02 września, 2008


Nie wyłamując się z nurtu piosenkowego: Renata Przemyk...

A mówią że nieładnie mieć myśli złe
Trochę ich mam
Zabierz sobie ile chcesz

Za każdy błąd zapłaczę się
Później łzy podgrzeję i
Wyparują bóg wie gdzie

Nie umiem już próbować sił
One niech spróbują mnie
Każda sobie weźmie część

Gdy smutno mi pokruszę chleb
Później zjem za każde z nas
Nim ostatni zamkną sklep

Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans

Tak staram się nie zawieść cię
Zwodzę lecz mówią mi że
Pokuszenie to nie grzech

Swą głowę chcę zamienić bo
Może ktoś ma lepsze i
Już nie potrzebuje ich Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans

01 września, 2008


Na smyczy trzymam filozofów Europy
Podparłam armią marmurowe Piotra stropy
Mam psy, sokoły, konie - kocham łów szalenie
A wokół same zające i jelenie
Pałace stawiam, głowy ścinam
Kiedy mi przyjdzie na to chęć
Mam biografów, portrecistów
I jeszcze jedno pragnę mieć

- Stój Katarzyno! Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!

Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów
Nie bawią mnie umizgi bladych lowelasów
Ich miękkich palców dotyk budzi obrzydzenie
Już wolę łowić zające i jelenie
Ze wstydu potem ten i ów
Rzekł o mnie - Niewyżyta Niemra!
I pod batogiem nago biegł
Po śniegu dookoła Kremla!

- Stój Katarzyno! Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!

Kochanka trzeba mi takiego jak imperium
Co by mnie brał tak jak ja daję - całą pełnią
Co by i władcy i poddańca był wcieleniem
I mi zastąpił zające i jelenie
Co by rozumiał tak jak ja
Ten głupi dwór rozdanych ról
I pośród pochylonych głów
Dawał mi rozkosz albo ból!

- Stój Katarzyno! Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!
Gdyby się taki kochanek kiedyś znalazł...
- Wiem! Sama wiem! Kazałabym go ściąć!

Jacek Kaczmarski
1978

30 sierpnia, 2008

Nie pytaj mnie
Wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic
Już siebie znam
Znam z bliska słowo lęk
Wiem, że ja sam chcę dać oszukać się

Piekący ból rozwierca każdą myśl
Ja będę zdrów
Z pewnością, lecz nie dziś
Skurczony świat
Nie większy niż ta pięść
Na piersiach siadł
I oddech mi się rwie

Zamykam strach na niewidzialny klucz
I moja twarz jest niewidzialna już
Gdy wchodzę w tłum
Pułapka szczerzy kły
I z ust do ust nie frunie żaden krzyk

Śmiertelny mur skutecznie dzieli nas
Ja mam mój mózg
Ty też swój rozum masz
Nie pytaj mnie
Wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic

Zostańmy tak
Ja tutaj - a ty tam
Tak długo jak to nieme kino trwa
Nie proście nas by wam do tańca grać
Już czas, już czas
Myć zęby i iść spać

(B. Olewicz)

28 sierpnia, 2008


Alleluja

Tajemny akord kiedyś brzmiał
Pan cieszył się gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje
Kwarta i kwinta tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w mol
Nieszczęsny król ułożył Alleluja

Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja

Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze Cię pobiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła cię, już nie masz sił
I z gardła Ci wydarła Alleluja

Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja

Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne czy usłyszy dziś
Najświętsze, czy pęknięte Alleluja

Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja

Tak się starałem ale cóż
Dotykam tylko zamiast czuć
Lecz mówię prawdę nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed panem pieśni stawie się
śpiewając tylko Alleluja

Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja

(tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

10 sierpnia, 2008

Pisząca te słowa to poligrafka, obecnie na L4 wprawdzie, ale na tym się skupiać nie będziemy.
Poligrafki pod żadnym pozorem nie należy mylić z agrafką by Kevin Smith. Byłabym pewnie agrafką, gdybym miała z kim, a na razie jest, jak mówią, po bożemu, przyzwoicie i w ogóle jak należy. Czyli niby dobrze.
A co robię?
Pracuję (w tej chwili nie, bo uczęszczam na terapię)
Oszczędzam (gdy pamiętam)
Planuję (z dziką rozkoszą)
Urządzam (wśród radości z odzyskanego śmietnika)
Remontuję (gdy jest za co)
oraz dążę do stabilizacji, tyle że strasznie marnie mi to wychodzi. Pierwszy krok ku owej stabilizacji już niby poczyniłam- upolowałam dzikiego chłopa. Jest kochany ale za agrafkami nie przepada.
A ja wzorem prawdziwej agrafki chciałabym się czasem wypiąć na to wszystko, jednocześnie kłując kogo trzeba, a do kogo trzeba się przypinając.

03 sierpnia, 2008

Najbardziej romantyczna scena w polskiej kinematografii...



A tutaj także piosenka związana z filmem...

25 lipca, 2008

Wyspa Bogdana Loebla

Wierz mi, wierz, ta wyspa jest.
To gdzieś tu, gdzieś blisko już.
Uwierz w to i pomóż mi,
pomóż ją odnaleźć.

Tam już rąk nie zranisz swych,
napalm tam nie zakwita krwią,
ani też na wyspie tej
nikt nie sadzi drzew kolczastych, drutów.

Tam noce spokojne, tam tylko spadają race gwiazd,
na szczęście to, trzeba wierzyć im.
Tam dni są słoneczne, tam łąki zielone, chłopcy z nich
rwą kwiaty swym ukochanym.

Musisz uwierzyć mi, że jest
taka wyspa pod skrzydłami ptaków,
gdzie dziecko bez trwogi spogląda w gęstwinę białych chmur,
bo wie, że z nich tylko deszcz.

Wierz mi, wierz, ta wyspa jest
i nasz tam będzie domu dach,
nasze drzwi do których
nikt nocą nie zapuka.

Wierz mi, wierz, ta wyspa jest
póki ty jesteś ze mną tu.
Może brzeg nad Wisłą jej,
może jest nią właśnie twa ojczyzna.

Gdzie noce spokojne, tam tylko spadają race gwiazd,
na szczęście to, trzeba wierzyć im.
Gdzie dni są słoneczne, gdzie łąki zielone, chłopcy z nich
rwą kwiaty swym ukochanym.

Musisz uwierzyć mi, że jest
taka wyspa pośród morza ognia,
gdzie dziecko bez trwogi spogląda w gęstwinę białych chmur,
bo wie, że z nich tylko deszcz.

06 lipca, 2008

Sobota, imieniny kota.

W miłym towarzystwie:

W sympatycznym miejscu:

Z oryginalną konsumpcją:




Pamiętając o tym że czasem warto się odchamić:


A na koniec byliśmy na Hawajach :-)



23 czerwca, 2008


Wit Stwosz: Uśnięcie NMP (wg.Herberta)

Jak namioty przed burzą marszczą się złote opończe
przybór gorącej purpury odsłania piersi i stopy
cedrowi apostołowie unoszą ogromne głowy
nad wysokością zawisa broda ciemna jak topór

Kwitną snycerskie palce. Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je na powietrzu - powietrze się burzy jak struny
Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna.

A Panna Maria usypia. Idzie na dno zdziwienia
trzymają ją w wątłej siatce umiłowane oczy
upada coraz wyżej jak strumień przez palce przenika
a oni schylają się z trudem nad wstępującym obłokiem

19 czerwca, 2008

Ciekawy test ostatnio znalazłam. Działa jak bardzo czuły barometr nastroju.
Zasada jest prosta- należy uruchomić wyobraźnię i wyobrazić sobie wędrówkę po lesie. Potem już tylko odnajduje się w tym lesie to i tamto. Trzeba więc opisać:

SAM LAS
ŚCIEŻKĘ
URNĘ
KLUCZ
FILIŻANKĘ
MUR LUB ŚCIANĘ
RZEKĘ, LUB INNĄ WODĘ
DOM
NIEDŹWIEDZIA
POLANĘ

Jakby to było ze mną?
LAS jest bardzo bardzo stary, i brak w nim ludzkich śladów. Jest za to pełno zwierząt: saren, kun, wilków i ptaków. Rosną w nim także dzikie owoce. W lesie są jasne polany i ciemne uroczyska.
ŚCIEŻKA jest wąska i kręta. Czasem zupełnie znika i trzeba się jej domyślać. Prowadzi do samego serca lasu.
URNA jest prawdziwie antyczna, rzeźbiona w marmurze. Jest bardzo zniszczona, omszała, kruszy się w rękach. Wypełniają ją zbutwiałe przedmioty.
KLUCZ- niestety, nie udaje mi się go znaleźć. Ciągle wydaje mi się że to on- tymczasem trafiam na jakieś metalowe rupiecie i błyszczące kamyczki. Myślę że w lesie nie ma żadnego klucza.
FILIŻANKA to delikatne cacko w stylu rokoko: delikatne i bardzo, bardzo kruche. Aż strach wziąć do ręki. Jest na niej pełno rys, osadów; jest bardzo zniszczona i pobijana.
MUR jest niski, murowany z wapiennych kamieni, obrasta go mech i dzikie wino. Wspinam się na ten mur i obserwuję okolicę. Dalej idę wierzchem tego muru.
Napotkana WODA jest bijącym w ukryciu leśnym źródełkiem. Woda jest krystalicznie czysta, a spływając po kamieniach zamienia się w wartki potok.
DOM to wiejska chatka, z zewnątrz bielona wapnem, dach ma kryty gontem. Na parapetach skrzynki z kwiatami. Przed drzwiami wygrzewa się kot. W środku drewniana podłoga, dywaniki ze szmatek, piec chlebowy w kuchni, kraciasty obrus na stole.
NIEDŹWIEDŹ to właściwie niedźwiedzica z dwojgiem małych. Z pozoru przerażająca, w istocie troskliwa i opiekuńcza.
POLANA w tym lesie jest niejedna. Niektóre z nich jasne i słoneczne, pełne kwiatów i pszczół. Na niektórych rosną borówki i poziomki. Inne z nich to leśne trzęsawiska, na innych wygrzewają się zielone jaszczurki. Na tych polanach czas zatrzymał się w miejscu. Rozkładam tam koc i urządzam piknik.

Tu następuje klucz do odpowiedzi. Piszę go w kolorze jasnym i nieczytelnym- gdyby ktoś chciał sobie zrobić taki test a odpowiedzi zobaczyć na końcu.
--------------------------------------------------------------

LAS to po prostu życie, zaś ŚCIEŻKA to sposób w jaki przez nie idziemy. URNA oznacza religię w naszym życiu. KLUCZ to wiedza i nauka, FILIŻANKA oznacza miłość, MUR to problemy i sposób w jaki sobie z nimi radzimy. DOM oznacza postrzeganie samego siebie. WODA to erotyzm. NIEDŹWIEDŹ jest obrazem śmierci i wreszcie POLANA jest tym, co po śmierci następuje.

04 czerwca, 2008

Chrześcijaństwo widziane z zewnątrz...

Wiara, że kosmiczny żydowski zombie, który jest swoim ojcem, może dać ci życie wieczne jeśli symbolicznie zjesz jego ciało i telepatycznie przekażesz mu, że akceptujesz go jako swego pana, dzięki czemu będziesz mógł usunąć ze swego ciała złe moce, które są obecne w ludzkości, ponieważ kobieta- żebro została namówiona przez gadającego węża do zjedzenia jabłka z magicznego drzewa.

01 czerwca, 2008


In Dublin's fair city,
where the girls are so pretty,
I first set my eyes on sweet Molly Malone,
As she wheeled her wheel-barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"

"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".

She was a fishmonger,
And sure 'twas no wonder,
For so were her father and mother before,
And they each wheeled their barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"

"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".

She died of a fever,
And no one could save her,
And that was the end of sweet Molly Malone.
Now her ghost wheels her barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"

"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".

27 maja, 2008


Störtebeker i ojciec Michael,
Piraci dwaj z kupieckich kies wysysali krew,
Na morzu a nie na lądzie.
Aż sie odwrócił od nich Pan Bóg

I skazał ich na klęskę i na hańbę.


Störtebeker rzekł: "Chwyćmy broń!"

Północne Morze znam jak własną dłoń.

Hej, bracia! Wyruszajmy.
Hamburskim kogom spaść na kark,

Brzemiennym od towarów.


I wyruszyli, jak był rzekł

Z pirackim zmysłem lecz w godzinie zlej,
Bo rychło ich pojmano.

Pod Helgolandem krwawo wstawał świt,

Gdy morze cale krwią spływało.

"Pstrokata Krowa" z Flandrii szła.
Na armat rogi wzięła okręt wraz.

Przeżuła go na drzazgi.

A kto żyw ostał, temu kat w Hamburgu

Dzisiaj już po rynku toczy pniaki.

Kat, co go zwali Rosenfeld,
Piaskowym kołem długo ostrzył miecz

A potem głowy ścinał.

Rozsznurowane trzewiki miał

I we krwi cieplej brodził aż do łydek.





Brzeg wysoki jest w Dundee
Zbiega w dół i znów się wspina.
Dobre stocznie, klipry w nich
Zgrabniuśkie jak dziewczyna.


Nie widziałeś? To Quebec.
Zbiega w dół i znów się wspina...
Nastroszony drewnem brzeg.
Ze szkockich gór dziewczyna.


Hej, hej, jak długi rejs
Zbiega w dół i znów się wspina
Na stromej fali grzbiet
Ze szkockich gór dziewczyna


Zakurzone Charleston,
Perkalowa sukienczyna,
Bawełniany czesze lok
W lusterku morza sinym.


Gdzieś na końcu mapy jest
Port, skąd nikt już nie odpłynął.
Nie wiesz, kiedy czeka Cię
Ostatni rejs do Hilo.


Hej, hej, do Hilo Bay,
Zbiega w dół i znów się wspina...
Na stromej fali grzbiet.
Ze szkockich gór dziewczyna.


I powrócisz do Dundee,
Nie na długo się zatrzymasz.
Dobre stocznie, klipry w nich,
Zgrabniuśkie jak dziewczyna.


Hej, hej, jak długi rejs,
Zbiega w dół i znów się wspina...
Na stromy fali grzbiet.
Ze szkockich gór dziewczyna.


(B.Choiński, M.Dagnan)

22 maja, 2008

Maria, siostra Magdaleny pisze o Ogrodzie Botanicznym.
Po raz pierwszy:
Tam rozkwitła "Victoria Regia" - pośród liści
Wielkich jak balie, w niskiej, żarliwej cieplarni.
Tam, strojni w peleryny, nieznani artyści
Na tle kwiatów stawali, długowłosi, czarni,
Szkicując zarys rzadkich, pięknych drzew niewielu
I egzotycznych krzewów - jak na przykład bieluń,
Który się na olbrzymi, biały kwiat wysilił,
Pachnąc, truciciel, z siłą pół tysiąca lilij...
Jest tam Obserwatorium - zamknięta dziedzina -
(Z globusem Kopernika...)
Zatopione w tych różach, koprach, rozmarynach,
W konstelacjach rumianku, w słońcach słonecznika...

Po raz drugi:
Biegnę tam w myślach moich i staję nad grzędą,
Pełną róż: twarz przy twarzy i cierń przy atłasie...
I patrzą na mnie bratki o złotym grymasie -
Granatowe i rude, i żółte, i siwe...
O, mnie wydarto z ziemi, lecz one, szczęśliwe,
Były u siebie i będą.
Tutaj, gwałt nad rośliną równałby się zbrodni,
Dotychczas się to nie zdarzyło...
Gdyż dla nich był ogrodnik -
Dla mnie go nie było...

Pisze o Plantach po raz pierwszy:
I gdzież jest drugie miasto tak liśćmi pokryte,
Jakby strzechą zielonej wokoło dachówki?
Kasztany - pień obok pnia -
Nokturn cienisty za dnia -
Duszno, grząsko...
Pod każdą z ławek srebrna, deszczowa kałuża;
Na ławce - profesor z książką,
Na drugiej - hrabina w pince-nez,
A na trzeciej żydowska dziewczynka, jak róża...
Tyle ich było pięknych. Ach, róże nieszczęsne!

I po raz drugi:
Kraków cały jest w liściach,
błyszczących po letnim deszczu
- podwójnie zielonych w ksieżycu
i w szmaragdowej latarni,
wiszącej przy Zwierzynieckiej...

Kraków, cienisty ogrójec...
Jaśminów gąszcz, las kasztanów,
inwazja drzew. Ptaków - roje!
W tym lesie - szepty tajemne,
w tym lesie łzy, pocałunki,
zduszone w objęciach westchnienia...

- gromkie echo komendy niemieckiej.

Jeden raz o Błoniach:
Gdzie znajdziesz tak zielone łąki tuż przy mieście,
Poświęcone niedzielnej, sielankowej sjeście,
Gdzie tyle kramów, dzieci, krów, źrebców przy klaczy,
I tylu spośród naszych dzisiejszych tułaczy,
Wówczas z rodziną, wówczas kochanków beztroskich,
Wspólnie się życiem swoim cieszyło krakowskim?...
Gdzie znajdziesz taki obszar, zdany w upominku
Ludności? Błonia... kwadrans piechotą od Rynku...

Jeden o Tyńcu, Bielanach i Salwatorze:
Tęskny Tyńcu, srebrna skało Kmity,
Druidyczne moje Bielany,
Tatry w błękicie, bystrym dostrzegalne okiem,
I ty, groźny klasztorze o murach bez okien
Na brzegu Wisły!
Krakowskie fatamorgany,
Coście trwały — pobladły — i prysły...

I wreszcie- jeden raz o Wawelu:
Wawel płonie - różowo-fiołkowo-przeźroczy.
Szyby żegnają słońce, które w dół się toczy,

krzyczą swój zachwyt wspólny, złocisty i ślepy,
wśród mgieł słodkich jak chińskie bladobarwne krepy...

Oto święto na zamku - święto pięciu minut,
wśród murów z ametystu i murów z rubinu.

W komnatach, gdzie zawisły różowe opary,
chodzą króle, królowe, siedzi Zygmunt Stary. -

Wychylają się widma w świat ze złotych okiem,
nie dojrzane oślepłym od poblasku okiem.

- Patrzą w barwy rozlane po niebie i wodzie
i są - pogodne bielce - z całą tęczą w zgodzie.

Jeden cień za filarem kryje się bez słowa -
to Jadwiga, królowa pozafijołkowa,

omdlewając w kąpieli barw grających społem,
słucha, łodygi białe rąk wznosząc nad czołem.

jak czerwień śpiewa w szczęściu, a fiolet w rozpaczy,
że świat jest barwnym dźwiękiem, który nic nie znaczy...


21 maja, 2008

KOBIETA MÓWI O SWOIM ŻYCIU- Anna Świrszczyńska

Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.

Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.

Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.

Idę, ciągle idę,
czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.

Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.

Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.

Idę, ciągle idę,
wiatr pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr.

15 maja, 2008

Widzenie IV- Jerzy Zagórski

Święty Ryszardzie grzeszniku, pomódl sie za nami,
Pan Bóg drugiego grudnia płakał rzewnymi łzami.

Psy ujadały na kuli. Na śniegu skrzypliwej bieli
pełnia o dwa dni cichła. Jeżył się: przysuń ten kielich.

Synu w największą pełnię znaczony złocistym krzyżem,
pochyl mi do warg wino i ocet któryś mi przyrzekł.

Synu zrodzony we śnie, spójrz litościwie na ojca,
postaw na zrębie świątyni, wprowadź z tego ogrójca.

Postaw na wielkiej górze tak wielkiej jak ta, z której spadł
mój najczujniejszy opiekun przed tysiącami lat.

I z tego szczytu wielkiego, na który Ciebie prowadzę,
ukaż mi kraje odległe, rozkosz, bogactwo i władzę.

Rzeki, monarchie, świątynie niech zawirują u nóg
w pochodzie narastającym, furkocie powrotnych dróg.

Do ust mi przytul księżniczki i oczy napełń łaknące
mlekiem, pokarmem i miodem, którego już nie odtrącę.

Nie pójdę już do Jordanu, w pokorze powiedział Pan,
Jordan wypłynął ze mnie. W Jordanie utopił się Jan.

Jordan wystąpi z brzegów. Potem opadnie para:
Aryjczyk pan nad Żydami w potrójnej koronie Cezara.

Duch Święty drugiego grudnia drżał, pocił się, płakał, jeżył
i błagał raz jeszcze złego, by władzę jego rozszerzył.

A litościwy szatan skrzydłem otoczył mu skroń
i wyjął z sakwy przepaskę, jedzenie, napój i broń.

Grzmiały w powietrzu trąby i kule biegły naprzeciw
gdy Bóg do kolan szatana przypadł raz trzeci.

A szatan zaśpiewał zwycięsko spowity ciemnymi chmurami,
święty Ryszardzie grzeszniku, przestań się modlić za nami.

09 maja, 2008

SZEŚĆ KOBIET- ANNA ŚWIRSZCZYŃSKA

1. LUDWIKA CZYLI SZCZYT WSTYDLIWOŚCI

Woda w wannie opływa moje ciało, rysuje jego kształt dokładnie jak ołówek. Nie odsłoniłam ci nigdy nic oprócz ciała, a odsłaniałam je, żeby zakryć duszę. Osiągnęłam cel i teraz moja nagość czyni mnie niewidzialną. To jest szczyt wstydliwości.

2. AGNIESZKA CZYLI KOBIETA MORALNA

Mogłabym cię uwieść w tym małym gaiku wśród zeszłorocznych liści i wzruszonych kwiatów przylaszczek. Ale nie zrobię tego. Bo kiedy oboje wędrujemy drogą, za nami idzie cień, który płacze.

3. AUGUSTA CZYLI MIŁOŚĆ TRAGICZNA

Przez pięć lat żyła ze zwierzęciem, z przeraźliwym potworem. Był naprawdę odrażający, a ona kochała go dlatego, że cierpiał. Kiedy zasypiając patrzyła na jego głowę, mówiła do siebie:
- Jest czysty jak roślina. Pewnego razu zadusił ją z nudów i boleści. Umierając szepnęła:
- To nie jego wina. I rzeczywiście to nie była jego wina. Był przecież potworem.

4. AMELIA CZYLI KOBIETA Z CHARAKTEREM

Amelia lubi całować mężczyzn, których nie kocha. A więc całuje mężczyzn obcych. Mówi:
- To właśnie jest przyjemne, bo jest nieprzyzwoite. Być nieprzyzwoitą to potwierdzać swoją wolność. Amelia jest w miłości intelektualistką.

5. WERONIKA CZYLI FATALIZM

Powiedział:
- Nie przyjdę do ciebie, bo bylibyśmy nieszczęśliwi. Ale ja wiem, że przyjdzie i że będziemy nieszczęśliwi. To jest oczywiste jak księżyc, który właśnie wschodzi. A ja stoję w oknie i czeszę moje czarne włosy czekając.

6. IZADORA CZYLI MAŁA JASKINIA ROZKOSZY

Zstępują oboje do przytulnej małej jaskini, gdzie trwa zawsze ciepły półmrok. Zstępują trzymając się za ręce, chociaż nie czują do siebie przyjaźni. Leży tu dywan ze skóry białej kozy, stoi tapczan. Obok na niskim stoliczku flakon francuskiej perfumy i trupia czaszka. Izadora mówi do mężczyzny:
- To jest jaskinia rozkoszy. Mężczyzna milczy, nie wypada mu potwierdzić. Kiedy po chwili wychodzą, ona zaczyna się głośno śmiać.
- Jesteśmy ubodzy jak zakochane krety. Jakie to wszystko niewinne, aż smutno. Za progiem Izadora zabija się.

07 maja, 2008


Łódź Brama po cichych ślizga sie wodach, igra z morskimi falami.
Lecz dla mnie morze to kwietna łąka, po której pędzę w rydwanie.
W mej miodopłynnej, łagodnej ojczyźnie, krainie Manannana,
morskie konie w słońcu lśnią.

On cętkowane widzi łososie, ja zaś cielęta i owieczki.
Jednego tylko dostrzega konia, naprzeciw łodzi swojej,
a przecież tyle ich tutaj żyje, dla niego niewidzialnych.

Łódź jego sunie poprzez dąbrowę, przez wonny gaj,
przez ogród skąpany w kwiatach,
przez sad owoców pełen.
W powietrzu unosi się zapach winogron, a złote liście
błyszczące w słońcu nigdy nie opadają z drzew.

Jam jest Manannam, syn Lira.
Ukazuję się Branowi w człowieczej postaci,
pędząc w rydwanie przez fale.
Wiosłuj miarowo, Branie, wiosłuj równo
przez moje królestwo, a nim słońce zajdzie,
dopłyniesz do Wyspy Kobiet.

05 maja, 2008

Dawno temu w liceum, na lekcji polskiego z panią Martą... a może z panią Zuzanną... omawialiśmy twórczość Edwarda Stachury. Pamiętam, że Joasia recytował wtedy "Piosenkę dla robotnika rannej zmiany":

Godzina słynna: piąta pięć
Naciska budzik, dźwiga się
Do kuchni drogę zna na pamięć
Prowadzą go tam nogi same
Pod kran pakuje śpiący łeb
Przez chwilę jeszcze śpi jak w łóżku
Dopóki nie posłyszy plusku
I wtedy wreszcie budzi się

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój

Zbożowa kawa, smalec, chleb
Salceson czasem, kiedy jest
Do teczki drugie pcha śniadanie
I teraz szybko na przystanek
W tramwaju tłok i nie ma Boga
Jest ramię w ramię, w nogę noga
Kimanie na stojąco jest

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój

Przez osiem godzin praca wre
Jak z bicza strzelił minął dzień
Już w domu siedzi przed ekranem
Na stole flaszka z marcepanem
Dziś cały czas w ataku nasi
Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój
Nich nas ukoi dobry sen
Najlepsza w końcu jest to rzecz
I co się śni ? Podwyżka cen

Aniele Pracy - stróżu mój
Jak ciężki robotnika znój

Ile lat trzeba było, żeby samemu zostać robotnikiem w winnicy pańskiej? Kim byłam wtedy, i ile lat temu byłam jaka byłam? Zdaje się że koło dziesięciu.
Joanna była najbardziej szykowną dziewczyna w klasie, pamiętam że zawsze zazdrościłam jej wyczucia smaku.
Co było po lekcjach? Pamiętam że chodziliśmy nad Wisłę, albo do mnie.
Co się wtedy jeszcze działo? Weekendowe wyjścia do Rock'n'rolla? Składkowe imprezy? Kursy ze Służby Wawelskiej?
Beztroska.

Kiedy świat się odwrócił, kiedy zeszłam ze słonecznej strony?

Jak to było w piosence B.S. której wtedy słuchałam?

Jaki jest wynik gry, nie wiem, nie pytaj mnie
Jak na imię tej grze, tego nie wiem też
Wczoraj tak było tak, nie znaczyło zaś nie
Nie mieszało się nam czarne z białym co dzień

Wczoraj niewinni tak, dzisiaj pionki w grze
Wczoraj błękitny wiatr, dzisiaj duszny, zły sen
Z drugiej strony mych snów wszystko lepszy ma smak
Bo w powietrzu jest luz i muzyka wciąż gra

Kiedy zaczął się wić kręty, pochyły szlak
Gzie był pierwszy nasz krok, w rozpadlinę bez dna
Gdy srebrników garść przekonała nas że
Kiedy dają to brać, każdy głupi to wie

Bilans zysków i strat prowadzimy od lat
Nie ma czego w nim kryć, nie ma czego się bać
Stąd więc na lustra dnie, z progu każdego dnia
Wita cię najpierw wstręt, potem brat jego strach

19 kwietnia, 2008

Gdy w górze niebo nie zostało jeszcze nazwane,
poniżej ziemia nie miała swego imienia,
gdy Apsu pierwotny, ich rodzic,
Mummu i Tiamat, która dała życie wszystkim,
łączyli swe wody,
nie było pastwiska i niewidoczne były trzciny i bagna,
żadne z bóstw nie powstało.
nikt nie został nazwany i nie wyznaczono mu losów -
wówczas bogowie zostali stworzeni między nimi

Enuma Elisz

13 kwietnia, 2008

Wiecie że Kuba Sienkiewicz napisał piosenkę o mnie :-) ?

przewróciło się niech leży, cały luksus polega na tym
że nie muszę go podnosić, będę się potykał czasem
będę się czasem potykał, ale nie muszę sprzątać

zapuściłem się to zdrowo, coraz wyżej piętrzą się graty
kiedyś wszystko poukładam, teraz się położę na tym
to mi się wreszcie należy, więc się położę na tym

coś wylało się nie szkodzi, zanim stęchnie to długo jeszcze
ja w tym czasie trochę pośpię, tym bezruchem się napieszczę
napieszczę się tym bezruchem, potem otworzę okna

w kątach miejsce dla odpadków, bo w te kąty nikt nie zagląda
łatwiej tak i całkiem znośnie, może czasem coś wyrośnie
może ktoś zwróci uwagę, ale kiedyś się wezmę

zapuściłem się to zdrowo, cały luksus polega na tym
łatwiej tak i całkiem słusznie, może czasem coś wybuchnie
będę się czasem potykał, ale kiedyś się wezmę

08 kwietnia, 2008

Śmierć grabi ze świata piękno
zbiera dawne plony, by przyspieszyć nowe.
Milcz, serce;
Trwaj, pokoju.
Wzrost lepszy jest od rozkładu;
Słyszę świst ostrza, co życie od życia rozdziela.
Milcz, pokoju;
Trwaj, serce.
Śmierć przechodzi,
czyniąc drogę dla życia i czas dla życia.
Nienawidzę umierania i zabijania, nie śmierci.
Milcz, serce;
nie protestuj.
Trwaj w pokoju i żalu
i milcz.

(Stephen R. Donaldson)

06 kwietnia, 2008

The Dante's Inferno Test has banished you to the Third Level of Hell!
Here is how you matched up against all the levels:
LevelScore
Purgatory (Repenting Believers)Very Low
Level 1 - Limbo (Virtuous Non-Believers)Low
Level 2 (Lustful)Moderate
Level 3 (Gluttonous)Very High
Level 4 (Prodigal and Avaricious)Very High
Level 5 (Wrathful and Gloomy)Very High
Level 6 - The City of Dis (Heretics)Very High
Level 7 (Violent)High
Level 8- the Malebolge (Fraudulent, Malicious, Panderers)High
Level 9 - Cocytus (Treacherous)Moderate

Take the Dante's Divine Comedy Inferno Test

03 kwietnia, 2008

Castrum Vindobona....

...a obecnie po prostu Wiedeń, gród leśnego strumienia.
Miasto w którym umarł Marek Aureliusz.

Musiał być to niezwykle sympatyczny człowiek- sądząc z jego zapisków oraz tego co przekazują kroniki. Czytaliśmy dawno temu na języku polskim opis jego konnego pomnika.

Nie w tej postawie świeci w starym Rzymie
Kochanek ludów, ów Marek Aureli,

Który tam naprzód rozsławił swe imię,

Że wygnał szpiegów i donosicieli:

A kiedy zdzierców domowych poskromił,
Gdy nad brzegami Renu i Paktolu
Hordy najezdców barbarzyńskich zgromił,

Do spokojnego wraca Kapitolu.
Piękne, szlachetne, łagodne ma czoło,

Na czole błyszczy myśl o szczęściu państwa;

Rękę poważnie wzniósł, jak gdyby wkoło

Miał błogosławić tłum swego poddaństwa,

A drugą rękę opuścił na wodze,

Rumaka swego zapędy ukraca.

Zgadniesz, że mnogi lud tam stał na drodze
I krzyczał: „Cesarz, ojciec nasz powraca!”

Cesarz chciał z wolna jechać między tłokiem,
Wszystkich ojcowskim udarować okiem.

Koń wzdyma grzywę, żarem z oczu świeci,

Lecz zna, że wiezie najmilszego z gości,
Że wiezie ojca milijonom dzieci,
I sam hamuje ogień swej żywości;

Dzieci przyjść blisko, ojca widzieć mogą.

Koń równym krokiem, równą stąpa drogą:
Zgadniesz, że dojdzie do nieśmiertelności!


Kilka linijek wyżej znajdował się opis innego pomnika w innym mieście- które koniecznie chcę zobaczyć:

Pierwszemu z carów, co te zrobił cuda,
Druga carowa pamiętnik stawiała
.
Już car odlany w kształcie wielkoluda

Siadł na brązowym grzbiecie bucefała
miejsca czekał, gdzie by wjechał konno.

Lecz Piotr na własnej ziemi stać nie może.

W ojczyźnie jemu nie dosyć przestronno,
Po grunt dla niego posłano za morze.
Posłano wyrwać z finlandzkich nadbrzeży
Wzgórek granitu; ten na Pani słowo

Płynie po morzu i po lądzie bieży,

I w mieście pada na wznak przed carową
Już wzgórek gotów; leci car miedziany,
Car knutowładny w todze Rzymianina,
Wskakuje rumak na granitu ściany,

Staje na brzegu i w górę się wspina.
(...)

Car Piotr wypuścił rumakowi wodze,

Widać, że leciał tratując po drodze,

Od razu wskoczył aż na sam brzeg skały.

Już koń szalony wzniósł w górę kopyta,

Car go nie trzyma, koń wędzidłem zgrzyta,

Zgadniesz, że spadnie i pryśnie w kawały.

Od wieku stoi, skacze, lecz nie spada,

Jako lecąca z granitów kaskada,

Gdy ścięta mrozem nad przepaścią zwiśnie



Ale wróćmy do Wiednia.
Miasto gdzie szukał natchnienia T.S. Garp (odnalazła je tam Jenny Fields). Zawsze będą dla mnie wyglądać jak Robin Williams w kraciastej marynarce i Glenn Close w pielęgniarskim uniformie.


Najłatwiej opisać je mówiąc że to taki większy i czystszy Kraków. Tylko że ludzie bardziej uprzejmi, mówiący językiem podobnym do śpiewu. Tylko że bezpieczniej.
Galicja przesiąknięta jest sentymentem do "Widnia", CK Austrii, oraz Franca Jozefa z przyczyn niejasnych dla mieszkańców innych regionów Polski.

Jest jeszcze oglądana w dzieciństwie "Rodzina Straussów", piękna Sissi wędrująca po Alpach, tort Sachera, kawusia po wiedeńsku, diabelskie koło na Praterze i tysiące innych wspomnień.





Jest też wiersz Lorki o wiedeńskim walcu, śpiewany przez Leonarda Cohena i Annę Szałapak...

Znieruchomiał wiatr,
w górze słońce ,w dole jak drżące wodorosty
- topole i moje serce drżące.
Znieruchomiał wiatr,
popołudnie bez ptaków o piątej.
W Wiedniu jest dziesięć dziewcząt
ich głosy na śmierć brzmią zewsząd
i jest las wypchanych gołębi, są chłodnych poranków fragmenty,
jest salon z tysiącem balkonów.
Ten walc, ten walc, walc koniak, walc śmierć, walc sen,
co w morzu zanurza swój tren.
Ja kocham cię, kocham cię, kocham
w melancholijnych zatokach,
na ciemnym strychu irysów,
i w naszym łożu z księżyca,
pośród martwych książek i myśli,
w tańcu który żółwiowi się przyśnił.
Weź ten walc, co w ramionach mi zgasł,
weź ten walc, co w ramionach mi zgasł
W Wiedniu zatańczę z tobą przebrana w domino
z głową, na twarzy żonkili,
spójrz kwitną hiacyntem moje brzegi,
w me uda niech wpłynie twe ujście wezbrane,
a dusza w albumach i liliach zostanie,
na śladach mych kroków i ciemnych fal,
co rzucić ci umie to moje kochanie…staruszek walc.
Weź ten walc, co w ramionach mi zgasł,
weź ten walc, co w ramionach mi zgasł.

30 marca, 2008

Murphy w krainie krzemu oraz u mnie w pracy

SPOSTRZEŻENIA OGÓLNE

  1. Systemy złożone wykazują skłonność do popełniania kompleksowych błędów.
  2. Zaś systemy proste wykazują skłonność do popełniania kompleksowych błędów.
  3. Nowe systemy produkują nowe błędy.
  4. Stare systemy produkują tak nowe, jak i stare błędy.
  5. Systemy złożone wykazują skłonność do zakłócania realizacji własnych funkcji.
  6. Człowiek pracujący z komputerem nie po stępuje zgodnie z wymaganiami komputera.
  7. Człowiek postępuje rozsądnie wtedy i tylko wtedy, gdy wszelkie inne możliwości zostały już wyczerpane.
  8. Systemy odporne na idiotów obsługiwane są właśnie przez idiotów.
  9. Komputery współpracujące z innymi komputerami nie zachowują się tak, jak wymagają tego inne komputery.
  10. Rozłożenie dowolnego urządzenia na części jest proste.
  11. Ponowne jego złożenie tak, żeby działało, nie jest możliwe.
  12. Wszystko, co zostało złożone, ulegnie wcześniej czy później rozkładowi.
  13. Wszystko ulega rozkładowi w najmniej odpowiednim momencie.
  14. Każdy skomplikowany montaż wymaga trzech rąk.
  15. Każdy prosty montaż wymaga czterech rąk.
  16. Wszystkie komputery PC są kompatybilne, ale niektóre są kompatybilniejsze od innych.
  17. Twój jest zawsze mniej kompatybilny.
  18. O ile klawiatura została stworzona po to, by przy pomocy bezładnych ruchów kursorem wybrać z nieprzejrzystego menu niezrozumiałe instrukcje, które łatwiej byłoby wybrać przy pomocy myszy, to mysz służy do wybierania z nieprzejrzystego menu, przy pomocy bezładnych ruchów, trudno zrozumiałych rozkazów, które łatwiej byłoby wskazać za pośrednictwem klawiatury.
  19. Pustą dyskietkę możesz przeszukiwać długo i bezskutecznie.
  20. Długo i bezskutecznie możesz przeszukiwać również pełną dyskietkę.
  21. Wniosek: Każdą dyskietkę możesz przeszukiwać długo i bezskutecznie.

PODSTAWOWE PRAWDY INFORMATYKI

  1. Komputer służy człowiekowi.
  2. Ziemia jest płaska.
  3. Dla komputera nie ma rzeczy nie do pomyślenia, a tym bardziej nie ma rzeczy niemożliwych — z wyjątkiem tych, których od niego wymagamy.
  4. W świecie komputerowego przetwarzania danych żadna awaria się nie kończy, ponieważ przechodzi zawsze w następną.
  5. Awaria komputera wyczekuje cierpliwie na najbardziej niedogodny moment, aby bezlitośnie zaatakować.
  6. W pracy z komputerem opieranie się na jakichkolwiek zasadach jest błędem.
  7. Nie unikniesz nigdy dużej awarii, jeśli spowodujesz małą — w najlepszym wypadku mała awaria pozostanie mała, stając się z czasem coraz bardziej uciążliwą.
  8. Nikt nie jest w stanie przewidzieć wszystkich możliwych awarii — możesz być jednak pewien, że każdą z osobna odczujesz na własnej skórze.
  9. Wnioski: Drobne awarie nie istnieją. Jeżeli miała jednak miejsce drobna awaria, oznacza to, że nie poznałeś jeszcze jej rzeczywistych rozmiarów.
  10. Im doskonalej program wykonuje swoje funkcje, tym dotkliwiej Cię zawiedzie.
  11. Każdy inny program zawodzi tak samo dotkliwie.
  12. Tylko niepotrzebny nikomu program przebiega bez zakłóceń.
  13. Masz zawsze o jeden wirus więcej, niż sądzisz.
  14. Podczas przeszukiwania program antywirusowy nieodwracalnie zniszczy wszystkie zbiory tekstowe i programowe, a nietkniętym zostanie jedynie wirus.
  15. Ostatecznie wirus pozostanie jedynym programem możliwym do przetworzenia.
  16. Elipsy są przedstawiane i drukowane jako schodkowate jajka.
  17. Schodkowate jajka pozostają schodkowatymi jajkami.
  18. Koła nie są kołami.
  19. Wyjątek: Kołami będą wtedy (i tylko wtedy), kiedy narysujesz je jako elipsy. Drukarka przedstawi je wtedy jako poprawne elipsy.
  20. Program konwersji graficznej może być spokojnie zastąpiony poleceniem kasowania. Wynik jest taki sam, albo przynajmniej wyjdzie na to samo.
  21. Program kalkulacyjny, który daje właściwy i przyjazny wynik — kłamie.
  22. Zanim z kalkulacji otrzymasz wyniki jedynie zbliżone do użytecznych, program włączy swój generator liczb losowych.
  23. Wartości pieniężne możesz otrzymać w dolarach, markach lub muszlach Fidżi; nigdy w złotówkach.
  24. Wyjątki są liczniejsze od reguł.
  25. Od wszystkich uznanych wyjątków istnieją wyjątki.
  26. Jeżeli opanowałeś już wyjątki, to nie pamiętasz już jakich reguł one dotyczą.
  27. Prawidłowo napisany tekst pojawi się tylko wtedy, gdy napiszesz go ręcznie.

PRAWA OGÓLNE

  1. Na polecenie "Napisz Tak lub Nie" użytkownik wpisuje "Tak lub Nie".
  2. Na polecenie "Wciśnij ENTER" użytkownik wpisuje "ENTER".
  3. Na polecenie "Naciśnij dowolny klawisz" użytkownik naciska klawisz SHIFT albo ESCAPE.
  4. Jeżeli napiszesz procedurę, która zapobiega pojawianiu się błędnych wartości, to zawsze znajdzie się użytkownik, który ją pominie.
  5. Jeżeli istnieją 4 różne możliwości doprowadzenia programu do krachu i wszystkie 4 zablokujesz, wtedy użytkownik znajdzie piątą metodę.
  6. Nie ma programów całkowicie idiotoodpornych.
  7. Program oddany użytkownikowi w piątek wraca do autora w poniedziałek.
  8. Na pierwsze 90% programu potrzeba 10% przeznaczonego na jego realizację czasu.
  9. Pozostałe 10% programu wymaga 90% przeznaczonego na jego realizację czasu.
  10. Rozpoczynasz zawsze od pozostałych 10%.
  11. 10%, od których rozpoczynasz pracę stanowią te procedury, które w ostatecznym rozrachunku zostaną usunięte na życzenie klienta.
  12. Jeżeli nie wiesz co czynisz, rób to w sposób elegancki.
  13. W zespole programistów każdy ma genialny plan rozwiązania problemu. Wszystkie plany się wzajemnie wykluczają i żaden nie prowadzi do poprawnego rozwiązania.
  14. Liczba osób w zespole programistycznym ma tendencje wzrastające niezależnie od ilości pracy.
  15. W każdym programie błędy wykazują skłonność do występowania w tym miejscu, które sprawdzasz jako ostatnie.
  16. Każdy program, który się dobrze zaczyna, kończy się źle.
  17. Program, który zaczyna się źle, kończy się przerażająco.
  18. To co wygląda łatwo jest trudne.
  19. To co wygląda trudno jest niemożliwe.
  20. To co wygląda na niemożliwe potrafi rozwiązać nawet twoja teściowa i to bez pomocy komputera.
  21. Każdy programista przybywający z innego miasta jest fachowcem.
  22. Idealny fachowiec wie absolutnie wszystko o niczym.
  23. Nie wierz w cuda — zdaj się na nie.
  24. Każda formuła i każda stała muszą być traktowane jako zmienne.
  25. Prawdopodobieństwo wydarzenia jest odwrotnie proporcjonalne do życzenia.

WINDOWS

Motto: Masochistyczne skłonności nie są wprawdzie warunkiem koniecznym do pracy w systemie operacyjnym Windows. Są jednak bardzo pomocne.
  1. Każdy program w Windows pracuje poprawnie do momentu niczym nieuzasadnionej utraty danych.
  2. Interaktywne, multimedialne aplikacje DOS'a "zawieszają się" same, podczas gdy interaktywne, multimedialne aplikacje Windows zawieszają się natychmiast po dowolnej ingerencji użytkownika.
  3. Jedyną metodą obsługi plotera i drukarki w Windows jest drukowanie krzywych i plotowanie tekstów.

OSIEM PRAW SZANOWNEGO KLIENTA (KLIENTA W MOJEJ PRACY NIESTETY)

  1. Klientowi nigdy nie przyjdzie na myśl ile kosztuje projekt, tylko ile można na tym projekcie zaoszczędzić.
  2. Jeżeli udało Ci się wprowadzić w programie, wymagane przez klienta poprawki, wtedy on z nich zrezygnuje.
  3. Żaden klient nie wie czego właściwie chce.
  4. Każdy klient wie dokładnie czego nie chce.
  5. Żaden klient nie chce tego co masz już gotowe.
  6. Nie wie także co chciałby mieć zamiast tego.
  7. Klient, który najmniej płaci marudzi najwięcej.
  8. Klient żąda większych zmian dokładnie wtedy, kiedy produkt jest już gotowy.

27 marca, 2008

Khalil Gibran o pracy:

Pracujesz by dotrzymać kroku ziemi i ziemskiej duszy.
Gdyż być leniwym znaczy stać się obcym porom roku i wyjść z procesji życia, która podąża majestatycznie i z dumnym posłuszeństwem ku wieczności.

Kiedy pracujesz jesteś jak flet, którego serce zamienia godziny w muzykę.
Któż z was chciałby być piszczałką tępą i milczącą, gdy wszyscy inni śpiewają razem unisono?

Zawsze mówiono ci, że praca jest przekleństwem a trud nieszczęściem.
Lecz ja mówię, że pracując wypełniasz część najśmielszego marzenia ziemi przypisaną ci już w dniu jego narodzin.
A trudząc się, naprawdę kochasz życie.
A kochać życie poprzez trudy, znaczy dotykać jego najgłębszych sekretów.

Lecz jeśli w swym bólu przeklinasz dzień swoich urodzin, a wspierające cię ciało nazywasz fatum wypisanym ci na czole, odpowiem ci, że nic, tylko pot spływający z czoła może zmyć to, co zapisane.

Powiedziano ci także, że życie to ciemność i w swym znużeniu powtarzasz to, co znużenie ci szepcze.
A ja mówię ci, że życie jest ciemnością, jeśli nie zabłyśnie w nim pragnienie.
Zaś wszystkie pragnienia są ślepe, jeśli nie istnieje wiedza.
Wiedza jest zaś zbędna, jeśli nie istnieje praca.
Praca jest pusta, jeśli nie z miłością.
A kiedy kochasz to, co robisz, łączysz się z samym sobą, z innymi oraz z Bogiem.

Czymże jest praca z miłością?
To tkać płótno nićmi wyciągniętymi z serca tak, jakby miała je nosić najdroższa osoba.
To budować dom z uczuciem, jakby miał być schronieniem dla twoich najbliższych.
To zasiewać ziarno z czułością a plony zbierać radośnie, jakby twoi ukochani mieli je spożywać.
To napełniać wszystko, czego się dotkniesz chlebem swej duszy
i mieć świadomość, że wszyscy twoi zmarli stoją przy tobie i patrzą.

Często słyszałem jak mówicie niby we śnie:
”Ten, kto rzeźbi w marmurze odnajdując kształt swej własnej duszy w kamieniu jest szlachetniejszy od oracza, a ten, kto przekształca tęczę i układa ją na płótnie, by podobało się ludziom jest kimś więcej niż szewc robiący sandały na nasze stopy”.

Lecz ja mówię, nie we śnie, lecz w pełni przebudzenia podczas południowego przypływu, że wiatr nie szepcze czulej gigantycznym dębom niż najmarniejszemu źdźbłu trawy.
A ten tylko jest wielki, kto przetwarza głosy wiatru w pieśń słodką od Jego miłości.

Praca jest ucieleśnieniem miłości.
A jeśli nie umiesz pracować z miłością, a jedynie ze wstrętem, lepiej byś rzucił swą pracę, usiadł pod bramą świątyni i żebrał o jałmużnę od tych, co pracują z radością.

Jeśli zaś pieczesz chleb z obojętnością, twój chleb jest gorzki i może nasycić jedynie połowę ludzkiego głodu.
Jeśli żałujesz, że musisz gnieść winogrona, twój żal zatruje wino.
Jeśli masz głos anielski a nie lubisz śpiewać, to jakbyś tłumił przed ludzkim uchem głosy nocy i głosy dnia.



20 marca, 2008

Pierwsze z siedemnastu mgnień wiosny

W tych dniach wypada bardzo szczególna data. Równonoc wiosenna- początek wiosny. A w ten pierwszy dzień wiosny- pełnia Księżyca. Ta szczególna pełnia, która ciągnie za sobą łacińską Wielkanoc i hebrajskie Pesach. W ten sam dzień- z racji równonocy- przypada też sabat Eostre (inaczej zwany Ostara), oraz nasze słowiańskie Jare.
Pełnia to jedna z twarzy Trójbogini, twarz Matki, czy też Nimfy.
Trzy miesiące temu Dziewica sprowadziła na świat Słonecznego Boga, Światło które świeci tak mocno, że żadna ciemność nie może go ogarnąć. Teraz święcimy drugi z aspektów potrójnej pani- płodność. A więc kraszone jaja, zające oraz woda.
No i mamy wiosnę :-) Wiosnę zwykle ma kobiecą postać, twarz Eostre, Flory czy Blodeuwedd.
Rzadki wyjątek tworzy Blake, opisując Ziemię oczekującą wiosny. U niego właśnie Ziemia jest kobietą.

Ty, z włosami ciężkimi od rosy, co patrzysz
Przez jasne okna świtu na ziemię, o Władco
Wiosny, i na tę naszą u zachodu wyspę
Spojrzyj. Ona wszechgłosów powita cię śpiewem.
Od wzgórz do wzgórz wieść biegnie; jakże się radują
Doliny! Wszystkie oczy z tęsknotą szukają
Twoich jasnych namiotów. O, przybądź! Niech święte
Stopy twoje przebiegną przez naszą krainę.
Z nad tamtych wzgórz u wschodu przyjdź! Niech wiatr znad łąki
Ucałuje twe szaty wonne. Rozsiej perły
Na smutnej ziemi, która w samotności płacze.
Oddechu twych wieczorów pragniemy i świtów.
Ujmij tę ziemię w piękne swe dłonie, jej nagość
Okryj pocałunkami. Swą własną koroną
Ozłoć jej głowę, która chyli się omdlała.
Ona przecież dla ciebie zaplotła warkocze.


13 marca, 2008

Dzieła sztuki, które luźnym porządkiem skojarzyły się w moich myślach.
Po pierwsze- sonet Szekspira:

A woman's face with Nature's own hand painted
Hast thou, the master-mistress of my passion;
A woman's gentle heart, but not acquainted
With shifting change, as is false women's fashion;
An eye more bright than theirs, less false in rolling,
Gilding the object whereupon it gazeth;
A man in hue, all 'hues' in his controlling,
Much steals men's eyes and women's souls amazeth.
And for a woman wert thou first created;
Till Nature, as she wrought thee, fell a-doting,
And by addition me of thee defeated,
By adding one thing to my purpose nothing.
But since she prick'd thee out for women's pleasure,
Mine be thy love and thy love's use their treasure.


Po drugie- Jan Chrzciciel, malowany przez Leonarda (nie Rafaela Santi, jak słusznie zwrócono mi uwagę)

Idealna androgynia, ukazująca doskonałe piękno.

05 lutego, 2008

Ośmiu Gotów i dwudziestu dwóch Norwegów
W odkrywczej wyprawie z Winlandii na zachodzie

Rozbiliśmy obóz obok dwóch skalnych wysepek

Dzień drogi na północ od tego kamienia
łowiliśmy ryby jeden dzień
Po powrocie znaleźliśmy dziesięciu ludzi
Czerwonych od krwi i martwych

Ave Virgo Maria chroń nas od złego
Ave Virgo Maria chroń nas od złego

Ave Virgo Maria

Ave Virgo Maria wybaw nas


Postawiliśmy dziesięciu ludzi nad morzem

Na straży naszych statków

Czternaście dni drogi od tej wyspy
Rok 1362


Znalezisko prawdziwe... lub falsyfikat. Ale słowa, gdy je śpiewać a capella brzmią pięknie.


08 stycznia, 2008

Poetycka miniatura Roberta Gravesa:

She tells her love while half asleep,
In the dark hours,

With half-words whispered low:

As Earth stirs in her winter sleep
And put out grass and flowers

Despite the snow,
Despite the falling snow.


... wraz z niemniej urokliwym tłumaczeniem Andrzeja Nowickiego i Haliny Sibery- Breitkopf:

Na wpół uśpiona szepce mi
Miłosne słowa

W godzinach cienia-

Jak ziemia która zima śpi,

A już się zazielenia,
Choć pada śnieg,

Choć pada gęsty śnieg.

Słowa te śpiewał Orfeusz dla Małego Ankajosa podczas nocnej wachty, gdy płynęli z Jazonem do Kolchidy. Kobietą z piosenki jest Eurydyka. Ta której Orfeusz nie umiał wyrwać śmierci.















A przecież sztuka ta mogła się udać! Dokonała tego przecież Isztar, Zaranna i Wieczorna Gwiazda, która zstąpiła do Królestwa Śmierci aby zawrócić swego Tammuza do Królestwa Życia. Przechodząc przez siedem wrót zostawia szaty i klejnoty, tajemną wiedzę, głos, piękno, boskość, świadomość a wreszcie i życie. Tammuz zaś zmartwychwstaje i przynosi ze sobą wiosnę.

25 grudnia, 2007


Odwieczne i niezmienne koło czasu ciągle się obraca.
Jego cykle nie mają końca ani początku.
W tych dniach zmierza ku swoim najciemniejszym chwilom.
Nadchodzi zimowe przesilenie.
W tę najciemniejszą i najdłuższą z zimowych nocy Bogini Dziewica wydaje na świat swe Dzieciątko i staje się Wielką Boginią Matką.
Oto nadchodzi święto Początku - czas narodzin nowego roku, nowego życia, nadziei; to dzień narodzin Jasnego Słońca, tego Światła które świeci w ciemności, a ciemność nie może go ogarnąć.
Tej ciemnej i długiej nocy w naszych duszach narodzi się nowa iskra nadziei.
Święty Ogień, Światło Świata, Słońce Niezwyciężone.
Koło Roku obróciło się raz jeszcze.
Dziewica porodziła! Światło przybiera!


11 grudnia, 2007

Ileż to tysięcy mil od człowieka do człowieka, choćby stali tuż przy sobie?

Ile przestrzeni w poskręcanych błędnikach, ślimakach, labiryntach niewidzialnych?

Ile gór i rzek, jakie stepy wyjące wichrem, jakie oceany monotonne, siwe, bezbrzeżne?

Jakie hotele stoją wbudowane między nich, fantastyczne, o niezliczonych wejściach i wyjściach, windach, piętrach i podziemiach?

Któż to obliczy, kto ogarnie tę drogę, mapę jej wyrysuje i czas jej zdobycia określi?

A miłość przebywa ją jednym krokiem. Jednym spojrzeniem.

Elektryczna iskra miłości obiega w sekundzie całą tę przestrzeń, w przeszłość nawet sięgającą.

I obejmuje się dwoje ludzi, z których jedno jak gdyby było w najgłębszych kopalniach, drugie na najwyższym ziemskim szczycie gór.

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

06 grudnia, 2007

Do niewiary nie przywiodły mnie sprzeczności dogmatów, lecz życie. Bo przecież wierzyłem- co dnia klękając w koszuli na łóżku odmawiałem, złożywszy ręce swój pacierz, ale o Bogu myślałem coraz rzadziej. Kilka lat utrzymywałem jeszcze z Wszechmocnym stosunki oficjalne, prywatnie jednak zaprzestałem składania mu wizyt... A on coraz rzadziej na mnie spoglądał... W końcu odwrócił oczy.
(J.P. Sartre)

Wielokrotnie zastanawiałam się, co odpowiedzieć, gdy pytano mnie o odejście od religii katolickiej. Pierwszą rzeczą, która mi się nasuwała była utrata zaufania do kościoła katolickiego. Było to kilka lat wcześniej, niż p. Senyszyn opisała tenże kościół jako pięć razy be: bogaty, bezkarny, bezczelny, bezideowy i bezduszny.
Ale nie było to najważniejsze. Mogłam wszak pozostać przy wierze w Jezusa, Marię, Boga jedynego i w Trójcy- odchodząc od katolicyzmu. Co więc się stało?
Wiara kiedyś była dla mnie emocją, czystą i piękną pociechą, modlitwa ucieczką od troski, rytuał lekarstwem. Przeciw czemu były te środki? Przeciwko poczuciu winy, grzeszności, bycia brudną, podłą i niegodną. Skąd takie myśli? Ano- z wiary której mnie nauczono. Religia dawała mi lekarstwo na chorobę którą sama wywoływała.
Pierwsza i ostatnia decyzja o odejściu zapadła podczas spowiedzi. Odeszłam od konfesjonału, wyszłam z kościoła i nigdy już tam nie wróciłam, nigdy nie poszłam na mszę.
Nie miałam już potrzeby aby w smutku i nieszczęściu odwoływać się do wyższych sił. Na tym mogłam budować poczucie własnej wartości i godności, nauczyć kierować się sumieniem, rozsądkiem oraz empatią.
Wcześniejsza religijność nie była mi już potrzebna. Podpora przestała być potrzebna- nauczyłam się chodzić na własnych nogach i upadać na własne ręce.
Duchowość zawsze jakaś we mnie była. W obecnej chwili moja wizja świata jest zbliżona do tradycji wikańskiej.