26 lutego, 2009

Hej, przyszli dziś złodzieje, zabrać mi nadzieję,
Pod sercem ukrywaną na przyszłość nieznaną.
Hej, proszę was serdecznie, weźcie co innego,
Nie czyńcie wy z człowieka aż tak ubogiego.

Mam buty z cholewami, miękkie jak aksamit
Starannie pastowane na drogi nieznane.
Te buty w świat daleki chętnie was poniosą
Nadzieję mi zostawcie, to pójdę i boso!

Mam kożuch wyszywany, ręcznie haftowany
Co wam, złodzieje, szkodzi, w baranicy chodzić?
W skrzypiące, tęgie mrozy kożuch was ogrzeje
Ja zimy te przechodzę, spowita w nadzieję.

Obrączki obie sprzedam, jeśli u was bieda
I pięć tysięcy dodam, bo mi ich nie szkoda.
Bogactwa więcej nie mam, bądźcie z tym szczęśliwi.
Nadzieję mi zostawcie, będę się nią żywić.

Złodzieje nie słuchali, ze śmiechu płakali:
Bogactwa mamy przecież najwięcej na świecie!
Lecz nam potrzeba, rzekli-z moich słów się śmiejąc-
Byś była bez nadziei ,a tylko my z nadzieją.

(K. Daukszewicz)

20 lutego, 2009

Człowiek nie może ciężej ukarać człowieka, jak go karze zamknąwszy przed nim serce.
(K. Makuszyński)

16 lutego, 2009

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj dostaliśmy nową broń służbową z centrali. Pułkownik Żelazny nakazał nam jej natychmiastowe wyczyszczenie. "Żeby mi lśniła jak..." nie dokończył i wyszedł do toalety. Próbowałem wielu papierów ściernych ale rdza z mojej nowej finki nie schodzi.

WTOREK
Dziś zgłosił się jakiś nieogolony młodzian z gitara mówiąc, że przybył tu na przesłuchanie. Dokonałem rutynowej roboty i całkiem przepisowo go przesłuchałem. Przyznał się do wszystkiego. Zdziwił się tylko, że nie kazaliśmy mu grać i śpiewać, bo według niego to właśnie się robi na przesłuchaniach w studiach nagrań. Wyprowadziliśmy go z błędu mówiąc mu, ze trafił na komisariat. Młodzian zemdlał. Kiedy leżał powalony niemocą, cała komenda wykonała brawurowo utwór "Besame Mucho". Kapral Klucha grał na grzebieniu.

ŚRODA
Gramy w rosyjską ruletkę. Cudem przeżyłem. Posterunkowy Paproch, zamiast zostawić jedną kule, wyjął tylko jedną z magazynka. Wyszły nasze braki w wyszkoleniu. Nikt nie został nawet draśnięty. Jedynie Klucha przytrzasnął sobie palec. Cynglem.

CZWARTEK
Wyruszyliśmy w pościg za skradzioną furgonetką bankową. Tego jeszcze nie było. Wszystkie rowery w akcji.

PIĄTEK
Dziś zawody strzeleckie. Byłem drugi. Tuż, tuż za pułkownikiem Żelaznym. Na następne zawody będę musiał przygotować nową tarczę, bo od trzech lat mam cały czas ten sam wynik i obecna tarcza już mi mocno wyblakła.

SOBOTA
Nareszcie weekend. Gram z posterunkowym Paprochem w szachy. Nawet nam szybko idzie , bo mamy tylko połowe pionków i to w tym samym kolorze.

NIEDZIELA
Dzisiaj mam wolne. Nie mogę jednak zapomnieć o pracy. Wróg zawsze czuwa. Przeglądam interesującą książkę dotyczącą kryminalistyki. Ciekawie się zaczyna, cytuje "...nazywam się Żbik a na imię mam kapitan

PONIEDZIAŁEK
Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.

WTOREK
Nadal siedzimy nad krzyżówką.

ŚRODA
Przyszedł pułk. Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży do góry nogami.

CZWARTEK -Odwróciliśmy. Ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy.

PIĄTEK
Zgłodniałem. Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła.

SOBOTA
Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania bandytów. Ja złapałem jednego a kapral Klucha 38.

NIEDZIELA
Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem zwolnić kierowcę. Pech.

PONIEDZIAŁEK
Kieruję ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał pułk. Żelazny. Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol.

WTOREK
Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. Musimy go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch a kapralowi Klusze, pęd powietrza oderwał dzwonek.

ŚRODA
Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się cholera przyznałem.

CZWARTEK
Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr. 7 niejaka babcia Pelasia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła. Babcia Pelasia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.

PIĄTEK
Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.

SOBOTA
Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w kartotece. To mój "maluch". Chyba wezmę urlop.

NIEDZIELA
Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to angina?

PONIEDZIAŁEK
Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra. Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał. Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka.

WTOREK
W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę. Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał, jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.

ŚRODA
Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był nieprzytomny.

CZWARTEK
W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym skądś znal. Ale skąd?

PIATEK
Dzisiaj pułk. Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem, która nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem skąd znałem tego gościa!

SOBOTA
Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.

NIEDZIELA
Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł. "Psy 2". Nawet się zgadza.

PONIEDZIAŁEK
Posterunkowego Paprocha nie ma od tygodnia w pracy. Pewnie w czasie drogi powrotnej na komendę znowu wjechał na rondo. To już nie pierwszy raz, więc znów trzeba mu będzie zanieść termos i kanapki.

WTOREK
Dzisiaj degustowałem rosyjski koniak. Mam dziwne uczucie, jakby się nagle zrobiło ciemno.

ŚRODA
Tak ciemno to jeszcze nie było. Nawet latarnie ktoś wyłączył.

CZWARTEK
Strasznie ciemno.

PIĄTEK
Trochę jaśniej ale nadal ciemno.

SOBOTA
Przejaśnia się. Zauważyłem nawet, ze przede mną stoi jakaś butelka. W gardle sucho. Napiłem się!

NIEDZIELA
No, teraz to dopiero ciemno.

PONIEDZIAŁEK
Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie a jednak?!

WTOREK
Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny nie zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.

ŚRODA
Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce. Palec mi się zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić.

CZWARTEK
Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym prędzej ale nie było się po co śpieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.

PIĄTEK
Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro prowadzi radiowóz. Dobrze, że wcześniej wysiadłem na siusiu.

SOBOTA
Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania. Dostaliśmy wiadomość z komendy aby zwrócić echosondę która jest dowodem w sprawie.

NIEDZIELA
Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień bardzo udany. Szkoda tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego zespołu.

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski mojego "malucha". 50km/h - urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się łuszczyć a wycieraczki przepełzły na tylnią szybę. 70km/h - maska zawinęła mi się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.

WTOREK
Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu pierwszej strony, pułk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety, zwymiotowałem dopiero w domu.

ŚRODA
Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki. Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś...dziwne.

CZWARTEK
Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie. Papierkowa robota.

PIĄTEK
Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który został nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Pułk. Żelazny złożył podanie o przydział komputera.

SOBOTA
Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki a my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam się w zeszłym tygodniu.

NIEDZIELA
Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie. Ćwiczy posterunkowy Paproch z manekinem. Cos tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego posterunkowy Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał Paprocha po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem. Rozbierać się czy nie? A zimą?

PONIEDZIAŁEK
Kapral Klucha wygrał w Audiotele latarkę i komplet baterii. Ciężkie miał pytania. Jak się nazywa nasz kraj? 1. Burkina Faso, 2. Polska, 3. Bangladesz. Nie chciał mi zdradzić odpowiedzi. Siedzę i rozmyślam nad tym pytaniem a za oknem bangla deszcz.

WTOREK
Z Kluchy robi się prawdziwy Europejczyk. Dzisiaj w restauracji "Smakosz", pokazał gest i zamówił dla wszystkich "koktajl Mołotowa". Ciekawe dlaczego ktoś wezwał brygadę antyterrorystyczna? Chyba nie wszyscy dorośli do unii europejskiej!

ŚRODA
Pułk. Żelazny przydzielił nam dzisiaj nowy radiowóz, pochodzący z darów społeczeństwa na rzecz rozwoju policji krajowej. Pułk. Żelazny poprosił tylko abyśmy zrobili mu lekki przegląd. Po zdjęciu z deski, kalendarzyka na 76'ty rok, wklejeniu w lusterka wieczek od margaryny, zaspawaniu dziur w podwoziu i wymianie opon na bardziej okrągłe, pozostało nam tylko wymontowanie taksometru.

CZWARTEK
W całym regionie, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania 6-cio letniego Jacusia. Społeczeństwo też pomaga. Kiedy rozwieszałem na latarniach zdjęcia zaginionego Jacusia, pomagał mi mały chłopczyk. Powiedział mi, że ma na imię Jacuś i ma 6 lat. To miłe, że nawet dzieci pomagają. Jak na razie, poszukiwania Jacusia nie odniosły skutku. Ale nadal szukamy!

PIĄTEK
Posterunkowy Paproch czyści broń. Siedzimy z Kluchą pod biurkiem, ale nie czujemy się pewnie bo Paproch łazi po całej komendzie i stale do nas zagląda.

SOBOTA
Przyszedł pułkownik Żelazny, bardzo zamyślony i powiedział, że żona zabiła mu rano klina. Złożyliśmy pułkownikowi kondolencje a ja wysłałem radiowóz po morderczynie.

NIEDZIELA
Stoję na chodniku w galowym mundurze. Odpadł mi orzełek. Schyliłem się aby go podnieść. Spadła mi czapka. Podniosłem czapkę i orzełka. Wyprostowałem się aby przyczepić orzełka do czapki. Przejechał autobus i ochlapał mnie wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Schyliłem się aby je podnieść. Ktoś mnie kopnął w tyłek. Wyprostowałem się i odwróciłem. Przejechał autobus i ochlapał mi plecy wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Nachyliłem się aby je podnieść. Za mną zatrzymał się autobus. Wysiadł kierowca i kopnął mnie w tyłek aż mi zęby wypadły na chodnik. Pozbierałem wszystko i odczołgałem się pod mur. Do dupy z takim Dniem Policjanta.

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie ugotować jajka. Zawczasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu wściekła!

WTOREK
Razem z kapralem Klucha znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na ławce. Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie oddycha. Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać. Klucha ma popsute lusterko.

ŚRODA
Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia. Kapral Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej. Podejrzaną o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha udał się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło się doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.

CZWARTEK
Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość.

PIĄTEK
Wespół z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie rozumiem dlaczego tak się nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet Elvisa. Król rock 'n' rolla nie chciał mi jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w rękę i napluł na daszek czapki.

SOBOTA
Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion. Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być może wyszlibyśmy z tego cało.

NIEDZIELA
Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii bo kibice kazali mu zjeść krawat i pałkę. Ja leże na oddziale intensywnej opieki medycznej. Jakiś łysy przywalił mi ławką a drugi w szaliku poprawił metalowa rurka. Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.

13 lutego, 2009

Słodka mała syrenka, ciąg dalszy...







Ostatni obrazek pochodzi ze strony www.ismaelalvarez.com
Sweet!

11 lutego, 2009

Znam cię dobrze - moja ty cyniczna pani
Twoich wad litanię też na pamięć znam
Wiem że lubisz kokietować różnych drani
I że czujesz się nieswojo pośród dam

Kiedy mówisz to czasami bolą uszy
To słownictwo ten zachrypły złością krzyk
Ale bywa że do łez potrafisz wzruszyć
Po czym śmiejesz się jak gdyby nigdy nic

Gdy pojawiasz się gdziekolwiek choć na chwilę
Czy to biuro czy kabaret czy też kraj
Każdy facet ma co najmniej głupią minę
I wzdychając myśli - z tobą byłby raj!

Na kobiety działasz też piorunująco
Taki urok twój i niebezpieczny szarm
Więc niejedna kombinuje jak w gorączce
Żeby z tobą się pokazać tu i tam

Kochasz gale defilady i ordery
Przestrzeń lotnisk i limuzyn zimny blask
A poza tym - jeśli mam być całkiem szczery
Wręcz uwielbiasz mącić w głowach wielkich mas

W dużym skrócie - to o tobie chyba wszystko
Dodam tylko że ulica z ciebie kpi
Bo przyciągasz tak paskudne towarzystwo
Że aż włosy dęba stają - ma cherie

Kiedy widzę jak się słaniasz pod latarnią
Jak za tobą spluwa zniesmaczony cieć
Wtedy myślę z przerażeniem i pogardą
Ciebie władzo - dzisiaj każdy może mieć

Ciebie władzo - dzisiaj każdy może mieć

(Leszek Wójtowicz)

09 lutego, 2009

Rozsypała się sól - będzie kłótnia
Rozsypał się cukier - na zgodę
Rozsypała się kokaina - będą wizje
Upadł widelec - ktoś przyjdzie
Upadło mydło - oczekuj nieoczekiwanego
Jaskółki nisko latają - będzie deszcz
Krowy nisko latają - rozsypała się kokaina
Pękło lustro - będzie nieszczęście
Pękł rozporek - będzie wstyd. Mniejszy lub większy...
Pękła prezerwatywa - lepiej, żeby pękło lustro
Swędzi nos - będzie pijaństwo
Swędzi dupa - mydło upadło

06 lutego, 2009

W małym miasteczku na Smoleńszczyżnie zatrzymał się na odpoczynek pułk gwardyjski. Pierwszego wieczoru oficerowie wypili cały zapas alkoholu, zgwałcili miejscowe kobiety i pobili mężczyzn. Drugiego dnia zrujnowali karczmarza, zgwałcili mężczyzn i pobili kobiety. Trzeciej nocy złupili wszystkich "samogonszczikow" i poszli do stajen i obór. Na czwarty dzień do pułku dojechał porucznik Rżewski i zaczęły się hulanki...

- Poruczniku Rżewski, co to za hałasy z pana kwatery dochodziły w nocy? Jakieś rżenie, jak by pan klacz sprowadził, nie dziewczynę...

- A to w rzeczy samej dobra myśl panie pułkowniku, następnym razem dziewczynę sprowadzę.

Rżewski odwiedził wieś, gdzie spędził najpiękniejsze lata swojej młodości. Przemierzając dziarskim krokiem jedyną bitą drogę, z satysfakcją stwierdził, że niecałkiem go zapomniano. Owce, które spokojnie wypasały się na łące, ze strachem w oczach przysiadły na zadach...

Rżewski stoi na balu. I pali papierosa, bacznie patrząc na kobiety. Wtem podchodzi do niego urocza niewiasta.

- Tańczy pan poruczniku?

- Kobieto, ja nienawidzę tańczyć. Stoję to sobie i patrzę na tych wyginających się kretynów...

- A czytał pan może "Wojnę i pokój"?

- Ja ?! "Wojnę i pokój" ?! Ja nienawidzę czytać !

Kiedyś wziąłem w ręce to opasłe gówno, to myślałem, że sam się zesram, jak przewróciłem pierwszą kartkę, a później...

- A czy podoba się panu Paryż?

- Paryż-sraryż... Kurwa, przecież to popierdzielone miasto ! Jak ja nienawidzę Paryża... Bulwary-srary, uliczki-sryczki... Żmierinka to dopiero miasto. I na fortepian nasrać można i kurewki poobmacywać...

- Poruczniku, a czy...?

- Nie!

- Poruczniku, a...

- Nie!!!

Dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi.

- Ot, suka, poszła sobie... - mruczy Rżewski.

- I znów nie udało się zawrzeć znajomości.

Porucznik Rżewski płynie z Nataszą łódką po jeziorze, nocą.

N: Jaki piękny księżyc!

R: (milczy)

N: Jakie piękne gwiazdy!

R: (milczy)

N: Jak romantycznie!

R: Natasza, po prostu nie mam ochoty


- Poruczniku, jeśli pan mnie kocha, powinien pan od dziś traktować
wszystkich ludzi tak, ja by pan chciał, żeby oni pana traktowali! - powiedziała Natasza Rostowa podejmując kolejną próbę ucywilizowania porucznika Rżewskiego.
- Znaczy co, Nataszeńka? Mam wszystkim robić laskę?! - zdziwił się porucznik.

Pewnego wieczoru porucznik Rżewski spotkał się w restauracji z pułkownikiem.
- Poruczniku - rzekł pułkownik - widzę, że pan często chodzi do restauracji. Prawie codziennie. Mnie zawsze brakuje pieniędzy...
- A co pan robi z pensją, panie pułkowniku?
- Wszystko oddaję żonie. A ona na hulanki nie chce dawać...
- Nie umie pan postępować z kobietami, panie pułkowniku. Kiedy nie chce dać pieniędzy, niech pan podejdzie do niej od tyłu, pocałuje w szyję i delikatnie weźmie w ramiona. Na pewno da!
Pułkownik wraca do domu i robi tak, jak mu poradził porucznik. Podszedł od tyłu do żony, objął ją, pocałował w szyję. Żona przeciągnęła się z rozkoszą i mówi:
- Cóż to, poruczniku, znowu skończyły się pieniążki?

Po całonocnych - ostrych dodajmy - igraszkach budzi się Rżewski. A w łożu obok niego niespodzianka - najbrzydsza dziewoja jaką widział.
- O żesz w mordę! Ktoś ty? - wzdrygnął się porucznik z niezbyt skrywaną odrazą.
- Teraz tak naprawdę to nie wiem - odpowiada dziewczę. - Ale przez całą noc nazywałeś mnie ruskaja krasawica.

Rżewski umówił się na nocną schadzkę w hotelu. Dama, przez baczenie na swą reputację rzecze:
- Poruczniku, widzę was o północy. Tylko na Boga, zdejmijcie buty...
Noc. Ba, północ. Hotel śpi. Nagle stukot jak cholera. Z pokoju, w peniuarze tylko odziana wybiega dama:
- Rżewski, kufa, co to znaczy?! Miał pan iść boso...
- Buty mam w rękach - odpowiada porucznik.
- O co to tak stuka?!!
- Ostrogi.

Natasza Rostowa odwiedza około 13.00 rano porucznika Rżewskiego - zastaje go w pościeli, lecz na podłodze, w rozchełstanym ubraniu a la "wczoraj był kulturnyj wieczier w chutorie bliz dikanki".
- Poruczniku! ależ tak nie można, to nie przystoi oficerowi! Czy w pańskim życiu nie ma innych dążeń niż pijaństwo!?
- Droga Nataszo... - smutno wzdycha Rżewski - a czy wie pani, że ja nigdy nie miałem własnego domu, choćby najmniejszego dworku z najbiedniejszym chutorem....
- Ależ poruczniku.... proszę nie płakać...!
- Ja nie płaczę, ale tak mi żal ściska serce, że nie mam już nic do przepicia...

Po zdobyciu przez pułk fabryki gorzałki porucznik Sołżenicyn rzekł do Rżewskiego:
- Tyle gorzałki to i nasz pułk nie wypije poruczniku...
- Sołżenicyn! Gwardia umiera, a nie poddaje się! - wykrzyknął Rżewski.

Porucznik Rżewski wyprowadziwszy Nataszę Rostową w czasie balu na werandę nie zwlekając wsadził jej rękę pod suknię.
- Ależ poruczniku! - wykrzyknęła Natasza oburzona - skąd panu przyszło do głowy, że pan sobie może na takie coś ze mną pozwolić?
- Cały szwadron tak powiedział.

Porucznik Rżewski uchlawszy się na balu jak świnia zaczął się narzucać damom. Nie zwracał przy tym uwagi ani na urodę, ani na wiek, ani na płeć.


- Rżewski, czy w czasie ostatniego stosunku używał pan prezerwatywy?
- Panie doktorze, dlaczego pan wymówił słowo "ostatni" tak ponuro?


- Na ostatnim raucie Natasza dała mi do myślenia - zwierza się Pierre Bezuchow Rżewskiemu.
- Mi też dała, ale jakoś się nad tym nie zastanawiałem.

Tańczy Rżewski z Nataszą, w pewnym momencie mówi: - Ale u was szyja..... - Całe ciało mam takie! - odpowiada kokieteryjnie Natasza. - To się myć trzeba....

Porucznik Rżewski z kompanami, pijaństwo ogólne oczywiście. - Panowie huzarzy, wykąpmy konie w szampanie! - Ale panie poruczniku, toż to wydatek byłby straszny, a żołdu nie było od trzech miesięcy! - Ech, wy... To chociaż oblejmy piwem kota!

- Poruczniku, spał pan ze mną, a dziś nawet nie chce się przywitać ?
- Madame, kopulacja to jeszcze nie powód do znajomości...

Na carskim dworze odbywało się przyjęcie. Za suto zastawionym stole (pełnym
półmisków, świec) siedzą panowie w perukach i kobiety w wielkich
rozdekoltowanych sukniach. Trwa im-preza, gra orkiestra. Nagle huk. Wpada
kopiąc w drzwi porucznik Rżewski. Był jednak trochę w nietypowej sytuacji. Miał
opuszczone gacie i trzymał przy tyłku sedes. Doczłapał do stołu, przy którym
zasiadł obok ucztujących dam i panów. Oddawał się czynności opróżniania, w
pewnym momencie wyciągnął papierosa i zaczął palić. Wtedy się zorientował, że
wszyscy na niego dziwnie patrzą. Więc się spytał:
- Coś nie tak?...Aha, rozumiem...Palić nie wolno!!!

Wieczór, pusta biblioteka akademii wojskowej. Na stołach w nieładzie leżą książki. Idzie kierownik akademii i myśli:
"A może tak zobaczę co czytają moi oficerowie?"
Na stole księga "Cytaty starożytnych"
Generał:
"Ale ich ciągnie do nauki!"
Otwiera na przypadkowej stronie:
"Do jednej rzeki nie da się wejść dwa razy" (Konfucjusz)
Niżej dopisane krzywymi literami:
"Tym właśnie rzeka rożni się od baby" (Rżewski)

Dwóch nagich, pijanych mężczyzn obudziło się w środku nocy w jednym łóżku.
- Rżewski - pomyślał Stirlitz.
- Nieważne kto - pomyślał Rżewski.

- No, jeśli dalej pogna w tym tempie, to w Zurychu będzie raz dwa - pomyślał Stirlitz obserwując swojego kuriera oddalającego się z lawiną.

Gates i Stirlitz patrzą, jak faszyści palą książki:
- Cenzura - pomyślał Stirlitz.
- Walka z piractwem - pomyślał Gates.

Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Mullera leżącego na podłodze i nie dającego oznak życia.
- Otruty - pomyślał Stirlitz przyglądając się rączce siekiery wystającej z piersi.

Himmler wzywa po kolei swoich współpracowników:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 45.
- A czemu nie 54?
- Bo 45!
Himmler zapisuje w aktach "charakter nordycki" i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 28.
- A czemu nie 82?
- Może być i 82, ale lepsza jest 28.
Himmler zapisuje w aktach "charakter bliski nordyckiemu" i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 33.
- A czemu nie... A, to wy, Stirlitz.

Stirilitz od dawna układał plan zamachu na Hitlera. Plan był doskonały - wypalił niespodziewanie zaraz po znalezieniu się w kieszeni Strilitza, który, o dziwo, tylko z lekkimi poparzeniami trafił do szpitala.

Stirlitz gnał swoim 600-konnym Mercedesem do Berlina. Obok niego pędzili ss-mani na motocyklach.
- Paparazzi - pomyślał Stirlitz.

- Gdzie pan się tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? - spytał Müller.
- Na kursach NKWD - odpowiedział Stirlitz.
- Chyba nie powiedziałem nic tajnego - pomyślał.

Stirlitz posłał Müllera do diabła. Następnego dnia Diabła odwiedziło Gestapo.

Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było.
- Pewnie nie sezon - pomyślał Stirlitz, siadając w zaspie.

Stirlitz wychodzi ze swojego tajnego lokalu. Nagle wazon z kwiatami spada z parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To znak, że żona powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera ojcowskie łzy. Tęskni. Od siedmiu lat nie był w domu.

Stirlitz był pijany. Siedział przy stole w radzieckim mundurze, w spiczastej czapce „budionnówce” i w ciepłych walonkach. Na stole stała butelka wódki, leżał kawał słoniny i kiszone ogórki. Stirlitz śpiewał rosyjskie pieśni. Naprzeciwko, z opuszczoną głową, siedział Müller i w zamyśleniu spoglądał na Stirlitza. Tego dnia Stirlitz był tak bliski dekonspiracji, jak jeszcze nigdy przedtem...

Pod dom Stirlitza podjechał samochód, z którego wyskoczyło trzech gestapowców i zaczęło głośno dobijać się do drzwi.
– Nikogo nie ma w domu – zawołał do nich z okna Stirlitz.
Gestapowcy wsiedli do samochodu i odjechali. W ten sposób Stirlitz wodził za nos Gestapo już piąty miesiąc.

Stirlitz mozolnie czołgał się plackiem środkiem szerokiej arterii miejskiej. U góry, na przewodach tramwajowych, siedział Müller i udawał, że czyta gazetę...

Tajna narada w Kancelarii Rzeszy. Nad mapą pochylają się Hitler, Himmler i reszta zgrai. Nagle przez tłum przepycha się Stirlitz, pochyla się nad mapą, wyjmuje miniaturowy rosyjski aparat szpiegowski wielkości cegły, ważący 12 kg, i z wysiłkiem zaczyna fotografować wszystkie tajne plany.
– Kto to jest?! – syczy Hitler.
– Eee... to Stilritz. Ten piekielny rosyjski szpieg – mruczy Himmler.
– Czemu go nie aresztujesz?
– Nie ma sensu – wzdycha Himmler. – On i tak zawsze nam ucieka...

Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i patrząc prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
– Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem.
– Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej – odpowiada.

Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega: może czapka-uszatka, może przypięty do piersi rosyjski order, a może ciągnący się za nim spadochron?

– Stirlitz to sowiecki agent – rzekł Müller do Schellenberga.
– Musimy go zdemaskować. Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w głowę. Jeśli jest Rosjaninem, zaraz się wygada.
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza:
– Ach, j... twoju mat! – zaklął Stirlitz.
– Ubit! – rozkazał Müller.
– Ciszej, towarzysze – syknął Schellenberg – Niemcy dokoła!

Himmler capnął Stirlitza podczas robienia zdjęć planom wojennym.
-Stirlitz, wiem że jesteście Rosjaninem...
-Wcale nie! To Bormann wymyślił oszust jeden, bliadź, sabaka w paszczu jebana, jab w żopu jewo mać!
I w ten sposób, przez Bormanna, o mało nie doszło do dekonspiracji Isajewa

W pokoju był półmrok. Stirlitz wszedł weń ostrożnie. Półmroka nikt potem już nigdy nie widział.

Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości. Następnego dnia cud znacznie posiniał i obrzękł.

Stirlitz jechał nocą swoim służbowym czarnym Mercedesem. W pewnym momencie zobaczył w światłach reflektorów Kaltenbrunnera dającego rozpaczliwe znaki na poboczu drogi. Stirlitz z kamienna twarzą pojechał dalej. Nie minęło pół godziny, a Stirlitz znowu zobaczył Kaltenbrunnera, stojącego obok drogi i rozpaczliwie wymachującego rękami. Stirlitz udał, że nie widzi, i pojechał dalej. Znowu minęło pół godziny i Stirlitz znowu ujrzał Kaltenbrunnera, stojącego na poboczu i wzywającego pomocy. Ta prosta obserwacja ostatecznie utwierdziła Stirlitza w przekonaniu, że poruszał się obwodnicą berlińską.

Stirlitz szedł ulicą, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
- To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

Podczas chińskiego nowego roku Stirlitz widzi smoka.
- Na szczęście - pomyślał Stirlitz.
- Na kolację - pomyślał smok.




04 lutego, 2009

Opis imienia Katarzyna

Osobowość: Tajemnica krwi
Charakter: 90 %
Promieniowanie: 88 %
Rezonans: 103 000 drgań/sek.
Kolor: Czerwony
Główne cechy: Intelekt-Zdolność reakcji-Pobudli­wość- Dynamizm
Totem roślinny: Truskawka
Totem zwierzęcy: Łabędź
Znak: Lew
TYP: Nerwowe choleryczki, bardzo pobudliwe. Łat­wo tracą zimną krew. Są wyniosłe i sprawiają wrażenie osób " w pretensjach ". W prawdzie - niczym ich totem - łabędź - wydają się dumne i pogardliwe, ale w rzeczywistości są niespokojne i niepewne.
PSYCHIKA: Są inteligentne, wiedzą o tym i dają to odczuć innym. Mają wyraźną skłonność do odnosze­nia wszystkiego do siebie, są subiektywne. Ogólnie biorąc, mają raczej trudny charakter, ale są pełne życia.
WOLA: Raczej dobra, ale nie starcza jej, by doprowa­dzić rzecz do końca. Wówczas przybierają pozę obra­żonej damy i wycofują się z działania ze znudzoną miną.
POBUDLIWOŚĆ: Zbyt duża, by zostawić im czas na refleksję. Zgryźliwe albo raniące uwagi padają wów­czas z tych uroczych usteczek.
ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Ich wybuchy gniewu zbijają z tropu i szokują, gdyż ich mniej czy bardziej uświado­mionym celem jest ranienie i niszczenie.
AKTYWNOŚĆ: Dość słaba, ale ich dynamizm jest tak duży, że sprawiają wrażenie osób niezastąpionych. Brak im wytrwałości, nieraz chwytają dwie sroki za ogon. Są doskonałymi dziennikarkami, pracownicami reklamy, działaczkami.
INTUICJA: Całkiem zagłuszona przez intelektualny aspekt ich osobowości.
INTELIGENCJA: Uważają się za nadzwyczaj inteli­gentne, a innych mają za kretynów. Chociaż w życiu spotyka je wiele porażek, nigdy nie wątpią w siebie i zawsze są z siebie bardzo zadowolone.
UCZUCIOWOŚĆ: Bardzo nerwowa, impulsywna i co tu ukrywać - egoistyczna. Ślepo ufają swej inteli­gencji, która nie zawsze jest tak wielka, jak to sobie wyobrażają.
MORALNOŚĆ: Zależy od okoliczności i wydarzeń. Należy wpoić im za młodu silne zasady moralne, aby przeciwdziałać skłonności do panowania nad otocze­niem. Doskonale znoszą porażki, zwalając winę na innych.
ZDROWIE: Chwiejne, zbyt podlegające psychice. Wrażliwy system nerwowy. Łatwo się męczą. Potrze­bują dużo wypoczynku i snu.
ZMYSŁOWOŚĆ: Katarzyny żyją w masce obojętności i pogardy, trudno jest im ją porzucić. Stąd wiele nieporozumień, nieraz bolesnych. Przyszłego partnera tak idealizują, że spotkanie go kiedykolwiek jest mało prawdopodobne.
DYNAMIZM: Graniczy z agresywnością. Te kobiety potrzebują do życia sukcesów.
TOWARZYSKOŚĆ: Lubią otaczać się ludźmi, łącząc przyjemne z pożytecznym. Ich salon nieraz stanowi przedłużenie biura.
PODSUMOWANIE: Te kobiety a zwłaszcza dziewczęta powinny zastanowić się nad symbo­lizmem łabędzia, którego niezaprzeczalne piękno i wdzięk kryją oschłość serca i brak zrozumienia dla innych, z którymi to cechami zawsze można podjąć walkę.

01 lutego, 2009

Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie i wysokie
z wydepilowanym krokiem

Są kobiety bezzmarszczkowe
fit kobiety luksusowe
pielęgnacji wciąż oddane
z samych siebie odessane

Są kobiety pistolety
pielęgnacji wciąż oddane
z samych siebie odessane

A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa

Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie, opalone
z wydepilowanym łonem

Są kobiety doskonałe
z wyrzeźbionym gładkim ciałem
odmłodzone, odbarwione
całkiem z wieku odsączone

A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa
dziko rosnącego nieba

Lubię skóry mojej smak
i fakt, że zawsze jestem na tak
i lubię też, w moich ustach słowo "fuck"

I lubię ten smak gdy w ustach mam
słowo "fuck"

(Maria Peszek)

30 stycznia, 2009

PRZYTULANIE
Jest ekstra :-) Jest zdrowe, wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrej formie, leczy depresję, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma skutków ubocznych. Przytulanie jest zupełnie naturalne, całkowicie organiczne, naturalnie słodkie, nie zawiera pestycydów, konserwantów ani sztucznych składników i jest w stu procentach odżywcze, właściwie doskonałe. Nie ma części, które mogłyby się zużyć, ani baterii, które mogłyby się wyczerpać, nie wymaga okresowych przeglądów. Zużywa niewiele energii, a mnóstwo dostarcza, nie tuczy, nie podlega inflacji. Jest wolne od miesięcznych opłat, ubezpieczeń, nie jest narażone na kradzież i nie podlega opodatkowaniu. Utrzymuje sprawność ruchową dłoni i ramion i stanowi zdrową alternatywę dla pozamałżeńskiego seksu. Wzmacnia system nerwowy, rozwija mięśnie, zmuszając do wykonywania różnych ruchów,powstrzymuje proces starzenia się i łagodzi napięcia. Rozprasza samotność i zwalcza lęki. Pomaga powściągać apetyt, bo mamy wtedy zajęte obie ręce. W prosty i przyjemny sposób potwierdza nasze fizyczne istnienie. Niskich mobilizuje do rozciągania, a wysokich do skłonów. Jest ekologiczne - nie zakłóca równowagi biosfery i nie zanieczyszcza środowiska. Jest energooszczędne, bo kumuluje ciepło. Wreszcie- jest przenośne i nie wymaga żadnego dodatkowego wyposażenia.
Greckie słowo, od którego utworzono imię Katarzyna, brzmiało: *katharos* ("czysty, prawy, bez skazy"). Tuż obok w słowniku widzimy podobne słowo: *kathaireo* ("burzę, zabijam"). Dziękuję Piotrkowi za zwrócenie mi uwagi na inne możliwe źródło- Hekate, będącą trzecim z kolei aspektem Trójbogini. Jest to jednym z przejawów zjawiska polegającego na tym, że w imieniu tym się siły budujące, tworzące łączą z niszczącymi.
Liczba tego imienia wynosi sześć. Chciałoby się powiedzieć "na szczęście", gdyż szóstka to liczba harmonii i równowagi. Dzięki jej wpływom Katarzyny mogą sobie poradzić z kapryśnymi energiami, które związane są z ich imieniem. A imię tych energii borderline ;-)
Katarzyny w większym stopniu niż przedstawicielki innych imion (a na pewno w większym stopniu niż pozostałe numerologiczne szóstki) odczuwają przeciwieństwa tkwiące w ich duszy. Zanim dokonają ostatecznych wyborów w życiu, często myślą o rzeczach niemożliwych do pogodzenia. Pociąga je wolność, ale są też przywiązane do wspomnień i pamiątek. Pospolity sentymentalizm. Pragną być samodzielne, ale czują potrzebę pomocy ze strony kogoś o silniejszej osobowości. Silniejsze osobowości rzadko kiedy mają w zwyczaju pomagać, a bywa że postępują wprost przeciwnie. Pociąga je nowa moda i nowe style życia, a jednocześnie boją się postępować inaczej, niż uczyły mamy czy babcie. Nie pociąga i nie boję się ;-) Ot, wybiórczy konserwatyzm. Po mniej lub bardziej niespokojnej i burzliwej młodości która trwa i trwa i trwa... zaczynają przeważać wpisane w to imię wpływy harmonijnej liczby SZEŚĆ i Katarzyna stopniowo staje się zwolenniczką porządku, jasnych reguł życiowej gry, a nawet zaczyna się skłaniać ku tradycji i pewnemu konserwatyzmowi. W przeciwieństwie jednak do innych szóstek, które łatwo się godzą na tradycyjną rolę kobiety, Katarzyny nie czują się do końca "udomowione", lubią demonstrować swoją niezależność i wolność poglądów. Dlatego też drażnią je wszelkie "pierniczki Katarzynki" czy "margaryna Kasia" nie mówiąc już o robocie kuchennym, posiadanym przez osobę piszącą te słowa. Zwykle imię to jest wskaźnikiem dużej inteligencji i żywego umysłu. Katarzynom z natury wiedza łatwo wchodzi do głów, choć mogą się bronić przed etykietą prymuski i intelektualistki. Niekoniecznie od razu bronić :-) W ogóle natura Katarzyn jest kapryśna i często nieobliczalna; najlepiej rozwijają się u boku silnych mężczyzn, którzy dają im poczucie bezpieczeństwa. Silni mężczyźni, i w ogóle silni ludzie nie dają poczucia bezpieczeństwa. Przeciwnie, odbierają je, a przynajmniej skutecznie redukują.

22 grudnia, 2008



Minęły 23 lata. A Panasewicz dalej tak samo brzydki z tak samo fajnym głosem :-)

Kasia jest rówieśniczką Lady Pank, żeby było ciekawiej. Jak widać dzieci stanu wojennego mają się dobrze...

Borderline- kluczyki, wytrychy, drogowskazy i ostrzeżenia. Kolejność przypadkowa i nielogiczna.

B – borderline
O – obezwładniające uczucie pustki
R – ryzykowne działania autoagresywne
D – dążenie do uniknięcia odrzucenia
E – emocjonalna chwiejność
R – rozpad osobowości lub myśli paranoiczne
L – labilny obraz samego siebie
I – impulsywność w niektórych sferach życia
N – niestabilne związki interpersonalne
E – erupcje niekontrolowanego gniewu
  • impulsywność i nieprzewidywalność zachowań, co najmniej w dwóch szkodliwych obszarach (seks, hazard, alkohol, narkotyki, przejadanie się, samookaleczenia)
  • krótkotrwałe, niestałe związki z ludźmi raczej dla korzyści, manipulowanie innymi
  • brak stabilności emocjonalnej, wahania nastroju, drażliwość, lęk
  • wybuchy gniewu bez wyraźnej przyczyny i niemożność opanowania tych uczuć
  • demonstracje i zachowania samobójcze, samouszkodzenia
  • zaburzenia tożsamości wyrażającej się niepewnością w obrazie własnej osoby, tożsamością płciową, wyborze długofalowych celów w życiu
  • stałe uczucie pustki i nudy
  • rozpaczliwe próby unikania porzucenia, realnego, czy domniemanego
  • niezdolność do kontrolowania zachowań emocjonalnych
  • skłonność do działań gwałtownych
  • niezrównoważenie emocjonalne
  • wchodzenie w intensywne, ale nietrwałe związki z ludźmi
  • zachowania autodestrukcyjne
  • stałym poczucie pustki wewnętrznej
  • zaburzenie obrazu własnego "ja" i poczucia tożsamości
  • pozornie dobre przystosowanie społeczne
- zaburzony jest obraz samego siebie, swoich celów i preferencji,
- występuje stałe uczucie pustki wewnętrznej,
- skłonność do wchodzenia w intensywne i nietrwałe związki z innymi,
- tendencja do działań samouszkadzających, w tym do gróźb i prób samobójczych

  • Wszystko albo nic – jeśli coś się choć trochę nie uda – to tak jakby się całkiem nie udało. Jeśli podejmują się jakiejś czynności to oddają się jej w pełni. Wpadają w skrajności.
  • Skupianie się na negatywnych stronach – pozytywne się nie liczą.
  • Przekonanie, że coś jest dla innych oczywiste – kiedy nie jest.
  • Przesadzanie z trudnościami, które ich czekają – wyolbrzymiają problemy, które ich czekają i umniejszają swoim umiejętnościom, przez co przyszłość ich przeraża.
  • Przekonanie, że będzie się szczęśliwym tylko jeśli znajdzie się osoba, która będzie ich kochać bezgranicznie, bez-względu-na-wszystko. Ale jeśli trafi się osoba, która ich tak mocno kocha – musi być z nią coś nie tak, trzeba więc od niej uciec.
  • zapamiętałe wysiłki uniknięcia realnego lub wyobrażonego zagrożenia samobójstwem;
  • silne, ale nietrwałe i biegunowo przeciwstawne (od nadmiernej idealizacji do całkowitej
    dewaluacji) związki z innymi ludźmi;
  • zaburzenia tożsamości, wyrażające sie przede wszystkim zniekształceniem i niestabilnością obrazu samego siebie lub poczucia własnego "ja";
  • impulsywne zachowania autodestrukcyjne przejawiające sie przynajmniej w dwóch różnych formach (np. trwonienia pieniędzy, wyczerpującego życia seksualnego, drobnych kradzieży, nieostrożnej jazdy samochodem, nadużywania substancji odurzających, obżarstwa);
  • powtarzające się samouszkodzenia lub groźby i próby samobójcze;
  • niezrównoważenie emocjonalne, np. zmiany nastroju, epizody dysforii, irytacji lub lęku, zwykle ustępujące po kilku godzinach, rzadko utrzymujące się dłużej;
  • stałe poczucie pustki wewnętrznej;
  • nieadekwatne, nie kontrolowane wybuchy gniewu;
  • przejściowe, związane ze stresem objawy dysocjacyjne lub nastawienia urojeniowe.

21 grudnia, 2008



Go son, go down to the water
And see the women weeping there
Then go up into the mountains
The men, they are weeping too.
Father, why are all the women weeping?
They all are weeping for their men
Then why are all the men there weeping?
They are weeping back at them.

This is a weeping song
A song in which to weep
While all the men and women sleep.
This is a weeping song
But I won't be weeping long.

Father why are all the children weeping?
They are merely crying son.
O, are they merely crying father?
Yes, true weeping is yet to come.

This is a weeping song
A song in which to weep
While all the little children sleep.
This is a weeping song
But I won't be weeping long.

O father tell me are you weeping?
Your face seems wet to touch.
O then I'm so sorry father
I never thought I hurt you so much.

This is a weeping song
A song in which to weep
While we rock ourselves to sleep.
This is a weeping song
But I won't be weeping long
No. I won't be weeping long

Nick & Blixa :-)



They call me The Wild Rose
But my name was Eliza Day
Why they call me it I do not know
For my name was Eliza Day

From the first day I saw her I knew she was the one
She stared in my eyes and smiled
For her lips were the colour of the roses
That grew down the river, all bloody and wild

When he knocked on my door and entered the room
My trembling subsided in his sure embrace
He would be my first man, and with a careful hand
He wiped at the tears that ran down my face

They call me The Wild Rose
But my name was Eliza Day
Why they call me that I do not know
For my name was Eliza Day

On the second day I brought her a flower
She was more beautiful than any woman I've seen
I said: "Do you know where the wild roses grow
So sweet and scarlet and free?"

On the second day he came with a single red rose
He said: "Give me your loss and your sorrow?"
I nodded my head, as I lay on the bed
"If I show you the roses will you follow?"

They call me The Wild Rose
But my name was Eliza Day
Why they call me that I do not know
For my name was Eliza Day

On the third day he took me to the river
He showed me the roses and we kissed
And the last thing I heard was a muttered word
As he knelt above me with a rock in his fist

On the last day I took her where the wild roses grow
She lay on the bank, the wind light as a thief
And I kissed her goodbye, said "All beauty must die"
And I lent down and planted a rose between her teeth

They call me The Wild Rose
But my name was Eliza Day
Why they call me it I do not know
For my name was Eliza Day

My name was Eliza Day...

For my name was Eliza Day.

Nick & Blixa (w zastępstwie Kylie M.)

Święta były bardzo fajne, gdyby nie było obowiązku spędzania ich z rodziną.
Gdyby nie ona, byłoby bardzo miło.
Pomyślcie tylko, bierzecie faceta/ facetkę/ przyjaciół/ znajomych, jecie smaczne rzeczy, pijecie dobry alkohol, mówicie sobie miłe słowa, czytacie książki w łóżku i nic nie musicie robić.
Zamiast tego- niestety- czeka nas sprzątanie, stanie przy garach i przebywanie z ludźmi, którzy najchętniej poprzegryzaliby sobie gardła, gdyby tylko mogli sobie na to pozwolić.

10 grudnia, 2008

Monday's child is fair of face;
Tuesday's child is full of grace;
Wednesday's child is full of woe;
Thursday's child has far to go;
Friday's child is loving and giving;
Saturday's child works hard for a living.
But the child that is born on the Sabbath day
Is fair and wise, good and gay
Oczywiście nietrudno się domyśleć, ze autorka bloga urodziła się w środę.
Tutaj zaś literackie i bardzo piękne tłumaczenie:

Kto w poniedziałek na świat przychodzi,
ten z piękną buzia zawsze się rodzi.
Wtorkowe dzieci są pełne wdzięku,
żyją szczęśliwe, wolne od lęków.
A ten, kto przyszedł na świat w środę
jest smutny nawet w ładną pogodę.
Za to ci, którzy rodzą się w czwartki
mają moc magii i umysł wartki.
Kogo zaś w piątek bocian przyniesie,
temu nie braknie w życiu uniesień.
Dzieci z soboty, chociaż są skryte,
są też uparte i pracowite.
Kto się w kapuście znalazł w niedzielę
ten szczęścia zazna od życia wiele.

... i inne, równie ładne:


Z poniedziałku dzieci poczciwe,
z wtorku urodziwe,
ze środy – smutne biedaki,
z czwartku – los nie byle jaki,
z piątku – miłe i hojne,
z soboty będzie życie znojne,
a kto się narodził w sabatu godziny,
ten uczynny, zręczny i urodziwy.


06 grudnia, 2008

Przyjaźń nie potępia w chwilach trudnych,
nie odpowiada zimnym rozumowaniem:
gdybyś postąpił w ten czy tamten sposób...
Otwiera szeroko ramiona i mówi:
nie pragnę wiedzieć,
nie oceniam,
tutaj jest serce, gdzie możesz spocząć.

(Malwida von Meysenbug)

11 listopada, 2008

Historio, historio,
Co żeś ty za pani,
że przez ciebie giną
chłopcy malowani.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór!

Historio, historio,
czarna dyskoteko,
nie pozwalasz wytchnąć
ludziom ani wiekom.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !

Historio, historio,
Co żeś ty za matnia,
pchamy się na scenę,
a to jeszcze szatnia.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !

Historio, historio,
tania z ciebie dziewka,
miała być canzona,
a jest stara śpiewka.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !

Historio, historio,
jaka w tobie siła,
żeś ty całe światy
z mapy poznosiła.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !

Historio, historio,
tyle w tobie marzeń,
bywa, że cię piszą
kłamcy i gówniarze.

Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !

Historio, historio,
ty żarłoczny micie,
co dla ciebie znaczy
jedno ludzkie życie ?

Agnieszka Osiecka

06 listopada, 2008

Ojcowie i pisarze Kościoła Katolickiego o godności kobiety i świętości małżeństwa:

Tertulian
# Kobieta to bezbożne furie chuci.
# To brama, przez którą wdziera się diabeł
# Tyś jest tą, która dopuściła diabła, ty złamałaś pieczęć owego drzewa, ty jako pierwsza naruszyłaś prawo boskie i ty skusiłaś tego, do którego diabeł nie umiał przystąpić. Tak łatwo rzuciłaś na ziemię mężczyznę, istotę stworzoną na podobieństwo Boga. Przez twoją winę, to znaczy gwoli śmierci, musiał tez umrzeć Syn Boży, a ty myślisz jeszcze o ozdobach na twoją obwiedzioną futrem szatę?
# Podstawą małżeństwa i podstawą rozpusty jest ten sam akt. Dlatego mężczyzna postępuje najlepiej, jeżeli nie tyka kobiety.
# Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze, by nie utracić szczęśliwości wiecznej.

Klemens Aleksandryjski
# U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd.

Jan Chryzostom
# Za twym mężem winno iść twe pożądanie, i on winien być twoim panem-zniż się zatem do poddaństwa- bądź jedną z podległych.
# Istnieje przecież wiele okazji w świecie, które osłabiają sumienność duszy. Należy do nich nade wszystko obcowanie z kobietami. Sprawując pieczę nad rodzajem męskim, zwierzchnik nie powinien zapominać o niewieścim, który właśnie z powodu swej większej skłonności do grzechu wymaga też większej troski.

Augustyn
# Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie.
# Nie wiem, do jakiej pomocy mężczyźnie została stworzona kobieta, jeśli wykluczymy cel prokreacji. Dlaczego mimo to cel ten się wyklucza, nie rozumiem. Jeśli kobieta nie została dana mężczyźnie do pomocy w rodzeniu dzieci, w takim razie do czego? Może do tego, by razem uprawiali ziemię? W takim razie lepszą pomocą dla mężczyzny byłby mężczyzna. To samo tyczy się pociechy w samotności. O ileż przyjemniejsze jest życie i rozmowa, gdy mieszkają ze sobą dwaj przyjaciele niż mężczyzna i kobieta.

Jan Kasjan
# W samotności pustynnej i w milczeniu doszedł ojciec Paweł do takiej czystości serca, że nie tylko nigdy nie spojrzał w twarz niewiasty, ale nawet na szatach niewieścich nie spoczęło oko jego. Gdy pewnego razu w towarzystwie ojca Archelbejusza, mieszkającego w tej samej pustyni, podążał do celi któregoś ze starszych ojców, spotkali przypadkiem niewiastę. Tak się przeraził tym spotkaniem ojciec Paweł, że poniechawszy tych pobożnych odwiedzin zaczął uciekać do swego klasztoru z takim pośpiechem, że nikt by przed lwem lub okrutnym jakim smokiem tak nie pierzchał.

Ambroży
# Kobieta winna zasłaniać oblicze, bowiem nie zostało ono stworzone na obraz Boga.
# Jezus mówi do niej (Marii Magdaleny) „Kobieta". Ta, która nie wierzy, jest kobietą i [ludzie] zwracają się do niej określając jej płeć; kobieta natomiast, która wierzy — przekształca się w osobę doskonałą, w mężczyznę.

Hieronim
# Tak długo, jak kobieta żyje po to, by rodzić, i dla dzieci, tak długo między nią i mężczyzną istnieje taka sama różnica, jak między ciałem i duszą; jeżeli jednak pragnie Chrystusowi bardziej służyć niż światu — wówczas przestanie być kobietą i nazwą ją „mężczyzną", gdyż życzymy sobie, by wszyscy zostali podniesieni do stanu doskonałego mężczyzny.
# Jeśli dobrze jest nie zadawać się z niewiastą, to źle jest zadawać się z nią.
# Małżonkowie żyją niczym bydło, a spółkowanie z kobietami upodabnia mężczyzn do świń i innych nierozumnych bydląt. Przychylni tobie są ludzie opaśli, pogodni z usposobienia, lubiący się stroić. Dołącz do nich wszystkie świnie i psy, a że lubisz mięso, to i sępy, orły, jastrzębie i sowy… Wszyscy ludzie o pięknych obliczach, wszyscy z wymyślnymi lokami, wszyscy ludzie o rumianych policzkach to twoja trzoda, albo lepiej powiedzieć, że chrząkają oni razem z twoimi świniami… Każdy z twoich świniopasów jest bogatszy niż nasz pasterz, a kozły przyciągają ku sobie wiele kóz. Stali się oni podobni rumakom tęskniącym do klaczy: rżą na sam widok niewiast. Marne kobietki też śpiewają pieśń stworzoną przez ich mistrza: Bóg żąda tylko nasienia.

Boethius
# Kobieta jest świątynią zbudowaną na bagnie

Odo
# Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą... oglądanie kobiety powodowałoby tylko wymioty… Skoro sami nawet koniuszkami palców nie chcemy dotykać śluzu i łajna, dlaczego tak gorliwie pożądamy objęcia naczynia z nieczystościami

Anzelm

# Kobieta ma jasną twarz i miłą postać. Podoba się bardzo, ta mleczno-biała kreatura! Ale gdy otworzy się jej wnętrze i wszystkie inne regiony jej ciała, okaże się jak plugawą tkankę zawiera ta biała skóra.

Franciszek z Asyżu
# Kto obcuje z kobietami narażony jest na ,,skalanie swego ducha, tak samo jak ten, kto idzie przez ogień, naraża się na poparzenie stóp.

Albert Wielki
#Kobieta jest mniej skłonna (niż mężczyzna) do obyczajności. Gdyż kobieta zawiera więcej płynu niż mężczyzna, a właściwością płynu jest, że łatwo przyjmuje, a trudno zatrzymuje. Płyn łatwo się porusza. Dlatego kobiety są niestałe i wścibskie. Gdy kobieta ma z mężczyzną stosunek, chciałaby możliwie jednocześnie leżeć pod innym. Kobieta nie zna wierności. Wierz mi, jeśli dasz jej wiarę, będziesz rozczarowany. Wierzaj doświadczonemu nauczycielowi. Dlatego mądry mężczyzna jak najmniej zwierza się swej żonie ze swych planów i czynów. Kobieta jest nieudanym mężczyzną i w porównaniu z mężczyzną ma uszkodzoną i wadliwą naturę. Dlatego jest niepewna siebie. Czego sama nie potrafi zdobyć próbuje osiągnąć zakłamaniem i diabelskimi oszustwami. Dlatego, mówiąc krótko, należy się strzec każdej kobiety jak jadowitego węża i rogatego diabła. Gdybym mógł powiedzieć, co wiem o kobietach, cały świat by się zdumiał… Dokładnie mówiąc kobieta nie jest mądrzejsza lecz przebieglejsza od mężczyzny. Mądrość ma posmak dobra, przebiegłość — zła. Dlatego też w uczynkach złych i perwersyjnych jest kobieta mądrzejsza, tzn. przebieglejsza od mężczyzny. Uczucia pchają kobietę w stronę wszystkiego, co złe, tak jak rozum porusza mężczyznę w stronę wszystkiego, co dobre.

Tomasz z Akwinu
# Kobieta jest jedynie pomocą w płodzeniu i pełni pożyteczną rolę w gospodarstwie domowym.
# Ludzie stanu dziewiczego otrzymają sto procent nagrody w niebiesiech, owdowiali — sześćdziesiąt procent, a żonaci — trzydzieści procent.
# Dzięki temu, że składają śluby dziewictwa lub stanu wdowieńskiego i przez to zostają zaślubione Jezusowi — zostają podniesione do godności mężczyzn.
# Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu... są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.
# Zarodek płci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów.
# Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych.

Enea Silvio
# Gdy widzisz kobietę, myśl, że to diabeł! Jest ona rodzajem piekła.

François Garasse
# Kobiety trzeba trzymać z dala od tego niebezpiecznego tekstu (Biblii), i od wszelkiej nauki w ogóle. Kobieta uczona to coś gorszego niż brodata. Poważnego uszczerbku doznałaby cnota dzieweczki, gdyby wolno jej było czytać Pieśń Salomona albo historię Zuzanny.

Abraham a Santa Clara
# ...piękna i wystrojona kobieta jest świątynią, która została zbudowana nad wielką kloaką... kto będzie chciał wielbić łajno jako Boga?

27 października, 2008

O czym wie Leonard Cohen... i "Każdy o tym wie". Tłumaczenie Macieja Zembatego.


Każdy wie że kości są fałszywe
Każdy gracz krzyżuje palce swe
Każdy wie że wojna się skończyła
Każdy wie kto wygrał a kto nie
Każdy wie jak skończyć miał się bój
Biedak stracił, bogacz zyskał znów
I tak to już jest
Każdy o tym wie

Każdy wie że nasza łódź przecieka
Że kapitan w żywe oczy łże
Każdy to niemiłe zna uczucie
Jakby ojciec umarł mu lub pies
Każdy daje w łapę acz niechętnie
Każdy chciałby dostać bombonierkę
Lub bukiet róż
Każdy wie to już

Każdy wie że kochasz mnie maleńka
Każdy wie że tak naprawdę jest
Każdy wie że zawsze byłaś wierna
Może oprócz nocy dwóch lub trzech
Każdy zna dyskrecję twą jak grób
Odwiedziłaś nago mężczyzn pułk
A może mniej
I każdy o tym wie

Każdy o tym wie, każdy o tym wie
Tak to już jest, że każdy o tym wie

Każdy o tym wie...

Każdy wie że teraz albo nigdy
Każdy wie że jak nie ja to ty
Każdy wie że zyska wieczną chwalę
Gdy napisze jeden wierszyk zły
Każdy wie że ten interes śmierdzi
Tylko murzyn zbiera kwiat bawełny
Kark pokornie gnie
Każdy o tym wie

Każdy wie że zbliża się zaraza
Każdy wie że czasu coraz mniej
Że mężczyzna nagi i kobieta
Są zabytkiem, który w mroku lśni
Każdy wie że martwy jest nasz świat
Ale ty nad łóżkiem licznik masz
Którym mierzy się, to, o czym każdy wie

Każdy wie że same masz kłopoty
Każdy wie że losem twym jest ból
Od krwawego krzyża na Kalwarii
Aż po plaże w Malibu
Każdy wie że ziemia trzeszczy w szwach
Więc na święte serce spójrz choć raz
Nim pęknie w szerz
Czy już o tym wiesz

Każdy o tym wie...

21 października, 2008


Niespełnione Marzenie (Agata Król)

Gdy patrzę w morską dal,
w słońce znikające za horyzontem gdzieś,
chce być tam wśród fal
i na morze moja płynie pieśń.

Ja wiem, że nigdy nie popłynę tam,
gdzie żagle na masztach rysują chmur biel,
na lądzie me życie i ja,
mogę o morzu tylko śpiewać swą pieśń.

Gdy liczę swe szare dni,
myślę o żaglowcach zbłąkanych daleko gdzieś
i wtedy przypomina się mi
o moim życiu piosenki tej treść.

Ja wiem, że nigdy nie popłynę tam,
gdzie żagle na masztach rysują chmur biel,
na lądzie me życie i ja,
mogę o morzu tylko śpiewać swą pieśń.

Gdy słyszę szum fal
i wiatru w uszach gwizd,
to w oczach łzy mam,
bo już nie od dziś...

Ja wiem, że nigdy nie popłynę tam,
gdzie żagle na masztach rysują chmur biel,
na lądzie me życie i ja,
mogę o morzu tylko śpiewać swą pieśń.

29 września, 2008

Posłanie do nadwrażliwych

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a
przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.

Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.

Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.

Przesłanie Kazimierza Dąbrowskiego, autora teorii dezintegracji pozytywnej i wybitnego psychologa.