31 października, 2009

A tego roku jesień też jest siwa,
Ludzi ucisza, w drzewach kształt odkrywa.

I tego roku obłoki wydłuża,
Ze idą niebem jak ziąbu przedmurza.

Jakby zaiste nie przeszła nad nami,
Chorągiew bólu z ciemnymi skrzydłami,

Jakby nam czoła nie obrosły chrusty
I jakby "spokój" nie był dźwięk już pusty.

A tu gzie mieszkam-gdzie do ciebie piszę
Ptaki dziobami przędą wielką ciszę.

Staw rzęsę dźwiga, rzęsa trzciny wiąże,
Zamyka łono nasycony grążel.

Pola topolom, topole rozstajom,
A lasy borom milczenie podają.

Jakby, zaprawdę, trznadle i czyżyki
Niosły przez niebo Chustę Weroniki.

Jakby, zaiste, za tych drzew bukietem
Przydrożny strumień rozlewał się w Letę.

(S. Grochowiak)

10 października, 2009

"Tylko na nas spójrzcie.Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami. Lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość. Uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność. Główne media niszczą informacje a religie niszczą duchowość."
(Michael Ellner)

08 października, 2009

Do firmy przyszedł hydraulik naprawić WC. Wszedł do
sekretariatu i pyta:
- No to gdzie jest ten sracz?
Sekretarka nieśmiało odpowiada:
- Szef jest właśnie na obiedzie.
- Ale pani mnie źle zrozumiała - mam na myśli te dwa zera.
- Zastępcy mają naradę.
- Ale pani złota, ja się pytam, gdzie tu się gówno robi?
- Aha... rachunkowość jest piętro wyżej...

03 października, 2009



1. Pierwszego dnia Bóg stworzył Jamnika. 
2. Drugiego dnia Bóg stworzył człowieka, żeby rozpieszczał Jamnika. 
3. Trzeciego dnia Bóg stworzył wszystkie zwierzęta, aby Jamnik miał za czym biegać. 
4. Czwartego dnia Bóg stworzył pracę, żeby człowiek wychodził regularnie z domu, a Jamnik mógł swobodnie po nim buszować. 
5. Piątego dnia Bóg stworzył piłkę tenisową, żeby Jamnik mógł ją aportować albo i nie. 
6. Szóstego dnia Bóg stworzył weterynarza, żeby Jamnik był zdrowy, a człowiek ubogi. 
7. Siódmego dnia Bóg chciał odpocząć, ale musiał wziąć Jamnika na spacer.

27 września, 2009


Pieśń I Jana Kochanowskiego

Pewienem tego, a nic się nie mylę,
Że bądź za długą, bądź za krótką chwilę, 
Albo w okręcie całym doniesiony, 
Albo na desce biednej przypławiony 
Będę jednak u brzegu, 
Gdzie dalej nie masz biegu.
Lecz odpoczynek i sen nieprzespany, 
Tak panom, jako chudym zgotowany. 

Ale na świecie kto tak głupi żywie, 
Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie
Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody 
I szturmów srogich krom swej znacznej szkody? 
Lecz tylko że pragniemy, 
Ale nie rozumiemy, 
Czego się trzymać, jako się sprawować, 
Żeby nie przyszło na koniec żałować.

A chytre morze, ile znakomitych, 
Tyle pod wodą żywi skał zakrytych. 
Tu siedzi złotem Cześć koronowana, 
Tu lekkim piórem Sława przyodziana, 
Tu Chciwość nieszczęśliwa
Zbiera, a nie używa; 
Tu luba Rozkosz i Zbytek wyrzutny, 
Pod nimi Nędza prędka i Żal smutny. 

Tamże i Krzywda, i Zazdrość przeklęta, 
Przed którą biada zawżdy Cnota święta. 
Więc jeśli człowiek jedne skałę minie, 
Wnet na to miejsce na inszą napłynie, 
Tak iż snać namędrszemu
Trudno pogodzić temu, 
Aby przynamniej więznąć albo zbłędzić 
Nie miał, chyba gdy kogo Pan chce rzędzić. 

Wodzu prawdziwy i Wieczna Światłości, 
Uskrom z łaski swej morskie nawałności, 
A podnieś ogień portu zbawiennego, 
Na który patrząc moglibyśmy tego 
Morza chytrego zdrady 
Przebyć bez wszelkiej wady, 
A odpoczynąć po tym żeglowaniu
W długim pokoju i bezpiecznym spaniu.

12 września, 2009

"Mandalay" Rudyard Kipling


Przed pagodą starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg,
Birmańska siedzi dziewczyna i wiem, że wspomina mnie;
Bo świątynny dzwon przyzywa, gdy wiatr w palm korony dmie:
Wróć tu, wróć, żołnierzu z Anglii, wróć tu, wróć do Mandalay!
Wróć tu, wróć do Mandalay,
Gdzie flotylli dawnej cień;
Czy nie słyszysz szmeru wioseł od Rangoon po Mandalay?
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!

Jej spódnica była żółta i zielony czepek jej,
Imię miała Supi-jo-lat jak królowa Tihibei.
Pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy kurzyła faję białą,
Chrześcijańskie pocałunki marnując na bożka ciało:
Plugawe, gliniane cudo.
Zwane wielkim bogiem Buddą.
Dużo dbała o te bogi, gdy całowałem jej nogi!
Na szlaku do Mandalay......

Gdy mgła wstała z pól ryżowych, a słońce wschodziło wolno,
Wyjmowała swoje banjo i śpiewała Kulla-lo-lo
Z policzkiem na mym policzku i ręką na mym ramieniu
Spoglądała na parowce i hathis z pniami w strumieniu.
Słonie ciągną pnie na złoże
W śliskim, szlamistym bajorze,
Gdzie cisza wisi tak ciężko, że człowiek mówić nie może.
Na szlaku do Mandalay.....

Ale to już odpłynęło, dawno minął już ten dzień;
Nie kursują autobusy z banku aż do Mandalay.
Tu w Londynie wiem, co znaczy tam przesłużyć dziesięć lat;
Kiedy raz cię wschód zawoła, na nic później cały świat
Na nic później cały świat;
Czosnek pachnie tam jak kwiat
Jest słońce, palmy, a w górze głos świątynnych dzwonów gra
Na szlaku do Mandalay....

Chory jestem od zdzierania zelówek o twardy bruk,
A przeklęta słota Anglii budzi febrę, zwala z nóg.
Choć od Chelsea aż do Strandu, kucht tuziny za mną gnają
I gadają o miłości, ale o czym to gadają?
Sine, krowie pyski mają.
Boże, o czym to gadają?
Mam smuklejszą, słodszą pannę w piękniejszym, zieleńszym kraju;
Na szlaku do Mandalay....

Płynąć chcę na wschód, za Suez, gdzie jest dobrem każde zło,
Gdzie przykazań brak dziesięciu i pić można, aż po dno.
Bo świątynny dzwon przyzywa i tam tylko być już chcę :
Przed świątynią starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg.
Na szlaku do Mandalay
Gdzie flotylli dawnych cień,
Nasi chorzy tam leżeli, gdyśmy szli na Mandalay!
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!


24 sierpnia, 2009

-Wciąż pada śnieg- powiedział Kłapouchy posępnie.
-A tak, pada.
-I mróz bierze.
-Naprawdę?
-Tak- rzekł Kłapouchy. -Jednakże- ciągnął, rozpogadzając się trochę- nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemii.

-O, ja się bardzo cieszę- powiedział Puchatek.
-Niektórzy mogą- rzekł ponuro Kłapouchy.

-Dzień dobry, mały Prosiaczku! Jeśli ten dzień godzi się nazwać dniem dobrym, o czym wątpię- dodał. -Ale mniejsza o to.

14 sierpnia, 2009

Mężczyźni w sytuacji kryzysowej

Na drodze między Siemianowicami a Piekarami Śląskim w środku nocy zepsuł się autobus. Dookoła rozciągały się jedynie pola kapusty. Najbliższe ludzkie osady znajdowały się kilka kilometrów dalej. Operatorzy sieci komórkowych solidarnie wyłączyli sieci w ramach bojkotu zarządzeń Unii Europejskiej. Nie przejeżdżał żaden samochód - kierowcy zrażeni zarazą drogowo-remontową porzucili swoje krążowniki szos, przerzucili się na rowery i motorynki. Żywego ducha - ni hu hu.

Z zepsutego autobusu wysypali się pasażerowie. Traf chciał, że sami mężczyźni jadący na pielgrzymkę mężczyzn do bazyliki piekarskiej. 

Kierowca: Stoimy. 

Wszyscy pokiwali głowami na znak, że się zgadza.Stoją. 

Kierowca: Trzeba coś zrobić. 

Wszyscy pokiwali głowami. Tak, trzeba coś zrobić. 

Robotnik budowlany: Na pych go, panowie, na pych! Jak się zaprzemy, jak popchniemy, to na bank odpali. Tu jest z górki, prościuteńko pójdzie, bo to na pewno akumulator. Jak się zaprzemy, jak popchniemy, to zatrybi i pojedziem dalej. 

Naukowiec: Bardzo przepraszam, szanowny kolego z niższych warstw społecznych, ale twoja teoria nie opiera się na żadnych wiarygodnych przesłankach. I ta, pożal się, Boże!, metodologia! Zanim dokonamy jakiś realnych działań, należy postawić i zweryfikować szereg równorzędnych hipotez na temat przyczyn zgaśnięcia silnika, następnie dokonać wnikliwej i rzetelnej analizy wszystkich części pojazdu, wyizolować część zepsutą i dopiero dysponując powyższymi danymi - dokonać celowej i uwiarygodnionej badaniami naprawy. 

Konstruktor: Pierdoły archangielskie, co wy pleciecie za androny! Zamiast ten złom naprawiać, tym bardziej, że nie wiemy, w którym miejscu szukać, rozbierzmy pojazd na części i zbudujmy inny, działający środek lokomocji. Gdyby ludzie myśleli kreatywnie, nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej! A tak się skąpi pieniędzy na innowacyjne konstrukcje, ładuje się niepotrzebnie grube miliony w niedochodową budżetówkę i potem się człowiek budzi z ręką w kapuście.

Filolog: Wypraszam sobie, patafianie nieogolony! Co nam po jakiś kretyńskich, cudacznych pomysłach z jarmarcznej budy, jaką tworzy pańska głowa? Lepsze są sprawdzone rozwiązania. Gdybyśmy mieli odpowiednią książkę, gdzie czarno na białym pisze, co należy robić w takich sytuacjach, wystarczyłoby otworzyć, przeczytać, zastosować. Ale jak naród książek nie lubi, to potem takie są konsekwencje, moje trytonie tutki. 

Filozof: Milcz, prostytutki synu! Przez te wasze książki głupie ludziom się wcale lepiej nie dzieje. Najważniejsza jest myśl, idea! Ona potrafi zharmonizować postrzeganie rzeczywistości, o ile w ogóle jesteśmy w stanie ją postrzegać. Na moje oko w naszej sytuacji nic się nie zmieniło. Już Zenon z Elei udowodnił, że ruch tak naprawdę nie istnieje. A skoro tak, to nasze stanie tutaj jest stanem naturalnym. Zamiast rozmyślać o abstrakcjach, jak się stąd wydostać, pogrążmy się w rzeczowej dyspucie nad paradoksami Zenona...

Ksiądz: Proszę drogiej wycieczki! Proszę zaniechać tych sporów czysto teoretycznych i spokojnie na pośladkach usiąść, całą wiarę położyć w Panu. Skoro nas wpakował w ten kapuściany obornik, to tą samą ręką nas z niego wyciągnie. Niech się dzieje wola nieba, jej się zawsze słuchać trzeba. Mam tutaj piękne modlitewniki, po bardzo promocyjnej cenie. Mogę wam psalmy pośpiewać, bo przypadkiem zabrałem gitarę ze sobą.

Menadżer: Ta cała sytuacja tutaj jest absolutnie i niedopuszczalnie niedorzeczna. Nasz kluczowy problem wynika stąd, że brakuje nam odpowiedniej organizacji, sprawnego zarządzania. Musimy wybrać kierownika projektu, który będzie dowodził wydostawaniem się z pola kapusty. Oczywiście, należy wybrać kogoś o najlepszych preferencjach do zarządzania zasobami ludzkimi. Następnie kierownik projektu musi dokonać obsadzenia stanowisk. Wyznaczyć głównego planistę, wykonawców, zastępcę, sekretarza... Dopiero po uporządkowaniu naszej struktury można w ogóle myśleć o wydostaniu się stąd! 

Matematyk: Słusznie, skubany, prawi! Ja mogę zostać planistą. Mój plan jest taki, że pozbieracie mi parametry terenu, w jakim się znajdujemy, wyrysuję dwuwymiarowy układ współrzędnych i wyznaczę najkrótszą drogę, jaką należy przebyć, aby dostać się do jakiejkolwiek ludzkiej osady. 

Prawnik: Niestety, ja nie będę brał udziału w tej dyskusji. U mnie porada prawna kosztuje stówę ze godzinę.

Polityk: Oto, do czego przyszło politykom w tym kraju! Obcinają nam dotacje na benzynę, zakazują jeździć sejmowymi limuzynami, a później demokratycznie wybrana władza musi się kisić w otoczeniu głąbów, także kapusty! Rodacy! Czy o taką Polskę walczyliście? Czy obalając komunizm własnymi rękami trzydzieści lat temu, działając w Solidarności - spodziewaliście się, że utkniecie w takim miejscu jak to z powodu złomu? Musimy to zmienić! Yes, we can! Obiecuję, że jeśli poprzecie moją kandydaturę na prezydenta, dam wszystkim talony na nowe samochody, prosto z salonu! 

Informatyk: Posługujecie się jakimiś strasznymi metodami pracy. A może autobus trzeba naprawiać jak komputer?

Tłum: ???

Informatyk: Trzeba do autobusu wsiąść i wysiąść. 

Tłum: A jak ta metoda cię zawodzi?

Informatyk: To wtedy pali się papierosy i pije piwo. Całą procedurę - powtórzyć. 

Tłum: Skąd piwo?

Informatyk: 10 kilometrów dalej jest stacja benzynowa.

Świat zastał dzielną kompanię w polu kapusty, zadowoloną z życia i świata. Odkąd delegaci wrócili z nabojem chmielowym, wszyscy wpadli w szampański nastrój, który potęgowały kolejne puszki piwa. Po raz kolejny rozwiązali problem nie do przejścia.

01 sierpnia, 2009




"Toaleta Wenus" Rubensa przedstawia nagą damę, które anatomia dowodzi, iż ród męski scherlał i zwątlał od tamtych czasów, oraz że stropy domów są cieńsze, każdego z nas bowiem to ciało zmiażdżyłoby na placek i runęłoby z piętra do piwnicy, wraz ze strzępami łoża.

(W. Łysiak)

04 lipca, 2009

Federico Garcia Lorca

— Jeżyno z szarym kolczastym pieńkiem,
podaj mi jagód twych grono ciężkie!

— Przybliż się do mnie. I krew, i ciernie.
Jeśli mnie kochasz, pokocham wzajemnie.

— Z zielonych cierni są twe jagody,
połóż je na mój język spragniony.

— Jaki ogromny uścisk byś dostał
w mych ostrych cierni cienistych splotach!

— Dokąd odchodzisz, jeżyno? Czekaj!
— Szukać miłości. Ty mi jej nie dasz.

Przełożyła Irena Kuran-Bogucka

11 maja, 2009

You Are A: Bear Cub!

bear cubBears are strong and independent creatures who roam in the forest in search of food. Bears are usually gentle, but anger one and be prepared for their full fury! You won't back down from a fight, you have a bit of a temper -- classic attributes of a bear. Intelligent and resourceful, though lazy at times, you are a fascinating creature of the wild.

You were almost a: Duck or a Kitten
You are least like a: Squirrel or a ChipmunkWhat Cute Animal Are You?

10 maja, 2009

Z cyklu odkurzonych przemyśleń.
Systemy religijne zwalniają ludzi od samodzielnego myślenia. Każdy człowiek ma sumienie, działające jak dobrze wyregulowany kompas. Religia narzuca ci pewien system wartości, a tym samym tępi w tobie naturalne wyczucie dobra i zła.

24 kwietnia, 2009

No i byłam, wróciłam cała i zdrowa.
Czuję się taka odprężona że na jutrzejszej randce chyba będę tańczyć na stole ;-)
No a serio- naprawdę jestem zadowolona. Masaż- jak wyjaśniła mi terapeutka- okazał się idealnym środkiem na moje problemy z rwą. Dodatkowo pokazała mi kilka prostych ćwiczeń na te problemy.
Szczerze mówiąc, myślałam że potraktowane będą tylko plecy- a zafundowano mi masaż całego ciała. Godzinny masaż- w miłej atmosferze, olejki, świeczuszki i zasłonięte okna. Nazwa zabiegu zgadza się w 100%. Faktycznie jest luksusowy.

23 kwietnia, 2009

Mój pierwszy raz

Tylko bardzo proszę bez skojarzeń :-)
Pierwszy raz umówiłam się na wizytę w gabinecie kosmetycznym. Przytrafiła mi się akurat okazja, akcja promocyjna... no i idę już jutro.
Właściwie nie jest to zabieg upiększający a raczej zdrowotny. Nazywa się "Luksusowy masaż odprężający". Cóż, po wydarzeniach ostatnich miesięcy odprężenie jest tym czego mi trzeba :-)

W opisie zabiegu znalazłam informację że jest to "w
yjątkowy masaż pleców, którego celem jest wykrywanie i łagodzenie napięć zanim przerodzą się one w nieprzyjemne dolegliwości bólowe. W ten sposób można zredukować bóle kręgosłupa oraz poprawić krążenie w kończynach. Technika ta jest również przydatna jeżeli chodzi o zapobieganie między innymi rwie kulszowej, czy zakwasom mięśniowym, co więcej pozwala utrzymać ciało w dobrej formie oraz szybciej powrócić do zdrowia." Więc- w sam raz dla mnie.
Jaka jestem? Na przykład- taka:

- jestem feministką
- uważam że szklanka jest w połowie pusta... i zaraz się stłucze
- czytam w WC
- jestem harpią ( w zasadzie to bywam)
- jestem obrzydliwym mieszczuchem
- pamiętam komunę i piłam płyn Lugola
- czytam kilka książek jednocześnie, a czytanie książki zaczynam od jej powąchania
- mam specyficzne poczucie humoru i ogólnie jestem ekscentryczna
- jestem passe
- jestem meteopatką
- czytam NG i kocham NG
- regularnie płacę rachunki
- daję napiwki
- gaszę światło kiedy wychodzę z pokoju
- jestem uzależniona od czekolady, lodów i photoshopa
- zbieram przepisy kulinarne a nawet z nich korzystam
- nie czytam Kominka
- płakałam po maszynie do pisania
- grywam w scrabble
- kładę pasjansa
- śpiewam szanty- słuchanie na własne ryzyko

18 kwietnia, 2009

Gdy kwiecień deszczu rzęsistym strumieniem
Marcową suszę zmoczy do korzeni
I skąpie żyłę ziemi w takim płynie,
Który kwitnienia moc daje roślinie;
Gdy zefir ciepłym oddechem owionie
Wiotkie łodygi na polach i błoniach,
A młode słońce na tarczy zodiaku
Zbiegnie pół drogi spod Barana znaku
I poczną śpiewać maleńkie ptaszęta,
Których źrenica we śnie nie zamknięta,
Bo w nich tęsknotę budzi przyrodzenie,
Wtedy i ludzi ogarnia pragnienie
Zbożnej pielgrzymki...

(
Geoffrey Chaucer)


01 kwietnia, 2009

Część naszego życia polega na poszukiwaniu tej jednej osoby, która zrozumie naszą historię. Często okazuje się, że wybraliśmy niewłaściwie. Człowiek, o którym sądziliśmy, że rozumie nas najlepiej, odnosi się do nas później ze współczuciem, obojętnością albo wręcz antypatią. Z kolei ludzie, których obchodzimy, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy nas rozumieją i tych, którzy wybaczają nam najgorsze grzechy. Rzadko zdarza się trafić na kogoś, kto ma obie te cechy naraz.
(Jonathan Carroll)

25 marca, 2009

Pamięć Zdzisławy Sośnickiej

Północ,
Sen w ukłonach się łamie
Wszechpotężna jest pamięć
Gdy wstępuje na tron
Na jej twarzy
Kochanek - czas zostawił swój ślad
Szuka winnych
W księgach lat

Pamięć,
Jak okrutnie nie kłamie
Gdy przesuwa przed nami
To, co sprawia nam ból
Gdy bezsenność rozciąga ponad noce i dnie
W gorzką przeszłość posłów śle

Oto jestem pierwszą łzą
Co płynie w głąb i boli
Oto jestem nieprzytomnym gestem
Złym snem i resztką woli
Przerwij moje noce koszmarów
Jeśli pamięć jest karą
Czemu weszła w nasz dom
Jeśli błądzi co noc po drogach smutku i zła
Co tu znajdzie
Kilka dat

Oto drży od rozmów stół
Przyjaciół śmiech łagodny
Lecz oto lęk
Biegnę przez mrok i zamieć
Zdradzona, zła i sama

Pamięć,
Wciąż osłania i rani
Zawsze wierna jak kamień
Zawsze czuła jak mgła
Zgodny taniec
W przedświcie krążą pamięć i wiatr
Spójrz za siebie
Żyć już czas

19 marca, 2009

The winner takes it all- ABBA


I don't wanna talk
About the things we've gone through
Though it's hurting me
Now it's history
I've played all my cards
And that's what you've done too
Nothing more to say
No more ace to play

The winner takes it all
The loser standing small
Beside the victory
That's her destiny

I was in your arms
Thinking I belonged there
I figured it made sense
Building me a fence
Building me a home
Thinking I'd be strong there
But I was a fool
Playing by the rules

The Gods may throw a dice
Their minds as cold as ice
And someone way down here
Loses someone dear

The winner takes it all
The loser has to fall
It's simple and it's plain
Why should I complain.

But tell me does he kiss
Like I used to kiss you?
Does it feel the same
When he calls your name?
Somewhere deep inside
You must know I miss you
But what can I say
Rules must be obeyed

The judges will decide
The likes of me abide
Spectators of the show
Always staying low
The game is on again
A lover or a friend
A big thing or a small
The winner takes it all

I don't wanna talk
If it makes you feel sad
And I understand
You've come to shake my hand
I apologize
If it makes you feel bad
Seeing me so tense
No self-confidence
But you see
The winner takes it all
The winner takes it all...

07 marca, 2009

Światło w ciemnościach (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

Na białej poduszce, pod pledem,
kończą się smutki.
Tydzień ma całych dni siedem
i siedem nocy zbyt krótkich.

Mary senne, nostalgię kojące,
od nieczułej ważniejsze są jawy.
Gardzę wami, codzienne sprawy,
dnie tutejsze, tygodnie, miesiące.

Świat mój własny, bezsilny, bezradny,
sny jedynie ma ku pomocy!
W Labiryncie nić Ariadny
świeci po nocy...

W głodzie serca, wśród granic i gromów,
nieistotną żywię się manną.
Pod poduszką mam świat mój i dom mój - - -
Raj - i chustkę na łzę poranną.

Leżysz, miasto, pod moją poduszką
jak w dzieciństwie ukochana książka.
Pragnę czytać, czytać całą duszą!
. . . . . . . . . . . . . . . . .

I już słowik na Bielanach zakląska! -
Już i Wisła - już krakowski klimat -
już tramwajem dzwoni Zwierzyniecka -
już dom widać ten, z którym od dziecka
związaniśmy jak muszla i ślimak. -

Potem budzik - potem światło w oczy -
Żegnać muszę odzyskany eden.
Dzień mój potrwa do dziesiątej w nocy -
tydzień ma całych dni siedem...


04 marca, 2009

Piosenka obcego... a w zasadzie Leonarda Cohena :-)

Wszyscy mężczyźni znani mi to byli gracze,

którzy gry wyrzekli się,
gdy dałam im schronienie.
Ja mężczyzn takich dobrze znam i wiem,
jak ciężko przy nich trwać.
Sięgając nieba idą na stracenie.

Dżokery zmiotę po nim i stwierdzę,
że nie zostawił mi niczego,
nawet śmiechu czy piosenki.
Jak każdy szuler szukał kart tak mocnych,
by nie mówić pas.
On był jak Józef w drodze do stajenki.

Przy oknie stojąc powie mi,
że wszystkich go pozbawiam sił
miłością swą, schronieniem oraz troską.
Wyjmując stary rozkład jazdy mruknie:
mówiłem ci nie raz - mówiłem od początku, jestem obcy.

Lecz oto inny obcy chce,
bym traktowała go jak sen,
tak jakby to nie było jego brzemię.
Widziałam już go kiedyś raz,
on złote ręce miał do kart,
nim rdza od łokci przeżarła je po dłonie.
I chciałby grę zamienić na schronienie.
On chciałby grę zamienić na schronienie.

Zmęczonych mężczyzn dosyć mam
i gestów rąk,
co mówią, że na zawsze skończyć chcą
z Najświętszą Grą w Pokera.
I gdy on drzemie mówiąc tak,
nad jego głową widzę znak:
dym gęsty w kształcie drogi tam się zbiera.

Zapraszam go, by wszedł i siadł,
lecz czuję, że coś jest nie tak:
otwarte drzwi nie dają już schronienia.
Wychodzę więc na drogę tę i coś mi mówi,
nie bój się, ty jesteś obca, właśnie ty, kochanie.

Czekałem i wierzyłem wciąż,
że spotkałem ciebie właśnie tu,
na tym peronie, nim odejdzie pociąg.
Chyba już nadszedł czas, by wsiąść,
lecz uwierz mi, to nie był plan,
to wszystko jakoś samo głupio wyszło.
On mówi, lecz ja nie wiem wciąż, co ma na myśli.
Gdy mówi tak, przestaję dbać, co ma na myśli.

Spotkajmy znów jutro się,
na brzegu rzeki, jeśli chcesz,
pod mostem co przez rzekę jest wznoszony.
Mówi na peronie to i znika w cieple wagonu sypialnego.
Wagon schronienie daje mu,
a ja rozumiem wreszcie,
że on tak naprawdę nigdy nie był obcy.
I mówię: Dobrze, jeśli chcesz,
pod mostem albo w jakimś innym miejscu.

Dżokery zmiotę po nim i stwierdzę,
że nie zostawił mi niczego,
nawet śmiechu czy piosenki.
Jak każdy szuler szukał kart tak mocnych,
by nie mówić pas.
On był jak Józef w drodze do stajenki.

Przy oknie stojąc powie mi,
że wszystkich go pozbawiam sił
miłością swą, schronieniem oraz troską.
Wyjmując stary rozkład jazdy, mruknie:
mówiłem ci nie raz - mówiłem od początku, jestem obcy.

(tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

26 lutego, 2009

Hej, przyszli dziś złodzieje, zabrać mi nadzieję,
Pod sercem ukrywaną na przyszłość nieznaną.
Hej, proszę was serdecznie, weźcie co innego,
Nie czyńcie wy z człowieka aż tak ubogiego.

Mam buty z cholewami, miękkie jak aksamit
Starannie pastowane na drogi nieznane.
Te buty w świat daleki chętnie was poniosą
Nadzieję mi zostawcie, to pójdę i boso!

Mam kożuch wyszywany, ręcznie haftowany
Co wam, złodzieje, szkodzi, w baranicy chodzić?
W skrzypiące, tęgie mrozy kożuch was ogrzeje
Ja zimy te przechodzę, spowita w nadzieję.

Obrączki obie sprzedam, jeśli u was bieda
I pięć tysięcy dodam, bo mi ich nie szkoda.
Bogactwa więcej nie mam, bądźcie z tym szczęśliwi.
Nadzieję mi zostawcie, będę się nią żywić.

Złodzieje nie słuchali, ze śmiechu płakali:
Bogactwa mamy przecież najwięcej na świecie!
Lecz nam potrzeba, rzekli-z moich słów się śmiejąc-
Byś była bez nadziei ,a tylko my z nadzieją.

(K. Daukszewicz)

20 lutego, 2009

Człowiek nie może ciężej ukarać człowieka, jak go karze zamknąwszy przed nim serce.
(K. Makuszyński)

16 lutego, 2009

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj dostaliśmy nową broń służbową z centrali. Pułkownik Żelazny nakazał nam jej natychmiastowe wyczyszczenie. "Żeby mi lśniła jak..." nie dokończył i wyszedł do toalety. Próbowałem wielu papierów ściernych ale rdza z mojej nowej finki nie schodzi.

WTOREK
Dziś zgłosił się jakiś nieogolony młodzian z gitara mówiąc, że przybył tu na przesłuchanie. Dokonałem rutynowej roboty i całkiem przepisowo go przesłuchałem. Przyznał się do wszystkiego. Zdziwił się tylko, że nie kazaliśmy mu grać i śpiewać, bo według niego to właśnie się robi na przesłuchaniach w studiach nagrań. Wyprowadziliśmy go z błędu mówiąc mu, ze trafił na komisariat. Młodzian zemdlał. Kiedy leżał powalony niemocą, cała komenda wykonała brawurowo utwór "Besame Mucho". Kapral Klucha grał na grzebieniu.

ŚRODA
Gramy w rosyjską ruletkę. Cudem przeżyłem. Posterunkowy Paproch, zamiast zostawić jedną kule, wyjął tylko jedną z magazynka. Wyszły nasze braki w wyszkoleniu. Nikt nie został nawet draśnięty. Jedynie Klucha przytrzasnął sobie palec. Cynglem.

CZWARTEK
Wyruszyliśmy w pościg za skradzioną furgonetką bankową. Tego jeszcze nie było. Wszystkie rowery w akcji.

PIĄTEK
Dziś zawody strzeleckie. Byłem drugi. Tuż, tuż za pułkownikiem Żelaznym. Na następne zawody będę musiał przygotować nową tarczę, bo od trzech lat mam cały czas ten sam wynik i obecna tarcza już mi mocno wyblakła.

SOBOTA
Nareszcie weekend. Gram z posterunkowym Paprochem w szachy. Nawet nam szybko idzie , bo mamy tylko połowe pionków i to w tym samym kolorze.

NIEDZIELA
Dzisiaj mam wolne. Nie mogę jednak zapomnieć o pracy. Wróg zawsze czuwa. Przeglądam interesującą książkę dotyczącą kryminalistyki. Ciekawie się zaczyna, cytuje "...nazywam się Żbik a na imię mam kapitan

PONIEDZIAŁEK
Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.

WTOREK
Nadal siedzimy nad krzyżówką.

ŚRODA
Przyszedł pułk. Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży do góry nogami.

CZWARTEK -Odwróciliśmy. Ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy.

PIĄTEK
Zgłodniałem. Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła.

SOBOTA
Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania bandytów. Ja złapałem jednego a kapral Klucha 38.

NIEDZIELA
Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem zwolnić kierowcę. Pech.

PONIEDZIAŁEK
Kieruję ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał pułk. Żelazny. Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol.

WTOREK
Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. Musimy go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch a kapralowi Klusze, pęd powietrza oderwał dzwonek.

ŚRODA
Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się cholera przyznałem.

CZWARTEK
Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr. 7 niejaka babcia Pelasia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła. Babcia Pelasia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.

PIĄTEK
Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.

SOBOTA
Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w kartotece. To mój "maluch". Chyba wezmę urlop.

NIEDZIELA
Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to angina?

PONIEDZIAŁEK
Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra. Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał. Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka.

WTOREK
W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę. Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał, jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.

ŚRODA
Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był nieprzytomny.

CZWARTEK
W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym skądś znal. Ale skąd?

PIATEK
Dzisiaj pułk. Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem, która nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem skąd znałem tego gościa!

SOBOTA
Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.

NIEDZIELA
Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł. "Psy 2". Nawet się zgadza.

PONIEDZIAŁEK
Posterunkowego Paprocha nie ma od tygodnia w pracy. Pewnie w czasie drogi powrotnej na komendę znowu wjechał na rondo. To już nie pierwszy raz, więc znów trzeba mu będzie zanieść termos i kanapki.

WTOREK
Dzisiaj degustowałem rosyjski koniak. Mam dziwne uczucie, jakby się nagle zrobiło ciemno.

ŚRODA
Tak ciemno to jeszcze nie było. Nawet latarnie ktoś wyłączył.

CZWARTEK
Strasznie ciemno.

PIĄTEK
Trochę jaśniej ale nadal ciemno.

SOBOTA
Przejaśnia się. Zauważyłem nawet, ze przede mną stoi jakaś butelka. W gardle sucho. Napiłem się!

NIEDZIELA
No, teraz to dopiero ciemno.

PONIEDZIAŁEK
Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie a jednak?!

WTOREK
Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny nie zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.

ŚRODA
Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce. Palec mi się zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić.

CZWARTEK
Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym prędzej ale nie było się po co śpieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.

PIĄTEK
Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro prowadzi radiowóz. Dobrze, że wcześniej wysiadłem na siusiu.

SOBOTA
Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania. Dostaliśmy wiadomość z komendy aby zwrócić echosondę która jest dowodem w sprawie.

NIEDZIELA
Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień bardzo udany. Szkoda tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego zespołu.

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski mojego "malucha". 50km/h - urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się łuszczyć a wycieraczki przepełzły na tylnią szybę. 70km/h - maska zawinęła mi się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.

WTOREK
Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu pierwszej strony, pułk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety, zwymiotowałem dopiero w domu.

ŚRODA
Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki. Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś...dziwne.

CZWARTEK
Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie. Papierkowa robota.

PIĄTEK
Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który został nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Pułk. Żelazny złożył podanie o przydział komputera.

SOBOTA
Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki a my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam się w zeszłym tygodniu.

NIEDZIELA
Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie. Ćwiczy posterunkowy Paproch z manekinem. Cos tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego posterunkowy Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał Paprocha po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem. Rozbierać się czy nie? A zimą?

PONIEDZIAŁEK
Kapral Klucha wygrał w Audiotele latarkę i komplet baterii. Ciężkie miał pytania. Jak się nazywa nasz kraj? 1. Burkina Faso, 2. Polska, 3. Bangladesz. Nie chciał mi zdradzić odpowiedzi. Siedzę i rozmyślam nad tym pytaniem a za oknem bangla deszcz.

WTOREK
Z Kluchy robi się prawdziwy Europejczyk. Dzisiaj w restauracji "Smakosz", pokazał gest i zamówił dla wszystkich "koktajl Mołotowa". Ciekawe dlaczego ktoś wezwał brygadę antyterrorystyczna? Chyba nie wszyscy dorośli do unii europejskiej!

ŚRODA
Pułk. Żelazny przydzielił nam dzisiaj nowy radiowóz, pochodzący z darów społeczeństwa na rzecz rozwoju policji krajowej. Pułk. Żelazny poprosił tylko abyśmy zrobili mu lekki przegląd. Po zdjęciu z deski, kalendarzyka na 76'ty rok, wklejeniu w lusterka wieczek od margaryny, zaspawaniu dziur w podwoziu i wymianie opon na bardziej okrągłe, pozostało nam tylko wymontowanie taksometru.

CZWARTEK
W całym regionie, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania 6-cio letniego Jacusia. Społeczeństwo też pomaga. Kiedy rozwieszałem na latarniach zdjęcia zaginionego Jacusia, pomagał mi mały chłopczyk. Powiedział mi, że ma na imię Jacuś i ma 6 lat. To miłe, że nawet dzieci pomagają. Jak na razie, poszukiwania Jacusia nie odniosły skutku. Ale nadal szukamy!

PIĄTEK
Posterunkowy Paproch czyści broń. Siedzimy z Kluchą pod biurkiem, ale nie czujemy się pewnie bo Paproch łazi po całej komendzie i stale do nas zagląda.

SOBOTA
Przyszedł pułkownik Żelazny, bardzo zamyślony i powiedział, że żona zabiła mu rano klina. Złożyliśmy pułkownikowi kondolencje a ja wysłałem radiowóz po morderczynie.

NIEDZIELA
Stoję na chodniku w galowym mundurze. Odpadł mi orzełek. Schyliłem się aby go podnieść. Spadła mi czapka. Podniosłem czapkę i orzełka. Wyprostowałem się aby przyczepić orzełka do czapki. Przejechał autobus i ochlapał mnie wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Schyliłem się aby je podnieść. Ktoś mnie kopnął w tyłek. Wyprostowałem się i odwróciłem. Przejechał autobus i ochlapał mi plecy wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Nachyliłem się aby je podnieść. Za mną zatrzymał się autobus. Wysiadł kierowca i kopnął mnie w tyłek aż mi zęby wypadły na chodnik. Pozbierałem wszystko i odczołgałem się pod mur. Do dupy z takim Dniem Policjanta.

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie ugotować jajka. Zawczasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu wściekła!

WTOREK
Razem z kapralem Klucha znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na ławce. Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie oddycha. Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać. Klucha ma popsute lusterko.

ŚRODA
Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia. Kapral Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej. Podejrzaną o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha udał się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło się doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.

CZWARTEK
Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość.

PIĄTEK
Wespół z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie rozumiem dlaczego tak się nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet Elvisa. Król rock 'n' rolla nie chciał mi jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w rękę i napluł na daszek czapki.

SOBOTA
Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion. Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być może wyszlibyśmy z tego cało.

NIEDZIELA
Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii bo kibice kazali mu zjeść krawat i pałkę. Ja leże na oddziale intensywnej opieki medycznej. Jakiś łysy przywalił mi ławką a drugi w szaliku poprawił metalowa rurka. Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.

13 lutego, 2009

Słodka mała syrenka, ciąg dalszy...







Ostatni obrazek pochodzi ze strony www.ismaelalvarez.com
Sweet!

11 lutego, 2009

Znam cię dobrze - moja ty cyniczna pani
Twoich wad litanię też na pamięć znam
Wiem że lubisz kokietować różnych drani
I że czujesz się nieswojo pośród dam

Kiedy mówisz to czasami bolą uszy
To słownictwo ten zachrypły złością krzyk
Ale bywa że do łez potrafisz wzruszyć
Po czym śmiejesz się jak gdyby nigdy nic

Gdy pojawiasz się gdziekolwiek choć na chwilę
Czy to biuro czy kabaret czy też kraj
Każdy facet ma co najmniej głupią minę
I wzdychając myśli - z tobą byłby raj!

Na kobiety działasz też piorunująco
Taki urok twój i niebezpieczny szarm
Więc niejedna kombinuje jak w gorączce
Żeby z tobą się pokazać tu i tam

Kochasz gale defilady i ordery
Przestrzeń lotnisk i limuzyn zimny blask
A poza tym - jeśli mam być całkiem szczery
Wręcz uwielbiasz mącić w głowach wielkich mas

W dużym skrócie - to o tobie chyba wszystko
Dodam tylko że ulica z ciebie kpi
Bo przyciągasz tak paskudne towarzystwo
Że aż włosy dęba stają - ma cherie

Kiedy widzę jak się słaniasz pod latarnią
Jak za tobą spluwa zniesmaczony cieć
Wtedy myślę z przerażeniem i pogardą
Ciebie władzo - dzisiaj każdy może mieć

Ciebie władzo - dzisiaj każdy może mieć

(Leszek Wójtowicz)

09 lutego, 2009

Rozsypała się sól - będzie kłótnia
Rozsypał się cukier - na zgodę
Rozsypała się kokaina - będą wizje
Upadł widelec - ktoś przyjdzie
Upadło mydło - oczekuj nieoczekiwanego
Jaskółki nisko latają - będzie deszcz
Krowy nisko latają - rozsypała się kokaina
Pękło lustro - będzie nieszczęście
Pękł rozporek - będzie wstyd. Mniejszy lub większy...
Pękła prezerwatywa - lepiej, żeby pękło lustro
Swędzi nos - będzie pijaństwo
Swędzi dupa - mydło upadło

06 lutego, 2009

W małym miasteczku na Smoleńszczyżnie zatrzymał się na odpoczynek pułk gwardyjski. Pierwszego wieczoru oficerowie wypili cały zapas alkoholu, zgwałcili miejscowe kobiety i pobili mężczyzn. Drugiego dnia zrujnowali karczmarza, zgwałcili mężczyzn i pobili kobiety. Trzeciej nocy złupili wszystkich "samogonszczikow" i poszli do stajen i obór. Na czwarty dzień do pułku dojechał porucznik Rżewski i zaczęły się hulanki...

- Poruczniku Rżewski, co to za hałasy z pana kwatery dochodziły w nocy? Jakieś rżenie, jak by pan klacz sprowadził, nie dziewczynę...

- A to w rzeczy samej dobra myśl panie pułkowniku, następnym razem dziewczynę sprowadzę.

Rżewski odwiedził wieś, gdzie spędził najpiękniejsze lata swojej młodości. Przemierzając dziarskim krokiem jedyną bitą drogę, z satysfakcją stwierdził, że niecałkiem go zapomniano. Owce, które spokojnie wypasały się na łące, ze strachem w oczach przysiadły na zadach...

Rżewski stoi na balu. I pali papierosa, bacznie patrząc na kobiety. Wtem podchodzi do niego urocza niewiasta.

- Tańczy pan poruczniku?

- Kobieto, ja nienawidzę tańczyć. Stoję to sobie i patrzę na tych wyginających się kretynów...

- A czytał pan może "Wojnę i pokój"?

- Ja ?! "Wojnę i pokój" ?! Ja nienawidzę czytać !

Kiedyś wziąłem w ręce to opasłe gówno, to myślałem, że sam się zesram, jak przewróciłem pierwszą kartkę, a później...

- A czy podoba się panu Paryż?

- Paryż-sraryż... Kurwa, przecież to popierdzielone miasto ! Jak ja nienawidzę Paryża... Bulwary-srary, uliczki-sryczki... Żmierinka to dopiero miasto. I na fortepian nasrać można i kurewki poobmacywać...

- Poruczniku, a czy...?

- Nie!

- Poruczniku, a...

- Nie!!!

Dziewczyna odwraca się na pięcie i odchodzi.

- Ot, suka, poszła sobie... - mruczy Rżewski.

- I znów nie udało się zawrzeć znajomości.

Porucznik Rżewski płynie z Nataszą łódką po jeziorze, nocą.

N: Jaki piękny księżyc!

R: (milczy)

N: Jakie piękne gwiazdy!

R: (milczy)

N: Jak romantycznie!

R: Natasza, po prostu nie mam ochoty


- Poruczniku, jeśli pan mnie kocha, powinien pan od dziś traktować
wszystkich ludzi tak, ja by pan chciał, żeby oni pana traktowali! - powiedziała Natasza Rostowa podejmując kolejną próbę ucywilizowania porucznika Rżewskiego.
- Znaczy co, Nataszeńka? Mam wszystkim robić laskę?! - zdziwił się porucznik.

Pewnego wieczoru porucznik Rżewski spotkał się w restauracji z pułkownikiem.
- Poruczniku - rzekł pułkownik - widzę, że pan często chodzi do restauracji. Prawie codziennie. Mnie zawsze brakuje pieniędzy...
- A co pan robi z pensją, panie pułkowniku?
- Wszystko oddaję żonie. A ona na hulanki nie chce dawać...
- Nie umie pan postępować z kobietami, panie pułkowniku. Kiedy nie chce dać pieniędzy, niech pan podejdzie do niej od tyłu, pocałuje w szyję i delikatnie weźmie w ramiona. Na pewno da!
Pułkownik wraca do domu i robi tak, jak mu poradził porucznik. Podszedł od tyłu do żony, objął ją, pocałował w szyję. Żona przeciągnęła się z rozkoszą i mówi:
- Cóż to, poruczniku, znowu skończyły się pieniążki?

Po całonocnych - ostrych dodajmy - igraszkach budzi się Rżewski. A w łożu obok niego niespodzianka - najbrzydsza dziewoja jaką widział.
- O żesz w mordę! Ktoś ty? - wzdrygnął się porucznik z niezbyt skrywaną odrazą.
- Teraz tak naprawdę to nie wiem - odpowiada dziewczę. - Ale przez całą noc nazywałeś mnie ruskaja krasawica.

Rżewski umówił się na nocną schadzkę w hotelu. Dama, przez baczenie na swą reputację rzecze:
- Poruczniku, widzę was o północy. Tylko na Boga, zdejmijcie buty...
Noc. Ba, północ. Hotel śpi. Nagle stukot jak cholera. Z pokoju, w peniuarze tylko odziana wybiega dama:
- Rżewski, kufa, co to znaczy?! Miał pan iść boso...
- Buty mam w rękach - odpowiada porucznik.
- O co to tak stuka?!!
- Ostrogi.

Natasza Rostowa odwiedza około 13.00 rano porucznika Rżewskiego - zastaje go w pościeli, lecz na podłodze, w rozchełstanym ubraniu a la "wczoraj był kulturnyj wieczier w chutorie bliz dikanki".
- Poruczniku! ależ tak nie można, to nie przystoi oficerowi! Czy w pańskim życiu nie ma innych dążeń niż pijaństwo!?
- Droga Nataszo... - smutno wzdycha Rżewski - a czy wie pani, że ja nigdy nie miałem własnego domu, choćby najmniejszego dworku z najbiedniejszym chutorem....
- Ależ poruczniku.... proszę nie płakać...!
- Ja nie płaczę, ale tak mi żal ściska serce, że nie mam już nic do przepicia...

Po zdobyciu przez pułk fabryki gorzałki porucznik Sołżenicyn rzekł do Rżewskiego:
- Tyle gorzałki to i nasz pułk nie wypije poruczniku...
- Sołżenicyn! Gwardia umiera, a nie poddaje się! - wykrzyknął Rżewski.

Porucznik Rżewski wyprowadziwszy Nataszę Rostową w czasie balu na werandę nie zwlekając wsadził jej rękę pod suknię.
- Ależ poruczniku! - wykrzyknęła Natasza oburzona - skąd panu przyszło do głowy, że pan sobie może na takie coś ze mną pozwolić?
- Cały szwadron tak powiedział.

Porucznik Rżewski uchlawszy się na balu jak świnia zaczął się narzucać damom. Nie zwracał przy tym uwagi ani na urodę, ani na wiek, ani na płeć.


- Rżewski, czy w czasie ostatniego stosunku używał pan prezerwatywy?
- Panie doktorze, dlaczego pan wymówił słowo "ostatni" tak ponuro?


- Na ostatnim raucie Natasza dała mi do myślenia - zwierza się Pierre Bezuchow Rżewskiemu.
- Mi też dała, ale jakoś się nad tym nie zastanawiałem.

Tańczy Rżewski z Nataszą, w pewnym momencie mówi: - Ale u was szyja..... - Całe ciało mam takie! - odpowiada kokieteryjnie Natasza. - To się myć trzeba....

Porucznik Rżewski z kompanami, pijaństwo ogólne oczywiście. - Panowie huzarzy, wykąpmy konie w szampanie! - Ale panie poruczniku, toż to wydatek byłby straszny, a żołdu nie było od trzech miesięcy! - Ech, wy... To chociaż oblejmy piwem kota!

- Poruczniku, spał pan ze mną, a dziś nawet nie chce się przywitać ?
- Madame, kopulacja to jeszcze nie powód do znajomości...

Na carskim dworze odbywało się przyjęcie. Za suto zastawionym stole (pełnym
półmisków, świec) siedzą panowie w perukach i kobiety w wielkich
rozdekoltowanych sukniach. Trwa im-preza, gra orkiestra. Nagle huk. Wpada
kopiąc w drzwi porucznik Rżewski. Był jednak trochę w nietypowej sytuacji. Miał
opuszczone gacie i trzymał przy tyłku sedes. Doczłapał do stołu, przy którym
zasiadł obok ucztujących dam i panów. Oddawał się czynności opróżniania, w
pewnym momencie wyciągnął papierosa i zaczął palić. Wtedy się zorientował, że
wszyscy na niego dziwnie patrzą. Więc się spytał:
- Coś nie tak?...Aha, rozumiem...Palić nie wolno!!!

Wieczór, pusta biblioteka akademii wojskowej. Na stołach w nieładzie leżą książki. Idzie kierownik akademii i myśli:
"A może tak zobaczę co czytają moi oficerowie?"
Na stole księga "Cytaty starożytnych"
Generał:
"Ale ich ciągnie do nauki!"
Otwiera na przypadkowej stronie:
"Do jednej rzeki nie da się wejść dwa razy" (Konfucjusz)
Niżej dopisane krzywymi literami:
"Tym właśnie rzeka rożni się od baby" (Rżewski)

Dwóch nagich, pijanych mężczyzn obudziło się w środku nocy w jednym łóżku.
- Rżewski - pomyślał Stirlitz.
- Nieważne kto - pomyślał Rżewski.

- No, jeśli dalej pogna w tym tempie, to w Zurychu będzie raz dwa - pomyślał Stirlitz obserwując swojego kuriera oddalającego się z lawiną.

Gates i Stirlitz patrzą, jak faszyści palą książki:
- Cenzura - pomyślał Stirlitz.
- Walka z piractwem - pomyślał Gates.

Stirlitz wszedł do gabinetu i ujrzał Mullera leżącego na podłodze i nie dającego oznak życia.
- Otruty - pomyślał Stirlitz przyglądając się rączce siekiery wystającej z piersi.

Himmler wzywa po kolei swoich współpracowników:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 45.
- A czemu nie 54?
- Bo 45!
Himmler zapisuje w aktach "charakter nordycki" i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 28.
- A czemu nie 82?
- Może być i 82, ale lepsza jest 28.
Himmler zapisuje w aktach "charakter bliski nordyckiemu" i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- 33.
- A czemu nie... A, to wy, Stirlitz.

Stirilitz od dawna układał plan zamachu na Hitlera. Plan był doskonały - wypalił niespodziewanie zaraz po znalezieniu się w kieszeni Strilitza, który, o dziwo, tylko z lekkimi poparzeniami trafił do szpitala.

Stirlitz gnał swoim 600-konnym Mercedesem do Berlina. Obok niego pędzili ss-mani na motocyklach.
- Paparazzi - pomyślał Stirlitz.

- Gdzie pan się tak dobrze nauczył prowadzić samochód, Stirlitz? - spytał Müller.
- Na kursach NKWD - odpowiedział Stirlitz.
- Chyba nie powiedziałem nic tajnego - pomyślał.

Stirlitz posłał Müllera do diabła. Następnego dnia Diabła odwiedziło Gestapo.

Stirlitz poszedł do lasu, ale ani borowików, ani podgrzybków, ani nawet opieniek nie było.
- Pewnie nie sezon - pomyślał Stirlitz, siadając w zaspie.

Stirlitz wychodzi ze swojego tajnego lokalu. Nagle wazon z kwiatami spada z parapetu i rozbija Stirlitzowi głowę. To znak, że żona powiła syna. Stirlitz ukradkiem ociera ojcowskie łzy. Tęskni. Od siedmiu lat nie był w domu.

Stirlitz był pijany. Siedział przy stole w radzieckim mundurze, w spiczastej czapce „budionnówce” i w ciepłych walonkach. Na stole stała butelka wódki, leżał kawał słoniny i kiszone ogórki. Stirlitz śpiewał rosyjskie pieśni. Naprzeciwko, z opuszczoną głową, siedział Müller i w zamyśleniu spoglądał na Stirlitza. Tego dnia Stirlitz był tak bliski dekonspiracji, jak jeszcze nigdy przedtem...

Pod dom Stirlitza podjechał samochód, z którego wyskoczyło trzech gestapowców i zaczęło głośno dobijać się do drzwi.
– Nikogo nie ma w domu – zawołał do nich z okna Stirlitz.
Gestapowcy wsiedli do samochodu i odjechali. W ten sposób Stirlitz wodził za nos Gestapo już piąty miesiąc.

Stirlitz mozolnie czołgał się plackiem środkiem szerokiej arterii miejskiej. U góry, na przewodach tramwajowych, siedział Müller i udawał, że czyta gazetę...

Tajna narada w Kancelarii Rzeszy. Nad mapą pochylają się Hitler, Himmler i reszta zgrai. Nagle przez tłum przepycha się Stirlitz, pochyla się nad mapą, wyjmuje miniaturowy rosyjski aparat szpiegowski wielkości cegły, ważący 12 kg, i z wysiłkiem zaczyna fotografować wszystkie tajne plany.
– Kto to jest?! – syczy Hitler.
– Eee... to Stilritz. Ten piekielny rosyjski szpieg – mruczy Himmler.
– Czemu go nie aresztujesz?
– Nie ma sensu – wzdycha Himmler. – On i tak zawsze nam ucieka...

Do gabinetu Bormanna wchodzi nieznajomy. Staje przed biurkiem i patrząc prosto w oczy Bormanna, wykonuje dziwne gesty. W końcu mówi:
– Słonie idą na północ, a wołki zbożowe podążają ich śladem.
Bormann patrzy na przybysza z wyraźnym niesmakiem.
– Gabinet Stirlitza jest piętro wyżej – odpowiada.

Stirlitz szedł ulicami Berlina, coś jednak zdradzało w nim szpiega: może czapka-uszatka, może przypięty do piersi rosyjski order, a może ciągnący się za nim spadochron?

– Stirlitz to sowiecki agent – rzekł Müller do Schellenberga.
– Musimy go zdemaskować. Jak wejdzie, proszę go uderzyć polanem w głowę. Jeśli jest Rosjaninem, zaraz się wygada.
Po chwili wszystko przebiegło według zaplanowanego scenariusza:
– Ach, j... twoju mat! – zaklął Stirlitz.
– Ubit! – rozkazał Müller.
– Ciszej, towarzysze – syknął Schellenberg – Niemcy dokoła!

Himmler capnął Stirlitza podczas robienia zdjęć planom wojennym.
-Stirlitz, wiem że jesteście Rosjaninem...
-Wcale nie! To Bormann wymyślił oszust jeden, bliadź, sabaka w paszczu jebana, jab w żopu jewo mać!
I w ten sposób, przez Bormanna, o mało nie doszło do dekonspiracji Isajewa

W pokoju był półmrok. Stirlitz wszedł weń ostrożnie. Półmroka nikt potem już nigdy nie widział.

Stirlitz spacerował po dachu kancelarii Rzeszy. Nagle poślizgnął się, upadł i tylko cudem zahaczył o wystający gzyms, unikając upadku z dużej wysokości. Następnego dnia cud znacznie posiniał i obrzękł.

Stirlitz jechał nocą swoim służbowym czarnym Mercedesem. W pewnym momencie zobaczył w światłach reflektorów Kaltenbrunnera dającego rozpaczliwe znaki na poboczu drogi. Stirlitz z kamienna twarzą pojechał dalej. Nie minęło pół godziny, a Stirlitz znowu zobaczył Kaltenbrunnera, stojącego obok drogi i rozpaczliwie wymachującego rękami. Stirlitz udał, że nie widzi, i pojechał dalej. Znowu minęło pół godziny i Stirlitz znowu ujrzał Kaltenbrunnera, stojącego na poboczu i wzywającego pomocy. Ta prosta obserwacja ostatecznie utwierdziła Stirlitza w przekonaniu, że poruszał się obwodnicą berlińską.

Stirlitz szedł ulicą, kiedy z tyłu rozległy się strzały i tupot podkutych butów.
- To koniec - pomyślał Stirlitz wkładając rękę do prawej kieszeni spodni.
Tak, to był koniec. Pistolet nosił w lewej.

Podczas chińskiego nowego roku Stirlitz widzi smoka.
- Na szczęście - pomyślał Stirlitz.
- Na kolację - pomyślał smok.




04 lutego, 2009

Opis imienia Katarzyna

Osobowość: Tajemnica krwi
Charakter: 90 %
Promieniowanie: 88 %
Rezonans: 103 000 drgań/sek.
Kolor: Czerwony
Główne cechy: Intelekt-Zdolność reakcji-Pobudli­wość- Dynamizm
Totem roślinny: Truskawka
Totem zwierzęcy: Łabędź
Znak: Lew
TYP: Nerwowe choleryczki, bardzo pobudliwe. Łat­wo tracą zimną krew. Są wyniosłe i sprawiają wrażenie osób " w pretensjach ". W prawdzie - niczym ich totem - łabędź - wydają się dumne i pogardliwe, ale w rzeczywistości są niespokojne i niepewne.
PSYCHIKA: Są inteligentne, wiedzą o tym i dają to odczuć innym. Mają wyraźną skłonność do odnosze­nia wszystkiego do siebie, są subiektywne. Ogólnie biorąc, mają raczej trudny charakter, ale są pełne życia.
WOLA: Raczej dobra, ale nie starcza jej, by doprowa­dzić rzecz do końca. Wówczas przybierają pozę obra­żonej damy i wycofują się z działania ze znudzoną miną.
POBUDLIWOŚĆ: Zbyt duża, by zostawić im czas na refleksję. Zgryźliwe albo raniące uwagi padają wów­czas z tych uroczych usteczek.
ZDOLNOŚĆ REAKCJI: Ich wybuchy gniewu zbijają z tropu i szokują, gdyż ich mniej czy bardziej uświado­mionym celem jest ranienie i niszczenie.
AKTYWNOŚĆ: Dość słaba, ale ich dynamizm jest tak duży, że sprawiają wrażenie osób niezastąpionych. Brak im wytrwałości, nieraz chwytają dwie sroki za ogon. Są doskonałymi dziennikarkami, pracownicami reklamy, działaczkami.
INTUICJA: Całkiem zagłuszona przez intelektualny aspekt ich osobowości.
INTELIGENCJA: Uważają się za nadzwyczaj inteli­gentne, a innych mają za kretynów. Chociaż w życiu spotyka je wiele porażek, nigdy nie wątpią w siebie i zawsze są z siebie bardzo zadowolone.
UCZUCIOWOŚĆ: Bardzo nerwowa, impulsywna i co tu ukrywać - egoistyczna. Ślepo ufają swej inteli­gencji, która nie zawsze jest tak wielka, jak to sobie wyobrażają.
MORALNOŚĆ: Zależy od okoliczności i wydarzeń. Należy wpoić im za młodu silne zasady moralne, aby przeciwdziałać skłonności do panowania nad otocze­niem. Doskonale znoszą porażki, zwalając winę na innych.
ZDROWIE: Chwiejne, zbyt podlegające psychice. Wrażliwy system nerwowy. Łatwo się męczą. Potrze­bują dużo wypoczynku i snu.
ZMYSŁOWOŚĆ: Katarzyny żyją w masce obojętności i pogardy, trudno jest im ją porzucić. Stąd wiele nieporozumień, nieraz bolesnych. Przyszłego partnera tak idealizują, że spotkanie go kiedykolwiek jest mało prawdopodobne.
DYNAMIZM: Graniczy z agresywnością. Te kobiety potrzebują do życia sukcesów.
TOWARZYSKOŚĆ: Lubią otaczać się ludźmi, łącząc przyjemne z pożytecznym. Ich salon nieraz stanowi przedłużenie biura.
PODSUMOWANIE: Te kobiety a zwłaszcza dziewczęta powinny zastanowić się nad symbo­lizmem łabędzia, którego niezaprzeczalne piękno i wdzięk kryją oschłość serca i brak zrozumienia dla innych, z którymi to cechami zawsze można podjąć walkę.

01 lutego, 2009

Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie i wysokie
z wydepilowanym krokiem

Są kobiety bezzmarszczkowe
fit kobiety luksusowe
pielęgnacji wciąż oddane
z samych siebie odessane

Są kobiety pistolety
pielęgnacji wciąż oddane
z samych siebie odessane

A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa

Są kobiety pistolety
i kobiety jak rakiety
chude, długie, opalone
z wydepilowanym łonem

Są kobiety doskonałe
z wyrzeźbionym gładkim ciałem
odmłodzone, odbarwione
całkiem z wieku odsączone

A ja dla własnej wygody
zapuszczam swe ogrody
i kolekcjonuje wzwody
ja, metr pięćdziesiąt dwa
dziko rosnącego nieba

Lubię skóry mojej smak
i fakt, że zawsze jestem na tak
i lubię też, w moich ustach słowo "fuck"

I lubię ten smak gdy w ustach mam
słowo "fuck"

(Maria Peszek)

30 stycznia, 2009

PRZYTULANIE
Jest ekstra :-) Jest zdrowe, wspomaga system immunologiczny, utrzymuje człowieka w dobrej formie, leczy depresję, redukuje stres, przywołuje sen, odmładza, orzeźwia, nie ma skutków ubocznych. Przytulanie jest zupełnie naturalne, całkowicie organiczne, naturalnie słodkie, nie zawiera pestycydów, konserwantów ani sztucznych składników i jest w stu procentach odżywcze, właściwie doskonałe. Nie ma części, które mogłyby się zużyć, ani baterii, które mogłyby się wyczerpać, nie wymaga okresowych przeglądów. Zużywa niewiele energii, a mnóstwo dostarcza, nie tuczy, nie podlega inflacji. Jest wolne od miesięcznych opłat, ubezpieczeń, nie jest narażone na kradzież i nie podlega opodatkowaniu. Utrzymuje sprawność ruchową dłoni i ramion i stanowi zdrową alternatywę dla pozamałżeńskiego seksu. Wzmacnia system nerwowy, rozwija mięśnie, zmuszając do wykonywania różnych ruchów,powstrzymuje proces starzenia się i łagodzi napięcia. Rozprasza samotność i zwalcza lęki. Pomaga powściągać apetyt, bo mamy wtedy zajęte obie ręce. W prosty i przyjemny sposób potwierdza nasze fizyczne istnienie. Niskich mobilizuje do rozciągania, a wysokich do skłonów. Jest ekologiczne - nie zakłóca równowagi biosfery i nie zanieczyszcza środowiska. Jest energooszczędne, bo kumuluje ciepło. Wreszcie- jest przenośne i nie wymaga żadnego dodatkowego wyposażenia.
Greckie słowo, od którego utworzono imię Katarzyna, brzmiało: *katharos* ("czysty, prawy, bez skazy"). Tuż obok w słowniku widzimy podobne słowo: *kathaireo* ("burzę, zabijam"). Dziękuję Piotrkowi za zwrócenie mi uwagi na inne możliwe źródło- Hekate, będącą trzecim z kolei aspektem Trójbogini. Jest to jednym z przejawów zjawiska polegającego na tym, że w imieniu tym się siły budujące, tworzące łączą z niszczącymi.
Liczba tego imienia wynosi sześć. Chciałoby się powiedzieć "na szczęście", gdyż szóstka to liczba harmonii i równowagi. Dzięki jej wpływom Katarzyny mogą sobie poradzić z kapryśnymi energiami, które związane są z ich imieniem. A imię tych energii borderline ;-)
Katarzyny w większym stopniu niż przedstawicielki innych imion (a na pewno w większym stopniu niż pozostałe numerologiczne szóstki) odczuwają przeciwieństwa tkwiące w ich duszy. Zanim dokonają ostatecznych wyborów w życiu, często myślą o rzeczach niemożliwych do pogodzenia. Pociąga je wolność, ale są też przywiązane do wspomnień i pamiątek. Pospolity sentymentalizm. Pragną być samodzielne, ale czują potrzebę pomocy ze strony kogoś o silniejszej osobowości. Silniejsze osobowości rzadko kiedy mają w zwyczaju pomagać, a bywa że postępują wprost przeciwnie. Pociąga je nowa moda i nowe style życia, a jednocześnie boją się postępować inaczej, niż uczyły mamy czy babcie. Nie pociąga i nie boję się ;-) Ot, wybiórczy konserwatyzm. Po mniej lub bardziej niespokojnej i burzliwej młodości która trwa i trwa i trwa... zaczynają przeważać wpisane w to imię wpływy harmonijnej liczby SZEŚĆ i Katarzyna stopniowo staje się zwolenniczką porządku, jasnych reguł życiowej gry, a nawet zaczyna się skłaniać ku tradycji i pewnemu konserwatyzmowi. W przeciwieństwie jednak do innych szóstek, które łatwo się godzą na tradycyjną rolę kobiety, Katarzyny nie czują się do końca "udomowione", lubią demonstrować swoją niezależność i wolność poglądów. Dlatego też drażnią je wszelkie "pierniczki Katarzynki" czy "margaryna Kasia" nie mówiąc już o robocie kuchennym, posiadanym przez osobę piszącą te słowa. Zwykle imię to jest wskaźnikiem dużej inteligencji i żywego umysłu. Katarzynom z natury wiedza łatwo wchodzi do głów, choć mogą się bronić przed etykietą prymuski i intelektualistki. Niekoniecznie od razu bronić :-) W ogóle natura Katarzyn jest kapryśna i często nieobliczalna; najlepiej rozwijają się u boku silnych mężczyzn, którzy dają im poczucie bezpieczeństwa. Silni mężczyźni, i w ogóle silni ludzie nie dają poczucia bezpieczeństwa. Przeciwnie, odbierają je, a przynajmniej skutecznie redukują.

22 grudnia, 2008



Minęły 23 lata. A Panasewicz dalej tak samo brzydki z tak samo fajnym głosem :-)

Kasia jest rówieśniczką Lady Pank, żeby było ciekawiej. Jak widać dzieci stanu wojennego mają się dobrze...

Borderline- kluczyki, wytrychy, drogowskazy i ostrzeżenia. Kolejność przypadkowa i nielogiczna.

B – borderline
O – obezwładniające uczucie pustki
R – ryzykowne działania autoagresywne
D – dążenie do uniknięcia odrzucenia
E – emocjonalna chwiejność
R – rozpad osobowości lub myśli paranoiczne
L – labilny obraz samego siebie
I – impulsywność w niektórych sferach życia
N – niestabilne związki interpersonalne
E – erupcje niekontrolowanego gniewu
  • impulsywność i nieprzewidywalność zachowań, co najmniej w dwóch szkodliwych obszarach (seks, hazard, alkohol, narkotyki, przejadanie się, samookaleczenia)
  • krótkotrwałe, niestałe związki z ludźmi raczej dla korzyści, manipulowanie innymi
  • brak stabilności emocjonalnej, wahania nastroju, drażliwość, lęk
  • wybuchy gniewu bez wyraźnej przyczyny i niemożność opanowania tych uczuć
  • demonstracje i zachowania samobójcze, samouszkodzenia
  • zaburzenia tożsamości wyrażającej się niepewnością w obrazie własnej osoby, tożsamością płciową, wyborze długofalowych celów w życiu
  • stałe uczucie pustki i nudy
  • rozpaczliwe próby unikania porzucenia, realnego, czy domniemanego
  • niezdolność do kontrolowania zachowań emocjonalnych
  • skłonność do działań gwałtownych
  • niezrównoważenie emocjonalne
  • wchodzenie w intensywne, ale nietrwałe związki z ludźmi
  • zachowania autodestrukcyjne
  • stałym poczucie pustki wewnętrznej
  • zaburzenie obrazu własnego "ja" i poczucia tożsamości
  • pozornie dobre przystosowanie społeczne
- zaburzony jest obraz samego siebie, swoich celów i preferencji,
- występuje stałe uczucie pustki wewnętrznej,
- skłonność do wchodzenia w intensywne i nietrwałe związki z innymi,
- tendencja do działań samouszkadzających, w tym do gróźb i prób samobójczych

  • Wszystko albo nic – jeśli coś się choć trochę nie uda – to tak jakby się całkiem nie udało. Jeśli podejmują się jakiejś czynności to oddają się jej w pełni. Wpadają w skrajności.
  • Skupianie się na negatywnych stronach – pozytywne się nie liczą.
  • Przekonanie, że coś jest dla innych oczywiste – kiedy nie jest.
  • Przesadzanie z trudnościami, które ich czekają – wyolbrzymiają problemy, które ich czekają i umniejszają swoim umiejętnościom, przez co przyszłość ich przeraża.
  • Przekonanie, że będzie się szczęśliwym tylko jeśli znajdzie się osoba, która będzie ich kochać bezgranicznie, bez-względu-na-wszystko. Ale jeśli trafi się osoba, która ich tak mocno kocha – musi być z nią coś nie tak, trzeba więc od niej uciec.
  • zapamiętałe wysiłki uniknięcia realnego lub wyobrażonego zagrożenia samobójstwem;
  • silne, ale nietrwałe i biegunowo przeciwstawne (od nadmiernej idealizacji do całkowitej
    dewaluacji) związki z innymi ludźmi;
  • zaburzenia tożsamości, wyrażające sie przede wszystkim zniekształceniem i niestabilnością obrazu samego siebie lub poczucia własnego "ja";
  • impulsywne zachowania autodestrukcyjne przejawiające sie przynajmniej w dwóch różnych formach (np. trwonienia pieniędzy, wyczerpującego życia seksualnego, drobnych kradzieży, nieostrożnej jazdy samochodem, nadużywania substancji odurzających, obżarstwa);
  • powtarzające się samouszkodzenia lub groźby i próby samobójcze;
  • niezrównoważenie emocjonalne, np. zmiany nastroju, epizody dysforii, irytacji lub lęku, zwykle ustępujące po kilku godzinach, rzadko utrzymujące się dłużej;
  • stałe poczucie pustki wewnętrznej;
  • nieadekwatne, nie kontrolowane wybuchy gniewu;
  • przejściowe, związane ze stresem objawy dysocjacyjne lub nastawienia urojeniowe.