29 października, 2007


Oto opowieść moja. Jeleń łani wzywa

Lato umiera. Pędzi ziemia opryskliwa

Wiatr liche słońce jak świeczkę zdmuchuje

Paproć się w krew zamienia. Morze już szturmuje

Dzika gęś dźwiga głowę w swym śmiertelnym boju

Bije zamarzłym skrzydłem. Ponad mróz wzlatuje

Oto świat ścięty. Oto i opowieść moja.

(celtycki poemat z X wieku, tłumaczenie Ernesta Brylla)

25 października, 2007

Pieśń nad pieśniami- fragment kolejny...

ONA
Znów się znalazłam w orzechowym gaju,
by sycić oczy wiośnianą zielenią,

spojrzeć, czy pąki w winnicy się plenią

i czy granaty w porę rozkwitają.


Znagła, z odruchu serca, czy z niemocy,
w książęcej siebie znalazłam karocy.


CHÓR I
Odwróć się, zatańcz, wdzięczna Sulamitko,

byśmy cię mogli obejrzeć dokładnie.

Chcemy osądzić: tańczysz li ty brzydko,

czy i śród mieczów zdolnaś pląsać ładnie?


CHÓR II

Jakże są zwinne twe stopy w sandałach,

łuk twoich bioder jak spod ręki mistrza,

brzuch — czasza gładzią rozkoszną najbłystsza —
obyś już zawsze w wino opływała...

Łono jak w liliach zwięzły snop pszenicy,
piersi masz skoczne jak dwie łanie młode —
krewne gazeli... Twą bujną urodę

wysmukla dumna szyja łabędzicy

z kości słoniowej. Oczy twe w koronie
czoła jak stawy dwa u bramy raju

w praamoryckiej stolicy — Cheszbonie:

nos jak wieżyczka Libanu. Gadają,
że na Damaszek zerka... Twoja głowa
jak góra Karmel — dźwiga się proroczo,
a chmura włosów na niej purpurowa

dziwi się sama swym chwytnym warkoczom:
Salomonowa uwięzła w nich głowa...


ON

O, jakże świetna jesteś, jak dorodna!

Patrzeć na ciebie to rozkosz spełniona—

tyś jak ta palma smukła — westchnień godna,

a piersi twoje — dzwonne winne grona.

Rzekłem więc: wdrapię się i na tę palmę,

pierwszy z niej zerwę kiść słodkich daktyli—

piersi ośpiewam tym miłosnym psalmem,

bom nigdy równej z tą nie przeżył chwili!
Twój oddech pachnie jabłek świeżych koszem,

usta jak wino wystałe mnie poją —
w zębach, na wargach ten luby smak noszę,

boś ty jest cała winną ucztą moją,


ONA

Tak, jestem twoja, miły, cała rada,

że mnie pożądasz. Gdzie oczy poniosą

pójdziemy, noc tę na henny lewadach

spędzimy;świtem przedporanną rosą
zlani — sprawdzimy, czy pąki granatów

pękłyi czy już winnice nie kwitną —

a dam ci moją miłość niepochwytną
w kwiatach śród pąków i w pąkach śród kwiatów...


Czujesz ten zapach? To woń mandragory—
dla ciebiem lubczyk ten śród ziół chowała
susząc owoce: mam ich zasób spory—
jak pieśń dla duszy — one są dla ciała.

Gdybyś był bratem, pił mej matki mleko,
ja bym cię nawet w ciżbie całowała—
nikt by ze wzgardą nie mrugnął powieką!


Podjęła bym cię w domu matki winem,
moszczem granatów— czym chata bogata —

a ty byś objął mnie jak swą dziewczynę

tak, bym w ramionach twych znikła dla świata...



30 września, 2007

X sonet Elizabeth Barret Browning

Yet, love, mere love, is beautiful indeed
And worthy of acceptation. Fire is bright,
Let temple burn, or flax; an equal light
Leaps in the flame from cedar-plank or weed:
And love is fire. And when I say at need
I love thee...mark!...I love thee--in thy sight
I stand transfigured, glorified aright,
With conscience of the new rays that proceed
Out of my face toward thine. There's nothing low
In love, when love the lowest: meanest creatures
Who love God, God accepts while loving so.
And what I feel, across the inferior features
Of what I am, doth flash itself, and show
How that great work of Love enhances Nature's.




23 września, 2007


Nowy wpis na okoliczność pierwszego dnia jesieni...

Z brzękiem ostróg wjechałem do miasta
Pod jesień było, czas złotych liści nastał
W kieszeni worek srebra, czas do domu
Wtem za plecami woła głos:

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata
Choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu
Nim noc zawita nad drogami

Słońce stało w zenicie bił południowy żar
A w gardle kurz przebytych dróg
Co tam, spocznę chwilę, przecież nie zaszkodzi
Do przejścia niedaleką drogę jeszcze mam.
A ona kusi!

Usiądź razem ze mną, spróbuj mego wina
Z czereśni, wiśni, resztek lata
Choć jesień się zaczyna
Tyle tej jesieni jeszcze jest przed nami
Zdążysz wrócić do domu
Nim noc zawita nad drogami

Zbudziłem się w czerwieniach zachodu
Pod szarą karczmą co rynek zamyka
Zabrała moje srebro, duszę i ostrogi
Zostało pragnienie i tępy głowy ból
I pamięć jej słów:

Usiądź razem ze mną...

(A. Koczewski)






02 września, 2007

Dzieci Indygo, część dalsza. Tym razem zbiór polskojęzycznych wycinków.

Dzieci Indygo to pokolenie, którego główna fala narodzin rozpoczęła się na świecie w latach siedemdziesiątych i potrwała mniej więcej do roku 2000, kiedy to zaczęły rodzić się pierwsze Dzieci Kryształowe. Nazwa
Indygo pochodzi od koloru aury tych dzieci. Jest to kolor czakry zwanej "trzecim okiem", znajdującej się między brwiami i odpowiadającej między innymi za zdolności jasnowidzenia i widzenia energii. Tym, co wyróżnia Dzieci Indygo od innych, to ich temperament. Są one obdarzone duchem buntowniczym i wojowniczym, zgodnym ze wspólnym celem ich pokolenia - burzeniem starych systemów, którym brakuje elastyczności, integralności i prawości. Dzieci Indygo doskonale wyczywają nieuczciwość i wiedzą, kiedy są okłamywane lub poddawane manipulacji. Nie chcą i nie potrafią podporządkować się niezdrowym i nieuczciwym sytuacjom w domu, w szkole i w pracy i zrobią wszystko, żeby je zniszczyć.
Lee Carroll i Jan Tober, autorzy książkiDzieci Indygo opisują te dzieci jako "bardziej wymagające, inteligentniejsze, bardziej konfliktowe, bardziej intuicyjne, bardziej duchowe, a w niektórych przypadkach nawet bardziej brutalne niż jakiekolwiek pokolenie przed nimi".
Pod wieloma względami, życie z Dziećmi Indygo bywa bardzo trudne, między innymi ze względu na ich buntowniczą bezkompromisowość i niespożyte pokłady energii twórczej, popychającej ich do nieustannego działania. Niestety, często zjawisko Indygo sprowadzane jest do zdiagnozowania u nich ADD (zespół zaburzeń koncentracji uwagi) lub ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi), czego konsekwencją jest faszerowanie ich środkami farmakologicznymi różnego typu, takich jak Ritalin. Pod wpływem lekarstw Dzieci Indygo łatwiej poddają się wymogom systemów i dostosowują się do oczekiwań otoczenia, jednak ceną "świętego spokoju" rodziców i opiekunów jest ograniczenie duchowych darów tych dzieci i opóźnienie realizacji ich celów życiowych.
http://integra.boo.pl/dziecinowejery.html

  • Wewnętrznie czują tylko prawdę.
  • Kierują się w życiu wzniosłymi zasadami.
  • Wiedzą, że powinniśmy żyć w równowadze ze sobą i z naszym środowiskiem.
  • Wiedzą, że istnieje coś więcej niż to, co widzimy.
  • Wierzą, że materia i życie fizyczne są jedynie złudzeniem.
  • Wiedzą, że życie składa się z energii, albo żyjącej świadomości.
  • Wiedzą, że we Wszechświecie wszystko jest wzajemnie połączone. Czas, przestrzeń, odległość i forma nie są od siebie oddzielone, tak jak to widzimy.
  • Czują, że każde istnienie zasługuje na szacunek, uczciwość, miłość i współczucie.
  • Rozumieją lepiej życie duchowe niż świat materialny.
  • Są przekonane, że rodzaj ludzki powinien dążyć do pokoju, wolności, miłości i wiedzy. Wiedzy o rzeczywistości obiektywnej.
  • Rodzą się na tym świecie po to, aby obalić systemy oparte na bezwarunkowej władzy, nie udzielającej racjonalnych i wyczerpujących wyjaśnień i nie dającej możliwości wyboru.
  • Mają trudności z dyscypliną i autorytetami.
  • Są niezwykle utalentowane (często zdolności paranormalne).
  • Często zamyślają się, jak by miały własny świat.
  • Mają mądre, głębokie spojrzenie.
  • Są rozwinięte duchowo.
  • W wyniku braku wiedzy, bardzo często diagnozuje się u nich ADHD.
  • Mają godność królewską oraz czują, że zasługują by tu być.
  • Uważają, że sposób nauczania w szkole oraz w domu należy zmienić na lepszy.
  • Są bardzo wrażliwe.
  • Mają silną wolę.
  • Mają poczucie humoru.
  • Posiadają twórczą wyobraźnię.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzieci_Indygo


Dzieci Indygo to młodzi ekscentrycy, którzy tworzą własne reguły i żyją tak, jak dyktuje im serce i rozum, mają silną wolę, poczucie humoru, twórczą wyobraźnię. Po raz pierwszy pojawiły się na tej planecie w późnych latach siedemdziesiątych (pionierzy nawet w pięćdziesiątych). Są to “stare dusze” dojrzałe by zapoczątkować rewolucję duchową świata.
Podobnie jak pierwsi osadnicy w Ameryce Północnej czy w Australii, Indygo są niezależne, uparte i twórcze. Mają do wykonania pewne zadanie i nie pozwolą nikomu stanąć sobie na drodze. Poprzednie pokolenia otrzymały intuicyjne przesłanie: „Zmienić rząd, uzdrowić świat”. Podjęły działania w tym kierunku, ale uległy apatii i obowiązkom rodzinnym, które je zniechęciły i rozproszyły. Dzieci Indygo nie pozwolą, by znowu tak się stało - to znaczy, o ile ich nie odurzymy i nie zmusimy do uległości. Istnieją jednak ludzie, którzy odrzucają zmiany reprezentowane przez te dzieci. Chcieliby, aby system szkolnictwa pozostał niezmieniony i żeby Dzieci Indygo podporządkowały się istniejącym systemom. Ponieważ Dzieci Indygo nie można do niczego zmusić, a przymus postrzegają one jako formę nieuczciwej manipulacji, są one podstępnie odurzane, żeby je lepiej „dopasować”.
http://sklep.tarotnet.pl/product_info.php?products_id=3341&osCsid=72cc2c09839a794cfefa90409cca0c42

I tyle byłoby cytatów.
Pod tym całym niuajdżowym płaszczykiem kryje się opis tego, z czym mierzy się "szczęśliwy" posiadacz ADD.
Kiedy byłam dzieckiem, pojęcie ADD (Attention Deficit Disorder) nie istniało. Był po prostu problem szkolny i wychowawczy- nie można zmusić ucznia do trwającej dłużej koncentracji. Wszystko rozprasza. Nie można się skupić. Myśli krążą swobodnie i zajmuja się wszystkim poza pisaną właśnie klasówką.
Dorosłość z ADD to ta sama bajka.
Kilka, kilkanaście minut koncentracji to szczyt moich możliwości. Potem uwaga zaczyna uciekać, zaczyna się zastanawianie nad rzeczami które same napływają. A czasami po prostu zawiasy. Chwila przerwy, i można wracać do pracy.
Skupienie na czymkolwiek dłuższe niż kilkanaście minut to męka. Słucham, i nie rozumiem co do mnie mówią.
Teraz, gdy czytam o dzieciach z ADD, przypominam sobie czas na poczatku podstawówki.

Zaburzenia koncentracji uwagi:
  • dziecko nie potrafi skoncentrować się na szczegółach podczas zajęć szkolnych lub pracy, popełniając błędy wynikające z niedbałości
  • trudności z utrzymaniem uwagi
  • może wydawać się, .że dziecko nie słucha tego co się do niego mówi
  • nie stosuje się do podawanych kolejno instrukcji
  • ma kłopoty z dokończeniem zadań szkolnych i wypełnieniem domowych obowiązków
  • szybko traci zainteresowanie wykonywaną czynnością, przechodzi do następnej bez dokończenia poprzedniej
  • ma trudności ze zorganizowaniem sobie pracy
  • nie lubi zajęć wymagających dłuższego wysiłku umysłowego
  • często gubi rzeczy niezbędne do pracy lub zajęć
  • łatwo rozprasza się pod wpływem zewnętrznych bodźców
  • często zapomina o różnych codziennych sprawach
Impulsywność:
  • wyrywa się z odpowiedzią zanim zostanie sformułowane pytanie
  • ma kłopoty z zaczekaniem na swoją kolej
  • często przerywa (wypowiedzi często nieadekwatne do sytuacji) lub przeszkadza innym
  • zaczepia innych, postępuje wbrew ich woli
  • dezorganizuje zajęcia
Teraz sama widzę, jakim byłam koszmarem dla nauczycieli! Zapewne dlatego poddano mnie szkolnej tresurze. Założenia zapewne dobre i słuszne, cóż, kiedy wyniki ciagną się za mną od kiedy pamiętam.

09 sierpnia, 2007

Twój przyjaciel jest odpowiedzią na twoje potrzeby.
Jest polem, które obsiewasz z miłością i z którego zbierasz z dziękczynieniem.
Jest twoim stołem i ogniskiem domowym.
Albowiem do niego przychodzisz będąc głodnym i u niego szukasz spokoju.

Kiedy twój przyjaciel odsłania przed tobą swą duszę, nie boisz się rzec słowa "nie" we własnej duszy ani nie powstrzymujesz słowa "tak".
A kiedy on milczy, twoje serce w dalszym ciągu słucha jego serca.
Albowiem w przyjaźni wszystkie myśli, wszystkie pragnienia i wszystkie oczekiwania powstają bez słów i są wspólnie dzielone w nie ujawnionej radości.
Kiedy rozstajesz się ze swoim przyjacielem nie smucisz się;
Albowiem to, co w nim kochasz, może stać się wyraźniejsze podczas jego nieobecności, tak jak góra oglądana z równiny wydaje się ostrzej zarysowana dla wspinającego się.
I niech nie będzie innego celu w przyjaźni poza doskonaleniem ducha.
Albowiem miłość poszukująca czegoś innego poza odkryciem swej własnej tajemnicy nie jest miłością, tylko zarzuconą siecią, i tylko coś bezwartościowego złapie się w nią.

I niech to, co najlepsze w tobie, będzie dla twego przyjaciela.
Jeśli musi poznać odpływ, niech pozna również przypływ w tobie.
Albowiem czymże jest twój przyjaciel, abyś miał go poszukiwać dla zabicia czasu?
Szukaj go zawsze ofiarując mu godziny życia.
Albowiem jego rzeczą jest zadośćuczynić twym potrzebom, ale nie pustce.
A w słodyczy przyjaźni niech będzie śmiech i wspólne dzielenie przyjemności.
Albowiem w rosie drobnych spraw serce odnajduje swój poranek i odradza się.

(Khalil Gibran)

06 sierpnia, 2007

Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nigdzie go nie ma.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
Choć było tak kochane i rozpieszczone.

Gdy z domu powoli znikało, obyło sie jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
A jednak dzisiaj, gdy je wspomina - nie płacze.

Nazywało sie tak jak ja, więc wszyscy myślą, ze ja to ono,
I nie usypali mu gróbka choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
Że jego miejsce zajęła jakaś niedobra kobieta...

(Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

07 lipca, 2007

Kwestionariusz Herolda tym razem.

Kiedy staję rano przed lustrem, widzę...
...niewyspaną i rozczochraną dziewuchę.

Nie zostanę prezydentem RP, bo...
...nie mam odpowiedniej aparycji.

Gdy stoję w korku...
...moje mysli są gdzie indziej.

Tylko barmanowi mogłabym powiedzieć...
...rany... nie wiem...

Podnieca mnie...
...subtelność.

Wstydzę się...
...kiedy sobie nie radzę mimo usilnych prób.

Chciałabym dać mężczyznie...
...własny system etyczny :-)

Chciałabym dostać od mężczyzny...
...stuprocentowe zaufanie.

Mężczyzna, który fascynuje mnie, to...
...bo ja wiem?

Boję się...
... pozostania całkiem samą.

Nie umiałabym dziecku odpowiedzieć na pytanie...
... o przyczynę zła.

Wszystkie pieniądze oddałabym...
...pod przymusem.

Używany samochód kupiłabym od...
...wujka Z.

Ostatnio plakałam...
...dziś rano. Nad książką.

Chciałabym jeszcze...
...zobaczyć wiele miejsc.


01 lipca, 2007

"Poziomka"- Małgorzata Hillar

Gdybyś był blisko
dałabym ci
tę pierwszą poziomkę

Mówiłabym

Weź najmilszy
to jest kropla słońca

Ty jesteś daleko
a poziomka ma kształt
łzy








28 maja, 2007

Khalil Gibran o pięknie:

Gdzie będziecie poszukiwać piękna i w jaki sposób je znajdziecie, jeśli ono samo nie będzie waszą drogą i przewodnikiem?

I jak będziecie o nim mówić, jeśli nie będzie tkaczem waszej mowy?

Smutni i dotknięci mówią: "Piękno jest dobre i delikatne.

Jak młoda matka na wpół zawstydzona swą wspaniałością piękno stąpa pośród nas".

A namiętni mówią: "Nie, piękno jest czymś potężnym i groźnym,

Jak burza wstrząsa ono ziemią pod stopami i niebem ponad naszymi głowami".

Zmęczeni i strapieni mówią: "Piękno jest cichym szeptem. Przemawia w naszej duszy.

Jego głos poddaje się naszemu milczeniu jak nikłe światło drżące w obawie przed cieniem".

Niespokojni natomiast mówią: "Słyszeliśmy, jak wołało wśród gór,

A do jego głosu przyłączył się stukot kopyt, bicie skrzydeł i ryk lwów".

Nocą strażnicy miejscy mówią: "Piękno wstanie o świcie na wschodzie".

A w południe ciężko trudzący się ludzie i podróżni mówią: "Widzieliśmy, jak piękno wychylało się nad ziemią z okien zachodzącego słońca".

W zimie zasypani śniegiem mówią: "Nadejdzie wiosną skacząc po górach".

A w letnim upale żniwiarze mówią: "Widzieliśmy je, jak tańczyło wśród liści jesiennych, i ujrzeliśmy w jego włosach śnieg unoszony wiatrem".

Wszystko to powiedzieliście o pięknie,

Lecz naprawdę nie mówiliście o nim, tylko o waszych niezaspokojonych potrzebach,

A piękno nie jest potrzebą, lecz ekstazą.

Nie jest spragnionymi ustami ani pustą wyciągniętą ręką,

Lecz raczej rozpłomienionym sercem i oczarowaną duszą.

Nie jest obrazem, który moglibyście ujrzeć, ani pieśnią, którą usłyszycie,

Lecz raczej obrazem, który widzicie zamknąwszy oczy, i pieśnią, którą słyszycie przez zatkane uszy,

Nie jest sokiem w pobrużdżonej korze ani skrzydłem przyrosłym do szponów,

Lecz raczej wiecznie kwitnącym ogrodem i gromadą aniołów w nieustającym locie.

Mieszkańcy Orfalesy, piękno jest życiem, kiedy życie odsłania swe święte oblicze.

Lecz to wy jesteście życiem i zasłoną.

Piękno jest wiecznością przeglądającą się w zwierciadle.

Lecz to wy jesteście wiecznością i zwierciadłem.

20 maja, 2007

BYK

Z Baranem Słońce rozstaje się po 20 kwietnia i wstępuje w znak Byka, w którym gości aż do 20 maja. Temu znakowi patronuje piękna planeta Wenus. Podopieczni Byka posiadają zazwyczaj niższy wzrost, co oczywiście nie musi być proporcjonalne do poziomu intelektualnego. Ich krępy wygląd spowodowany jest także wysoką potylicą i krótkim karkiem. Twarz maja okrągła, o zdrowych kolorach, niezależnie od wyspania się. Czoło niskie, nos krótki. Oczy wielkie, ale nie wytrzeszczone, spojrzenie mile, czasem zadumane. Typową cecha tego znaku są duże usta, uwydatnione grubymi wargami, nierzadko także dużymi zębami. Krok powolny i powściągliwy, lecz powściągliwość ta nie dotyczy sposobu bycia.

Osoby urodzone pod tym znakiem są spokojne, cierpliwe i niewymagające. Pragną spokoju i wygody, co nieraz kontrastuje z ich skromnością. Niechętnie przyjmują nowości. Uczuciowo są łagodne i wierne, ale nawiązywanie z nimi kontaktu jest trudne również dlatego, że bywają powściągliwe. Powściągliwość ta jest związana również z bojaźliwością. Ta z kolei jest zwykle cechą wrodzoną i powoduje częściowe zamykanie się w sobie nie tylko w stosunku do obcych. Są to osoby bezpośrednie, szczere, z uczciwymi zamiarami, chociaż mogą wzbudzić wręcz odwrotne wrażenie. Pozory mylą i w tym przypadku. Nie lubią wysiłku. Czasem uważają zań również i myślenie. Chód maja powolny, ale powoli dalej nie zajdą, gdyż im się nie chce. Wbrew temu w pracy są pilne i dokładne — polecenia wykonują niemal jak roboty. Potrafią się zdenerwować, jeśli ich do tego stopnia rozdrażnimy, że zapomną o swej miłości do spokoju. Wybuchy ich gniewu bywają łańcuchowe. Wówczas najlepiej odejść na bezpieczna odległość i przeczekać wybuch na uboczu. W życiu bywają praktyczne i rozważne. Zwykle wiedzą, co robią. Nie znają fantazji i bredzenia (chyba, że w gorączce), są milczkami i chadzają własnymi drogami. Mają rozwinięty zmysł piękna i sztuki. Posiadają artystyczne zdolności. Zostają plastykami, śpiewakami lub budowniczymi. Tak zapewne można tłumaczyć, dlaczego w świecie antycznym tak często wyobrażano Wenus. Pod tym znakiem rodzą się także osoby uparte i leniwe. Dzieje się tak, jeśli w momencie narodzin Wenus podlega wpływowi nieprzychylnych planet. Na takich osobach nie można polegać. Oprócz lenistwa hołdują jedzeniu i rozkoszom zmysłowym.

Właściwi podopieczni Wenus spod znaku Byka nie są marzycielami i idealistami. Miłość traktują naturalnie, nie cierpią zalotów i sentymentalizmu. Mimo, iż odznaczają się poczuciem rozkoszy, wykazują mało aktywności miłosnej, a przejawy miłości mylą z fizyczną obecnością ukochanej osoby. Sami jednak pragną, by partner przekonywał ich również słowami. Czasem nas może zmylić fakt, że swoją zmysłowość okazują nie w młodości, lecz dopiero w małżeństwie. Są wierni i chętnie spędzają czas w zaciszu domowym. Niestety, związek małżeński bywa często grobem ich skłonności artystycznych, bo poddają się pragnieniu wygody. Dlatego partner powinien intensywnie podtrzymywać ich artystyczne zamiłowania. Osoby urodzone pod znakiem Byka są zgodne, unikają kłótni. Strzec się należy, jak już wspomniano, przepełniania kielicha ich spokoju. Brutalni i niestali w miłości są ci, którzy urodzili się pod wpływem nieżyczliwych planet. Nie kontrolują swych poczynań i łatwo stają się grubiańscy. Dla takich osób ważne jest, by znalazły sobie partnera spod znaku Koziorożca lub Panny. Tylko wtedy zapanuje harmonia, zgoda i wzajemne zrozumienie.

Dzieci urodzone pod tym znakiem nie przysparzają rodzicom kłopotów. Są spokojne, miłe, ale wymagają miłości. Są prawdomówne. Nie lubią głośnych zabaw i przeszkadzania. Najchętniej bawią się samotnie. Uwielbiają klocki i zabawki wyrabiające cierpliwość. Od pierwszych dni należy w nich zwalczać skłonności do wygody, chociażby poprzez systematyczne mycie zimną wodą. Zdolności artystyczne ujawniają się już we wczesnym wieku. Najczęściej w modelowaniu muchomorów i zwierzątek z plasteliny. Wskazane jest rozwijanie w nich także zdolności muzycznych. Jeżeli rodzice popuszczą cugle, pojawia się rozleniwienie, które ustępuje jedynie wówczas, gdy dzieci chcą dobrze zjeść.

Osoby urodzone pod znakiem Byka są predestynowane na odpowiedzialne stanowiska. Jednak cecha ta ma pewne niezgodności, gdyż niezbyt chętnie przyswajają sobie nowe metody pracy, a z odpowiedzialnego miejsca nie będą chciały odejść. Podczas pracy rozumują jednak trzeźwo i logicznie. Zdobycie dobrze płatnego stanowiska jest wynikiem ich wrodzonej żądzy pieniędzy Ponieważ nie przepadają za nowościami, doskonale się sprawdzają zwłaszcza przy hodowli owiec. Mają zmysł do spokojnego życia na wsi. Na takiej wsi, która jeszcze nie osiągnęła poziomu miejskiego. Kobiety urodzone pod tym znakiem są praktycznymi gospodyniami i doskonałymi kucharkami. Z wyjątkiem zapalenia migdałów, węzłów chłonnych i wrzodów choroby ich omijają Czują naturalna niechęć do lekarstw. Pierwszeństwo dają ziołom i innym domowym sposobom leczenia się.

Mały antyhoroskop

"Kąpany w gorącej wodzie" — nie, to nie on. Małomówny, powolny egocentryk z sadystycznymi zapędami. Potrafi wbić nóż w serce i obracać nim tak długo, aż zniszczy twoja równowagę duchową. Uzurpator wszelkich przywilejów, uważa, że okazywanie uwielbienia należy się tylko jemu. Serce ma twarde, choć udaje męczennika. Liczykrupa, gromadzi po kryjomu dobra doczesne, ponieważ kocha siebie i bogactwo. Nie ufa nikomu, o ludziach nie ma zbyt dobrego mniemania. Nie powierzaj mu domowego jadłospisu, gdyż możesz być skazana na jedzenie kaszy przez cały rok w myśl zasady: "Żyjemy, żeby żyć, a nie żyjemy, aby jeść".

18 maja, 2007

Zima to hibernacja. Krąg życia wciśnięty w śnieżne poduchy i zamknięty w lodową kapsułę. Zwinąć się w kłębek i oczekiwać na czas narodzin. Wsłuchiwać się w dalekie bicie matczynego serca.

Wczesną wiosną pęka lód na rzkach i następuje przebudzenie. Nowonarodzone dziecko otwiera oczy i wydaje pierwszy okrzyk. Na górskich halach pierwsze krokusy, w lasach przebiśniegi; intuicja podpowiada łaki i ogrody.

Koniec kwietnia i maj. Ocean traw i gąszcz liści. Zieleń taka nowa, czysta i świeża. I taka piękna. Ptaki śpiewające jak oszalałe, łagodny cieply wiatr. Czasami krótkie deszcze, kałuże schną w kilkanaście minut. Moje urodziny i zyczenia już o pierwszej w nocy.

Lato. Rozpalone słońcem dni i gorące, parne noce. Gwałtowne burze, powietrze pachące ozonem, ciepły deszcz i bąbelki na kałużach. Poziomki jedzone z ręki jeszcze nigdy nie były tak słodkie.

Późnym latem przyroda zbiera całą słodycz dojrzałego macierzyństwa, aby obdarzyć nią żółte jabłka i zielonkawe winogrona. Chłodnie wieczory i świeże poranki z rosą na trawie. Dni upalne i senne, noce bezchmurne i rozgwieżdżone. Chyba tylko ptaki coś przeczuwają.

Niepostrzeżenie początek jesieni. Świat posypany złotym proszkiem i rdzawą ochrą, aby zapamiętac go tak pięknym jak to tylko możliwe. Stara królowa nakłada makijaż na ostatnia audiencję. Nad łąkami strzępki babiego lata. Pachną ogniska.

Jesienna szaruga. Cała uroda świata odpływa w zimnym deszczu. Liście toną w błotnistych kałużach. Drzewa zostają nagie i smutne. Oszukane ptaki. Przejmujacy chłód i wilgoć do szpiku kości.

Trzeba przygotować się do zimy.

16 kwietnia, 2007

"W szeregu" Agnieszka Osiecka

Co taki człowiek z życia ma,
któremu wciąż pobudka gra.
W co taki człowiek czyli ja
wciąż poganiany wierzyć ma?

Mnie bardzo nudzi równy szyk,
alarmu hałas, pieśni ryk,
rozkazy próżnych, starych wyg,
co z wiersza czynią pusty krzyk.

Ja chcę być
ogromna jak los
i mała jak tost,
Przeklinam wciąż
kaprali głos.
Ja chcę być
obłędem we śnie,
okrętem we mgle,
nie słyszeć jak pogania mnie.

W szeregu nie chcę, nie chcę stać,
w szeregu ziewać, gnić i spać,
co tydzień baty głupio brać,
i dostatecznie w końcu zdać?

Co taki człowiek powie gdy
Otworzą się ostatnie drzwi,
Czy będzie to wesoły szok,
Czy każą znowu równać krok?

Ja chcę być
ogromna jak los
i mała jak tost,
Przeklinam wciąż
kaprali głos.
Ja chcę być
obłędem we śnie,
okrętem we mgle,
nie słyszeć jak pogania mnie

Znajomych ludzi w raju tłum-
aniołów zwinnych cała brać
lecz zamiast tańczyć, spijać rum,
w szeregu znowu muszą stać!

Na ziemię każdy wracać rad,
lecz nazbyt piękny jest ten świat,
w szeregu biegniesz kilka lat,
a potem - jazda w boski sad!

Ja chcę być
ogromna jak los
i mała jak tost,
Przeklinam wciąż
kaprali głos.
Ja chcę być
obłędem we śnie,
okrętem we mgle,
nie słyszeć jak pogania mnie

08 kwietnia, 2007

Žena Býk - Milenka
Jemná, smyslná a srdečná - představa všech mužů. Dokáže upoutat pohledy všech mužů. Miluje drahé a luxusní oblečení. Je to umělkyně ve svádění. Žena v Býku nemá ráda neosobní a vypočítavý sex, potřebuje teplo a důvěru, chce si být jistá, že o ni partner stojí.
Žena v Býku je náročná milenka. Očekává sexuální potěšení, romantiku a smyslnou atmosféru. Na milostnou noc se pečlivě připravuje. Milostná hra se ženou v Býku má intenzitu býčího zápasu a dovede muži vyrazit dech. Chce pocítit něhu i mužskou sílu. Žena v Býku má silnou orální potřebu. Partnerovo tělo ráda zkoumá jazykem. Nedosáhne-li sexuálního uspokojení u muže, klidně se může stát, že se obrátí k ženám.

05 kwietnia, 2007


Jerzy Liebert "Uczę się ciebie człowieku"


Uczę się ciebie człowieku.
Powoli się uczę, powoli.
Od tego uczenia trudnego
Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,
Pod wieczór niczemu nie wierzy,
Czy wątpi, czy ufa – jednako -
Do ciebie, człowieku należy.

Uczę się ciebie i uczę
I wciąż cię jeszcze nie umiem,
Ale twe ranne wesele,
Twą troskę wieczorną rozumiem.

03 kwietnia, 2007




Arnold Słucki "Cmentarz żydowski w Tyszowcach"


Nad zaoranym, z niebem zrównanym cmentarzem
szumią żydowskie topole czystych wyobrażeń.

Deszcz tam chodzi o lasce spacerkiem po długim chodniku
ułożonym szeregiem z zatartych żydowskich pomników.

Następuje na ręce kamienne pobożnym Lewitom,
Alfom i Betom, imionom, baśniom przeklętym i bytom

pieśniom-halucynacjom i Kabały mistycznym febrom
-i chodnik staje dęba jak napowietrzny Hebron.

Żydowskim cmentarzem nie chodź, moja miła, nocą,
kiedy się cienie z cieniami na ziemskiej kuli szamocą.

Tam żywe oczy kobiet błyszczą w lustereczkach rosy
i wiatry targają im krucze, pięknie trefione włosy.

Żydowskim cmentarzem nie chodź, moja miła, nocą...

Bo jeszcze tam anioł żydowski z wątłego urwie się cienia
i zaciśnie na szyi pętlę ludzkiego sumienia.

01 kwietnia, 2007

Jak to by było z alfabetem?

A- Allende, Isabel, ulubiona pisarka
B- biały, tego koloru nie mogę ścierpieć
C- czekolada, wspaniały wynalazek
D- dlaczego, bo przecież warto wiedzieć
E- elfy, ponieważ wiem jak wyglądają
F- francuski, język nieprzyjemnie i bełkotliwie brzmiący
G- gg, najczęstszy sposób komunikacji
H- humoru poczucie, wspaniała zaleta
I- irytacja, często doświadczane uczucie
J- ja, a potem długo długo nic
K- koty, najwspanialsze ze wszystkich zwierząt, dzieło Natury doskonałe w 100%
L- leżę, gdy czytam, gdy jem i gdy tylko mogę
M- Magdalena, moje drugie imię
N- nie, najczęściej używane słowo
O- oscypek, prawdziwy przysmak
P- Piotruś :-) Moja lepsza połowa
R- Rojze, imię żydowskie w języku jidysz, po hebrajsku przekłada się na Szoszana (שושנה)
S- Stolarska, gdzie mieści się mój ulubiony pub
T- TC, moja branża
U- uparta, o czym każdy wie
W- Wiedeń, bardzo pięknie, bardzo smacznie, bardzo CK
X- x-promienie, moje wykształcenie nie podparte obecnie wykonywanym zawodem
Y- york, mały piesek który wygląda jak peruka, jego zaletą jest to że mało je i nie linieje
Z- zmęczenie, stan chroniczny w porze wiosennej

25 marca, 2007


Jak to właściwie było z Trójboginią w moim przypadku?
Zaczęło się dobrych kilka lat temu, od książek Graves'a (które opisują oczywiście całe mnóstwo innych rzeczy).
Później, o ile pamiętam były wykłady z etnologii religii i kilka bardzo dobrych podręczników.
A dalej to już samo przypełzło i zostało.
Międzyczasie zdążyłam się zniechęcić wikanizmem, z powodu otaczającej go tajemniczości. Robiąc to co uważam za słuszne i myśląc na swój sposób nie potrzebuję tego ukrywać.

04 marca, 2007

"Usta Me Ogrzej" T.Nalepa-B.Loebl

Spójrz nadchodzi noc
Kilimem mroku z nieba spływa
I dom mój i ścieżkę
Na której czekam w sobie chowa
Więc nie każ mi już dłużej tak
Na siebie czekać w chłodzie nocy

Spójrz, już przyszła noc
Zakrywa sobą szyby okien
Jej mrokiem twarz otul
Nikt cię nie pozna w szalu, w szalu mroku
Więc uchyl drzwi i nie każ mi
Na siebie czekać w chłodzie nocy

27 lutego, 2007


JUSTYNA STECZKOWSKA: "Świt!"

Dobrze jest uchylić nieco drzwi,
Kiedy jeszcze całe miasto śpi,
By rozproszył najczarniejszych myśli noc
Promień, co ma czarodziejską moc.

Niech niedobre myśli, jakie człowiek krył,
Więcej mu nie zabierają sił.

Dobrze jest odsłonić okna swe
I na oścież pootwierać je,
By przechodzień przypadkowy widzieć mógł,
Że nie kryje zła sąsiedzki próg.

Świt! Świt!
Nowy wstaje dzień!
Złota gwiazda dnia rozprasza nocy cień!
Cudowny świt! Świt!
Czas misternie tka
Losu wątek na osnowie dnia...

Dobrze jest chlebowy rozgrzać piec
I bochenki w nim rumiane piec,
Żeby każdy, kto poczuje pierwszy głód,
Wiedział jak smakuje chleb i miód.
Drżą na rzęsach resztki snu,
Usta szepczą: Witaj dniu!
Wszędzie światłości
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Więc Opatrzności
Człowiek swe powierza ręce,
By służyły jak najdłużej mu.

Niebo wartość pracy zna -
W dzieciach nam zapłatę da.
Krzyku i śmiechu
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Ileż pośpiechu
Trzeba, by zdążyły ręce
Przygotować wszystko w ciągu dnia.

Blask! Blask! Blask!
To najdoskonalsza z wszystkich łask!
Światło niesie nam
Dzień, co nigdy nie jest taki sam!

Tak, no tak, no tak!
To od Stwórcy dla człowieka znak,
By jasnością tą
Odkryć mógł niepowtarzalność swą!

Dobry dzień się zaczął tu,
Zatem witaj dobry dniu!
Ludzi wokoło
Więcej, więcej, więcej, więcej,
Wszystkim wesoło,
W niebo wyciągają ręce
I śpiewają do utraty tchu:

Dzień, rok, wiek!
Trwa nieodwracalny czasu bieg!
Życie krótko trwa!
Nie urońmy żadnej chwili dnia!

Tak, no tak, no tak!
To olśniewający życia znak -
Tam się zaczął świat,
Gdzie światłości wiecznej promień padł!

16 lutego, 2007

MODLITWA KOBIETY POKORNEJ



Panie Boże!

Proszę Cię o mądrość,

żebym mogła zrozumieć swojego mężczyznę,

o miłość - bym mogła mu przebaczyć,

o cierpliwość - bym mogła znieść jego humory.

Nie proszę Cię o siłę,

bo bym go zajebała.


Nie dotyczy Kociaczka.

08 lutego, 2007



"Pieśń o Bet-Lechem" Justyna Steczkowska

Znalazłam wśród zapomnianych płyt
Starą pieśń - Bisdot Bet-Lechem.

Słuchałam jej cala noc, po świt,

Bo przynosiła mi pociechę.


Co łączy mnie z ta melodią,

Z niewiarygodną siłą łagodną?
Skąd wzięła się tu

I czemu zrywa mnie ze snu?

Kto stworzył te wspaniałe

Słowa hebrajskie niezrozumiałe?
Co sprawia, że łzy

Do oczu napływają mi?


Znalazłam wśród zapomnianych płyt

Stara pieśń - Bisdot Bet-Lechem.

Słuchałam jej może cicho zbyt,

Jakby to było jakimś grzechem.


A jednak niesie nadzieję

Pieśń o Bet-Lechem, czyli Betlejem,

Gdzie biblijna Rut
Zbierała kłosy cierpiąc głód.

Ten głód nam towarzyszy

I w pierwszym krzyku, i w wiecznej ciszy
On sprawia, że w krew

Głęboko wniknął nam ten śpiew:

Twój lud, to mój lud,

A twój Bóg, to mój Bóg

04 lutego, 2007

"Torebka kobiety" zespołu Pod Budą


Torebka kobiety - tajemnica której wciąż nie mogę zgłębić,

to jest coś jakby warkocz u komety

do ramienia przywiązany księżyc


W torebce kobiety klucz do domu,

tramwajowe są bilety

kłębek planów gotowych do snucia

papierosy albo guma do żucia

portmonetka z maleńkim kasztanem

jakiś kwit zapomniany na amen

dwie pigułki przeciwko migrenie

w buteleczce perfumy "Marzenie"


Torebka kobiety pozostanie dla mnie zawsze tajemnicą

to jest coś jakby warkocz u komety

która właśnie przelatuje nad ulicą


W kobiecej torebce

Jest długopis i pomięte są przylepce

czyjś telefon pisany w pośpiechu

I pomadka czerwona od grzechu

Jest chusteczka, bo czasem się płacze

list donikąd, bo zgubił się znaczek

I maskotka od kogoś na szczęście


A mnie tak przeczucie szepce

że czasami w tej torebce

gdzieś tam na dnie jest schowane

moje zdjęcie


Analiza zawartości torebki piszącej te słowa:

terminarz, telefon, okulary, szmatka do okularów, bilet miesięczny, karty biblioteczne, rozkład autobusów, zaświadczenie z Urzędu Pracy, Oświadczenie Woli, papierosy (zazwyczaj marki West) , kilka zapalniczek, kilka długopisów w różnych kolorach, chusteczki higieniczne, dropsy Orbit, lusterko, szminka Neutrogena, portfel oraz mini-apteczka (zawierająca w sobie nawilżane chusteczki, sól fizjologiczną, gaziki nasączone alkoholem, jałowe opatrunki, przylepiec, talcid, nospę, vegantalgin h, nervendragees, propolki, ibuprofen z pseudoefedryną, bratek w tabletkach, cilest oraz sól morską w nebulizatorze).


28 stycznia, 2007



When a person enters the world, his hands are clenched as if to say:
The whole world is mine. I shall inherit it.
When he takes leave of it, his hands are spread open as if to say:
I have inherited nothing from the world.

(Rabbi Meir)

26 stycznia, 2007













"Twoje ręce" Małgorzata Hillar


Twoje ręce

bezpieczna kryjówka
dla mojej głowy
schronisko przed ciemnością

rozścialające
ciepłą pościel
podające dzban z gorącym mlekiem pożądania

Twoje ręce pełne żaru
przynoszące słońce żółtą dynię
w nich
dojrzewają winogrona moich piersi

Twoje ręce
ciepłe gniazdo dla zmarzniętych stóp
lampa
czuwająca w nocy
złota miska
czułości
im powolne moje ciało

Twoje ręce
przeprowadzające przez głęboki rów
który oddziela noc
od dnia
ściągające z krawędzi samotności
przywracające zmysł
równowagi
budujące wysoką wieżę
cierpliwości
niweczące każdą pustynię zobojętnienia

Twoje ręce młot do ścian których nie mogę przebić głową
nóż do ślepego kartofla mojej wyobraźni

Twoje ręce
zdolne do wszystkiego gotowe na wszystko

Twoje ręce
uległe moim rękom

25 stycznia, 2007













"Na morskich wybrzeżach" Rabindranath Tagore

Na wybrzeżach bezkresnych światów spotykają się dzieci.

Nieskończone niebo trwa bez ruchu nad głową, a nie znająca spoczynku woda wciąż się burzy. Na morskich wybrzeżach światów dzieci spotykają się, krzycząc i tańcząc.

Wznoszą z piasku swoje budowle i bawią się pustymi muszlami. Z opadłymi liści robią łódeczki i ze śmiechem puszczają je na ogromną topiel. Dzieci bawią się na wybrzeżach światów.

Nie umieją pływać, nie umieją zarzucać sieci. Poławiacze nurkują po perły, kupcy płyną na swych żaglowcach, a dzieci zbierają kamyczki i znowu j rozrzucają. Nie szukają ukrytych skarbów, nie umieją zarzucać sieci.

Morze wzbiera ze śmiechem i połyskuje blady uśmiech plaży. Śmiercionośne fale śpiewają dzieciom niezrozumiałe ballady, całkiem jak matka, kołysząca w hamaku niemowlę. Morze bawi się z dziećmi i połyskuje blady uśmiech plaży.

Na wybrzeżach bezkresnych światów spotykają się dzieci. Burza błądzi w bezdrożach nieba, okręty giną w bezdrożach wód, śmierć krąży, a dzieci się bawią. Na wybrzeżach bezkresnych światów odbywa się wielkie spotkanie dzieci.

22 stycznia, 2007

"Mam kota" Maria Peszek

Mam kota
Na gorącym dachu mojej głowy
On czuwa
Nad smakiem i kolorem
Moich nocnych spraw
Chociaż ciemno
On w środku się żarzy
W mroku błyszczy
Ja mruczę i marzę, że
Mam psa na niebie
Wyprowadzam go na spacer wśród gwiazd
Bez smyczy
Bez kagańca hula
Wśród niebieskich traw
Chociaż ciemno
On w środku się żarzy
W mroku błyszczy
Ja gwiżdżę i marzę, że
Mam kota
Na gorącym dachu mojej głowy
On czuwa
Nad smakiem i kolorem
Moich nocnych spraw
Chociaż ciemno
Ja w środku się żarzę
Świecę mrokiem
I tęsknie za smokiem
Tęsknie za smokiem
Tęsknie za smokiem
Tęsknie za smokiem

19 stycznia, 2007

Czy wiecie, jak wyglądają elfy?
Ja z całą pewnością wiem jak elfy nie wyglądają.
A więc elfy nie wyglądają tak (bo co to za pomysł, żeby były starannie ufryzowanymi blondynami):












Elfy nie wyglądają też tak (bo nikt normalny nie będzie zapierdalał po lesie w takiej ilości żelastwa):









Nie jest także możliwe, żeby elfy wyglądały tak (wyobrażam sobie te powiewne szatki zaczepione o gałęzie i ogarnia mnie chichot):
















Elfy nie mogą też wyglądać jak aktorki porno:















Ani jak Blaszany Dzwoneczek:









Elfy powinny być bardzo mocno związane z przyrodą, bardzo cielesne, bardzo pociągające i bardzo nieporządkowane. Trochę jak celtyckie bóstwa, trochę jak satyrowie, trochę jak leśne zwierzęta. Mogą się tatuować i uwodzić dziewice, ale nie sądzę żeby przeglądały się w lusterkach i prowadzały smoki na łańcuszkach:

17 stycznia, 2007

Na zakręcie (Agnieszka Osiecka)

Dobrze się pan czuje?
To świetnie,
właśnie widzę - jasny wzrok, równy krok
jak w marszu.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Moje prawo to jest pańskie lewo.
Pan widzi: krzesło, ławkę, stół,
a ja - rozdarte drzewo.
Bo ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Ode mnie widać niebo pokrzywione.
Pan dzieli każdą zimę, każdy świt na pół.
Pan kocha swoją żonę.

Pora wracać, bo papieros gaśnie.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Żona czeka, pewnie wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana, na zakręcie.
Migają światła rozmaitych możliwości.
Pan mówi: basta, pauza, pat.
I pan mi nie zazdrości.

Lepiej chodźmy, bo papieros gaśnie.
Niedługo, pan to czuje, będzie rano.
Ona czeka, wcale dziś nie zaśnie.
A robotnicy wstaną.

A ja jestem, proszę pana. na zakręcie.
Choć gdybym chciała - bym się urządziła.
Już widzę: pieska, bieska, stół.
Wystarczy, żebym była miła.

Pan był także, proszę pana, na zakręcie.
Dziś pan dostrzega, proszę pana, te realia.
I pan haruje, proszę pana, jak ten wół.
A moje życie się kolebie niczym balia.

Pora wracać, już śpiewają zięby.
Niedługo, proszę pana, będzie rano.
Iść do domu, przetrzeć oczy, umyć zęby.
Nim robotnicy wstaną.

16 stycznia, 2007

Poezja perska, tłumaczenie Krystyny Skarżyńskiej...

Idź do tego, kogo kochasz, słów nie słuchaj zawistnika.
Miłujący wie, co czyni i zawiści słów unika.
We śnie zobaczyłam ciebie, łoże dzielącego ze mną
I z twych ust scałowywałam chłód najsłodszy nocą ciemną.
Wszystko to jest prawdą czystą, chcę by obraz ten się ziścił.
Dopnę tego, nie zważając na niegodny głos zawiści.
Wszak obrazu piękniejszego nie stworzyły moce boże
Nad kochanków dwojga widok, których jedno tuli łoże.
W swych objęciach spoczywają, kiedy rozkosz ich osłoni,
A ich głowy się wspierają na ramieniu i na dłoni.
Kiedy serca połączone miłowaniem trwają razem,
Ludzie kują zimne ostrze, aby ranić ich żelazem.
Jeśli dla serc kochających tylko słowa masz nagany,
Czym ukoić zdołasz boleść, czym zagoisz serca rany?
Jeśli by choć jeden tylko dał ci czyste miłowanie,
Żyj z nim jednym, niech twe serce tylko przy nim pozostanie.

14 stycznia, 2007

"Objazdowe nieme kino" Perfect

Nie pytaj mnie, wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic
Już siebie znam, znam z bliska słowo lęk
Wiem, że ja sam chcę dać oszukać się

Piekący ból rozwierca każdą myśl
Ja będę zdrów z pewnością lecz nie dziś
Skurczony świat, nie większy niż ta pięść
Na piersiach siadł i oddech mi się rwie

Zamykam strach na niewidzialny klucz
I moja twarz jest niewidzialna już
Gdy wchodzę w tłum, pułapka szczerzy kły
I z ust do ust nie frunie żaden krzyk

Śmiertelny mur skutecznie dzieli nas
Ja mam swój mózg, ty też swój rozum masz
Nie pytaj mnie, wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic

Zostańmy tak, ja tutaj a ty tam
Tak długo jak to nieme kino trwa
Nie proście nas by wam do tańca grać
Już czas, już czas myć zęby i iść spać

08 stycznia, 2007

Król Elfów... albo też Olch, jak kto woli (Johann Wolfgang Goethe, w rewelacyjnym przekładzie Szymborskiej)

Noc padła na las, las w mroku spał,
Ktoś nocą lasem na koniu gnał.
Tętniło echo wśród olch i brzóz,
Gdy ojciec syna do domu wiózł.

- Cóż tobie, synku, że w las patrzysz tak?
Tam ojcze, on, król olch, daje znak,
Ma płaszcz, koronę i biały tren.
- To mgła, mój synku, albo sen.

"Pójdź chłopcze w las, w ten głuchy las!
Wesoło będzie płynąć czas.
Przedziwne czary roztoczę w krąg,
Złotolitą chustkę dam ci do rąk".

- Czy słyszysz, mój ojcze, ten głos w gęstwinie drzew?
To król mnie wabi, to jego śpiew.
- To wiatr, mój synku, to wiatru głos,
Szeleści olcha i szumi wrzos.

"Gdy wejdziesz, chłopcze w ten głuchy las,
Ujrzysz me córki przy blasku gwiazd.
Moje córki nucąc pląsają na mchu,
A każda z mych córek piękniejsza od snu".

- Czy widzisz, mój ojcze, tam tańczą wśród drzew
Srebrne królewny, czy słyszysz ich śpiew?
- O, synku mój, to księżyc tak lśni,
To księżyc tańczy wśród czarnych pni.

"Pójdź do mnie, mój chłopcze, w głęboki las!
Ach, strzeż się, bo wołam już ostatni raz!"
- Czy widzisz, mój ojcze, król zbliża się tu,
Już w oczach mi ciemno i brak mi tchu. -

Więc ojciec syna w ramionach swych skrył
I konia ostrogą popędził co sił.
Nie wiedział, że syn skonał mu już
W tym głuchym lesie wśród olch i brzóz.

02 stycznia, 2007

"Portret kobiecy" Wisława Szymborska


Musi być do wyboru

Zmieniać się, żeby nic się nie zmieniło

To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.

Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,

czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.

Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.

Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.

Naiwna, ale najlepiej doradzi.

Słaba, ale udźwignie.

Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.

Czyta Jaspersa i pisma kobiece.

Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.

Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.

Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydełkiem,

własne pieniądze na podróż daleką i długą,

tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.

Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.

Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nie szkodzi.

Albo go kocha, albo się uparła.

Na dobre, na niedobre i na litość boską.

28 grudnia, 2006

"Jedynie dzięki zabiegom kulinarnym zmiękczone i przemienione mięso przybiera postać nadającą się do przeżuwania i trawienia, i wyłącznie dzięki temu widok krwawych soków i przeraźliwa barwa nie wzbudzają w nas odrazy i wstrętu nie do zniesienia. Niech zwolennik jedzenia mięsa podda sam siebie rozstrzygającemu eksperymentowi co do własnej odporności i, jak doradzał Plutarch, niech rozszarpie żywe jagnię własnymi zębami i zanurzy głowę w jego wnętrznościach, gasząc swoje pragnienie żywą krwią; i niech zaraz po tym przeraźliwym doświadczeniu powróci do tych przemożnych naturalnych instynktów i niech powie: "To natura mnie do tego przysposobiła". Wtedy i tylko wtedy będzie on w zgodzie sam ze sobą."
(Percy Shelley)

27 grudnia, 2006

"Od dziecka czytałam każdą napotkaną książkę.
Wyobrażałam sobie długie podróże, dalekie kraje i miasta.
Marzyłam, żeby zostać kapitanem statku przemierzającego oceany.

Marzyłam zawsze o znalezieniu skarbu."
(Raisa Gorbaczowa)

Czytam te słowa raz po raz, i dziwię się, jak bardzo do mnie pasują.
Moja wyobraźnia- magiczne ognisko, które żywi się słowem pisanym.
Moja wyobraźnia- tworzy barwne, pachnące, tętniące dźwiękiem obrazy.

25 grudnia, 2006

Przekaz z roku 1854 pozostawiony przez wodza Indian Seattle

Każda połać tej ziemi jest dla mojego narodu święta, każda błyszcząca igła jodły, każdy piaszczysty brzeg, każda mgła w ciemnych lasach, każdy błyszczący owad - wszystko to jest święte; w myślach i praktyce mojego narodu. Sok płynący w drzewach nosi w sobie wspomnienie Czerwonego Człowieka.

Umarli Białych zapominają kraj swego urodzenia, gdy odchodzą, aby wędrować wśród gwiazd. Nasi umarli nie zapomną nigdy tej cudownej ziemi, bo ona jest Czerwonemu Człowiekowi Matką. My jesteśmy cząstką ziemi i ona jest cząstką nas.

Pachnące kwiaty to nasze siostry; sarna, koń, wielki orzeł - to nasi bracia. Skaliste góry, soczyste łąki, ciepło ciała kucyka - i człowiek - wszystko to należy do jednej rodziny.

Jeżeli przeto Wielki Wódz z Waszyngtonu podaje nam do wiadomości, że chce kupić nasz kraj, to żąda od nas wiele. Wielki Wódz w Waszyngtonie zawiadomił nas też, że ofiaruje nam miejsce, gdzie będziemy mogli żyć spokojnie wśród swoich. On będzie naszym ojcem, a my jego dziećmi.

Przemyślimy więc wasza propozycję sprzedania naszego kraju. Nie będzie to jednak łatwe, bo przecież ten kraj jest dla nas święty.

Błyszcząca woda, co goni w strumieniach i rzekach, jest nie tylko wodą - ale także krwią naszych przodków. Jeżeli sprzedamy wam ten kraj, musicie wiedzieć, że jest on święty i uczyć wasze dzieci, że każdy duch odbijający się w czystych wodach jezior opowiada o wydarzeniach i tradycjach naszego narodu. Szmer wody jest głosem naszych praojców.

Rzeki są naszymi braćmi; to one gaszą nasze pragnienie, dźwigają nasze łodzie i żywią nasze dzieci. Jeżeli sprzedamy nasz kraj, to musicie o tym pamiętać i uczyć wasze dzieci: rzeki są naszymi braćmi - i waszymi - i odtąd musicie je szanować tak samo, jak każdego innego brata.

Czerwony Człowiek wycofuje się nieustannie przed nacierającym Białym Człowiekiem - jak ustępuje wczesna mgła w górach przed porannym słońcem. Ale popiół naszych jest święty, ich groby są ziemią uświęconą - i tak dla nas uświęcone są te pagórki, te drzewa, ta część naszej ziemi. Wiemy, że Biały Człowiek nie rozumie naszego sposobu bycia. Dla niego jedna część kraju nie różni się niczym od drugiej, bo Biały Człowiek jest obcy; przychodzi nocą i wydziera ziemi, co tylko potrzebuje. Ziemia nie jest jego bratem lecz wrogiem, a zdobywszy ja kroczy wciąż dalej i dalej. Zostawia groby swoich ojców i nie troszczy się o nie. Ziemię odbiera dzieciom i nie troszczy się o nie. Zapomniane zostały groby jego ojców i prawa rodzinne jego dzieci. Swoja matkę-ziemię i swego brata-niebo traktuje jak rzeczy do kupowania i plądrowania, do sprzedawania niczym owce albo świecące perły. Jego nienasycenie pochłonie ziemie, zostawiając wszędzie tylko pustynie.

Nasz sposób życia jest inny niż wasz. Wygląd waszych miast zadaje ból oczom Czerwonego Człowieka. Być może dlatego, że Czerwony Człowiek jest dzikusem i niewiele rozumie. W miastach Białych brakuje ciszy. Nie ma takiego miejsca gdzie można by słuchać jak rozwijają się liście wiosną, jak brzęczą owady. Ale może to tylko dlatego, że jestem dziki i nie potrafię tego wszystkiego zrozumieć. Miejski łoskot jest zniewaga dla uszu. Co to za życie, gdy nie można usłyszeć wołania samotnego lelka albo nocnego kumkania żab w stawie ? Jestem Czerwonym Człowiekiem i nie rozumiem tego. Indianin kocha łagodny szmer wiatru przelatującego nad stawem, kocha zapach wiatru oczyszczonego południowym deszczem, albo wiatru ciężkiego od sosnowej woni. Powietrze jest czymś drogocennym dla Czerwonego Człowieka - bo wszystkie rzeczy podzielają ten sam oddech: zwierzę, drzewo, człowiek - wszystkie podzielają ten sam oddech. Biały Człowiek zdaje się nie zauważać powietrza, którym oddycha; nieczuły na wszelkie smrody, jest jak konający tygodniami. Ale jeśli sprzedamy wam nasz kraj, nie możecie zapominać, że powietrze jest dla nas czymś drogocennym, że powietrze rozdziela swojego ducha na wszelkie życie, które w sobie zawiera. Wiatr dawał naszym ojcom pierwszy oddech i przyjmował ich tchnienie ostatnie. I wiatr musi także naszym dzieciom dawać ducha życia. I jeżeli sprzedamy wam nasz kraj, to musicie go uważać za szczególny i uświęcony, za miejsce, gdzie nawet Biały Człowiek odczuwa, jak słodko pachnie wiatr od kwiatów na łące.

Żądanie kupna naszego kraju przemyślimy i jeżeli zdecydujemy się je przyjąć, to tylko pod jednym warunkiem. Biały Człowiek musi obchodzić się ze zwierzętami jak ze swoimi braćmi.

Jestem dzikusem i nie pojmuję tego inaczej. Widziałem tysiące gnijących bawołów, zostawionych przez Białego Człowieka, a zabitych z przejeżdżającego pociągu. Jestem dzikusem i nie mogę zrozumieć, jak kopcący żelazny koń może być ważniejszy od bawołu, którego my zabijamy tylko dla zachowania naszego świata. Czymże jest człowiek bez zwierząt ? Gdyby odeszły wszystkie zwierzęta, sczezłby człowiek w wielkiej samotności ducha. Co przydarzy się zwierzętom - wkrótce przydarzy się też ludziom. Wszystkie rzeczy są ze sobą wzajemnie powiązane.

Musicie uczyć swoje dzieci, że ziemia pod waszymi stopami jest prochem naszych praojców. Aby szanowały kraj, opowiadajcie im, iż ziemia ta jest przebogata w różne pokrewne nam żywe istoty. Uczcie wasze dzieci tego, czego my uczymy nasze: ziemia jest naszą matką. Co spotyka ziemię, spotyka także synów tej ziemi. Jeżeli ludzie plują na ziemię, opluwają samych siebie. Jedno wiemy. Ziemia nie jest własnością człowieka, to człowiek należy do ziemi - to wiemy. Wszystko jest ze sobą złączone jak krew, która wiąże jedna rodzinę. Wszystko jest złączone.

Co się przydarzy ziemi, przydarzy się także synom tej ziemi. To nie człowiek przędzie tkaninę życia, on jest w niej tylko małą nitką. Cokolwiek uczyni tkaninie, uczyni samemu sobie.

Przemyślimy jednak waszą propozycję kupna naszego kraju i zamieszkania w rezerwacie. Będziemy żyli na uboczu i w spokoju. Nieważne, gdzie spędzimy resztę naszych dni. Nasze dzieci widziały swoich ojców upokorzonych i zwyciężonych. Nasi wojownicy zostali zhańbieni. Pokonani spędzają czas bezczynnie, zatruwając swe ciała słodkim jadłem i mocnym trunkiem. Nieważne gdzie spędzimy resztę dni naszych. Nie zostało ich zresztą zbyt wiele. Jeszcze parę godzin, parę zim - a z wielkich plemion, które niegdyś zamieszkiwały ten kraj albo włóczą się teraz w małych grupkach po lasach, nie pozostanie ani jedno dziecko, które by opłakiwało groby narodu, który był kiedyś tak potężny i tak pełen nadziei, jak wasz dzisiaj. Ale dlaczego mam opłakiwać upadek mojego narodu ? Narody składają się z ludzi, nie z czego innego. A ludzie przychodzą i odchodzą - jak fala na morzu. Nawet sam Biały Człowiek, którego Bóg z nim wędruje i rozmawia jak przyjaciel z przyjacielem, nie uniknie tego wspólnego przeznaczenia. Być może jesteśmy jednak braćmi. Zobaczymy ! Jedno jednak wiemy - a co Biały Człowiek odkryje może dopiero pewnego jutra - nasz Bóg jest tym samym Bogiem. Może myślicie, że Go posiadacie na własność - jak dążycie do posiadania naszego kraju - ale tego nie jesteście w stanie uczynić. On jest Bogiem ludzi - i to w takiej samej mierze Czerwonych jak i Białych. Ten kraj jest Mu bardzo drogi - i zranić tę ziemię znaczy zbezcześcić jej Stwórcę. Także Biali przeminą, może jeszcze szybciej niż wszystkie inne plemiona.

Ale wy będziecie świecić w swoim upadku - zapaleni mocą Boga, który was wprowadził do tego kraju i dał wam panowanie nad tą ziemią i Czerwonym Człowiekiem. To przeznaczenie jest dla nas zagadką, ponieważ nie rozumiemy wybicia wszystkich bawołów, oswojenia wszystkich dzikich koni, zamienienia przytulnych zakątków w zaludnione, smrodliwe i duszne, ani ośmieszenia przez mówiące druty widoku dostojnych wzgórz.

Gdzie ostał się gąszcz ? Zniknął. Gdzie jest orzeł ? Zniknął. Cóż oznacza pożegnanie się z rączym koniem ? Oznacza koniec życia i początek wegetacji. Przemyślimy waszą propozycję. Jeżeli ją przyjmiemy, to tylko dlatego, aby zabezpieczyć obiecany przez was rezerwat. Być może będziemy tam mogli przeżyć nasze krótkie dni na swój sposób. Kiedy wycofa się z tej ziemi ostatni Czerwony Człowiek i jego pamięć będzie tylko cieniem chmury ponad preriami, to i tak duch moich ojców będzie wciąż żywy: w tych lasach i nad tymi brzegami. Bo oni kochali tę ziemię jak nowo narodzony kocha puls serca swojej matki. Jeżeli sprzedamy wam nasz kraj, kochajcie go, jak myśmy go kochali, troszcząc się o niego, jak myśmy się troszczyli, zachowajcie wspomnienie takiego kraju, jakim go otrzymujecie. I ze wszystkich sił, z całego serca i ducha zachowajcie go dla swoich dzieci i kochajcie go jak Bóg nas wszystkich kocha.

Bowiem wiemy: nasz Bóg jest tym samym Bogiem. Ta ziemia jest mu święta. Nawet Biały nie może uniknąć wspólnego przeznaczenia. Możemy być braćmi. Zobaczymy.

20 grudnia, 2006


















Erich Maria Remarque.

Człowiek nazywany "wojującym pacyfistą".

Autor urokliwych listów do Marleny Dietrich.

Autor najsłynniejszej powieści wojennej "Na Zachodzie bez zmian" (Im Westen nichts Neues).

Autor "Trzech towarzyszy" (Drei Kameraden) - książki, która zmieniła moje życie.

Autor wielu innych książek, na jakis sposób dotyczących wojny, dziejących się w jej trakcie, zaraz po niej, lub tuż przed jej wybuchem:
Wróg (Der Feind), zbiór opowiadań

Droga powrotna (Der Weg zuruck),

Kochaj blizniego (Liebe Deinen Nachsten)

Łuk Triumfalny (Arc de Tromphe)

Iskra życia (Der Funke Lieben)
Czas życia i czas śmierci (Zeit zu leben und Zeit zu sterben)
Czarny obelisk (Der schwarze Obelisk)

Nim nadejdzie lato (Der Himmel kennt keine Gunstlinge)

Noc w Lizbonie (Die Nacht von Lissabon)

Cienie w raju (Schatten im Paradies)


Tematem na dziś będzie umieszczenie tu fragmentów, zwykle pojedynczych zdań z tych książek.

Przyjrzyjmy się naszym poplątanym, rozproszonym instynktom. Uważamy, że to rozum.
Samotność- odwieczny refren życia.
Wszystko co można dostać za pieniądze jest tanie.

Nawet we dwoje można zamarznąć na śmierć.

W życiu zwycięża tylko głupi; mądry widzi przed sobą zbyt wiele trudności i traci pewność siebie, zanim zacznie działać.

Niech pan nie lekceważy mądrości Kościoła. Kościół to jedyna dyktatura, jaka od dwóch tysięcy lat nie została obalona.

I tylko w jednym różnicie się od Boga - Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej.
Życie jest chorobą, a śmierć zaczyna się już w chwili urodzenia. Każde odetchnięcie, każde uderzenie serca jest odrobiną śmierci. Krokiem ku unicestwieniu.

Im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje mu wolność, ale unieszczęśliwia.

Trzymam w ręku swoje życie jak kieliszek napełniony winem, które w nim nie pozostanie, gdyż skwaśniałoby, zamieniłoby się w ocean umarłej namiętności.
Gdyby wszyscy byli szczęśliwi, nie potrzebowano by Boga.

Najlepszym środkiem przeciw prawu jest bezczelność.
Pewność nie boli. Boli to co przedtem i to co potem.

Współczucie jest najbardziej nieużytecznym artykułem na świecie. Jest to odwrotna strona satysfakcji z czyjegoś nieszczęścia.

Boimy się wielkich słów w miłości, a lubimy je w polityce.

Hiena zawsze pozostanie hieną. Człowiek jest o wiele bardziej skomplikowany.

Żal drąży duszę gruntowniej niż kwas solny.
Miłość- odwieczny cud. Potrafi przerzucić tęczę snów ponad szarym niebem faktów.

Boimy się wielkich słów. Tak strasznie często służyły kłamstwu.

Rzeczy cudowne w naszym życiu nigdy nie posiadają tej pełni, jaką uzyskują we wspomnieniu - szczęście, jeżeli umrze, nie może się przecież zmienić, nie wywołuje rozczarowania. Pozostaje zachowując swój pełny kształt.

Jeżeli ktoś się poświęca, niech się potem nie dziwi, że do niego strzelają.

Cóż wymaga mniej pożywki, niż nadzieja?

Bez miłości jest się właściwie trupem na urlopie.
Życie wydaje się kochać paradoksy - kiedy człowiek sądzi, że jest zupełnie bezpieczny, wtedy jest zawsze śmieszny i w każdej chwili grozi mu wypadek - ale kiedy wie, że jest stracony, życie zasypuje go prezentami. Nie trzeba wcale o to zabiegać - chodzi za człowiekiem jak pies.
Kiedy obok ciebie ktoś umiera - ty tego nie czujesz. To jest nieszczęście świata. Litość nie jest cierpieniem. Litość jest skrytym zadowoleniem z cierpienia innych. Uczuciem ulgi, że to nie nas spotyka ani kogoś nam drogiego.

Czego nie można dostać, wydaje się zawsze lepsze niż to, co się ma. Na tym polega romantyka i idiotyzm ludzkiego życia.

Uczciwy idealista dąży do forsy. Pieniądze to wytłoczona w monecie wolność. A wolność to życie.

Moralność jest wynalazkiem człowieka, a nie konsekwencją życia.
Ileż niedoli mogą zawierać takie dwie małe plamki, tak małe, że można je zakryć kciukiem, oczy ludzkie.

Człowiek jest wielki w rzeczach krańcowych: w sztuce, w miłości, w głupocie, w nienawiści, w egoizmie, a nawet w ofiarności - ale światu najbardziej brak przeciętnej dobroci.