzieś na końcu mapy jest
Port, skąd nikt już nie odpłynął.
Nie wiesz, kiedy czeka Cię
Ostatni rejs do Hilo.
Hej, hej, do Hilo Bay,
Zbiega w dół i znów się wspina...
Na stromej fali grzbiet.
Ze szkockich gór dziewczyna.
I powrócisz do Dundee,
Nie na długo się zatrzymasz.
Dobre stocznie, klipry w nich,
Zgrabniuśkie jak dziewczyna.
Hej, hej, jak długi rejs,
Zbiega w dół i znów się wspina...
Na stromy fali grzbiet.
Ze szkockich gór dziewczyna.
(B.Choiński, M.Dagnan)
22 maja, 2008
Po raz pierwszy:
Tam rozkwitła "Victoria Regia" - pośród liści
Wielkich jak balie, w niskiej, żarliwej cieplarni.
Tam, strojni w peleryny, nieznani artyści
Na tle kwiatów stawali, długowłosi, czarni,
Szkicując zarys rzadkich, pięknych drzew niewielu
I egzotycznych krzewów - jak na przykład bieluń,
Który się na olbrzymi, biały kwiat wysilił,
Pachnąc, truciciel, z siłą pół tysiąca lilij...
Jest tam Obserwatorium - zamknięta dziedzina -
(Z globusem Kopernika...)
Zatopione w tych różach, koprach, rozmarynach,
W konstelacjach rumianku, w słońcach słonecznika...
Po raz drugi:
Biegnę tam w myślach moich i staję nad grzędą,
Pełną róż: twarz przy twarzy i cierń przy atłasie...
I patrzą na mnie bratki o złotym grymasie -
Granatowe i rude, i żółte, i siwe...
O, mnie wydarto z ziemi, lecz one, szczęśliwe,
Były u siebie i będą.
Tutaj, gwałt nad rośliną równałby się zbrodni,
Dotychczas się to nie zdarzyło...
Gdyż dla nich był ogrodnik -
Dla mnie go nie było...
Pisze o Plantach po raz pierwszy:
I gdzież jest drugie miasto tak liśćmi pokryte,
Jakby strzechą zielonej wokoło dachówki?
Kasztany - pień obok pnia -
Nokturn cienisty za dnia -
Duszno, grząsko...
Pod każdą z ławek srebrna, deszczowa kałuża;
Na ławce - profesor z książką,
Na drugiej - hrabina w pince-nez,
A na trzeciej żydowska dziewczynka, jak róża...
Tyle ich było pięknych. Ach, róże nieszczęsne!
I po raz drugi:
Kraków cały jest w liściach,
błyszczących po letnim deszczu
- podwójnie zielonych w ksieżycu
i w szmaragdowej latarni,
wiszącej przy Zwierzynieckiej...
Kraków, cienisty ogrójec...
Jaśminów gąszcz, las kasztanów,
inwazja drzew. Ptaków - roje!
W tym lesie - szepty tajemne,
w tym lesie łzy, pocałunki,
zduszone w objęciach westchnienia...
- gromkie echo komendy niemieckiej.
Jeden raz o Błoniach:
Gdzie znajdziesz tak zielone łąki tuż przy mieście,
Poświęcone niedzielnej, sielankowej sjeście,
Gdzie tyle kramów, dzieci, krów, źrebców przy klaczy,
I tylu spośród naszych dzisiejszych tułaczy,
Wówczas z rodziną, wówczas kochanków beztroskich,
Wspólnie się życiem swoim cieszyło krakowskim?...
Gdzie znajdziesz taki obszar, zdany w upominku
Ludności? Błonia... kwadrans piechotą od Rynku...
Jeden o Tyńcu, Bielanach i Salwatorze:
Tęskny Tyńcu, srebrna skało Kmity,
Druidyczne moje Bielany,
Tatry w błękicie, bystrym dostrzegalne okiem,
I ty, groźny klasztorze o murach bez okien
Na brzegu Wisły!
Krakowskie fatamorgany,
Coście trwały — pobladły — i prysły...
I wreszcie- jeden raz o Wawelu:
Wawel płonie - różowo-fiołkowo-przeźroczy.
Szyby żegnają słońce, które w dół się toczy,
krzyczą swój zachwyt wspólny, złocisty i ślepy,
wśród mgieł słodkich jak chińskie bladobarwne krepy...
Oto święto na zamku - święto pięciu minut,
wśród murów z ametystu i murów z rubinu.
W komnatach, gdzie zawisły różowe opary,
chodzą króle, królowe, siedzi Zygmunt Stary. -
Wychylają się widma w świat ze złotych okiem,
nie dojrzane oślepłym od poblasku okiem.
- Patrzą w barwy rozlane po niebie i wodzie
i są - pogodne bielce - z całą tęczą w zgodzie.
Jeden cień za filarem kryje się bez słowa -
to Jadwiga, królowa pozafijołkowa,
omdlewając w kąpieli barw grających społem,
słucha, łodygi białe rąk wznosząc nad czołem.
jak czerwień śpiewa w szczęściu, a fiolet w rozpaczy,
że świat jest barwnym dźwiękiem, który nic nie znaczy...
21 maja, 2008
Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.
Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.
Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.
Idę, ciągle idę,
czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.
Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.
Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.
Idę, ciągle idę,
wiatr pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr.
15 maja, 2008
Święty Ryszardzie grzeszniku, pomódl sie za nami,
Pan Bóg drugiego grudnia płakał rzewnymi łzami.
Psy ujadały na kuli. Na śniegu skrzypliwej bieli
pełnia o dwa dni cichła. Jeżył się: przysuń ten kielich.
Synu w największą pełnię znaczony złocistym krzyżem,
pochyl mi do warg wino i ocet któryś mi przyrzekł.
Synu zrodzony we śnie, spójrz litościwie na ojca,
postaw na zrębie świątyni, wprowadź z tego ogrójca.
Postaw na wielkiej górze tak wielkiej jak ta, z której spadł
mój najczujniejszy opiekun przed tysiącami lat.
I z tego szczytu wielkiego, na który Ciebie prowadzę,
ukaż mi kraje odległe, rozkosz, bogactwo i władzę.
Rzeki, monarchie, świątynie niech zawirują u nóg
w pochodzie narastającym, furkocie powrotnych dróg.
Do ust mi przytul księżniczki i oczy napełń łaknące
mlekiem, pokarmem i miodem, którego już nie odtrącę.
Nie pójdę już do Jordanu, w pokorze powiedział Pan,
Jordan wypłynął ze mnie. W Jordanie utopił się Jan.
Jordan wystąpi z brzegów. Potem opadnie para:
Aryjczyk pan nad Żydami w potrójnej koronie Cezara.
Duch Święty drugiego grudnia drżał, pocił się, płakał, jeżył
i błagał raz jeszcze złego, by władzę jego rozszerzył.
A litościwy szatan skrzydłem otoczył mu skroń
i wyjął z sakwy przepaskę, jedzenie, napój i broń.
Grzmiały w powietrzu trąby i kule biegły naprzeciw
gdy Bóg do kolan szatana przypadł raz trzeci.
A szatan zaśpiewał zwycięsko spowity ciemnymi chmurami,
święty Ryszardzie grzeszniku, przestań się modlić za nami.
09 maja, 2008
1. LUDWIKA CZYLI SZCZYT WSTYDLIWOŚCI
Woda w wannie opływa moje ciało, rysuje jego kształt dokładnie jak ołówek. Nie odsłoniłam ci nigdy nic oprócz ciała, a odsłaniałam je, żeby zakryć duszę. Osiągnęłam cel i teraz moja nagość czyni mnie niewidzialną. To jest szczyt wstydliwości.
2. AGNIESZKA CZYLI KOBIETA MORALNA
Mogłabym cię uwieść w tym małym gaiku wśród zeszłorocznych liści i wzruszonych kwiatów przylaszczek. Ale nie zrobię tego. Bo kiedy oboje wędrujemy drogą, za nami idzie cień, który płacze.
3. AUGUSTA CZYLI MIŁOŚĆ TRAGICZNA
Przez pięć lat żyła ze zwierzęciem, z przeraźliwym potworem. Był naprawdę odrażający, a ona kochała go dlatego, że cierpiał. Kiedy zasypiając patrzyła na jego głowę, mówiła do siebie:
- Jest czysty jak roślina. Pewnego razu zadusił ją z nudów i boleści. Umierając szepnęła:
- To nie jego wina. I rzeczywiście to nie była jego wina. Był przecież potworem.
4. AMELIA CZYLI KOBIETA Z CHARAKTEREM
Amelia lubi całować mężczyzn, których nie kocha. A więc całuje mężczyzn obcych. Mówi:
- To właśnie jest przyjemne, bo jest nieprzyzwoite. Być nieprzyzwoitą to potwierdzać swoją wolność. Amelia jest w miłości intelektualistką.
5. WERONIKA CZYLI FATALIZM
Powiedział:
- Nie przyjdę do ciebie, bo bylibyśmy nieszczęśliwi. Ale ja wiem, że przyjdzie i że będziemy nieszczęśliwi. To jest oczywiste jak księżyc, który właśnie wschodzi. A ja stoję w oknie i czeszę moje czarne włosy czekając.
6. IZADORA CZYLI MAŁA JASKINIA ROZKOSZY
Zstępują oboje do przytulnej małej jaskini, gdzie trwa zawsze ciepły półmrok. Zstępują trzymając się za ręce, chociaż nie czują do siebie przyjaźni. Leży tu dywan ze skóry białej kozy, stoi tapczan. Obok na niskim stoliczku flakon francuskiej perfumy i trupia czaszka. Izadora mówi do mężczyzny:
- To jest jaskinia rozkoszy. Mężczyzna milczy, nie wypada mu potwierdzić. Kiedy po chwili wychodzą, ona zaczyna się głośno śmiać.
- Jesteśmy ubodzy jak zakochane krety. Jakie to wszystko niewinne, aż smutno. Za progiem Izadora zabija się.
07 maja, 2008
Lecz dla mnie morze to kwietna łąka, po której pędzę w rydwanie.
W mej miodopłynnej, łagodnej ojczyźnie, krainie Manannana,
morskie konie w słońcu lśnią.
On cętkowane widzi łososie, ja zaś cielęta i owieczki.
Jednego tylko dostrzega konia, naprzeciw łodzi swojej,
a przecież tyle ich tutaj żyje, dla niego niewidzialnych.
Łódź jego sunie poprzez dąbrowę, przez wonny gaj,
przez ogród skąpany w kwiatach,
przez sad owoców pełen.
W powietrzu unosi się zapach winogron, a złote liście
błyszczące w słońcu nigdy nie opadają z drzew.
Jam jest Manannam, syn Lira.
Ukazuję się Branowi w człowieczej postaci,
pędząc w rydwanie przez fale.
Wiosłuj miarowo, Branie, wiosłuj równo
przez moje królestwo, a nim słońce zajdzie,
dopłyniesz do Wyspy Kobiet.
05 maja, 2008
Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni ? Podwyżka cen
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Ile lat trzeba było, żeby samemu zostać robotnikiem w winnicy pańskiej? Kim byłam wtedy, i ile lat temu byłam jaka byłam? Zdaje się że koło dziesięciu.
Joanna była najbardziej szykowną dziewczyna w klasie, pamiętam że zawsze zazdrościłam jej wyczucia smaku.
Co było po lekcjach? Pamiętam że chodziliśmy nad Wisłę, albo do mnie.
Co się wtedy jeszcze działo? Weekendowe wyjścia do Rock'n'rolla? Składkowe imprezy? Kursy ze Służby Wawelskiej?
Beztroska.
Kiedy świat się odwrócił, kiedy zeszłam ze słonecznej strony?
Jak to było w piosence B.S. której wtedy słuchałam?
Jaki jest wynik gry, nie wiem, nie pytaj mnie
Jak na imię tej grze, tego nie wiem też
Wczoraj tak było tak, nie znaczyło zaś nie
Nie mieszało się nam czarne z białym co dzień
Wczoraj niewinni tak, dzisiaj pionki w grze
Wczoraj błękitny wiatr, dzisiaj duszny, zły sen
Z drugiej strony mych snów wszystko lepszy ma smak
Bo w powietrzu jest luz i muzyka wciąż gra
Kiedy zaczął się wić kręty, pochyły szlak
Gzie był pierwszy nasz krok, w rozpadlinę bez dna
Gdy srebrników garść przekonała nas że
Kiedy dają to brać, każdy głupi to wie
Bilans zysków i strat prowadzimy od lat
Nie ma czego w nim kryć, nie ma czego się bać
Stąd więc na lustra dnie, z progu każdego dnia
Wita cię najpierw wstręt, potem brat jego strach
19 kwietnia, 2008
Gdy w górze niebo nie zostało jeszcze nazwane,poniżej ziemia nie miała swego imienia,
gdy Apsu pierwotny, ich rodzic,
Mummu i Tiamat, która dała życie wszystkim,
łączyli swe wody,
nie było pastwiska i niewidoczne były trzciny i bagna,
żadne z bóstw nie powstało.
nikt nie został nazwany i nie wyznaczono mu losów -
wówczas bogowie zostali stworzeni między nimi
Enuma Elisz
13 kwietnia, 2008
przewróciło się niech leży, cały luksus polega na tym
że nie muszę go podnosić, będę się potykał czasem
będę się czasem potykał, ale nie muszę sprzątać
zapuściłem się to zdrowo, coraz wyżej piętrzą się graty
kiedyś wszystko poukładam, teraz się położę na tym
to mi się wreszcie należy, więc się położę na tym
coś wylało się nie szkodzi, zanim stęchnie to długo jeszcze
ja w tym czasie trochę pośpię, tym bezruchem się napieszczę
napieszczę się tym bezruchem, potem otworzę okna
w kątach miejsce dla odpadków, bo w te kąty nikt nie zagląda
łatwiej tak i całkiem znośnie, może czasem coś wyrośnie
może ktoś zwróci uwagę, ale kiedyś się wezmę
zapuściłem się to zdrowo, cały luksus polega na tym
łatwiej tak i całkiem słusznie, może czasem coś wybuchnie
będę się czasem potykał, ale kiedyś się wezmę
08 kwietnia, 2008
zbiera dawne plony, by przyspieszyć nowe.
Milcz, serce;
Trwaj, pokoju.
Wzrost lepszy jest od rozkładu;
Słyszę świst ostrza, co życie od życia rozdziela.
Milcz, pokoju;
Trwaj, serce.
Śmierć przechodzi,
czyniąc drogę dla życia i czas dla życia.
Nienawidzę umierania i zabijania, nie śmierci.
Milcz, serce;
nie protestuj.
Trwaj w pokoju i żalu
i milcz.
(Stephen R. Donaldson)
06 kwietnia, 2008
Here is how you matched up against all the levels:
| Level | Score |
|---|---|
| Purgatory (Repenting Believers) | Very Low |
| Level 1 - Limbo (Virtuous Non-Believers) | Low |
| Level 2 (Lustful) | Moderate |
| Level 3 (Gluttonous) | Very High |
| Level 4 (Prodigal and Avaricious) | Very High |
| Level 5 (Wrathful and Gloomy) | Very High |
| Level 6 - The City of Dis (Heretics) | Very High |
| Level 7 (Violent) | High |
| Level 8- the Malebolge (Fraudulent, Malicious, Panderers) | High |
| Level 9 - Cocytus (Treacherous) | Moderate |
Take the Dante's Divine Comedy Inferno Test
03 kwietnia, 2008
Castrum Vindobona....
Miasto w którym umarł Marek Aureliusz.
Nie w tej postawie świeci w starym Rzymie
Kochanek ludów, ów Marek Aureli,
Który tam naprzód rozsławił swe imię,
Że wygnał szpiegów i donosicieli:
A kiedy zdzierców domowych poskromił,
Gdy nad brzegami Renu i Paktolu
Hordy najezdców barbarzyńskich zgromił,
Do spokojnego wraca Kapitolu.
Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło,
Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa;
Rękę poważnie wzniósł, jak gdyby wkoło
Miał błogosławić tłum swego poddaństwa,
A drugą rękę opuścił na wodze,
Rumaka swego zapędy ukraca.
Zgadniesz, że mnogi lud tam stał na drodze
I krzyczał: „Cesarz, ojciec nasz powraca!”
Cesarz chciał z wolna jechać między tłokiem,
Wszystkich ojcowskim udarować okiem.
Koń wzdyma grzywę, żarem z oczu świeci,
Lecz zna, że wiezie najmilszego z gości,
Że wiezie ojca milijonom dzieci,
I sam hamuje ogień swej żywości;
Dzieci przyjść blisko, ojca widzieć mogą.
Koń równym krokiem, równą stąpa drogą:
Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności!
Kilka linijek wyżej znajdował się opis innego pomnika w innym mieście- które koniecznie chcę zobaczyć:
Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda,
Druga carowa pamiętnik stawiała.
Już car odlany w kształcie wielkoluda
Siadł na brązowym grzbiecie bucefała
miejsca czekał, gdzie by wjechał konno.
Lecz Piotr na własnej ziemi stać nie może.
W ojczyźnie jemu nie dosyć przestronno,
Po grunt dla niego posłano za morze.
Posłano wyrwać z finlandzkich nadbrzeży
Wzgórek granitu; ten na Pani słowo
Płynie po morzu i po lądzie bieży,
I w mieście pada na wznak przed carową
Już wzgórek gotów; leci car miedziany,
Car knutowładny w todze Rzymianina,
Wskakuje rumak na granitu ściany,
Staje na brzegu i w górę się wspina.
(...)
Car Piotr wypuścił rumakowi wodze,
Widać, że leciał tratując po drodze,
Od razu wskoczył aż na sam brzeg skały.
Już koń szalony wzniósł w górę kopyta,
Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta,
Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały.
Od wieku stoi, skacze, lecz nie spada,
Jako lecąca z granitów kaskada,
Gdy ścięta mrozem nad przepaścią zwiśnie
Ale wróćmy do Wiednia.
Miasto gdzie szukał natchnienia T.S. Garp (odnalazła je tam Jenny Fields). Zawsze będą dla mnie wyglądać jak Robin Williams w kraciastej marynarce i Glenn Close w pielęgniarskim uniformie.

Najłatwiej opisać je mówiąc że to taki większy i czystszy Kraków. Tylko że ludzie bardziej uprzejmi, mówiący językiem podobnym do śpiewu. Tylko że bezpieczniej.
Galicja przesiąknięta jest sentymentem do "Widnia", CK Austrii, oraz Franca Jozefa z przyczyn niejasnych dla mieszkańców innych regionów Polski.
Jest też wiersz Lorki o wiedeńskim walcu, śpiewany przez Leonarda Cohena i Annę Szałapak...
Znieruchomiał wiatr,
w górze słońce ,w dole jak drżące wodorosty
- topole i moje serce drżące.
Znieruchomiał wiatr,
popołudnie bez ptaków o piątej.
W Wiedniu jest dziesięć dziewcząt
ich głosy na śmierć brzmią zewsząd
i jest las wypchanych gołębi, są chłodnych poranków fragmenty,
jest salon z tysiącem balkonów.
Ten walc, ten walc, walc koniak, walc śmierć, walc sen,
co w morzu zanurza swój tren.
Ja kocham cię, kocham cię, kocham
w melancholijnych zatokach,
na ciemnym strychu irysów,
i w naszym łożu z księżyca,
pośród martwych książek i myśli,
w tańcu który żółwiowi się przyśnił.
Weź ten walc, co w ramionach mi zgasł,
weź ten walc, co w ramionach mi zgasł
W Wiedniu zatańczę z tobą przebrana w domino
z głową, na twarzy żonkili,
spójrz kwitną hiacyntem moje brzegi,
w me uda niech wpłynie twe ujście wezbrane,
a dusza w albumach i liliach zostanie,
na śladach mych kroków i ciemnych fal,
co rzucić ci umie to moje kochanie…staruszek walc.
Weź ten walc, co w ramionach mi zgasł,
weź ten walc, co w ramionach mi zgasł.
30 marca, 2008
Murphy w krainie krzemu oraz u mnie w pracy
SPOSTRZEŻENIA OGÓLNE
- Systemy złożone wykazują skłonność do popełniania kompleksowych błędów.
- Zaś systemy proste wykazują skłonność do popełniania kompleksowych błędów.
- Nowe systemy produkują nowe błędy.
- Stare systemy produkują tak nowe, jak i stare błędy.
- Systemy złożone wykazują skłonność do zakłócania realizacji własnych funkcji.
- Człowiek pracujący z komputerem nie po stępuje zgodnie z wymaganiami komputera.
- Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy, gdy wszelkie inne możliwości zostały już wyczerpane.
- Systemy odporne na idiotów obsługiwane są właśnie przez idiotów.
- Komputery współpracujące z innymi komputerami nie zachowują się tak, jak wymagają tego inne komputery.
- Rozłożenie dowolnego urządzenia na części jest proste.
- Ponowne jego złożenie tak, żeby działało, nie jest możliwe.
- Wszystko, co zostało złożone, ulegnie wcześniej czy później rozkładowi.
- Wszystko ulega rozkładowi w najmniej odpowiednim momencie.
- Każdy skomplikowany montaż wymaga trzech rąk.
- Każdy prosty montaż wymaga czterech rąk.
- Wszystkie komputery PC są kompatybilne, ale niektóre są kompatybilniejsze od innych.
- Twój jest zawsze mniej kompatybilny.
- O ile klawiatura została stworzona po to, by przy pomocy bezładnych ruchów kursorem wybrać z nieprzejrzystego menu niezrozumiałe instrukcje, które łatwiej byłoby wybrać przy pomocy myszy, to mysz służy do wybierania z nieprzejrzystego menu, przy pomocy bezładnych ruchów, trudno zrozumiałych rozkazów, które łatwiej byłoby wskazać za pośrednictwem klawiatury.
- Pustą dyskietkę możesz przeszukiwać długo i bezskutecznie.
- Długo i bezskutecznie możesz przeszukiwać również pełną dyskietkę.
- Wniosek: Każdą dyskietkę możesz przeszukiwać długo i bezskutecznie.
PODSTAWOWE PRAWDY INFORMATYKI
- Komputer służy człowiekowi.
- Ziemia jest płaska.
- Dla komputera nie ma rzeczy nie do pomyślenia, a tym bardziej nie ma rzeczy niemożliwych — z wyjątkiem tych, których od niego wymagamy.
- W świecie komputerowego przetwarzania danych żadna awaria się nie kończy, ponieważ przechodzi zawsze w następną.
- Awaria komputera wyczekuje cierpliwie na najbardziej niedogodny moment, aby bezlitośnie zaatakować.
- W pracy z komputerem opieranie się na jakichkolwiek zasadach jest błędem.
- Nie unikniesz nigdy dużej awarii, jeśli spowodujesz małą — w najlepszym wypadku mała awaria pozostanie mała, stając się z czasem coraz bardziej uciążliwą.
- Nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich możliwych awarii — możesz być jednak pewien, że każdą z osobna odczujesz na własnej skórze.
- Wnioski: Drobne awarie nie istnieją. Jeżeli miała jednak miejsce drobna awaria, oznacza to, że nie poznałeś jeszcze jej rzeczywistych rozmiarów.
- Im doskonalej program wykonuje swoje funkcje, tym dotkliwiej Cię zawiedzie.
- Każdy inny program zawodzi tak samo dotkliwie.
- Tylko niepotrzebny nikomu program przebiega bez zakłóceń.
- Masz zawsze o jeden wirus więcej, niż sądzisz.
- Podczas przeszukiwania program antywirusowy nieodwracalnie zniszczy wszystkie zbiory tekstowe i programowe, a nietkniętym zostanie jedynie wirus.
- Ostatecznie wirus pozostanie jedynym programem możliwym do przetworzenia.
- Elipsy są przedstawiane i drukowane jako schodkowate jajka.
- Schodkowate jajka pozostają schodkowatymi jajkami.
- Koła nie są kołami.
- Wyjątek: Kołami będą wtedy (i tylko wtedy), kiedy narysujesz je jako elipsy. Drukarka przedstawi je wtedy jako poprawne elipsy.
- Program konwersji graficznej może być spokojnie zastąpiony poleceniem kasowania. Wynik jest taki sam, albo przynajmniej wyjdzie na to samo.
- Program kalkulacyjny, który daje właściwy i przyjazny wynik — kłamie.
- Zanim z kalkulacji otrzymasz wyniki jedynie zbliżone do użytecznych, program włączy swój generator liczb losowych.
- Wartości pieniężne możesz otrzymać w dolarach, markach lub muszlach Fidżi; nigdy w złotówkach.
- Wyjątki są liczniejsze od reguł.
- Od wszystkich uznanych wyjątków istnieją wyjątki.
- Jeżeli opanowałeś już wyjątki, to nie pamiętasz już jakich reguł one dotyczą.
- Prawidłowo napisany tekst pojawi się tylko wtedy, gdy napiszesz go ręcznie.
PRAWA OGÓLNE
- Na polecenie "Napisz Tak lub Nie" użytkownik wpisuje "Tak lub Nie".
- Na polecenie "Wciśnij ENTER" użytkownik wpisuje "ENTER".
- Na polecenie "Naciśnij dowolny klawisz" użytkownik naciska klawisz SHIFT albo ESCAPE.
- Jeżeli napiszesz procedurę, która zapobiega pojawianiu się błędnych wartości, to zawsze znajdzie się użytkownik, który ją pominie.
- Jeżeli istnieją 4 różne możliwości doprowadzenia programu do krachu i wszystkie 4 zablokujesz, wtedy użytkownik znajdzie piątą metodę.
- Nie ma programów całkowicie idiotoodpornych.
- Program oddany użytkownikowi w piątek wraca do autora w poniedziałek.
- Na pierwsze 90% programu potrzeba 10% przeznaczonego na jego realizację czasu.
- Pozostałe 10% programu wymaga 90% przeznaczonego na jego realizację czasu.
- Rozpoczynasz zawsze od pozostałych 10%.
- 10%, od których rozpoczynasz pracę stanowią te procedury, które w ostatecznym rozrachunku zostaną usunięte na życzenie klienta.
- Jeżeli nie wiesz co czynisz, rób to w sposób elegancki.
- W zespole programistów każdy ma genialny plan rozwiązania problemu. Wszystkie plany się wzajemnie wykluczają i żaden nie prowadzi do poprawnego rozwiązania.
- Liczba osób w zespole programistycznym ma tendencje wzrastające niezależnie od ilości pracy.
- W każdym programie błędy wykazują skłonność do występowania w tym miejscu, które sprawdzasz jako ostatnie.
- Każdy program, który się dobrze zaczyna, kończy się źle.
- Program, który zaczyna się źle, kończy się przerażająco.
- To co wygląda łatwo jest trudne.
- To co wygląda trudno jest niemożliwe.
- To co wygląda na niemożliwe potrafi rozwiązać nawet twoja teściowa i to bez pomocy komputera.
- Każdy programista przybywający z innego miasta jest fachowcem.
- Idealny fachowiec wie absolutnie wszystko o niczym.
- Nie wierz w cuda — zdaj się na nie.
- Każda formuła i każda stała muszą być traktowane jako zmienne.
- Prawdopodobieństwo wydarzenia jest odwrotnie proporcjonalne do życzenia.
WINDOWS
Motto: Masochistyczne skłonności nie są wprawdzie warunkiem koniecznym do pracy w systemie operacyjnym Windows. Są jednak bardzo pomocne.- Każdy program w Windows pracuje poprawnie do momentu niczym nieuzasadnionej utraty danych.
- Interaktywne, multimedialne aplikacje DOS'a "zawieszają się" same, podczas gdy interaktywne, multimedialne aplikacje Windows zawieszają się natychmiast po dowolnej ingerencji użytkownika.
- Jedyną metodą obsługi plotera i drukarki w Windows jest drukowanie krzywych i plotowanie tekstów.
OSIEM PRAW SZANOWNEGO KLIENTA (KLIENTA W MOJEJ PRACY NIESTETY)
- Klientowi nigdy nie przyjdzie na myśl ile kosztuje projekt, tylko ile można na tym projekcie zaoszczędzić.
- Jeżeli udało Ci się wprowadzić w programie, wymagane przez klienta poprawki, wtedy on z nich zrezygnuje.
- Żaden klient nie wie czego właściwie chce.
- Każdy klient wie dokładnie czego nie chce.
- Żaden klient nie chce tego co masz już gotowe.
- Nie wie także co chciałby mieć zamiast tego.
- Klient, który najmniej płaci marudzi najwięcej.
- Klient żąda większych zmian dokładnie wtedy, kiedy produkt jest już gotowy.
27 marca, 2008
Pracujesz by dotrzymać kroku ziemi i ziemskiej duszy.
Gdyż być leniwym znaczy stać się obcym porom roku i wyjść z procesji życia, która podąża majestatycznie i z dumnym posłuszeństwem ku wieczności.
Kiedy pracujesz jesteś jak flet, którego serce zamienia godziny w muzykę.
Któż z was chciałby być piszczałką tępą i milczącą, gdy wszyscy inni śpiewają razem unisono?
Zawsze mówiono ci, że praca jest przekleństwem a trud nieszczęściem.
Lecz ja mówię, że pracując wypełniasz część najśmielszego marzenia ziemi przypisaną ci już w dniu jego narodzin.
A trudząc się, naprawdę kochasz życie.
A kochać życie poprzez trudy, znaczy dotykać jego najgłębszych sekretów.
Lecz jeśli w swym bólu przeklinasz dzień swoich urodzin, a wspierające cię ciało nazywasz fatum wypisanym ci na czole, odpowiem ci, że nic, tylko pot spływający z czoła może zmyć to, co zapisane.
Powiedziano ci także, że życie to ciemność i w swym znużeniu powtarzasz to, co znużenie ci szepcze.
A ja mówię ci, że życie jest ciemnością, jeśli nie zabłyśnie w nim pragnienie.
Zaś wszystkie pragnienia są ślepe, jeśli nie istnieje wiedza.
Wiedza jest zaś zbędna, jeśli nie istnieje praca.
Praca jest pusta, jeśli nie z miłością.
A kiedy kochasz to, co robisz, łączysz się z samym sobą, z innymi oraz z Bogiem.
Czymże jest praca z miłością?
To tkać płótno nićmi wyciągniętymi z serca tak, jakby miała je nosić najdroższa osoba.
To budować dom z uczuciem, jakby miał być schronieniem dla twoich najbliższych.
To zasiewać ziarno z czułością a plony zbierać radośnie, jakby twoi ukochani mieli je spożywać.
To napełniać wszystko, czego się dotkniesz chlebem swej duszy
i mieć świadomość, że wszyscy twoi zmarli stoją przy tobie i patrzą.
Często słyszałem jak mówicie niby we śnie:
”Ten, kto rzeźbi w marmurze odnajdując kształt swej własnej duszy w kamieniu jest szlachetniejszy od oracza, a ten, kto przekształca tęczę i układa ją na płótnie, by podobało się ludziom jest kimś więcej niż szewc robiący sandały na nasze stopy”.
Lecz ja mówię, nie we śnie, lecz w pełni przebudzenia podczas południowego przypływu, że wiatr nie szepcze czulej gigantycznym dębom niż najmarniejszemu źdźbłu trawy.
A ten tylko jest wielki, kto przetwarza głosy wiatru w pieśń słodką od Jego miłości.
Praca jest ucieleśnieniem miłości.
A jeśli nie umiesz pracować z miłością, a jedynie ze wstrętem, lepiej byś rzucił swą pracę, usiadł pod bramą świątyni i żebrał o jałmużnę od tych, co pracują z radością.
Jeśli zaś pieczesz chleb z obojętnością, twój chleb jest gorzki i może nasycić jedynie połowę ludzkiego głodu.
Jeśli żałujesz, że musisz gnieść winogrona, twój żal zatruje wino.
Jeśli masz głos anielski a nie lubisz śpiewać, to jakbyś tłumił przed ludzkim uchem głosy nocy i głosy dnia.
20 marca, 2008
Pierwsze z siedemnastu mgnień wiosny
Pełnia to jedna z twarzy Trójbogini, twarz Matki, czy też Nimfy.
Trzy miesiące temu Dziewica sprowadziła na świat Słonecznego Boga, Światło które świeci tak mocno, że żadna ciemność nie może go ogarnąć. Teraz święcimy drugi z aspektów potrójnej pani- płodność. A więc kraszone jaja, zające oraz woda.
No i mamy wiosnę :-) Wiosnę zwykle ma kobiecą postać, twarz Eostre, Flory czy Blodeuwedd.
Rzadki wyjątek tworzy Blake, opisując Ziemię oczekującą wiosny. U niego właśnie Ziemia jest kobietą.
Ty, z włosami ciężkimi od rosy, co patrzysz
Przez jasne okna świtu na ziemię, o Władco
Wiosny, i na tę naszą u zachodu wyspę
Spojrzyj. Ona wszechgłosów powita cię śpiewem.
Od wzgórz do wzgórz wieść biegnie; jakże się radują
Doliny! Wszystkie oczy z tęsknotą szukają
Twoich jasnych namiotów. O, przybądź! Niech święte
Stopy twoje przebiegną przez naszą krainę.
Z nad tamtych wzgórz u wschodu przyjdź! Niech wiatr znad łąki
Ucałuje twe szaty wonne. Rozsiej perły
Na smutnej ziemi, która w samotności płacze.
Oddechu twych wieczorów pragniemy i świtów.
Ujmij tę ziemię w piękne swe dłonie, jej nagość
Okryj pocałunkami. Swą własną koroną
Ozłoć jej głowę, która chyli się omdlała.
Ona przecież dla ciebie zaplotła warkocze.
13 marca, 2008
Po pierwsze- sonet Szekspira:
| A woman's face with Nature's own hand painted |
| Hast thou, the master-mistress of my passion; |
| A woman's gentle heart, but not acquainted |
| With shifting change, as is false women's fashion; |
| An eye more bright than theirs, less false in rolling, |
| Gilding the object whereupon it gazeth; |
| A man in hue, all 'hues' in his controlling, |
| Much steals men's eyes and women's souls amazeth. |
| And for a woman wert thou first created; |
| Till Nature, as she wrought thee, fell a-doting, |
| And by addition me of thee defeated, |
| By adding one thing to my purpose nothing. |
| But since she prick'd thee out for women's pleasure, |
| Mine be thy love and thy love's use their treasure. |
Po drugie- Jan Chrzciciel, malowany przez Leonarda (nie Rafaela Santi, jak słusznie zwrócono mi uwagę)

Idealna androgynia, ukazująca doskonałe piękno.
05 lutego, 2008
W odkrywczej wyprawie z Winlandii na zachodzie
Rozbiliśmy obóz obok dwóch skalnych wysepek
Dzień drogi na północ od tego kamienia łowiliśmy ryby jeden dzień
Po powrocie znaleźliśmy dziesięciu ludzi
Czerwonych od krwi i martwych
Ave Virgo Maria chroń nas od złego
Ave Virgo Maria chroń nas od złego
Ave Virgo Maria
Ave Virgo Maria wybaw nas
Postawiliśmy dziesięciu ludzi nad morzem
Na straży naszych statków
Czternaście dni drogi od tej wyspy
Rok 1362
Znalezisko prawdziwe... lub falsyfikat. Ale słowa, gdy je śpiewać a capella brzmią pięknie.
11 stycznia, 2008
08 stycznia, 2008
She tells her love while half asleep,
In the dark hours,
With half-words whispered low:
As Earth stirs in her winter sleep
And put out grass and flowers
Despite the snow,
Despite the falling snow.
... wraz z niemniej urokliwym tłumaczeniem Andrzeja Nowickiego i Haliny Sibery- Breitkopf:
Na wpół uśpiona szepce mi
Miłosne słowa
W godzinach cienia-
Jak ziemia która zima śpi,
A już się zazielenia,
Choć pada śnieg,
Choć pada gęsty śnieg.
Słowa te śpiewał Orfeusz dla Małego Ankajosa podczas nocnej wachty, gdy płynęli z Jazonem do Kolchidy. Kobietą z piosenki jest Eurydyka. Ta której Orfeusz nie umiał wyrwać śmierci.
A przecież sztuka ta mogła się udać! Dokonała tego przecież Isztar, Zaranna i Wieczorna Gwiazda, która zstąpiła do Królestwa Śmierci aby zawrócić swego Tammuza do Królestwa Życia. Przechodząc przez siedem wrót zostawia szaty i klejnoty, tajemną wiedzę, głos, piękno, boskość, świadomość a wreszcie i życie. Tammuz zaś zmartwychwstaje i przynosi ze sobą wiosnę.
25 grudnia, 2007
Odwieczne i niezmienne koło czasu ciągle się obraca.
Jego cykle nie mają końca ani początku.
W tych dniach zmierza ku swoim najciemniejszym chwilom.
Nadchodzi zimowe przesilenie.
W tę najciemniejszą i najdłuższą z zimowych nocy Bogini Dziewica wydaje na świat swe Dzieciątko i staje się Wielką Boginią Matką.
Oto nadchodzi święto Początku - czas narodzin nowego roku, nowego życia, nadziei; to dzień narodzin Jasnego Słońca, tego Światła które świeci w ciemności, a ciemność nie może go ogarnąć.
Tej ciemnej i długiej nocy w naszych duszach narodzi się nowa iskra nadziei.
Święty Ogień, Światło Świata, Słońce Niezwyciężone.
Koło Roku obróciło się raz jeszcze.
Dziewica porodziła! Światło przybiera!
11 grudnia, 2007
Ile przestrzeni w poskręcanych błędnikach, ślimakach, labiryntach niewidzialnych?
Ile gór i rzek, jakie stepy wyjące wichrem, jakie oceany monotonne, siwe, bezbrzeżne?
Jakie hotele stoją wbudowane między nich, fantastyczne, o niezliczonych wejściach i wyjściach, windach, piętrach i podziemiach?
Któż to obliczy, kto ogarnie tę drogę, mapę jej wyrysuje i czas jej zdobycia określi?
A miłość przebywa ją jednym krokiem. Jednym spojrzeniem.
Elektryczna iskra miłości obiega w sekundzie całą tę przestrzeń, w przeszłość nawet sięgającą.
I obejmuje się dwoje ludzi, z których jedno jak gdyby było w najgłębszych kopalniach, drugie na najwyższym ziemskim szczycie gór.
(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)
06 grudnia, 2007
(J.P. Sartre)
Wielokrotnie zastanawiałam się, co odpowiedzieć, gdy pytano mnie o odejście od religii katolickiej. Pierwszą rzeczą, która mi się nasuwała była utrata zaufania do kościoła katolickiego. Było to kilka lat wcześniej, niż p. Senyszyn opisała tenże kościół jako pięć razy be: bogaty, bezkarny, bezczelny, bezideowy i bezduszny.
Ale nie było to najważniejsze. Mogłam wszak pozostać przy wierze w Jezusa, Marię, Boga jedynego i w Trójcy- odchodząc od katolicyzmu. Co więc się stało?
Wiara kiedyś była dla mnie emocją, czystą i piękną pociechą, modlitwa ucieczką od troski, rytuał lekarstwem. Przeciw czemu były te środki? Przeciwko poczuciu winy, grzeszności, bycia brudną, podłą i niegodną. Skąd takie myśli? Ano- z wiary której mnie nauczono. Religia dawała mi lekarstwo na chorobę którą sama wywoływała.
Pierwsza i ostatnia decyzja o odejściu zapadła podczas spowiedzi. Odeszłam od konfesjonału, wyszłam z kościoła i nigdy już tam nie wróciłam, nigdy nie poszłam na mszę.
Nie miałam już potrzeby aby w smutku i nieszczęściu odwoływać się do wyższych sił. Na tym mogłam budować poczucie własnej wartości i godności, nauczyć kierować się sumieniem, rozsądkiem oraz empatią.
Wcześniejsza religijność nie była mi już potrzebna. Podpora przestała być potrzebna- nauczyłam się chodzić na własnych nogach i upadać na własne ręce.
Duchowość zawsze jakaś we mnie była. W obecnej chwili moja wizja świata jest zbliżona do tradycji wikańskiej.
23 listopada, 2007
Tęczowy most
Ta część nieba nazywana jest Tęczowym Mostem.
Kiedy odchodzi zwierzę, które było szczególnie bliskie komuś, kto pozostał po tej stronie, udaje się na Tęczowy Most. Są tam łąki i wzgórza, na których wszyscy nasi mali przyjaciele mogą bawić się i biegać razem. Mają tam dostatek jedzenia, wody i słońca; jest im ciepło i przytulnie.
Wszystkie zwierzęta, które były chore i stare powracają w czasy młodości i zdrowia; te które były ranne lub okaleczone są znów całe i silne, takie, jakimi je pamiętamy marząc o czasach i dniach, które przeminęły. Zwierzęta są szczęśliwe i zadowolone, z jednym małym wyjątkiem: każde z nich tęskni do tej jedynej, wyjątkowej osoby, która pozostała po tamtej stronie.
Biegają i bawią się razem, lecz przychodzi taki dzień, gdy jedno z nich nagle zatrzymuje się i spogląda w dal. Jego lśniące oczy są skupione, jego spragnione ciało drży. Nagle opuszcza grupę, pędząc ponad zieloną trawą, a jego nogi poruszają się wciąż prędzej i prędzej.
To ty zostałeś dostrzeżony, a kiedy ty i twój najlepszy przyjaciel wreszcie się spotykacie, obejmujecie się w radosnym połączeniu, by nigdy już się nie rozłączyć. Deszcz szczęśliwych pocałunków pada na twoją twarz, twoje ręce znów pieszczą ukochany łeb; patrzysz znów w ufne oczy swego przyjaciela, który na tak długo opuścił twe życie, ale nigdy nie opuścił twego serca.
A potem przekraczacie Tęczowy Most — już razem...
Paul C. Dahm
tłum. HARY
29 października, 2007
Oto opowieść moja. Jeleń łani wzywa
Lato umiera. Pędzi ziemia opryskliwa
Wiatr liche słońce jak świeczkę zdmuchuje
Paproć się w krew zamienia. Morze już szturmuje
Dzika gęś dźwiga głowę w swym śmiertelnym boju
Bije zamarzłym skrzydłem. Ponad mróz wzlatuje
Oto świat ścięty. Oto i opowieść moja.
(celtycki poemat z X wieku, tłumaczenie Ernesta Brylla)
25 października, 2007
ONA
Znów się znalazłam w orzechowym gaju,
by sycić oczy wiośnianą zielenią,
spojrzeć, czy pąki w winnicy się plenią
i czy granaty w porę rozkwitają.
Znagła, z odruchu serca, czy z niemocy,
w książęcej siebie znalazłam karocy.
CHÓR I
Odwróć się, zatańcz, wdzięczna Sulamitko,
byśmy cię mogli obejrzeć dokładnie.
Chcemy osądzić: tańczysz li ty brzydko,
czy i śród mieczów zdolnaś pląsać ładnie?
CHÓR II
Jakże są zwinne twe stopy w sandałach,
łuk twoich bioder jak spod ręki mistrza,
brzuch — czasza gładzią rozkoszną najbłystsza —
obyś już zawsze w wino opływała...
Łono jak w liliach zwięzły snop pszenicy,
piersi masz skoczne jak dwie łanie młode —
krewne gazeli... Twą bujną urodę
wysmukla dumna szyja łabędzicy
z kości słoniowej. Oczy twe w koronie
czoła jak stawy dwa u bramy raju
w praamoryckiej stolicy — Cheszbonie:
nos jak wieżyczka Libanu. Gadają,
że na Damaszek zerka... Twoja głowa
jak góra Karmel — dźwiga się proroczo,
a chmura włosów na niej purpurowa
dziwi się sama swym chwytnym warkoczom:
Salomonowa uwięzła w nich głowa...
ON
O, jakże świetna jesteś, jak dorodna!
Patrzeć na ciebie to rozkosz spełniona—
tyś jak ta palma smukła — westchnień godna,
a piersi twoje — dzwonne winne grona.
Rzekłem więc: wdrapię się i na tę palmę,
pierwszy z niej zerwę kiść słodkich daktyli—
piersi ośpiewam tym miłosnym psalmem,
bom nigdy równej z tą nie przeżył chwili!
Twój oddech pachnie jabłek świeżych koszem,
usta jak wino wystałe mnie poją —
w zębach, na wargach ten luby smak noszę,
boś ty jest cała winną ucztą moją,
ONA
Tak, jestem twoja, miły, cała rada,
że mnie pożądasz. Gdzie oczy poniosą
pójdziemy, noc tę na henny lewadach
spędzimy;świtem przedporanną rosą
zlani — sprawdzimy, czy pąki granatów
pękłyi czy już winnice nie kwitną —
a dam ci moją miłość niepochwytną
w kwiatach śród pąków i w pąkach śród kwiatów...
Czujesz ten zapach? To woń mandragory—
dla ciebiem lubczyk ten śród ziół chowała
susząc owoce: mam ich zasób spory—
jak pieśń dla duszy — one są dla ciała.
Gdybyś był bratem, pił mej matki mleko,
ja bym cię nawet w ciżbie całowała—
nikt by ze wzgardą nie mrugnął powieką!
Podjęła bym cię w domu matki winem,
moszczem granatów— czym chata bogata —
a ty byś objął mnie jak swą dziewczynę
tak, bym w ramionach twych znikła dla świata...
04 października, 2007
30 września, 2007
Yet, love, mere love, is beautiful indeed
And worthy of acceptation. Fire is bright,
Let temple burn, or flax; an equal light
Leaps in the flame from cedar-plank or weed:
And love is fire. And when I say at need
I love thee...mark!...I love thee--in thy sight
I stand transfigured, glorified aright,
With conscience of the new rays that proceed
Out of my face toward thine. There's nothing low
In love, when love the lowest: meanest creatures
Who love God, God accepts while loving so.
And what I feel, across the inferior features
Of what I am, doth flash itself, and show
How that great work of Love enhances Nature's.
23 września, 2007
Nowy wpis na okoliczność pierwszego dnia jesieni...
Z brzękiem ostróg wjechałem do miasta
Pod jesień było, czas złotych liści nastał
W kieszeni worek srebra, czas do domu
Wtem za plecami woła głos:
Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata
Choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu
Nim noc zawita nad drogami
Słońce stało w zenicie bił południowy żar
A w gardle kurz przebytych dróg
Co tam, spocznę chwilę, przecież nie zaszkodzi
Do przejścia niedaleką drogę jeszcze mam.
A ona kusi!
Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata
Choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu
Nim noc zawita nad drogami
Zbudziłem się w czerwieniach zachodu
Pod szarą karczmą co rynek zamyka
Zabrała moje srebro, duszę i ostrogi
Zostało pragnienie i tępy głowy ból
I pamięć jej słów:
Usiądź razem ze mną...
(A. Koczewski)
02 września, 2007
Dzieci Indygo to pokolenie, którego główna fala narodzin rozpoczęła się na świecie w latach siedemdziesiątych i potrwała mniej więcej do roku 2000, kiedy to zaczęły rodzić się pierwsze Dzieci Kryształowe. Nazwa Indygo pochodzi od koloru aury tych dzieci. Jest to kolor czakry zwanej "trzecim okiem", znajdującej się między brwiami i odpowiadającej między innymi za zdolności jasnowidzenia i widzenia energii. Tym, co wyróżnia Dzieci Indygo od innych, to ich temperament. Są one obdarzone duchem buntowniczym i wojowniczym, zgodnym ze wspólnym celem ich pokolenia - burzeniem starych systemów, którym brakuje elastyczności, integralności i prawości. Dzieci Indygo doskonale wyczywają nieuczciwość i wiedzą, kiedy są okłamywane lub poddawane manipulacji. Nie chcą i nie potrafią podporządkować się niezdrowym i nieuczciwym sytuacjom w domu, w szkole i w pracy i zrobią wszystko, żeby je zniszczyć.
Lee Carroll i Jan Tober, autorzy książkiDzieci Indygo opisują te dzieci jako "bardziej wymagające, inteligentniejsze, bardziej konfliktowe, bardziej intuicyjne, bardziej duchowe, a w niektórych przypadkach nawet bardziej brutalne niż jakiekolwiek pokolenie przed nimi".
Pod wieloma względami, życie z Dziećmi Indygo bywa bardzo trudne, między innymi ze względu na ich buntowniczą bezkompromisowość i niespożyte pokłady energii twórczej, popychającej ich do nieustannego działania. Niestety, często zjawisko Indygo sprowadzane jest do zdiagnozowania u nich ADD (zespół zaburzeń koncentracji uwagi) lub ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi), czego konsekwencją jest faszerowanie ich środkami farmakologicznymi różnego typu, takich jak Ritalin. Pod wpływem lekarstw Dzieci Indygo łatwiej poddają się wymogom systemów i dostosowują się do oczekiwań otoczenia, jednak ceną "świętego spokoju" rodziców i opiekunów jest ograniczenie duchowych darów tych dzieci i opóźnienie realizacji ich celów życiowych.
http://integra.boo.pl/dziecinowejery.html
- Wewnętrznie czują tylko prawdę.
- Kierują się w życiu wzniosłymi zasadami.
- Wiedzą, że powinniśmy żyć w równowadze ze sobą i z naszym środowiskiem.
- Wiedzą, że istnieje coś więcej niż to, co widzimy.
- Wierzą, że materia i życie fizyczne są jedynie złudzeniem.
- Wiedzą, że życie składa się z energii, albo żyjącej świadomości.
- Wiedzą, że we Wszechświecie wszystko jest wzajemnie połączone. Czas, przestrzeń, odległość i forma nie są od siebie oddzielone, tak jak to widzimy.
- Czują, że każde istnienie zasługuje na szacunek, uczciwość, miłość i współczucie.
- Rozumieją lepiej życie duchowe niż świat materialny.
- Są przekonane, że rodzaj ludzki powinien dążyć do pokoju, wolności, miłości i wiedzy. Wiedzy o rzeczywistości obiektywnej.
- Rodzą się na tym świecie po to, aby obalić systemy oparte na bezwarunkowej władzy, nie udzielającej racjonalnych i wyczerpujących wyjaśnień i nie dającej możliwości wyboru.
- Mają trudności z dyscypliną i autorytetami.
- Są niezwykle utalentowane (często zdolności paranormalne).
- Często zamyślają się, jak by miały własny świat.
- Mają mądre, głębokie spojrzenie.
- Są rozwinięte duchowo.
- W wyniku braku wiedzy, bardzo często diagnozuje się u nich ADHD.
- Mają godność królewską oraz czują, że zasługują by tu być.
- Uważają, że sposób nauczania w szkole oraz w domu należy zmienić na lepszy.
- Są bardzo wrażliwe.
- Mają silną wolę.
- Mają poczucie humoru.
- Posiadają twórczą wyobraźnię.
Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum, mają silną wolę, poczucie humoru, twórczą wyobraźnię. Po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych (pionierzy nawet w pięćdziesiątych). Są to “stare dusze” dojrzałe by zapoczątkować rewolucję duchową świata.
Podobnie jak pierwsi osadnicy w Ameryce Północnej czy w Australii, Indygo są niezależne, uparte i twórcze. Mają do wykonania pewne zadanie i nie pozwolą nikomu stanąć sobie na drodze. Poprzednie pokolenia otrzymały intuicyjne przesłanie: „Zmienić rząd, uzdrowić świat”. Podjęły działania w tym kierunku, ale uległy apatii i obowiązkom rodzinnym, które je zniechęciły i rozproszyły. Dzieci Indygo nie pozwolą, by znowu tak się stało - to znaczy, o ile ich nie odurzymy i nie zmusimy do uległości. Istnieją jednak ludzie, którzy odrzucają zmiany reprezentowane przez te dzieci. Chcieliby, aby system szkolnictwa pozostał niezmieniony i żeby Dzieci Indygo podporządkowały się istniejącym systemom. Ponieważ Dzieci Indygo nie można do niczego zmusić, a przymus postrzegają one jako formę nieuczciwej manipulacji, są one podstępnie odurzane, żeby je lepiej „dopasować”.
http://sklep.tarotnet.pl/product_info.php?products_id=3341&osCsid=72cc2c09839a794cfefa90409cca0c42
I tyle byłoby cytatów.
Pod tym całym niuajdżowym płaszczykiem kryje się opis tego, z czym mierzy się "szczęśliwy" posiadacz ADD.
Kiedy byłam dzieckiem, pojęcie ADD (Attention Deficit Disorder) nie istniało. Był po prostu problem szkolny i wychowawczy- nie można zmusić ucznia do trwającej dłużej koncentracji. Wszystko rozprasza. Nie można się skupić. Myśli krążą swobodnie i zajmuja się wszystkim poza pisaną właśnie klasówką.
Dorosłość z ADD to ta sama bajka.
Kilka, kilkanaście minut koncentracji to szczyt moich możliwości. Potem uwaga zaczyna uciekać, zaczyna się zastanawianie nad rzeczami które same napływają. A czasami po prostu zawiasy. Chwila przerwy, i można wracać do pracy.
Skupienie na czymkolwiek dłuższe niż kilkanaście minut to męka. Słucham, i nie rozumiem co do mnie mówią.
Teraz, gdy czytam o dzieciach z ADD, przypominam sobie czas na poczatku podstawówki.
Zaburzenia koncentracji uwagi:
- dziecko nie potrafi skoncentrować się na szczegółach podczas zajęć szkolnych lub pracy, popełniając błędy wynikające z niedbałości
- trudności z utrzymaniem uwagi
- może wydawać się, .że dziecko nie słucha tego co się do niego mówi
- nie stosuje się do podawanych kolejno instrukcji
- ma kłopoty z dokończeniem zadań szkolnych i wypełnieniem domowych obowiązków
- szybko traci zainteresowanie wykonywaną czynnością, przechodzi do następnej bez dokończenia poprzedniej
- ma trudności ze zorganizowaniem sobie pracy
- nie lubi zajęć wymagających dłuższego wysiłku umysłowego
- często gubi rzeczy niezbędne do pracy lub zajęć
- łatwo rozprasza się pod wpływem zewnętrznych bodźców
- często zapomina o różnych codziennych sprawach
- wyrywa się z odpowiedzią zanim zostanie sformułowane pytanie
- ma kłopoty z zaczekaniem na swoją kolej
- często przerywa (wypowiedzi często nieadekwatne do sytuacji) lub przeszkadza innym
- zaczepia innych, postępuje wbrew ich woli
- dezorganizuje zajęcia