27 lutego, 2007


JUSTYNA STECZKOWSKA: "Świt!"

Dobrze jest uchylić nieco drzwi,
Kiedy jeszcze całe miasto śpi,
By rozproszył najczarniejszych myśli noc
Promień, co ma czarodziejską moc.

Niech niedobre myśli, jakie człowiek krył,
Więcej mu nie zabierają sił.

Dobrze jest odsłonić okna swe
I na oścież pootwierać je,
By przechodzień przypadkowy widzieć mógł,
Że nie kryje zła sąsiedzki próg.

Świt! Świt!
Nowy wstaje dzień!
Złota gwiazda dnia rozprasza nocy cień!
Cudowny świt! Świt!
Czas misternie tka
Losu wątek na osnowie dnia...

Dobrze jest chlebowy rozgrzać piec
I bochenki w nim rumiane piec,
Żeby każdy, kto poczuje pierwszy głód,
Wiedział jak smakuje chleb i miód.
Drżą na rzęsach resztki snu,
Usta szepczą: Witaj dniu!
Wszędzie światłości
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Więc Opatrzności
Człowiek swe powierza ręce,
By służyły jak najdłużej mu.

Niebo wartość pracy zna -
W dzieciach nam zapłatę da.
Krzyku i śmiechu
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Ileż pośpiechu
Trzeba, by zdążyły ręce
Przygotować wszystko w ciągu dnia.

Blask! Blask! Blask!
To najdoskonalsza z wszystkich łask!
Światło niesie nam
Dzień, co nigdy nie jest taki sam!

Tak, no tak, no tak!
To od Stwórcy dla człowieka znak,
By jasnością tą
Odkryć mógł niepowtarzalność swą!

Dobry dzień się zaczął tu,
Zatem witaj dobry dniu!
Ludzi wokoło
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Wszystkim wesoło,
W niebo wyciągają ręce
I śpiewają do utraty tchu:

Dzień, rok, wiek!
Trwa nieodwracalny czasu bieg!
Życie krótko trwa!
Nie urońmy żadnej chwili dnia!

Tak, no tak, no tak!
To olśniewający życia znak -
Tam się zaczął świat,
Gdzie światłości wiecznej promień padł!

16 lutego, 2007

MODLITWA KOBIETY POKORNEJ



Panie Boże!

Proszę Cię o mądrość,

żebym mogła zrozumieć swojego mężczyznę,

o miłość - bym mogła mu przebaczyć,

o cierpliwość - bym mogła znieść jego humory.

Nie proszę Cię o siłę,

bo bym go zajebała.


Nie dotyczy Kociaczka.

08 lutego, 2007



"Pieśń o Bet-Lechem" Justyna Steczkowska

Znalazłam wśród zapomnianych płyt
Starą pieśń - Bisdot Bet-Lechem.

Słuchałam jej cala noc, po świt,

Bo przynosiła mi pociechę.


Co łączy mnie z ta melodią,

Z niewiarygodną siłą łagodną?
Skąd wzięła się tu

I czemu zrywa mnie ze snu?

Kto stworzył te wspaniałe

Słowa hebrajskie niezrozumiałe?
Co sprawia, że łzy

Do oczu napływają mi?


Znalazłam wśród zapomnianych płyt

Stara pieśń - Bisdot Bet-Lechem.

Słuchałam jej może cicho zbyt,

Jakby to było jakimś grzechem.


A jednak niesie nadzieję

Pieśń o Bet-Lechem, czyli Betlejem,

Gdzie biblijna Rut
Zbierała kłosy cierpiąc głód.

Ten głód nam towarzyszy

I w pierwszym krzyku, i w wiecznej ciszy
On sprawia, że w krew

Głęboko wniknął nam ten śpiew:

Twój lud, to mój lud,

A twój Bóg, to mój Bóg

04 lutego, 2007

"Torebka kobiety" zespołu Pod Budą


Torebka kobiety - tajemnica której wciąż nie mogę zgłębić,

to jest coś jakby warkocz u komety

do ramienia przywiązany księżyc


W torebce kobiety klucz do domu,

tramwajowe są bilety

kłębek planów gotowych do snucia

papierosy albo guma do żucia

portmonetka z maleńkim kasztanem

jakiś kwit zapomniany na amen

dwie pigułki przeciwko migrenie

w buteleczce perfumy "Marzenie"


Torebka kobiety pozostanie dla mnie zawsze tajemnicą

to jest coś jakby warkocz u komety

która właśnie przelatuje nad ulicą


W kobiecej torebce

Jest długopis i pomięte są przylepce

czyjś telefon pisany w pośpiechu

I pomadka czerwona od grzechu

Jest chusteczka, bo czasem się płacze

list donikąd, bo zgubił się znaczek

I maskotka od kogoś na szczęście


A mnie tak przeczucie szepce

że czasami w tej torebce

gdzieś tam na dnie jest schowane

moje zdjęcie


Analiza zawartości torebki piszącej te słowa:

terminarz, telefon, okulary, szmatka do okularów, bilet miesięczny, karty biblioteczne, rozkład autobusów, zaświadczenie z Urzędu Pracy, Oświadczenie Woli, papierosy (zazwyczaj marki West) , kilka zapalniczek, kilka długopisów w różnych kolorach, chusteczki higieniczne, dropsy Orbit, lusterko, szminka Neutrogena, portfel oraz mini-apteczka (zawierająca w sobie nawilżane chusteczki, sól fizjologiczną, gaziki nasączone alkoholem, jałowe opatrunki, przylepiec, talcid, nospę, vegantalgin h, nervendragees, propolki, ibuprofen z pseudoefedryną, bratek w tabletkach, cilest oraz sól morską w nebulizatorze).


28 stycznia, 2007



When a person enters the world, his hands are clenched as if to say:
The whole world is mine. I shall inherit it.
When he takes leave of it, his hands are spread open as if to say:
I have inherited nothing from the world.

(Rabbi Meir)

26 stycznia, 2007













"Twoje ręce" Małgorzata Hillar


Twoje ręce

bezpieczna kryjówka
dla mojej głowy
schronisko przed ciemnością

rozścialające
ciepłą pościel
podające dzban z gorącym mlekiem pożądania

Twoje ręce pełne żaru
przynoszące słońce żółtą dynię
w nich
dojrzewają winogrona moich piersi

Twoje ręce
ciepłe gniazdo dla zmarzniętych stóp
lampa
czuwająca w nocy
złota miska
czułości
im powolne moje ciało

Twoje ręce
przeprowadzające przez głęboki rów
który oddziela noc
od dnia
ściągające z krawędzi samotności
przywracające zmysł
równowagi
budujące wysoką wieżę
cierpliwości
niweczące każdą pustynię zobojętnienia

Twoje ręce młot do ścian których nie mogę przebić głową
nóż do ślepego kartofla mojej wyobraźni

Twoje ręce
zdolne do wszystkiego gotowe na wszystko

Twoje ręce
uległe moim rękom

25 stycznia, 2007













"Na morskich wybrzeżach" Rabindranath Tagore

Na wybrzeżach bezkresnych światów spotykają się dzieci.

Nieskończone niebo trwa bez ruchu nad głową, a nie znająca spoczynku woda wciąż się burzy. Na morskich wybrzeżach światów dzieci spotykają się, krzycząc i tańcząc.

Wznoszą z piasku swoje budowle i bawią się pustymi muszlami. Z opadłymi liści robią łódeczki i ze śmiechem puszczają je na ogromną topiel. Dzieci bawią się na wybrzeżach światów.

Nie umieją pływać, nie umieją zarzucać sieci. Poławiacze nurkują po perły, kupcy płyną na swych żaglowcach, a dzieci zbierają kamyczki i znowu j rozrzucają. Nie szukają ukrytych skarbów, nie umieją zarzucać sieci.

Morze wzbiera ze śmiechem i połyskuje blady uśmiech plaży. Śmiercionośne fale śpiewają dzieciom niezrozumiałe ballady, całkiem jak matka, kołysząca w hamaku niemowlę. Morze bawi się z dziećmi i połyskuje blady uśmiech plaży.

Na wybrzeżach bezkresnych światów spotykają się dzieci. Burza błądzi w bezdrożach nieba, okręty giną w bezdrożach wód, śmierć krąży, a dzieci się bawią. Na wybrzeżach bezkresnych światów odbywa się wielkie spotkanie dzieci.

22 stycznia, 2007

"Mam kota" Maria Peszek

Mam kota
Na gorącym dachu mojej głowy
On czuwa
Nad smakiem i kolorem
Moich nocnych spraw
Chociaż ciemno
On w środku się żarzy
W mroku błyszczy
Ja mruczę i marzę, że
Mam psa na niebie
Wyprowadzam go na spacer wśród gwiazd
Bez smyczy
Bez kagańca hula
Wśród niebieskich traw
Chociaż ciemno
On w środku się żarzy
W mroku błyszczy
Ja gwiżdżę i marzę, że
Mam kota
Na gorącym dachu mojej głowy
On czuwa
Nad smakiem i kolorem
Moich nocnych spraw
Chociaż ciemno
Ja w środku się żarzę
Świecę mrokiem
I tęsknie za smokiem
Tęsknie za smokiem
Tęsknie za smokiem
Tęsknie za smokiem

19 stycznia, 2007

Czy wiecie, jak wyglądają elfy?
Ja z całą pewnością wiem jak elfy nie wyglądają.
A więc elfy nie wyglądają tak (bo co to za pomysł, żeby były starannie ufryzowanymi blondynami):












Elfy nie wyglądają też tak (bo nikt normalny nie będzie zapierdalał po lesie w takiej ilości żelastwa):









Nie jest także możliwe, żeby elfy wyglądały tak (wyobrażam sobie te powiewne szatki zaczepione o gałęzie i ogarnia mnie chichot):
















Elfy nie mogą też wyglądać jak aktorki porno:















Ani jak Blaszany Dzwoneczek:









Elfy powinny być bardzo mocno związane z przyrodą, bardzo cielesne, bardzo pociągające i bardzo nieporządkowane. Trochę jak celtyckie bóstwa, trochę jak satyrowie, trochę jak leśne zwierzęta. Mogą się tatuować i uwodzić dziewice, ale nie sądzę żeby przeglądały się w lusterkach i prowadzały smoki na łańcuszkach:

17 stycznia, 2007

Na zakręcie (Agnieszka Osiecka)

Dobrze się pan czuje?
To świetnie,
właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok
jak w marszu.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo.
Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Ode mnie widać niebo pokrzywione.
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
Pan kocha swoją żonę.

Pora wracać, bo papieros gaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Migają światła rozmaitych możliwości.
Pan mówi: basta, pauza, pat.
I pan mi nie zazdrości.

Lepiej chodźmy, bo papieros gaśnie.
Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana. na zakręcie.
Choć gdybym chciała - bym się urządziła.
Już widzę: pieska, bieska, stół.
Wystarczy, żebym była miła.

Pan był także, proszę pana, na zakręcie.
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.
A moje życie się kolebie niczym balia.

Pora wracać, już śpiewają zięby.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.
Nim robotnicy wstaną.

16 stycznia, 2007

Poezja perska, tłumaczenie Krystyny Skarżyńskiej...

Idź do tego, kogo kochasz, słów nie słuchaj zawistnika.
Miłujący wie, co czyni i zawiści słów unika.
We śnie zobaczyłam ciebie, łoże dzielącego ze mną
I z twych ust scałowywałam chłód najsłodszy nocą ciemną.
Wszystko to jest prawdą czystą, chcę by obraz ten się ziścił.
Dopnę tego, nie zważając na niegodny głos zawiści.
Wszak obrazu piękniejszego nie stworzyły moce boże
Nad kochanków dwojga widok, których jedno tuli łoże.
W swych objęciach spoczywają, kiedy rozkosz ich osłoni,
A ich głowy się wspierają na ramieniu i na dłoni.
Kiedy serca połączone miłowaniem trwają razem,
Ludzie kują zimne ostrze, aby ranić ich żelazem.
Jeśli dla serc kochających tylko słowa masz nagany,
Czym ukoić zdołasz boleść, czym zagoisz serca rany?
Jeśli by choć jeden tylko dał ci czyste miłowanie,
Żyj z nim jednym, niech twe serce tylko przy nim pozostanie.

14 stycznia, 2007

"Objazdowe nieme kino" Perfect

Nie pytaj mnie, wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic
Już siebie znam, znam z bliska słowo lęk
Wiem, że ja sam chcę dać oszukać się

Piekący ból rozwierca każdą myśl
Ja będę zdrów z pewnością lecz nie dziś
Skurczony świat, nie większy niż ta pięść
Na piersiach siadł i oddech mi się rwie

Zamykam strach na niewidzialny klucz
I moja twarz jest niewidzialna już
Gdy wchodzę w tłum, pułapka szczerzy kły
I z ust do ust nie frunie żaden krzyk

Śmiertelny mur skutecznie dzieli nas
Ja mam swój mózg, ty też swój rozum masz
Nie pytaj mnie, wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic

Zostańmy tak, ja tutaj a ty tam
Tak długo jak to nieme kino trwa
Nie proście nas by wam do tańca grać
Już czas, już czas myć zęby i iść spać

08 stycznia, 2007

Król Elfów... albo też Olch, jak kto woli (Johann Wolfgang Goethe, w rewelacyjnym przekładzie Szymborskiej)

Noc padła na las, las w mroku spał,
Ktoś nocą lasem na koniu gnał.
Tętniło echo wśród olch i brzóz,
Gdy ojciec syna do domu wiózł.

- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak?
Tam ojcze, on, król olch, daje znak,
Ma płaszcz, koronę i biały tren.
- To mgła, mój synku, albo sen.

"Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las!
Wesoło będzie płynąć czas.
Przedziwne czary roztoczę w krąg,
Złotolitą chustkę dam ci do rąk".

- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew?
To król mnie wabi, to jego śpiew.
- To wiatr, mój synku, to wiatru głos,
Szeleści olcha i szumi wrzos.

"Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las,
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd.
Moje córki nucąc pląsają na mchu,
A każda z mych córek piękniejsza od snu".

- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew
Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew?
- O, synku mój, to księżyc tak lśni,
To księżyc tańczy wśród czarnych pni.

"Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las!
Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!"
- Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu,
Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. -

Więc ojciec syna w ramionach swych skrył
I konia ostrogą popędził co sił.
Nie wiedział, że syn skonał mu już
W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz.

02 stycznia, 2007

"Portret kobiecy" Wisława Szymborska


Musi być do wyboru

Zmieniać się, żeby nic się nie zmieniło

To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.

Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,

czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.

Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.

Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.

Naiwna, ale najlepiej doradzi.

Słaba, ale udźwignie.

Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.

Czyta Jaspersa i pisma kobiece.

Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.

Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.

Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydełkiem,

własne pieniądze na podróż daleką i długą,

tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.

Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.

Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nie szkodzi.

Albo go kocha, albo się uparła.

Na dobre, na niedobre i na litość boską.

28 grudnia, 2006

"Jedynie dzięki zabiegom kulinarnym zmiękczone i przemienione mięso przybiera postać nadającą się do przeżuwania i trawienia, i wyłącznie dzięki temu widok krwawych soków i przeraźliwa barwa nie wzbudzają w nas odrazy i wstrętu nie do zniesienia. Niech zwolennik jedzenia mięsa podda sam siebie rozstrzygającemu eksperymentowi co do własnej odporności i, jak doradzał Plutarch, niech rozszarpie żywe jagnię własnymi zębami i zanurzy głowę w jego wnętrznościach, gasząc swoje pragnienie żywą krwią; i niech zaraz po tym przeraźliwym doświadczeniu powróci do tych przemożnych naturalnych instynktów i niech powie: "To natura mnie do tego przysposobiła". Wtedy i tylko wtedy będzie on w zgodzie sam ze sobą."
(Percy Shelley)

27 grudnia, 2006

"Od dziecka czytałam każdą napotkaną książkę.
Wyobrażałam sobie długie podróże, dalekie kraje i miasta.
Marzyłam, żeby zostać kapitanem statku przemierzającego oceany.

Marzyłam zawsze o znalezieniu skarbu."
(Raisa Gorbaczowa)

Czytam te słowa raz po raz, i dziwię się, jak bardzo do mnie pasują.
Moja wyobraźnia- magiczne ognisko, które żywi się słowem pisanym.
Moja wyobraźnia- tworzy barwne, pachnące, tętniące dźwiękiem obrazy.

25 grudnia, 2006

Przekaz z roku 1854 pozostawiony przez wodza Indian Seattle

Każda połać tej ziemi jest dla mojego narodu święta, każda błyszcząca igła jodły, każdy piaszczysty brzeg, każda mgła w ciemnych lasach, każdy błyszczący owad - wszystko to jest święte; w myślach i praktyce mojego narodu. Sok płynący w drzewach nosi w sobie wspomnienie Czerwonego Człowieka.

Umarli Białych zapominają kraj swego urodzenia, gdy odchodzą, aby wędrować wśród gwiazd. Nasi umarli nie zapomną nigdy tej cudownej ziemi, bo ona jest Czerwonemu Człowiekowi Matką. My jesteśmy cząstką ziemi i ona jest cząstką nas.

Pachnące kwiaty to nasze siostry; sarna, koń, wielki orzeł - to nasi bracia. Skaliste góry, soczyste łąki, ciepło ciała kucyka - i człowiek - wszystko to należy do jednej rodziny.

Jeżeli przeto Wielki Wódz z Waszyngtonu podaje nam do wiadomości, że chce kupić nasz kraj, to żąda od nas wiele. Wielki Wódz w Waszyngtonie zawiadomił nas też, że ofiaruje nam miejsce, gdzie będziemy mogli żyć spokojnie wśród swoich. On będzie naszym ojcem, a my jego dziećmi.

Przemyślimy więc wasza propozycję sprzedania naszego kraju. Nie będzie to jednak łatwe, bo przecież ten kraj jest dla nas święty.

Błyszcząca woda, co goni w strumieniach i rzekach, jest nie tylko wodą - ale także krwią naszych przodków. Jeżeli sprzedamy wam ten kraj, musicie wiedzieć, że jest on święty i uczyć wasze dzieci, że każdy duch odbijający się w czystych wodach jezior opowiada o wydarzeniach i tradycjach naszego narodu. Szmer wody jest głosem naszych praojców.

Rzeki są naszymi braćmi; to one gaszą nasze pragnienie, dźwigają nasze łodzie i żywią nasze dzieci. Jeżeli sprzedamy nasz kraj, to musicie o tym pamiętać i uczyć wasze dzieci: rzeki są naszymi braćmi - i waszymi - i odtąd musicie je szanować tak samo, jak każdego innego brata.

Czerwony Człowiek wycofuje się nieustannie przed nacierającym Białym Człowiekiem - jak ustępuje wczesna mgła w górach przed porannym słońcem. Ale popiół naszych jest święty, ich groby są ziemią uświęconą - i tak dla nas uświęcone są te pagórki, te drzewa, ta część naszej ziemi. Wiemy, że Biały Człowiek nie rozumie naszego sposobu bycia. Dla niego jedna część kraju nie różni się niczym od drugiej, bo Biały Człowiek jest obcy; przychodzi nocą i wydziera ziemi, co tylko potrzebuje. Ziemia nie jest jego bratem lecz wrogiem, a zdobywszy ja kroczy wciąż dalej i dalej. Zostawia groby swoich ojców i nie troszczy się o nie. Ziemię odbiera dzieciom i nie troszczy się o nie. Zapomniane zostały groby jego ojców i prawa rodzinne jego dzieci. Swoja matkę-ziemię i swego brata-niebo traktuje jak rzeczy do kupowania i plądrowania, do sprzedawania niczym owce albo świecące perły. Jego nienasycenie pochłonie ziemie, zostawiając wszędzie tylko pustynie.

Nasz sposób życia jest inny niż wasz. Wygląd waszych miast zadaje ból oczom Czerwonego Człowieka. Być może dlatego, że Czerwony Człowiek jest dzikusem i niewiele rozumie. W miastach Białych brakuje ciszy. Nie ma takiego miejsca gdzie można by słuchać jak rozwijają się liście wiosną, jak brzęczą owady. Ale może to tylko dlatego, że jestem dziki i nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć. Miejski łoskot jest zniewaga dla uszu. Co to za życie, gdy nie można usłyszeć wołania samotnego lelka albo nocnego kumkania żab w stawie ? Jestem Czerwonym Człowiekiem i nie rozumiem tego. Indianin kocha łagodny szmer wiatru przelatującego nad stawem, kocha zapach wiatru oczyszczonego południowym deszczem, albo wiatru ciężkiego od sosnowej woni. Powietrze jest czymś drogocennym dla Czerwonego Człowieka - bo wszystkie rzeczy podzielają ten sam oddech: zwierzę, drzewo, człowiek - wszystkie podzielają ten sam oddech. Biały Człowiek zdaje się nie zauważać powietrza, którym oddycha; nieczuły na wszelkie smrody, jest jak konający tygodniami. Ale jeśli sprzedamy wam nasz kraj, nie możecie zapominać, że powietrze jest dla nas czymś drogocennym, że powietrze rozdziela swojego ducha na wszelkie życie, które w sobie zawiera. Wiatr dawał naszym ojcom pierwszy oddech i przyjmował ich tchnienie ostatnie. I wiatr musi także naszym dzieciom dawać ducha życia. I jeżeli sprzedamy wam nasz kraj, to musicie go uważać za szczególny i uświęcony, za miejsce, gdzie nawet Biały Człowiek odczuwa, jak słodko pachnie wiatr od kwiatów na łące.

Żądanie kupna naszego kraju przemyślimy i jeżeli zdecydujemy się je przyjąć, to tylko pod jednym warunkiem. Biały Człowiek musi obchodzić się ze zwierzętami jak ze swoimi braćmi.

Jestem dzikusem i nie pojmuję tego inaczej. Widziałem tysiące gnijących bawołów, zostawionych przez Białego Człowieka, a zabitych z przejeżdżającego pociągu. Jestem dzikusem i nie mogę zrozumieć, jak kopcący żelazny koń może być ważniejszy od bawołu, którego my zabijamy tylko dla zachowania naszego świata. Czymże jest człowiek bez zwierząt ? Gdyby odeszły wszystkie zwierzęta, sczezłby człowiek w wielkiej samotności ducha. Co przydarzy się zwierzętom - wkrótce przydarzy się też ludziom. Wszystkie rzeczy są ze sobą wzajemnie powiązane.

Musicie uczyć swoje dzieci, że ziemia pod waszymi stopami jest prochem naszych praojców. Aby szanowały kraj, opowiadajcie im, iż ziemia ta jest przebogata w różne pokrewne nam żywe istoty. Uczcie wasze dzieci tego, czego my uczymy nasze: ziemia jest naszą matką. Co spotyka ziemię, spotyka także synów tej ziemi. Jeżeli ludzie plują na ziemię, opluwają samych siebie. Jedno wiemy. Ziemia nie jest własnością człowieka, to człowiek należy do ziemi - to wiemy. Wszystko jest ze sobą złączone jak krew, która wiąże jedna rodzinę. Wszystko jest złączone.

Co się przydarzy ziemi, przydarzy się także synom tej ziemi. To nie człowiek przędzie tkaninę życia, on jest w niej tylko małą nitką. Cokolwiek uczyni tkaninie, uczyni samemu sobie.

Przemyślimy jednak waszą propozycję kupna naszego kraju i zamieszkania w rezerwacie. Będziemy żyli na uboczu i w spokoju. Nieważne, gdzie spędzimy resztę naszych dni. Nasze dzieci widziały swoich ojców upokorzonych i zwyciężonych. Nasi wojownicy zostali zhańbieni. Pokonani spędzają czas bezczynnie, zatruwając swe ciała słodkim jadłem i mocnym trunkiem. Nieważne gdzie spędzimy resztę dni naszych. Nie zostało ich zresztą zbyt wiele. Jeszcze parę godzin, parę zim - a z wielkich plemion, które niegdyś zamieszkiwały ten kraj albo włóczą się teraz w małych grupkach po lasach, nie pozostanie ani jedno dziecko, które by opłakiwało groby narodu, który był kiedyś tak potężny i tak pełen nadziei, jak wasz dzisiaj. Ale dlaczego mam opłakiwać upadek mojego narodu ? Narody składają się z ludzi, nie z czego innego. A ludzie przychodzą i odchodzą - jak fala na morzu. Nawet sam Biały Człowiek, którego Bóg z nim wędruje i rozmawia jak przyjaciel z przyjacielem, nie uniknie tego wspólnego przeznaczenia. Być może jesteśmy jednak braćmi. Zobaczymy ! Jedno jednak wiemy - a co Biały Człowiek odkryje może dopiero pewnego jutra - nasz Bóg jest tym samym Bogiem. Może myślicie, że Go posiadacie na własność - jak dążycie do posiadania naszego kraju - ale tego nie jesteście w stanie uczynić. On jest Bogiem ludzi - i to w takiej samej mierze Czerwonych jak i Białych. Ten kraj jest Mu bardzo drogi - i zranić tę ziemię znaczy zbezcześcić jej Stwórcę. Także Biali przeminą, może jeszcze szybciej niż wszystkie inne plemiona.

Ale wy będziecie świecić w swoim upadku - zapaleni mocą Boga, który was wprowadził do tego kraju i dał wam panowanie nad tą ziemią i Czerwonym Człowiekiem. To przeznaczenie jest dla nas zagadką, ponieważ nie rozumiemy wybicia wszystkich bawołów, oswojenia wszystkich dzikich koni, zamienienia przytulnych zakątków w zaludnione, smrodliwe i duszne, ani ośmieszenia przez mówiące druty widoku dostojnych wzgórz.

Gdzie ostał się gąszcz ? Zniknął. Gdzie jest orzeł ? Zniknął. Cóż oznacza pożegnanie się z rączym koniem ? Oznacza koniec życia i początek wegetacji. Przemyślimy waszą propozycję. Jeżeli ją przyjmiemy, to tylko dlatego, aby zabezpieczyć obiecany przez was rezerwat. Być może będziemy tam mogli przeżyć nasze krótkie dni na swój sposób. Kiedy wycofa się z tej ziemi ostatni Czerwony Człowiek i jego pamięć będzie tylko cieniem chmury ponad preriami, to i tak duch moich ojców będzie wciąż żywy: w tych lasach i nad tymi brzegami. Bo oni kochali tę ziemię jak nowo narodzony kocha puls serca swojej matki. Jeżeli sprzedamy wam nasz kraj, kochajcie go, jak myśmy go kochali, troszcząc się o niego, jak myśmy się troszczyli, zachowajcie wspomnienie takiego kraju, jakim go otrzymujecie. I ze wszystkich sił, z całego serca i ducha zachowajcie go dla swoich dzieci i kochajcie go jak Bóg nas wszystkich kocha.

Bowiem wiemy: nasz Bóg jest tym samym Bogiem. Ta ziemia jest mu święta. Nawet Biały nie może uniknąć wspólnego przeznaczenia. Możemy być braćmi. Zobaczymy.

20 grudnia, 2006


















Erich Maria Remarque.

Człowiek nazywany "wojującym pacyfistą".

Autor urokliwych listów do Marleny Dietrich.

Autor najsłynniejszej powieści wojennej "Na Zachodzie bez zmian" (Im Westen nichts Neues).

Autor "Trzech towarzyszy" (Drei Kameraden) - książki, która zmieniła moje życie.

Autor wielu innych książek, na jakis sposób dotyczących wojny, dziejących się w jej trakcie, zaraz po niej, lub tuż przed jej wybuchem:
Wróg (Der Feind), zbiór opowiadań

Droga powrotna (Der Weg zuruck),

Kochaj blizniego (Liebe Deinen Nachsten)

Łuk Triumfalny (Arc de Tromphe)

Iskra życia (Der Funke Lieben)
Czas życia i czas śmierci (Zeit zu leben und Zeit zu sterben)
Czarny obelisk (Der schwarze Obelisk)

Nim nadejdzie lato (Der Himmel kennt keine Gunstlinge)

Noc w Lizbonie (Die Nacht von Lissabon)

Cienie w raju (Schatten im Paradies)


Tematem na dziś będzie umieszczenie tu fragmentów, zwykle pojedynczych zdań z tych książek.

Przyjrzyjmy się naszym poplątanym, rozproszonym instynktom. Uważamy, że to rozum.
Samotność- odwieczny refren życia.
Wszystko co można dostać za pieniądze jest tanie.

Nawet we dwoje można zamarznąć na śmierć.

W życiu zwycięża tylko głupi; mądry widzi przed sobą zbyt wiele trudności i traci pewność siebie, zanim zacznie działać.

Niech pan nie lekceważy mądrości Kościoła. Kościół to jedyna dyktatura, jaka od dwóch tysięcy lat nie została obalona.

I tylko w jednym różnicie się od Boga - Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej.
Życie jest chorobą, a śmierć zaczyna się już w chwili urodzenia. Każde odetchnięcie, każde uderzenie serca jest odrobiną śmierci. Krokiem ku unicestwieniu.

Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje mu wolność, ale unieszczęśliwia.

Trzymam w ręku swoje życie jak kieliszek napełniony winem, które w nim nie pozostanie, gdyż skwaśniałoby, zamieniłoby się w ocean umarłej namiętności.
Gdyby wszyscy byli szczęśliwi, nie potrzebowano by Boga.

Najlepszym środkiem przeciw prawu jest bezczelność.
Pewność nie boli. Boli to co przedtem i to co potem.

Współczucie jest najbardziej nieużytecznym artykułem na świecie. Jest to odwrotna strona satysfakcji z czyjegoś nieszczęścia.

Boimy się wielkich słów w miłości, a lubimy je w polityce.

Hiena zawsze pozostanie hieną. Człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany.

Żal drąży duszę gruntowniej niż kwas solny.
Miłość- odwieczny cud. Potrafi przerzucić tęczę snów ponad szarym niebem faktów.

Boimy się wielkich słów. Tak strasznie często służyły kłamstwu.

Rzeczy cudowne w naszym życiu nigdy nie posiadają tej pełni, jaką uzyskują we wspomnieniu - szczęście, jeżeli umrze, nie może się przecież zmienić, nie wywołuje rozczarowania. Pozostaje zachowując swój pełny kształt.

Jeżeli ktoś się poświęca, niech się potem nie dziwi, że do niego strzelają.

Cóż wymaga mniej pożywki, niż nadzieja?

Bez miłości jest się właściwie trupem na urlopie.
Życie wydaje się kochać paradoksy - kiedy człowiek sądzi, że jest zupełnie bezpieczny, wtedy jest zawsze śmieszny i w każdej chwili grozi mu wypadek - ale kiedy wie, że jest stracony, życie zasypuje go prezentami. Nie trzeba wcale o to zabiegać - chodzi za człowiekiem jak pies.
Kiedy obok ciebie ktoś umiera - ty tego nie czujesz. To jest nieszczęście świata. Litość nie jest cierpieniem. Litość jest skrytym zadowoleniem z cierpienia innych. Uczuciem ulgi, że to nie nas spotyka ani kogoś nam drogiego.

Czego nie można dostać, wydaje się zawsze lepsze niż to, co się ma. Na tym polega romantyka i idiotyzm ludzkiego życia.

Uczciwy idealista dąży do forsy. Pieniądze to wytłoczona w monecie wolność. A wolność to życie.

Moralność jest wynalazkiem człowieka, a nie konsekwencją życia.
Ileż niedoli mogą zawierać takie dwie małe plamki, tak małe, że można je zakryć kciukiem, oczy ludzkie.

Człowiek jest wielki w rzeczach krańcowych: w sztuce, w miłości, w głupocie, w nienawiści, w egoizmie, a nawet w ofiarności - ale światu najbardziej brak przeciętnej dobroci.

19 grudnia, 2006

Z internetu można pozyskać tak wiele ciekawych informacji. Dzisiaj dowiedziałam się na przykład, że Heath Ledger potrafi się uśmiechać. To było dla mnie niesamowite odkrycie.





18 grudnia, 2006

Kilka migawek z weekendu.

Po pierwsze:
Po drugie:
Po trzecie:
Po czwarte i piąte:

Początek budowania światecznej atmosfery.

Betlejem Polskie.
Słowa: Stanisław Skonieczny
Muzyka: Zbigniew Preisner

Dolina zwierząt ciemna tak że giną drzewa
A cisza jest jak okna dalekiego blask
Czai się w niej zagłady ognista ulewa
Księżyc dzwoni za chmurą jak nad grobem kask

Gubi się tu milczenie po omacku rąk
Oddychać ustom trzeba żeby nie umarły
Ta noc jest jak zamknięty szczelnie grochu strąk
Do którego promienie słońca nie dotarły

I śpiewają ten mroźny kolędowy czas
A rzeka stoi w miejscu groźna w lód zakuta
I niesie się biała wigilijna nuta
Przez doły ciała pełne w którym oddech zgasł

Każe mi me milczenie nie dobywać słowa
Z płuc moich z gardła mego z niespokojnych snów
I toczy się tak ziemia jak odcięta głowa
A nad nią słychać szelest żerujących słów

Nauczeni przyzywać Boga po imieniu
Zapomnieli swego gdy naszła ich śmierć
Wśród śnieżycy dreptają w niepewnym płomieniu
Betlejemskiej gwiazdy nadzianej na żerdź

I śpiewają ten mroźny kolędowy czas
A rzeka stoi w miejscu groźna w lód zakuta
I niesie się biała wigilijna nuta
Przez doły ciała pełne w którym oddech zgasł

14 grudnia, 2006

WSZYSTKIE CHWYTY DOZWOLONE Anna Świrszczyńska

Chwytam się różnych rzeczy,
śniegu, drzew, niepotrzebnych telefonów,
czułości dziecka, wyjazdów,
wierszy Różewicza,
snu, jabłek, porannej gimnastyki,
rozmów o błogich własnościach witamin,
wystaw awangardowej sztuki,
spacerów na kopiec Kościuszki, polityki,
muzyki Pendereckiego,
żywiołowych katastrof w obcych krajach,
rozkoszy moralności i rozkoszy niemoralności,
plotek, zimnego tuszu, zagranicznych żurnali,
nauki włoskiego języka,
sympatii dla psów, kalendarza.

Chwytam się wszystkiego,
żeby się nie zapaść
w przepaść.

13 grudnia, 2006

Z technologii łez- Zbigniew Herbert

W obecnym stanie wiedzy tylko łzy fałszywe nadają się do obróbki i dalszej produkcji. Łzy prawdziwe są gorące, wskutek czego bardzo trudno oddzielić je od twarzy. Po doprowadzeniu do stanu stałego okazało się, że są bardzo kruche. Nad problemem eksploatacji łez prawdziwych głowią się technolodzy.


Łzy fałszywe przed mrożeniem poddaje się zabiegowi destylacji, gdyż z natury są mętne i doprowadza się je do stanu, w którym pod względem czystości nie ustępują prawie łzom prawdziwym. Są bardzo twarde, bardzo trwałe i nadają się nie tylko do ozdób, ale także do krajania szkła.

11 grudnia, 2006

Coś irlandzkiego i anonimowego, w tłumaczeniu Ernesta Brylla i Małgorzaty Goraj.

Burza doliny rozrywa
Zima gna hałaśliwa
Ciska oszczepem świetlistym
Ponad przypływem pienistym.

Gdy wieją wiatrowie wschodni
Ocean się pasie łagodny
W sen się układa głęboki
Odpływa w ciche zatoki

Gdy wieją wiatrowie z północy
Morze się dźwiga w swej mocy
I jak pies goni warczące
Daleko, na świata końce

Gdy wieją wiatrowie z zachodu
To fala musi wędrować
Gdzie słońca drzewo czerwone
W ocean jest zanurzone

Gdy wieją z południa wiatrowie
Morze obraca się w sobie
Mielizny Skiddu zamąca
O szczyt Calandetu potrąca
I bije Limerick jak gromem
Po ustach szarozielonych

Ocean dźwiga sie w brzegach
Fala jak potop wylewa
Okręty nie wieją żaglami
Za trudna droga to dla nich

Przeciwko fali głębokiej
Bronia się jeszcze zatoki
Lecz zima od brzegów szkockich
Gna morze oszczepem mrocznym

08 grudnia, 2006

Czasami wydaje nam się, że mieszka w nas dwóch różnych ludzi. Jeden, który wszystko doskonale czyni i tego człowieka prezentujemy światu. Jest też i ten drugi, którego się wstydzimy, i tego ukrywamy. W każdym człowieku istnieje coś takiego jak wewnętrzny dysonans i niespójność. Każdy chciałby być dobry, a jedynie dokonuje czynów, których sam często nie rozumie.
Dlaczego tak jest? Dlatego, że człowiek nie jest Bogiem, nie jest też aniołem, ani jakąś nadistotą, a jedynie małym pielgrzymem w długiej, dalekiej drodze swojego życia. Własne słabości czynią go wyrozumiałym i łagodnym w stosunku do innych. Ktoś, kto jest bezkrytyczny wobec samego siebie, będzie twardy i niezdolny wczuć się w innych. Nie będzie umiał nikogo pocieszyć, dodać odwagi i wybaczyć. Szczęście i przyjaźń tkwią tam, gdzie ludzie są wrażliwi, łagodni i delikatni w słowach, i wzajemnych kontaktach.

(Phil Bosmans)

07 grudnia, 2006

Tym razem "Krakowski spleen" Maanamu...

chmury wiszą nad miastem, ciemno i wstać nie mogę
naciągam głębiej kołdrę, znikam, kulę się w sobie
powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach
ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza

poranek przechodzi w południe, bezwładnie mijają godziny
czasem zabrzęczy mucha w sidłach pajęczyny
a słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

czekam na wiatr, co rozgoni
ciemne skłębione zasłony
stanę wtedy naraz
ze słońcem twarzą w twarz

ulice mgłami spowite, toną w ślepych kałużach
przez okno patrzę znużona, z tęsknotą myślę o burzy
a słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy
ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie

czekam na wiatr, co rozgoni
ciemne skłębione zasłony
stanę wtedy naraz
ze słońcem twarzą w twarz

04 grudnia, 2006

Wyjątek od reguły i czystej wody sentymentalizm.
Ze specjalną dedykacją dla mojej lepszej połowy.


Czy wiesz, jaka jest miłość?

To jakby mżył najdrobniejszy deszcz,

W którym idziesz i nie wiesz, że pada,

A potem czujesz, żeś przemókł do samego serca.

Taka jest miłość.


(z poezji ludowej Kurdów)


03 grudnia, 2006

Dzisiaj także Renata Przemyk. Tym razem "Blizna".

Jeśli nosisz w sobie ból
Nie pomogą ci
Utlenionej wody smak

I gencjany łyk

Bliznę masz
Pomimo że zaleczył ranę lekarz czas

I choćbyś bardzo chciał
Za żadną cenę nie pozbędziesz się jej sam

Bo ona będzie tkwić

Gdzieś w twojej głowie aż do końca ziemskich dni
I z tobą zniknie lecz

Na twardej ziemi pozostaniesz blizną ty

Gołym okiem nie ma szans
Poznać ile masz

Szwów wrośniętych w ciebie jak

Morze wrosło w piach
Szumisz nad cierpieniem swym

Falą bijesz ląd

Silny będziesz tylko gdy

Pójdziesz raz na dno




28 listopada, 2006

"Ile krwi" Renata Przemyk

W sieci nerwów szarpię ciągle się
Coś mnie nie dotyczy lecz boli mnie
Skoro nie kazano siedzę więc
Przecież powiedziano że nie uda się

Gdy zawodzą mosty cofam się
Horyzontem zera znów staję się
Szumieć tak jak inni trzeba więc
Rozgrzeszajmy siebie bo tak łatwiej jest

Ile krwi płynie w każdym z nas
Ile taniej w niej wody
Nie chcę winy za ciało brać
Gdy duszę wciąż trafia szlag

Stoję cicho z brzegu czuję że
Nieznajomy człowiek chce zniszczyć mnie
Trochę się uśmiecham trochę drżę
Nie wiem czy wypada mi powiedzieć NIE!

19 listopada, 2006

Anna Kamieńska o aniołach...

Są anioły naprawdę są anioły
ubrane w marynarki w niezbyt modne suknie
siedzą u stołu piją piwo gwarzą
ziewają późno kładą się do łóżka
a w szafie wtedy białe odpoczywa skrzydło
nie brzydzą się umarłych, ich potu i znoju
bo ciężko jest umierać jak pług ciągnąć wiosną
w białym kitlu lekarza chylą się nad chorym
i starym mówią trudno trzeba przyjąć wszystko
w aureolach łysiny w warkoczach siwizny
czasem udają księdza który w samotności płacze
z czołem o stół opartym
słowem poety niespodziewanie krzykną
głos ich wysoki z symfonii się przedrze
i umierają młodo za tych co nie chcą umierać
albo znikają nagle chirurgom spod noża
anestezjolog biegnie wola podwiązywać żyły
a one już daleko a one już w niebie
i tylko obłok szumi tylko obłok szumi
są anioły naprawdę są anioły
celną myśl każdą łowią inteligencji wędziskiem
i z pełnych wiader prawdy chlustają na szczęście
pieką ciasto gotują rybę w białym winie
nie gardzą dobrym żartem
białka ich od śmiechu świecą
i nie wiadomo czy w pojeździe księżycowym
cichcem w kosmiczny skafander nie wciśnie się który
mają łydki zbyt mocne jak u flamandzkich płócien
są cielesne jak płowe u strumienia woły
lecz jest w nich żywioł gwałtownie życzliwy
przyjazny wiew pośpiechu wzdyma im odzienie
one cierpliwie w poczekalni u dentysty
siadają w pustym krześle i wchodzą ostatnie
i długa długa cisza za nimi się smuży
poznać je można po tym właśnie są anioły

18 listopada, 2006

Z cyklu "Różności":

Katarzyna to imię pochodzenia greckiego, powstało od słowa katharos, czyli czysty, bez skazy. Świętych o tym imieniu jest około 20.
Katarzyna Aleksandryjska Męczennica (25 XI) to jedna z najpopularniejszych świętych chrześcijaństwa Wschodu i Zachodu. Na podstawie różnych chrześcijańskich wypisów o niej można się przekonać, że jest patronką największej ilości zawodów i nie tylko. Patronuje m.in. dziewicom i żonom, modystkom, kołodziejom, garncarzom, garbarzom, młynarzom, piekarzom, prządkom, szwaczkom, krawcowym, żeglarzom, kolejarzom, woźnicom, przewoźnikom, powroźnikom, fryzjerom, zecerom, generalnie wszystkim tym, którzy mają coś wspólnego z kołem lub nożem, a ponadto: adwokatom i notariuszom.
Wzywa się jej też w modlitwie o znalezienie topielca. Jest wreszcie patronką nauki, paryskiej Sorbony, wyspy Cypr, konfraterni literackich, literatów, zakonu katarzynek, Nowego Targu, uniwersytetów, bibliotekarzy, drukarzy, uczniów, studentek, nauczycieli, teologów, mówców, filozofów, filozofów chrześcijańskich, grzeszników, uczonych, a także prostego ludu. Jej atrybutami są m.in. filozofowie, z którymi prowadziła dysputę oraz wielkie koło z nożami.

15 listopada, 2006

Maryla Rodowicz zaśpiewała tę przeraźliwie dołującą piosenkę...


Tyle miał nam dać, że aż brakło tchu
Nasz świat, nasz brat, nasz król
A za oknem szadź, popłuczyny snu
I strach i krach, i ból

Gdy nadzieje w pył
Jak skrzydełko ćmy - starte
Czy wystarczy sił
By odegnać łzy żartem

Człowiek, człowiek
To brzmi dumnie gdy w trumnie
Lecz nim minie brzmi w trzcinie
człowiek - numer buta, marszruta, imię
Lwem nie będziesz
Choćbyś z diabłem
Był w zmowie wolny
Ale klatkę masz w sobie
W sercu, w duszy, w głowie
I słowie człowiek.

Dzieci poszły precz, starzy idą w piach
I bunt i czas się bać
Życie ładna rzecz, a najbardziej w snach,
Więc grunt to mieć gdzie spać

Myśli naszych kruk
Przy niebieskim siadł tronie,
Jeśli nie daj Bóg
Boga nie ma tam - to koniec.

25 października, 2006

"Kraina Mayo"
Anthony Raftery
tłum. Ernest Bryll

Zbieram manatki swoje zaraz na świętą Brygidę
Bo się od słodkiej wiosny dni miękko rozciągają
Nikt mnie już nie zatrzyma -- jak idę, to już idę
I będę lazł, aż dojdę do serca krainy Mayo.

Tam w Claremorris mieście spędzę nockę rozpustną
A w Balla w ciemnym piwsku utopię me ubóstwo
W Kitlimagh zanurkuję w rozkoszy aż po pięty
Od Ballinamore pójdę golutki jak święty

Niech mi krew w sercu huczy jako przypływ pienisty
Jak burze, które w górach mgły ciemne rozganiają
Ja marzę o Carra i Gallen -- dwu miastach, gwiazdach świetlistych.
Witaj mi w drodze Scahaweela, witajcie doliny Mayo

Na koniec stanę w Killiaden -- zaiste raju na ziemi
Tu rosną najsłodsze jabłka -- duma Irlandii całej
Ty się zatrzymam i będę pomiędzy najbliższemi
Przekleństwo lat opadnie. Znów jestem chłopcem małym.

20 października, 2006

Nowe tłumaczenie Pieśni nad pieśniami, kolejny fragment:

CHÓR

Czym jest to, co się z pustyni wyłania
skroś słupy dymu? Mirry i kadzidła
woń czuć zamorską — śród kopyt kląskania
jakowyś orszak, jakoweś nosidła —
a to lektyka, och! Salomonowa!
Z hufem najtęższych wojów Izraela,
a każden sprawny w bitewnym rzemiośle —
mieczem siec umie, z łuku celnie strzela,
czoła nie schyla, nosi się wyniośle —
wszelki zbir przed nim łeb w ramiona chowa...

Palankin z cedru niosą libańskiego,
z czystego srebra wykute podnóże,
oparcia — złote, baldachim w purpurze,
wnętrze głuszone gładzonym hebanem
jeruzalemskich dziewek wyściełane
miłością...
Wyjdźcie, popatrzcie na niego,
na Salomona; w wieńcu, jak w koronie —
matka mu sama kładła go na skronie —
jak się raduje w dzień swego wesela...


ON:
Jakżeś dorodna, jaka ty urocza,
twój wdzięk świat cały pięknością obdziela —
dwie gołębice widzę w twoich oczach
skryte za lnianą nad czołem zasłonę,
włosy jak stado kóz, co w skok, bez ładu,
z Góry Świadectwa zbiega — Gileadu,
a twoje zęby to równo strzyżone
owce, gdy z nagła wypryskują z wody
jak hodowane parami bliźnięta —
żadnej niezdarność nóg w biegu nie pęta,
ni zawiść twojej nie przyćmi urody.
Wargi twe — wstążka barwy karmazynu,
a mowa wdzięczna, skroń jak rozkrojone
jabłko granatu; nic to, żeś ty z gminu —
szlachetna szyja twa, alabastrowa,
jak ta warowna wieża Dawidowa
już w czas budowy zmieniona w zbrojownię —
tysiąc tarcz na niej zawisło wymownie...

Piersi — z natury niesforne jagnięta
śród białych lilii — tyś mi w-miłość-wzięta...
Póki nie skona południowa spieka
nie znikną cienie jak górskie mamidła,
pójdę po mirrę, nazbieram kadzidła,
boś urodziwa — bliska, czy daleka,
gasisz bo w sobie najznikomszą skazę.

Przybądź z Libanu, pójdziemy stąd razem,
patrzeć na szczyty Seniry, Amany,
Hermonu, z jaskiń lwich i gór lamparcich.

Ach, ileż w parze bylibysmy warci!

Rzuciłaś na mnie czar, siostro dziewczyno —
włoskiem na karczku, iskiereczką w oku,
miłość twa słodsza nad najsłodsze wino,
a miód warg twoich to brat rajskich soków —
suknie twe pachną nektarem Libanu...

Jesteś jak w sadzie strzeżonym krynica
śród aloesu, nardu i szafranu,
pachnącej trzciny, cynamonu, henny,
gaju granatów — tyś balsam bezcenny,
źródło przejrzyste życiodajnej wody
z odbiciem twojej w nim bujnej urody —
miłości mojej żywica.

18 października, 2006

ABBA "The Winner Takes It All"

I don't wanna talk
About the things we've gone through
Though it's hurting me
Now it's history
I've played all my cards
And that's what you've done too
Nothing more to say
No more ace to play

The winner takes it all
The loser standing small
Beside the victory
That's her destiny

I was in your arms
Thinking I belonged there
I figured it made sense
Building me a fence
Building me a home
Thinking I'd be strong there
But I was a fool
Playing by the rules

The gods may throw a dice
Their minds as cold as ice
And someone way down here
Loses someone dear
The winner takes it all
The loser has to fall
It's simple and it's plain
Why should I complain.

But tell me does she kiss
Like I used to kiss you?
Does it feel the same
When she calls your name?
Somewhere deep inside
You must know I miss you
But what can I say
Rules must be obeyed

The judges will decide
The likes of me abide
Spectators of the show
Always staying low
The game is on again
A lover or a friend
A big thing or a small
The winner takes it all

I don't wanna talk
If it makes you feel sad
And I understand
You've come to shake my hand
I apologize
If it makes you feel bad
Seeing me so tense
No self-confidence
But you see
The winner takes it all
The winner takes it all...
Aleph, absolutna otchłań, cóż więcej jest nam dane?
Bet, bicie od dawna nam zgotowane.
Geemel, glorii pełen Bóg udaje, że wie o tym.
Dalet, dostojna śmierć swój cień rzuca na boki.
Hey, hardy kat już czeka na swoją ofiarę.
Wov, wiedza to głupota ponad ludzką miarę.
Zayeen, znaki zodiaku majaczące w oddali.
Chet, chrome dziecko, które przed narodzeniem na śmierć skazali.
Tet, tęgi myśliciel, pan do więzienia wtrącony.
Jod, judasz sędzia, zły wyrok przezeń ogłoszony.

A kiedy już zniknie ostatnia litera,
Ostatniemu z diabłów przyjdzie czas umierać

I. B. Singer

15 października, 2006

Indigo Adult Characteristics

* Are intelligent, though may not have had top grades.

* Are very creative and enjoy making things.

* Always need to know WHY, especially why they are being asked to do something.

* Had disgust and perhaps loathing for much of the required and repetitious work in school.

* Were rebellious in school in that they refused to do homework and rejected authority of teachers, OR seriously wanted to rebel, but didn't DARE, usually due to parental pressure.

* May have experienced early existential depression and feelings of helplessness. These may have ranged from sadness to utter despair. Suicidal feelings while still in high school or younger are not uncommon in the Indigo Adult.

* Have difficulty in service-oriented jobs. Indigos resist authority and caste system of employment.

* Prefer leadership positions or working alone to team positions.

* Have deep empathy for others, yet an intolerance of stupidity.

* May be extremely emotionally sensitive including crying at the drop of a hat (no shielding) Or may be the opposite and show no expression of emotion (full shielding).

* May have trouble with RAGE.

* Have trouble with systems they consider broken or ineffective, ie. political, educational, medical, and legal.

* Alienation from or anger with politics - feeling your voice won't count and/or that the outcome really doesn't mattter.

* Frustration with or rejection of the traditional American dream -career, marriage, children, house with white picket fence, etc.

* Anger at rights being taken away, fear and/or fury at "Big Brother watching you."

* Have a burning desire to do something to change and improve the world. May be stymied what to do. May have trouble identifying their path.

* Have psychic or spiritual interest appear fairly young - in or before teen years.

* Had few if any Indigo role models. Having had some doesn't mean you're not an indigo, though.

* Have strong intuition.

* Random behavior pattern or mind style - (symptoms of Attention Deficit Disorder). May have trouble focusing on assigned tasks, may jump around in conversations.

* Have had psychic experiences, such as premonitions, seeing angels or ghosts, out of body experiences, hearing voices.

* May be electrically sensitive such as watches not working and street lights going out as you move under them, electrical equipment malfunctioning and lights blowing out.

* May have awareness of other dimensions and parallel realities.

* Sexually are very expressive and inventive OR may reject sexuality in boredom or with intention of achieving higher spiritual connection. May explore alternative types of sexuality.

* Seek meaning to their life and understanding about the world. May seek this through religion or spirituality, spiritual groups and books, self-help groups and books.

* When they find balance they may become very strong, healthy, happy individuals.


Please note, anyone could have a few of these traits, but Indigo Adults have most or all of these 25 characteristics.