07 października, 2011

"Godziny"- mówi Klarysa...

Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam, że życie stoi przede mną otworem. Pamiętam jak pomyślałam: Oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna, i od tej chwili zawsze będę je odczuwać. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Ta chwila. Właśnie wtedy.

08 września, 2011

Kuleczki ryżowe

Namiętnie przyrządzane i konsumowane w czasach licealnych. Poparzone palce i lepiąca się kuchnia to pikuś :-)

-40 dag cukierków typu krówki, toffi, iryski, eklersy- ja daję po połowie krówek i eklersów (Cadbury’s Eclairs)
-½ kostki masła
-łyżka mleka
-2 paczuszki ryżu dmuchanego
-ewentualnie kilka kostek czekolady

W garnuszku stopić cukierki, mleko, masło oraz czekoladę. Zrumienić.
Zdjąć z płyty, zmieszać z ryżem, formować kuleczki.

29 sierpnia, 2011

Kiedy czytam dobry artykuł w czasopiśmie, to nie ma dla mnie znaczenia jakiej płci jest autor. A samo czasopismo nie kupuję dla zdjęć, czy napisów na okładce tylko dla treści. "Uważam Rze" jest dla mnie jednym z najlepszych tygodników, chociaż nie zgadzam się z większością prezentowanych tam opinii. Odpowiada mi za to dobór tematów i sposób ich przedstawiania, dogodny do czytania układ graficzny oraz ilość materiału.
Swoją drogą: widziałam niedawno opracowanie jakiejś fundacji kobiecej, które jasno wykazało że w redakcji Rzepy było zatrudnionych więcej kobiet niż w jakiejkolwiek innej gazecie codziennej... Jakby mi ktoś nie wierzył: http://jedyniesluszne.blox.pl/2009/02/Rzeczpospolita-najbardziej-feministyczna-gazeta-w.html

07 czerwca, 2011

"Roześmiał się bezgłośnie i zatrzęsły mu się ramiona:
- Scarlett, jesteś przedziwnie uczciwą łotrzycą!
Łotrzycą? Dziwne, że ta nazwa tak bardzo ją ubodła. Nie jest łotrzycą pomyślała z oburzeniem. Przynajmniej nie chciała nią być. Chciała być wielką damą... Na chwilę wróciła pamięcią do dawnych lat, i ujrzała swoją matkę, poruszającą się z szelestem spódnic... Kochaną, szanowaną, uwielbianą.
I nagle ścisnęło jej się serce.
-Jeżeli chcesz mi zrobić przykrość- rzekła ze znużeniem w głosie -to nie trudź się tak bardzo. Wiem, że nie jestem ostatnio tak... sumienna, jak być powinnam. Nie jestem tak dobra i uprzejma, jak by należało. Ale nie mam na to rady. Naprawdę nie mam."
(M. Mitchell)

02 czerwca, 2011

Natasza kończy 19 lat. Wchodzi do kantyny, gdzie siedzą oficerowie. Z tortem, na którym jest tylko 18 świeczek.
- Mości oficerowie - chichocze Rostowa. - Nie zmieściła się jedna świeczka. Co z nią zrobić?
- Panowie - słychać teatralny szept Rżewskiego - Ani słowa o piździe.

Rżewski przejeżdżając z ordynansem nad jeziorem dostrzegł w oddali kąpiącą się blondynkę - długie jasne włosy, białe ciało...
- Popłyń do niej - mówi do ordynansa - i zaproponuj, żeby się ze mną wybrała do miasta na wino, tańce, karty i tak dalej.
Po chwili ordynans wraca wykonawszy zadanie:
- Na wino, tańce i karty zgoda. Na "i tak dalej" nie, bo to pop.

Porucznik Rżewski wyszedłszy na ganek, wskoczył na siodło i pocwałował majdanem, aż się kurz za nim podnosił. Przecwałowawszy dwie wiorsty zatrzymał się:
- Job twoju mać, a koń gdzie?!
Zwymyślawszy się od ostatnich pogalopował z powrotem.

- Nataszo, chodź, pójdziemy w nocy wykąpać się nago w morzu...
- Ale poruczniku, ja nie umiem pływać!
- Przecież nie będziemy...


Porucznik Rżewski wskutek ciężkiego przepicia popadł w śpiączkę. Jego towarzysze broni posłali po popa, żeby mu na wszelki wypadek udzielił ostatniego namaszczenia. Pop okazał się być zajętym, więc w zastępstwie przyszła popadia. Popadia nasłuchawszy się o wyczynach Rżewskiego od męża, któremu żaliły się liczne damy, postanowiła sama obejrzeć narzędzie zbrodni- cichutko podniosła koc i oceniwszy kobiecym okiem odnośny narząd głęboko westchnęła. W tym momencie Rżewski ocknął się i wyjęczał:
- Oto kara za moje grzechy - w chwili śmierci - pop pedał!

Rankiem porucznik Rżewski wychodzi z burdelu.
- A pieniądze - krzyczy za nim dziewczyna.
- Huzarzy pieniędzy nie biorą! - dumnie odparł porucznik.

Porucznik Rżewski otwiera drzwi:
- Madam, jest pani przepiękna w tej toalecie....
- Cham!!! Proszę natychmiast zamknąć drzwi!!!

Rżewskiemu wpadł w łapy dziennik Pierre’a Bezuchowa i ten kanalia i podlec zamiast uszanować intymność takich zapisków, zagłębił się z lubością w lekturze:
- 1 sierpnia, poniedziałek, pocałowałem tej nocy pierwszy raz Nataszę w wargi, ale tak, że zacisnąwszy nogi z rozkoszy połamała mi pince-nez...

Zakochany Pier Biezuchow klęcząc u stóp Nataszy Rostowej:
- Nataszka, ja gotów bym całować piasek, po którym pani chodziła...
Idyllę przerywa brutalnie porucznik Rżewski:
- Pier, lepiej pocałuj mojego chuja, na którym ona siedziała!

16 kwietnia, 2011

Zupka meksykańska :-)

Potrzebne:
- duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- czerwona papryka
- 2 pomidory świeże
- pomidory w puszce, ok. 200 g
- szklanka bulionu warzywnego
- 3 szklanki wody
- skórka starta z limonki
- sok wyciśnięty z tejże limonki, ok 1/4 szklanki
- 1/4 szklanki koncentratu pomidorowego
- kilka tortilli, pszennych lub kukurydzianych, ewentualnie meksykańskie chipsy
- cebulka dymka, czyli bączki :-)
- trochę utartego sera żółtego
- olej
- przyprawa: ja użyłam czubatą łyżeczkę Salsa de Yucatan Kotanyi, ale dobra jest też przyprawa meksykańska Kamisa

Zmiksować cebulę, paprykę i pomidory. Dodać wyciśnięty czosnek. W garnku rozgrzać łyżkę oleju, dodać zmiksowane warzywa, zagotować. Wlać bulion, wodę, sok oraz koncentrat, wsypać skórkę i przyprawę. Ponownie zagotować, dusić ok, kwadransa.
Tortille pociąć na drobne kawałki, i podsmażyć na rozgrzanym oleju aż będą jasnobrązowe (chipsy nie wymagają smażenia!). Odsączyć, nałożyć do miseczek, wlać zupę, posypać serem i cebulką, natychmiast podawać.

09 kwietnia, 2011

Co by było, gdyby twarz człowieka mogła dokładnie wyrazić całe wewnętrzne cierpienie, gdyby zobiektywizowała się w akcie ekspresji cała wewnętrzna męka? Czy moglibyśmy jeszcze rozmawiać ze sobą? Czy nie musielibyśmy wówczas mówić, zakrywając rękoma twarz? Życie byłoby praktycznie niemożliwe, gdyby owa nieskończoność odczuć, jaką w sobie nosimy, uzewnętrzniała się w rysach twarzy. Nikt nie miałby już odwagi przejrzeć się w lustrze, bo w groteskowym i tragicznym zarazem wizerunku twarzy stapiałyby się w jedno plamy i wstęgi krwi, rany, co nigdy się nie zabliźnią i strugi łez, co nigdy nie będą powstrzymane.

(E. Cioran)

28 marca, 2011

Serowa zapiekana maca- autorska modyfikacja :-)

Potrzebne:
- paczka macy
- szklanka bulionu
- łyżka masła do formy
- kostka fety
- ok. 20-30 deko żółtego sera: ja używam mieszanki mozzarelli, oscypka i salami
- dwa nieduże pomidory
- zielona cebulka
- ew. przyprawy: mi szczególnie pasuje cząber, ale dobra będzie też bazylia

Sery zetrzeć i wymieszać. Mace zanurzyć w gorącym bulionie. W formie nasmarowanej masłem układać warstwami mace, sery, plastry pomidora i drobno pociętą cebulkę. Polać pozostałym bulionem i piec 30 min. na 180 stopni.

27 lutego, 2011


Tylko ta woń zamorskich roślin
przyjęcie w domu bourgeois
fortepian gada o miłości
wirują fraki w trzecim pás

Walce naiwne - Francja smętna
szelest krynolin - wachlarz min...
tylko wilgotne, brudne piętra
tylko spłowiały bury tynk

Tylko słoneczne sny kochanków
coraz jaśniejsze z każdym dniem
paryski bulwar o poranku
nad przerażonym miastem mknie

Tylko ta pewność, że i potem
nic się nie zmieni wokół nas
pomysły wujków - plotki ciotek
wieczór - latarnie - życie - czas

Tęsknota za kimś, kogo nie ma
chociaż na palcach cicho wszedł...
tylko tak czule pieści Emma
pluszowej sofy ciepły grzbiet

(P. Gintrowski)

08 lutego, 2011

Reanimacja

Jak nas uczono, udziela się jej dopóki samemu się nie padnie... albo dopóki nie przybędzie "siła fachowa". Jest także możliwość że w pewnym momencie zauważasz, że nieprzytomny człowiek któremu pomagasz nie żyje już tak długo, że zaczął się rozkładać.
Bardzo adekwatne do stosunków międzyludzkich, niestety.

07 lutego, 2011

Meksykańskie pierożki :-)

Jedna z moich ulubionych potraw. Pierwszy raz jedzone w nieistniejącym już barze meksykańskim obok Wysrolu na al. 29 Listopada, ponownie odkryte w kobiecym czasopiśmie, modyfikowane we własnym zakresie. Gotowe można zamrażać, nawet na kilka miesięcy. Przepis jest prosty, i polecam go każdemu.

Najpierw robisz nadzienie:
na łyżce oleju podsmażasz 25 dag mięsa mielonego, najlepsze jest wołowe, albo mieszane... raczej nie drobiowe. Dodajesz posiekaną zieloną cebulkę- pół pęczka oraz wyciśnięty czosnek- według uznania. Ja daję dwa-trzy ząbki. Dodajesz też jedną drobno pokrojoną paprykę, 1/3 skrojonego ogórka szklarniowego,pół puszki kukurydzy i pół puszki czerwonej fasolki. Podsmażasz dalej, a potem dodajesz dwie łyżki koncentratu pomidorowego i 1/3 szklanki wody. Przyprawiasz jak lubisz- ja używam domowej mieszanki meksykańskiej (słodka papryka, chili, oregano, mielony kminek, mielone goździki, cynamon, kolendra i cukier). Możesz użyć też meksykańskiej przyprawy z papierka. Wszystko dusisz aż zgęstnieje. Odstawiasz do ostygnięcia.
Robisz ciasto:
wyrabiasz je z 25 dag tłustego białego sera, pół kilo mąki, 4 łyżek oliwy, 1/3 szklanki mleka, 1 jajka, torebki proszku i szczypty soli. Rozwałkowujesz na placki, mi z takiej ilości wychodzi koło 10-12. Nakładasz nadzienie, zlepiasz pierożki, smarujesz je rozbełtanym jajkiem i posypujesz rozmarynem. Pieczesz 15-20 minut na 200 stopni.
Można też sporządzić sos:
250 g twarożku lub jogurtu greckiego, 3 łyżki soku z limonki, 10 dag posiekanych zielonych oliwek i trochę rozmarynu- dokładnie wymieszać.

06 lutego, 2011

Reaktywacja :-)

Kiedyś lubiłam pisać i pisałam dużo: dla siebie, dla znajomych, na użytek prywatny i dla spraw publicznych. Jakiś czas temu w związku z różnymi rzeczami, takimi jak praca, rodzaj znajomości i... stan ;-) moja słowopisana aktywność ograniczała się do najwyżej kilkuzdaniowych wypowiedzi na jednym czy drugim forum. No i oczywiście te małe, ekshibicjonistyczne statusy na fejsie.
Obawiając się o i tak już marne zdolności koncentracji, jakość wypowiedzi, słownictwo- postanawiam wrócić do pisania bloga.
Przy okazji- sprawdziłam po jakich słowach kluczowych trafiano na mojego bloga. Niektóre z tych słów trochę mnie zaskoczyły :-)
toaleta wenus
rojze blog
mandalay
marek aureliusz
merman
rubens
rojza
sacher
aforyzmy o motocyklach
ale kiedyś się wezmę- jak śpiewał kuba sienkiewicz
i...
na mym wydepilowanym łonie :-)

01 kwietnia, 2010

http://kilogruszek.wrzuta.pl/audio/0fB3GsVsPts/zespol_reprezentacyjny_-_10_-_roza-butelka_i_uscisk_dloni

Ta róża spadła wprost na bruk,
gdy jakiś nawiedzony tłuk
pod Pomnik Chwały niósł pęk róż.
Na nim spoczywał tłumu wzrok,
więc ja mój skierowałem krok
ku róży, którą spowił kurz.

Podniosłem ją ostrożnie i ruszyłem w kłus,
ozdobić chciałem jakiś łaskawy dla mnie biust.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu taki piękny róży kwiat.

Pierwsza jaką mi zesłał traf,
z pogardą odwróciła twarz,
druga zaś uciekła raz - dwa,
krzycząc w głos: "ratunku to gwałt!",
trzecia zdzieliła mnie przez łeb swą parasolką (co za gest!),
a czwarta - to naprawdę szczyt -
poszła policji szukać w mig.

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
chcąc różę nieznajomej dać -
świat upadł tak nisko, że strach.
Toteż swój odrzucony kwiat,
goryczy w ustach czuję smak,
dałem policyjnemu psu
- ach szkoda słów.

Butelka raz wypadła z rąk opata pijanego w sztok
- już nie był w stanie zbawiać dusz -
w butelce był mszalnego litr
(najdostojniejsze spośród win),
uliczny ją spowijał kurz.

Podniosłem ją ostrożnie, nadziei pełen, że
życzliwe czyjeś gardło wspomoże przy niej mnie.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu coś, co ma tak boski smak.

Pierwszy pokazał plecy mi, zmierzywszy przedtem wzrokiem złym,
drugi burknął, że"Taki gbur w domu niech se chla, a nie tu",
trzeci chciał wylać mi na łeb calutkie wino (żart, że hej!),
a czwarty - to naprawę szczyt - poszedł policji szukać w mig.

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
chcąc w szyję z nieznajomym dać -
świat upadł tak nisko, że strach.
toteż najdostojniejsze z win spłukało gardła kilku glin,
rozpili ten mszalnego litr -
skandal i wstyd.

Ten biedny uścisk dłoni dwóch
przy drodze bowiem leżał spór
poróżnił kogoś właśnie tu.
Został tak w rowie smutny ślad
przyjaźni, którą trafił szlag,
teraz miał poznać drogi kurz.

Podniosłem go ostrożnie i pomknąłem, by
wylewność męską ludziom okazać ile sił.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu uścisk dłoni, choć to skarb.

Pierwszy mi zadrwił prosto w twarz, bo rękawiczki czyste miał.
drugi - też świętoszek - w mą dłoń wsunął franki (fałszywe) dwa,
trzeci, nieokrzesany wieprz w dłoń napluł mi i pognał precz,
a czwarty - to naprawę szczyt - poszedł policji szukać w mig.

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
gdy dłoń podasz komuś ot, tak
- świat upadł tak nisko, że strach.
Toteż mój uścisk dłoni dwóch,
ofiarą różnych podłych słów,
spogląda na ten pieski świat
- zza mamra krat
Dawno, dawno nic tu nie pisałam.
Pewna bardzo niecna osoba pod koniec zeszłego roku skusiła mnie zo zarejestrowania się na Facebooku. A co było dalej można się domyślać. Ot, ciężko jest uzewnętrzniać się na dwa fronty, i dwa sposoby: fejsbukowo telegraficznej i blogowej eseistycznej :-)
Co się zmieniło? Niewiele. Praca- sytuacja ciągle ta sama, zmęczenie może większe, zwłaszcza teraz- przed świętami. Dziś pracuję 7. dzień z rzędu.
I to samo chyba mogę powiedzieć o życiu prywatnym. Orka na ugorze. Tak dużo wysiłku i tak marne efekty.

31 października, 2009

A tego roku jesień też jest siwa,
Ludzi ucisza, w drzewach kształt odkrywa.

I tego roku obłoki wydłuża,
Ze idą niebem jak ziąbu przedmurza.

Jakby zaiste nie przeszła nad nami,
Chorągiew bólu z ciemnymi skrzydłami,

Jakby nam czoła nie obrosły chrusty
I jakby "spokój" nie był dźwięk już pusty.

A tu gzie mieszkam-gdzie do ciebie piszę
Ptaki dziobami przędą wielką ciszę.

Staw rzęsę dźwiga, rzęsa trzciny wiąże,
Zamyka łono nasycony grążel.

Pola topolom, topole rozstajom,
A lasy borom milczenie podają.

Jakby, zaprawdę, trznadle i czyżyki
Niosły przez niebo Chustę Weroniki.

Jakby, zaiste, za tych drzew bukietem
Przydrożny strumień rozlewał się w Letę.

(S. Grochowiak)

10 października, 2009

"Tylko na nas spójrzcie.Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami. Lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość. Uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność. Główne media niszczą informacje a religie niszczą duchowość."
(Michael Ellner)

08 października, 2009

Do firmy przyszedł hydraulik naprawić WC. Wszedł do
sekretariatu i pyta:
- No to gdzie jest ten sracz?
Sekretarka nieśmiało odpowiada:
- Szef jest właśnie na obiedzie.
- Ale pani mnie źle zrozumiała - mam na myśli te dwa zera.
- Zastępcy mają naradę.
- Ale pani złota, ja się pytam, gdzie tu się gówno robi?
- Aha... rachunkowość jest piętro wyżej...

03 października, 2009



1. Pierwszego dnia Bóg stworzył Jamnika. 
2. Drugiego dnia Bóg stworzył człowieka, żeby rozpieszczał Jamnika. 
3. Trzeciego dnia Bóg stworzył wszystkie zwierzęta, aby Jamnik miał za czym biegać. 
4. Czwartego dnia Bóg stworzył pracę, żeby człowiek wychodził regularnie z domu, a Jamnik mógł swobodnie po nim buszować. 
5. Piątego dnia Bóg stworzył piłkę tenisową, żeby Jamnik mógł ją aportować albo i nie. 
6. Szóstego dnia Bóg stworzył weterynarza, żeby Jamnik był zdrowy, a człowiek ubogi. 
7. Siódmego dnia Bóg chciał odpocząć, ale musiał wziąć Jamnika na spacer.

27 września, 2009


Pieśń I Jana Kochanowskiego

Pewienem tego, a nic się nie mylę,
Że bądź za długą, bądź za krótką chwilę, 
Albo w okręcie całym doniesiony, 
Albo na desce biednej przypławiony 
Będę jednak u brzegu, 
Gdzie dalej nie masz biegu.
Lecz odpoczynek i sen nieprzespany, 
Tak panom, jako chudym zgotowany. 

Ale na świecie kto tak głupi żywie, 
Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie
Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody 
I szturmów srogich krom swej znacznej szkody? 
Lecz tylko że pragniemy, 
Ale nie rozumiemy, 
Czego się trzymać, jako się sprawować, 
Żeby nie przyszło na koniec żałować.

A chytre morze, ile znakomitych, 
Tyle pod wodą żywi skał zakrytych. 
Tu siedzi złotem Cześć koronowana, 
Tu lekkim piórem Sława przyodziana, 
Tu Chciwość nieszczęśliwa
Zbiera, a nie używa; 
Tu luba Rozkosz i Zbytek wyrzutny, 
Pod nimi Nędza prędka i Żal smutny. 

Tamże i Krzywda, i Zazdrość przeklęta, 
Przed którą biada zawżdy Cnota święta. 
Więc jeśli człowiek jedne skałę minie, 
Wnet na to miejsce na inszą napłynie, 
Tak iż snać namędrszemu
Trudno pogodzić temu, 
Aby przynamniej więznąć albo zbłędzić 
Nie miał, chyba gdy kogo Pan chce rzędzić. 

Wodzu prawdziwy i Wieczna Światłości, 
Uskrom z łaski swej morskie nawałności, 
A podnieś ogień portu zbawiennego, 
Na który patrząc moglibyśmy tego 
Morza chytrego zdrady 
Przebyć bez wszelkiej wady, 
A odpoczynąć po tym żeglowaniu
W długim pokoju i bezpiecznym spaniu.

12 września, 2009

"Mandalay" Rudyard Kipling


Przed pagodą starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg,
Birmańska siedzi dziewczyna i wiem, że wspomina mnie;
Bo świątynny dzwon przyzywa, gdy wiatr w palm korony dmie:
Wróć tu, wróć, żołnierzu z Anglii, wróć tu, wróć do Mandalay!
Wróć tu, wróć do Mandalay,
Gdzie flotylli dawnej cień;
Czy nie słyszysz szmeru wioseł od Rangoon po Mandalay?
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!

Jej spódnica była żółta i zielony czepek jej,
Imię miała Supi-jo-lat jak królowa Tihibei.
Pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy kurzyła faję białą,
Chrześcijańskie pocałunki marnując na bożka ciało:
Plugawe, gliniane cudo.
Zwane wielkim bogiem Buddą.
Dużo dbała o te bogi, gdy całowałem jej nogi!
Na szlaku do Mandalay......

Gdy mgła wstała z pól ryżowych, a słońce wschodziło wolno,
Wyjmowała swoje banjo i śpiewała Kulla-lo-lo
Z policzkiem na mym policzku i ręką na mym ramieniu
Spoglądała na parowce i hathis z pniami w strumieniu.
Słonie ciągną pnie na złoże
W śliskim, szlamistym bajorze,
Gdzie cisza wisi tak ciężko, że człowiek mówić nie może.
Na szlaku do Mandalay.....

Ale to już odpłynęło, dawno minął już ten dzień;
Nie kursują autobusy z banku aż do Mandalay.
Tu w Londynie wiem, co znaczy tam przesłużyć dziesięć lat;
Kiedy raz cię wschód zawoła, na nic później cały świat
Na nic później cały świat;
Czosnek pachnie tam jak kwiat
Jest słońce, palmy, a w górze głos świątynnych dzwonów gra
Na szlaku do Mandalay....

Chory jestem od zdzierania zelówek o twardy bruk,
A przeklęta słota Anglii budzi febrę, zwala z nóg.
Choć od Chelsea aż do Strandu, kucht tuziny za mną gnają
I gadają o miłości, ale o czym to gadają?
Sine, krowie pyski mają.
Boże, o czym to gadają?
Mam smuklejszą, słodszą pannę w piękniejszym, zieleńszym kraju;
Na szlaku do Mandalay....

Płynąć chcę na wschód, za Suez, gdzie jest dobrem każde zło,
Gdzie przykazań brak dziesięciu i pić można, aż po dno.
Bo świątynny dzwon przyzywa i tam tylko być już chcę :
Przed świątynią starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg.
Na szlaku do Mandalay
Gdzie flotylli dawnych cień,
Nasi chorzy tam leżeli, gdyśmy szli na Mandalay!
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!


24 sierpnia, 2009

-Wciąż pada śnieg- powiedział Kłapouchy posępnie.
-A tak, pada.
-I mróz bierze.
-Naprawdę?
-Tak- rzekł Kłapouchy. -Jednakże- ciągnął, rozpogadzając się trochę- nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemii.

-O, ja się bardzo cieszę- powiedział Puchatek.
-Niektórzy mogą- rzekł ponuro Kłapouchy.

-Dzień dobry, mały Prosiaczku! Jeśli ten dzień godzi się nazwać dniem dobrym, o czym wątpię- dodał. -Ale mniejsza o to.

14 sierpnia, 2009

Mężczyźni w sytuacji kryzysowej

Na drodze między Siemianowicami a Piekarami Śląskim w środku nocy zepsuł się autobus. Dookoła rozciągały się jedynie pola kapusty. Najbliższe ludzkie osady znajdowały się kilka kilometrów dalej. Operatorzy sieci komórkowych solidarnie wyłączyli sieci w ramach bojkotu zarządzeń Unii Europejskiej. Nie przejeżdżał żaden samochód - kierowcy zrażeni zarazą drogowo-remontową porzucili swoje krążowniki szos, przerzucili się na rowery i motorynki. Żywego ducha - ni hu hu.

Z zepsutego autobusu wysypali się pasażerowie. Traf chciał, że sami mężczyźni jadący na pielgrzymkę mężczyzn do bazyliki piekarskiej. 

Kierowca: Stoimy. 

Wszyscy pokiwali głowami na znak, że się zgadza.Stoją. 

Kierowca: Trzeba coś zrobić. 

Wszyscy pokiwali głowami. Tak, trzeba coś zrobić. 

Robotnik budowlany: Na pych go, panowie, na pych! Jak się zaprzemy, jak popchniemy, to na bank odpali. Tu jest z górki, prościuteńko pójdzie, bo to na pewno akumulator. Jak się zaprzemy, jak popchniemy, to zatrybi i pojedziem dalej. 

Naukowiec: Bardzo przepraszam, szanowny kolego z niższych warstw społecznych, ale twoja teoria nie opiera się na żadnych wiarygodnych przesłankach. I ta, pożal się, Boże!, metodologia! Zanim dokonamy jakiś realnych działań, należy postawić i zweryfikować szereg równorzędnych hipotez na temat przyczyn zgaśnięcia silnika, następnie dokonać wnikliwej i rzetelnej analizy wszystkich części pojazdu, wyizolować część zepsutą i dopiero dysponując powyższymi danymi - dokonać celowej i uwiarygodnionej badaniami naprawy. 

Konstruktor: Pierdoły archangielskie, co wy pleciecie za androny! Zamiast ten złom naprawiać, tym bardziej, że nie wiemy, w którym miejscu szukać, rozbierzmy pojazd na części i zbudujmy inny, działający środek lokomocji. Gdyby ludzie myśleli kreatywnie, nasz świat wyglądałby zupełnie inaczej! A tak się skąpi pieniędzy na innowacyjne konstrukcje, ładuje się niepotrzebnie grube miliony w niedochodową budżetówkę i potem się człowiek budzi z ręką w kapuście.

Filolog: Wypraszam sobie, patafianie nieogolony! Co nam po jakiś kretyńskich, cudacznych pomysłach z jarmarcznej budy, jaką tworzy pańska głowa? Lepsze są sprawdzone rozwiązania. Gdybyśmy mieli odpowiednią książkę, gdzie czarno na białym pisze, co należy robić w takich sytuacjach, wystarczyłoby otworzyć, przeczytać, zastosować. Ale jak naród książek nie lubi, to potem takie są konsekwencje, moje trytonie tutki. 

Filozof: Milcz, prostytutki synu! Przez te wasze książki głupie ludziom się wcale lepiej nie dzieje. Najważniejsza jest myśl, idea! Ona potrafi zharmonizować postrzeganie rzeczywistości, o ile w ogóle jesteśmy w stanie ją postrzegać. Na moje oko w naszej sytuacji nic się nie zmieniło. Już Zenon z Elei udowodnił, że ruch tak naprawdę nie istnieje. A skoro tak, to nasze stanie tutaj jest stanem naturalnym. Zamiast rozmyślać o abstrakcjach, jak się stąd wydostać, pogrążmy się w rzeczowej dyspucie nad paradoksami Zenona...

Ksiądz: Proszę drogiej wycieczki! Proszę zaniechać tych sporów czysto teoretycznych i spokojnie na pośladkach usiąść, całą wiarę położyć w Panu. Skoro nas wpakował w ten kapuściany obornik, to tą samą ręką nas z niego wyciągnie. Niech się dzieje wola nieba, jej się zawsze słuchać trzeba. Mam tutaj piękne modlitewniki, po bardzo promocyjnej cenie. Mogę wam psalmy pośpiewać, bo przypadkiem zabrałem gitarę ze sobą.

Menadżer: Ta cała sytuacja tutaj jest absolutnie i niedopuszczalnie niedorzeczna. Nasz kluczowy problem wynika stąd, że brakuje nam odpowiedniej organizacji, sprawnego zarządzania. Musimy wybrać kierownika projektu, który będzie dowodził wydostawaniem się z pola kapusty. Oczywiście, należy wybrać kogoś o najlepszych preferencjach do zarządzania zasobami ludzkimi. Następnie kierownik projektu musi dokonać obsadzenia stanowisk. Wyznaczyć głównego planistę, wykonawców, zastępcę, sekretarza... Dopiero po uporządkowaniu naszej struktury można w ogóle myśleć o wydostaniu się stąd! 

Matematyk: Słusznie, skubany, prawi! Ja mogę zostać planistą. Mój plan jest taki, że pozbieracie mi parametry terenu, w jakim się znajdujemy, wyrysuję dwuwymiarowy układ współrzędnych i wyznaczę najkrótszą drogę, jaką należy przebyć, aby dostać się do jakiejkolwiek ludzkiej osady. 

Prawnik: Niestety, ja nie będę brał udziału w tej dyskusji. U mnie porada prawna kosztuje stówę ze godzinę.

Polityk: Oto, do czego przyszło politykom w tym kraju! Obcinają nam dotacje na benzynę, zakazują jeździć sejmowymi limuzynami, a później demokratycznie wybrana władza musi się kisić w otoczeniu głąbów, także kapusty! Rodacy! Czy o taką Polskę walczyliście? Czy obalając komunizm własnymi rękami trzydzieści lat temu, działając w Solidarności - spodziewaliście się, że utkniecie w takim miejscu jak to z powodu złomu? Musimy to zmienić! Yes, we can! Obiecuję, że jeśli poprzecie moją kandydaturę na prezydenta, dam wszystkim talony na nowe samochody, prosto z salonu! 

Informatyk: Posługujecie się jakimiś strasznymi metodami pracy. A może autobus trzeba naprawiać jak komputer?

Tłum: ???

Informatyk: Trzeba do autobusu wsiąść i wysiąść. 

Tłum: A jak ta metoda cię zawodzi?

Informatyk: To wtedy pali się papierosy i pije piwo. Całą procedurę - powtórzyć. 

Tłum: Skąd piwo?

Informatyk: 10 kilometrów dalej jest stacja benzynowa.

Świat zastał dzielną kompanię w polu kapusty, zadowoloną z życia i świata. Odkąd delegaci wrócili z nabojem chmielowym, wszyscy wpadli w szampański nastrój, który potęgowały kolejne puszki piwa. Po raz kolejny rozwiązali problem nie do przejścia.

01 sierpnia, 2009




"Toaleta Wenus" Rubensa przedstawia nagą damę, które anatomia dowodzi, iż ród męski scherlał i zwątlał od tamtych czasów, oraz że stropy domów są cieńsze, każdego z nas bowiem to ciało zmiażdżyłoby na placek i runęłoby z piętra do piwnicy, wraz ze strzępami łoża.

(W. Łysiak)

04 lipca, 2009

Federico Garcia Lorca

— Jeżyno z szarym kolczastym pieńkiem,
podaj mi jagód twych grono ciężkie!

— Przybliż się do mnie. I krew, i ciernie.
Jeśli mnie kochasz, pokocham wzajemnie.

— Z zielonych cierni są twe jagody,
połóż je na mój język spragniony.

— Jaki ogromny uścisk byś dostał
w mych ostrych cierni cienistych splotach!

— Dokąd odchodzisz, jeżyno? Czekaj!
— Szukać miłości. Ty mi jej nie dasz.

Przełożyła Irena Kuran-Bogucka

11 maja, 2009

You Are A: Bear Cub!

bear cubBears are strong and independent creatures who roam in the forest in search of food. Bears are usually gentle, but anger one and be prepared for their full fury! You won't back down from a fight, you have a bit of a temper -- classic attributes of a bear. Intelligent and resourceful, though lazy at times, you are a fascinating creature of the wild.

You were almost a: Duck or a Kitten
You are least like a: Squirrel or a ChipmunkWhat Cute Animal Are You?

10 maja, 2009

Z cyklu odkurzonych przemyśleń.
Systemy religijne zwalniają ludzi od samodzielnego myślenia. Każdy człowiek ma sumienie, działające jak dobrze wyregulowany kompas. Religia narzuca ci pewien system wartości, a tym samym tępi w tobie naturalne wyczucie dobra i zła.

24 kwietnia, 2009

No i byłam, wróciłam cała i zdrowa.
Czuję się taka odprężona że na jutrzejszej randce chyba będę tańczyć na stole ;-)
No a serio- naprawdę jestem zadowolona. Masaż- jak wyjaśniła mi terapeutka- okazał się idealnym środkiem na moje problemy z rwą. Dodatkowo pokazała mi kilka prostych ćwiczeń na te problemy.
Szczerze mówiąc, myślałam że potraktowane będą tylko plecy- a zafundowano mi masaż całego ciała. Godzinny masaż- w miłej atmosferze, olejki, świeczuszki i zasłonięte okna. Nazwa zabiegu zgadza się w 100%. Faktycznie jest luksusowy.

23 kwietnia, 2009

Mój pierwszy raz

Tylko bardzo proszę bez skojarzeń :-)
Pierwszy raz umówiłam się na wizytę w gabinecie kosmetycznym. Przytrafiła mi się akurat okazja, akcja promocyjna... no i idę już jutro.
Właściwie nie jest to zabieg upiększający a raczej zdrowotny. Nazywa się "Luksusowy masaż odprężający". Cóż, po wydarzeniach ostatnich miesięcy odprężenie jest tym czego mi trzeba :-)

W opisie zabiegu znalazłam informację że jest to "w
yjątkowy masaż pleców, którego celem jest wykrywanie i łagodzenie napięć zanim przerodzą się one w nieprzyjemne dolegliwości bólowe. W ten sposób można zredukować bóle kręgosłupa oraz poprawić krążenie w kończynach. Technika ta jest również przydatna jeżeli chodzi o zapobieganie między innymi rwie kulszowej, czy zakwasom mięśniowym, co więcej pozwala utrzymać ciało w dobrej formie oraz szybciej powrócić do zdrowia." Więc- w sam raz dla mnie.
Jaka jestem? Na przykład- taka:

- jestem feministką
- uważam że szklanka jest w połowie pusta... i zaraz się stłucze
- czytam w WC
- jestem harpią ( w zasadzie to bywam)
- jestem obrzydliwym mieszczuchem
- pamiętam komunę i piłam płyn Lugola
- czytam kilka książek jednocześnie, a czytanie książki zaczynam od jej powąchania
- mam specyficzne poczucie humoru i ogólnie jestem ekscentryczna
- jestem passe
- jestem meteopatką
- czytam NG i kocham NG
- regularnie płacę rachunki
- daję napiwki
- gaszę światło kiedy wychodzę z pokoju
- jestem uzależniona od czekolady, lodów i photoshopa
- zbieram przepisy kulinarne a nawet z nich korzystam
- nie czytam Kominka
- płakałam po maszynie do pisania
- grywam w scrabble
- kładę pasjansa
- śpiewam szanty- słuchanie na własne ryzyko

18 kwietnia, 2009

Gdy kwiecień deszczu rzęsistym strumieniem
Marcową suszę zmoczy do korzeni
I skąpie żyłę ziemi w takim płynie,
Który kwitnienia moc daje roślinie;
Gdy zefir ciepłym oddechem owionie
Wiotkie łodygi na polach i błoniach,
A młode słońce na tarczy zodiaku
Zbiegnie pół drogi spod Barana znaku
I poczną śpiewać maleńkie ptaszęta,
Których źrenica we śnie nie zamknięta,
Bo w nich tęsknotę budzi przyrodzenie,
Wtedy i ludzi ogarnia pragnienie
Zbożnej pielgrzymki...

(
Geoffrey Chaucer)


01 kwietnia, 2009

Część naszego życia polega na poszukiwaniu tej jednej osoby, która zrozumie naszą historię. Często okazuje się, że wybraliśmy niewłaściwie. Człowiek, o którym sądziliśmy, że rozumie nas najlepiej, odnosi się do nas później ze współczuciem, obojętnością albo wręcz antypatią. Z kolei ludzie, których obchodzimy, dzielą się na dwie grupy: tych, którzy nas rozumieją i tych, którzy wybaczają nam najgorsze grzechy. Rzadko zdarza się trafić na kogoś, kto ma obie te cechy naraz.
(Jonathan Carroll)

25 marca, 2009

Pamięć Zdzisławy Sośnickiej

Północ,
Sen w ukłonach się łamie
Wszechpotężna jest pamięć
Gdy wstępuje na tron
Na jej twarzy
Kochanek - czas zostawił swój ślad
Szuka winnych
W księgach lat

Pamięć,
Jak okrutnie nie kłamie
Gdy przesuwa przed nami
To, co sprawia nam ból
Gdy bezsenność rozciąga ponad noce i dnie
W gorzką przeszłość posłów śle

Oto jestem pierwszą łzą
Co płynie w głąb i boli
Oto jestem nieprzytomnym gestem
Złym snem i resztką woli
Przerwij moje noce koszmarów
Jeśli pamięć jest karą
Czemu weszła w nasz dom
Jeśli błądzi co noc po drogach smutku i zła
Co tu znajdzie
Kilka dat

Oto drży od rozmów stół
Przyjaciół śmiech łagodny
Lecz oto lęk
Biegnę przez mrok i zamieć
Zdradzona, zła i sama

Pamięć,
Wciąż osłania i rani
Zawsze wierna jak kamień
Zawsze czuła jak mgła
Zgodny taniec
W przedświcie krążą pamięć i wiatr
Spójrz za siebie
Żyć już czas

19 marca, 2009

The winner takes it all- ABBA


I don't wanna talk
About the things we've gone through
Though it's hurting me
Now it's history
I've played all my cards
And that's what you've done too
Nothing more to say
No more ace to play

The winner takes it all
The loser standing small
Beside the victory
That's her destiny

I was in your arms
Thinking I belonged there
I figured it made sense
Building me a fence
Building me a home
Thinking I'd be strong there
But I was a fool
Playing by the rules

The Gods may throw a dice
Their minds as cold as ice
And someone way down here
Loses someone dear

The winner takes it all
The loser has to fall
It's simple and it's plain
Why should I complain.

But tell me does he kiss
Like I used to kiss you?
Does it feel the same
When he calls your name?
Somewhere deep inside
You must know I miss you
But what can I say
Rules must be obeyed

The judges will decide
The likes of me abide
Spectators of the show
Always staying low
The game is on again
A lover or a friend
A big thing or a small
The winner takes it all

I don't wanna talk
If it makes you feel sad
And I understand
You've come to shake my hand
I apologize
If it makes you feel bad
Seeing me so tense
No self-confidence
But you see
The winner takes it all
The winner takes it all...

07 marca, 2009

Światło w ciemnościach (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

Na białej poduszce, pod pledem,
kończą się smutki.
Tydzień ma całych dni siedem
i siedem nocy zbyt krótkich.

Mary senne, nostalgię kojące,
od nieczułej ważniejsze są jawy.
Gardzę wami, codzienne sprawy,
dnie tutejsze, tygodnie, miesiące.

Świat mój własny, bezsilny, bezradny,
sny jedynie ma ku pomocy!
W Labiryncie nić Ariadny
świeci po nocy...

W głodzie serca, wśród granic i gromów,
nieistotną żywię się manną.
Pod poduszką mam świat mój i dom mój - - -
Raj - i chustkę na łzę poranną.

Leżysz, miasto, pod moją poduszką
jak w dzieciństwie ukochana książka.
Pragnę czytać, czytać całą duszą!
. . . . . . . . . . . . . . . . .

I już słowik na Bielanach zakląska! -
Już i Wisła - już krakowski klimat -
już tramwajem dzwoni Zwierzyniecka -
już dom widać ten, z którym od dziecka
związaniśmy jak muszla i ślimak. -

Potem budzik - potem światło w oczy -
Żegnać muszę odzyskany eden.
Dzień mój potrwa do dziesiątej w nocy -
tydzień ma całych dni siedem...


04 marca, 2009

Piosenka obcego... a w zasadzie Leonarda Cohena :-)

Wszyscy mężczyźni znani mi to byli gracze,

którzy gry wyrzekli się,
gdy dałam im schronienie.
Ja mężczyzn takich dobrze znam i wiem,
jak ciężko przy nich trwać.
Sięgając nieba idą na stracenie.

Dżokery zmiotę po nim i stwierdzę,
że nie zostawił mi niczego,
nawet śmiechu czy piosenki.
Jak każdy szuler szukał kart tak mocnych,
by nie mówić pas.
On był jak Józef w drodze do stajenki.

Przy oknie stojąc powie mi,
że wszystkich go pozbawiam sił
miłością swą, schronieniem oraz troską.
Wyjmując stary rozkład jazdy mruknie:
mówiłem ci nie raz - mówiłem od początku, jestem obcy.

Lecz oto inny obcy chce,
bym traktowała go jak sen,
tak jakby to nie było jego brzemię.
Widziałam już go kiedyś raz,
on złote ręce miał do kart,
nim rdza od łokci przeżarła je po dłonie.
I chciałby grę zamienić na schronienie.
On chciałby grę zamienić na schronienie.

Zmęczonych mężczyzn dosyć mam
i gestów rąk,
co mówią, że na zawsze skończyć chcą
z Najświętszą Grą w Pokera.
I gdy on drzemie mówiąc tak,
nad jego głową widzę znak:
dym gęsty w kształcie drogi tam się zbiera.

Zapraszam go, by wszedł i siadł,
lecz czuję, że coś jest nie tak:
otwarte drzwi nie dają już schronienia.
Wychodzę więc na drogę tę i coś mi mówi,
nie bój się, ty jesteś obca, właśnie ty, kochanie.

Czekałem i wierzyłem wciąż,
że spotkałem ciebie właśnie tu,
na tym peronie, nim odejdzie pociąg.
Chyba już nadszedł czas, by wsiąść,
lecz uwierz mi, to nie był plan,
to wszystko jakoś samo głupio wyszło.
On mówi, lecz ja nie wiem wciąż, co ma na myśli.
Gdy mówi tak, przestaję dbać, co ma na myśli.

Spotkajmy znów jutro się,
na brzegu rzeki, jeśli chcesz,
pod mostem co przez rzekę jest wznoszony.
Mówi na peronie to i znika w cieple wagonu sypialnego.
Wagon schronienie daje mu,
a ja rozumiem wreszcie,
że on tak naprawdę nigdy nie był obcy.
I mówię: Dobrze, jeśli chcesz,
pod mostem albo w jakimś innym miejscu.

Dżokery zmiotę po nim i stwierdzę,
że nie zostawił mi niczego,
nawet śmiechu czy piosenki.
Jak każdy szuler szukał kart tak mocnych,
by nie mówić pas.
On był jak Józef w drodze do stajenki.

Przy oknie stojąc powie mi,
że wszystkich go pozbawiam sił
miłością swą, schronieniem oraz troską.
Wyjmując stary rozkład jazdy, mruknie:
mówiłem ci nie raz - mówiłem od początku, jestem obcy.

(tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)

26 lutego, 2009

Hej, przyszli dziś złodzieje, zabrać mi nadzieję,
Pod sercem ukrywaną na przyszłość nieznaną.
Hej, proszę was serdecznie, weźcie co innego,
Nie czyńcie wy z człowieka aż tak ubogiego.

Mam buty z cholewami, miękkie jak aksamit
Starannie pastowane na drogi nieznane.
Te buty w świat daleki chętnie was poniosą
Nadzieję mi zostawcie, to pójdę i boso!

Mam kożuch wyszywany, ręcznie haftowany
Co wam, złodzieje, szkodzi, w baranicy chodzić?
W skrzypiące, tęgie mrozy kożuch was ogrzeje
Ja zimy te przechodzę, spowita w nadzieję.

Obrączki obie sprzedam, jeśli u was bieda
I pięć tysięcy dodam, bo mi ich nie szkoda.
Bogactwa więcej nie mam, bądźcie z tym szczęśliwi.
Nadzieję mi zostawcie, będę się nią żywić.

Złodzieje nie słuchali, ze śmiechu płakali:
Bogactwa mamy przecież najwięcej na świecie!
Lecz nam potrzeba, rzekli-z moich słów się śmiejąc-
Byś była bez nadziei ,a tylko my z nadzieją.

(K. Daukszewicz)

20 lutego, 2009

Człowiek nie może ciężej ukarać człowieka, jak go karze zamknąwszy przed nim serce.
(K. Makuszyński)

16 lutego, 2009

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj dostaliśmy nową broń służbową z centrali. Pułkownik Żelazny nakazał nam jej natychmiastowe wyczyszczenie. "Żeby mi lśniła jak..." nie dokończył i wyszedł do toalety. Próbowałem wielu papierów ściernych ale rdza z mojej nowej finki nie schodzi.

WTOREK
Dziś zgłosił się jakiś nieogolony młodzian z gitara mówiąc, że przybył tu na przesłuchanie. Dokonałem rutynowej roboty i całkiem przepisowo go przesłuchałem. Przyznał się do wszystkiego. Zdziwił się tylko, że nie kazaliśmy mu grać i śpiewać, bo według niego to właśnie się robi na przesłuchaniach w studiach nagrań. Wyprowadziliśmy go z błędu mówiąc mu, ze trafił na komisariat. Młodzian zemdlał. Kiedy leżał powalony niemocą, cała komenda wykonała brawurowo utwór "Besame Mucho". Kapral Klucha grał na grzebieniu.

ŚRODA
Gramy w rosyjską ruletkę. Cudem przeżyłem. Posterunkowy Paproch, zamiast zostawić jedną kule, wyjął tylko jedną z magazynka. Wyszły nasze braki w wyszkoleniu. Nikt nie został nawet draśnięty. Jedynie Klucha przytrzasnął sobie palec. Cynglem.

CZWARTEK
Wyruszyliśmy w pościg za skradzioną furgonetką bankową. Tego jeszcze nie było. Wszystkie rowery w akcji.

PIĄTEK
Dziś zawody strzeleckie. Byłem drugi. Tuż, tuż za pułkownikiem Żelaznym. Na następne zawody będę musiał przygotować nową tarczę, bo od trzech lat mam cały czas ten sam wynik i obecna tarcza już mi mocno wyblakła.

SOBOTA
Nareszcie weekend. Gram z posterunkowym Paprochem w szachy. Nawet nam szybko idzie , bo mamy tylko połowe pionków i to w tym samym kolorze.

NIEDZIELA
Dzisiaj mam wolne. Nie mogę jednak zapomnieć o pracy. Wróg zawsze czuwa. Przeglądam interesującą książkę dotyczącą kryminalistyki. Ciekawie się zaczyna, cytuje "...nazywam się Żbik a na imię mam kapitan

PONIEDZIAŁEK
Siedzę razem z kapralem Kluchą nad krzyżówką.

WTOREK
Nadal siedzimy nad krzyżówką.

ŚRODA
Przyszedł pułk. Żelazny i powiedział żebyśmy odwrócili krzyżówkę, bo leży do góry nogami.

CZWARTEK -Odwróciliśmy. Ale i w tej pozycji jest trudna. Siedzimy.

PIĄTEK
Zgłodniałem. Kapral Klucha chyba też, bo krzyżówka zniknęła.

SOBOTA
Ponieważ zabrakło krzyżówki z nudów zabraliśmy się do łapania bandytów. Ja złapałem jednego a kapral Klucha 38.

NIEDZIELA
Pułkownik Żelazny, osobiście złożył przeprosiny na ręce attache ambasady Holandii za zatrzymanie autokaru z 38 pasażerami. A ja musiałem zwolnić kierowcę. Pech.

PONIEDZIAŁEK
Kieruję ruchem na skrzyżowaniu. W radiowozie jechał pułk. Żelazny. Pomachałem mu ręką. Mam teraz niezły karambol.

WTOREK
Razem z kapralem Kluchą bierzemy udział w pościgu za skradzioną Toyotą. Musimy go jednak przerwać bo nogawka wkręciła mi się w łańcuch a kapralowi Klusze, pęd powietrza oderwał dzwonek.

ŚRODA
Przesłuchuję zboczeńca złapanego w parku. Idzie w zaparte. Za to ja się cholera przyznałem.

CZWARTEK
Dostaliśmy wiadomość, że przy ulicy Sennej w mieszkaniu nr. 7 niejaka babcia Pelasia lewituje. Udaliśmy się na miejsce. Wiadomość się nie potwierdziła. Babcia Pelasia wcale nie lewitowała. Powiesiła się na żyrandolu.

PIĄTEK
Gram z kapralem Kluchą w karty. Wygrałem. Pięć asów na karetę jokerów.

SOBOTA
Wczoraj wieczorem zauważyłem źle zaparkowanego "malucha". I do tego tuż pod moim oknem. Zapisałem sobie jego numer. Dzisiaj sprawdziłem go w kartotece. To mój "maluch". Chyba wezmę urlop.

NIEDZIELA
Na spacerze pogryzłem wiewiórkę. Czuję też jakiś wstręt do wody. Może to angina?

PONIEDZIAŁEK
Dostaliśmy zawiadomienie o zaginięciu kotka pana ministra. Pędzimy na sygnale. Tuż pod domem pana ministra, kapral Klucha na coś najechał. Sprawdzam co to było. Już nie szukamy kotka.

WTOREK
W parku pojawił się ekshibicjonista. Zastawiliśmy na niego pułapkę. Niestety. Wymknął się. Został mi w ręku tylko jego płaszcz. Fajnie wyglądał, jak goły przedzierał się przez krzaki. W samej tylko koloratce.

ŚRODA
Remontuję mieszkanie. Wstrzeliłem kołek w ścianę. Umówiłem się z sąsiadem, że w dziurę po kołku wstawimy drzwi. Nie protestował. Był nieprzytomny.

CZWARTEK
W pracy same nudy. Przeglądam listy gończe. Jednego gościa jakbym skądś znal. Ale skąd?

PIATEK
Dzisiaj pułk. Żelazny oddał mi moją ankietę personalną ze zdjęciem, która nie wiadomo czemu, zaplątała się między listy gończe. Teraz już wiem skąd znałem tego gościa!

SOBOTA
Badania kontrolne. Oddałem mocz do analizy. Wiadro mi oddali.

NIEDZIELA
Cała komenda idzie do kina. To podobno smutna historia o miłości dwóch jamników. Tak mi powiedział kapral Klucha. Zapytałem się o tytuł. "Psy 2". Nawet się zgadza.

PONIEDZIAŁEK
Posterunkowego Paprocha nie ma od tygodnia w pracy. Pewnie w czasie drogi powrotnej na komendę znowu wjechał na rondo. To już nie pierwszy raz, więc znów trzeba mu będzie zanieść termos i kanapki.

WTOREK
Dzisiaj degustowałem rosyjski koniak. Mam dziwne uczucie, jakby się nagle zrobiło ciemno.

ŚRODA
Tak ciemno to jeszcze nie było. Nawet latarnie ktoś wyłączył.

CZWARTEK
Strasznie ciemno.

PIĄTEK
Trochę jaśniej ale nadal ciemno.

SOBOTA
Przejaśnia się. Zauważyłem nawet, ze przede mną stoi jakaś butelka. W gardle sucho. Napiłem się!

NIEDZIELA
No, teraz to dopiero ciemno.

PONIEDZIAŁEK
Od samego rana bolą mnie zęby. Niby sztuczne uzębienie a jednak?!

WTOREK
Dzisiaj rano mieliśmy kurs daktyloskopii. Kapralowi Klusze tak się to spodobało, że zaczął wszystkim zdejmować odciski palców. Pułkownik Żelazny nie zgodził się jednak na zdjęcie butów i przyłożył kapralowi aktówką.

ŚRODA
Nudzimy się w radiowozie. Grzebię w samochodowej zapalniczce. Palec mi się zaklinował. Przestałem się nudzić. Za to zacząłem się pocić.

CZWARTEK
Dostaliśmy wiadomość o napadzie na bank. Pojechaliśmy tam czym prędzej ale nie było się po co śpieszyć. Ludzie już wszystko wyzbierali.

PIĄTEK
Kapral Klucha ruszył w pościg za pijanym rowerzystą. Klucha ostro prowadzi radiowóz. Dobrze, że wcześniej wysiadłem na siusiu.

SOBOTA
Dzisiaj łapiemy na radar. Coś nam nie idzie. Mamy dziwne wskazania. Dostaliśmy wiadomość z komendy aby zwrócić echosondę która jest dowodem w sprawie.

NIEDZIELA
Razem z Kluchą i Paprochem pojechaliśmy na ryby. Dzień bardzo udany. Szkoda tylko, że zapomniałem zabrać wędek dla naszego zgranego zespołu.

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj zaspałem do pracy. Dociskam gaz do deski mojego "malucha". 50km/h - urwały mi się lusterka. 60km/h - lakier zaczął się łuszczyć a wycieraczki przepełzły na tylnią szybę. 70km/h - maska zawinęła mi się na dach. Przechodzę na prędkość ekonomiczną. Minął mnie rowerzysta.

WTOREK
Kapral Klucha przyniósł na komendę swój rodzinny album. Po obejrzeniu pierwszej strony, pułk. Żelazny pobiegł do toalety. A ja niestety, zwymiotowałem dopiero w domu.

ŚRODA
Dzisiaj przywieźli nam nowe umundurowanie. Ładne, ciemne kurtki. Widoczny napis POLICJA. Tylko te pompony na czapkach takie jakieś...dziwne.

CZWARTEK
Mam dolegliwości żołądkowe. Cały dzień siedzę w toalecie. Papierkowa robota.

PIĄTEK
Komputeryzacja policji postępuje. Tak napisali w biuletynie, który został nam przysłany z komendy głównej. Razem z paczką dyskietek. Pułk. Żelazny złożył podanie o przydział komputera.

SOBOTA
Przyszedł jeden taki i zaczął się awanturować, że on płaci podatki a my tu tylko siedzimy i pijemy kawę. Zaprzeczyłem. Kawa skończyła nam się w zeszłym tygodniu.

NIEDZIELA
Kurs udzielania pierwszej pomocy. Sztuczne oddychanie. Ćwiczy posterunkowy Paproch z manekinem. Cos tu jest nie tak. Nie wiem dlaczego posterunkowy Paproch rozebrał się do naga?! Wszedł Żelazny i wytrzaskał Paprocha po pysku. No i nie wiem jak to jest z tym sztucznym oddychaniem. Rozbierać się czy nie? A zimą?

PONIEDZIAŁEK
Kapral Klucha wygrał w Audiotele latarkę i komplet baterii. Ciężkie miał pytania. Jak się nazywa nasz kraj? 1. Burkina Faso, 2. Polska, 3. Bangladesz. Nie chciał mi zdradzić odpowiedzi. Siedzę i rozmyślam nad tym pytaniem a za oknem bangla deszcz.

WTOREK
Z Kluchy robi się prawdziwy Europejczyk. Dzisiaj w restauracji "Smakosz", pokazał gest i zamówił dla wszystkich "koktajl Mołotowa". Ciekawe dlaczego ktoś wezwał brygadę antyterrorystyczna? Chyba nie wszyscy dorośli do unii europejskiej!

ŚRODA
Pułk. Żelazny przydzielił nam dzisiaj nowy radiowóz, pochodzący z darów społeczeństwa na rzecz rozwoju policji krajowej. Pułk. Żelazny poprosił tylko abyśmy zrobili mu lekki przegląd. Po zdjęciu z deski, kalendarzyka na 76'ty rok, wklejeniu w lusterka wieczek od margaryny, zaspawaniu dziur w podwoziu i wymianie opon na bardziej okrągłe, pozostało nam tylko wymontowanie taksometru.

CZWARTEK
W całym regionie, zakrojone na szeroką skalę, poszukiwania 6-cio letniego Jacusia. Społeczeństwo też pomaga. Kiedy rozwieszałem na latarniach zdjęcia zaginionego Jacusia, pomagał mi mały chłopczyk. Powiedział mi, że ma na imię Jacuś i ma 6 lat. To miłe, że nawet dzieci pomagają. Jak na razie, poszukiwania Jacusia nie odniosły skutku. Ale nadal szukamy!

PIĄTEK
Posterunkowy Paproch czyści broń. Siedzimy z Kluchą pod biurkiem, ale nie czujemy się pewnie bo Paproch łazi po całej komendzie i stale do nas zagląda.

SOBOTA
Przyszedł pułkownik Żelazny, bardzo zamyślony i powiedział, że żona zabiła mu rano klina. Złożyliśmy pułkownikowi kondolencje a ja wysłałem radiowóz po morderczynie.

NIEDZIELA
Stoję na chodniku w galowym mundurze. Odpadł mi orzełek. Schyliłem się aby go podnieść. Spadła mi czapka. Podniosłem czapkę i orzełka. Wyprostowałem się aby przyczepić orzełka do czapki. Przejechał autobus i ochlapał mnie wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Schyliłem się aby je podnieść. Ktoś mnie kopnął w tyłek. Wyprostowałem się i odwróciłem. Przejechał autobus i ochlapał mi plecy wodą z kałuży aż mi z wrażenia wypadł z ręki orzełek i czapka. Nachyliłem się aby je podnieść. Za mną zatrzymał się autobus. Wysiadł kierowca i kopnął mnie w tyłek aż mi zęby wypadły na chodnik. Pozbierałem wszystko i odczołgałem się pod mur. Do dupy z takim Dniem Policjanta.

PONIEDZIAŁEK
Dzisiaj posterunkowy Paproch powiedział, że idzie sobie ugotować jajka. Zawczasu wezwaliśmy pogotowie ratunkowe. Oj, jego żona będzie znowu wściekła!

WTOREK
Razem z kapralem Klucha znaleźliśmy zwłoki mężczyzny, leżące na ławce. Klucha przytknął mu lusterko do ust i stwierdził, że mężczyzna nie oddycha. Kiedy próbowałem sprawdzić dokumenty denata, zwłoki zaczęły chrapać. Klucha ma popsute lusterko.

ŚRODA
Zawiadomienie o gwałcie. Pojechaliśmy na miejsce zdarzenia. Kapral Klucha przesłuchał dziadka Edka, który był ofiarą napaści seksualnej. Podejrzaną o dokonanie tego czynu jest niejaka babcia Wiesia. Kapral Klucha udał się do babci w celu jej przesłuchania. Ku memu zdziwieniu, potwierdziło się doniesienie dziadka Edka. Kapral Klucha wyszedł od babci Wiesi po godzinie bez czapki, paska, raportówki i munduru. W samych tylko kalesonach.

CZWARTEK
Cały czas leje deszcz. Nudzimy się. Paproch zaproponował grę w butelkę. Odsunęliśmy się od tego zboczeńca na znaczną odległość.

PIĄTEK
Wespół z Paprochem, eskortowałem dziś pacjenta do domu wariatów. Nie rozumiem dlaczego tak się nazywa ten zakład. Spotkałem tu przecież mnóstwo znanych wszystkim osobistości: Gagarina, Napoleona, Puszkina a nawet Elvisa. Król rock 'n' rolla nie chciał mi jednak zaśpiewać tylko ugryzł mnie w rękę i napluł na daszek czapki.

SOBOTA
Mobilizacja sił. Dzisiaj mecz w naszym mieście. Ochraniamy stadion. Gdyby Klucha nie krzyczał "GOL" kiedy bramkę strzeliła drużyna przyjezdna, być może wyszlibyśmy z tego cało.

NIEDZIELA
Leczymy rany po meczu. Klucha leży na gastrologii bo kibice kazali mu zjeść krawat i pałkę. Ja leże na oddziale intensywnej opieki medycznej. Jakiś łysy przywalił mi ławką a drugi w szaliku poprawił metalowa rurka. Paproch leży nadal na boisku, bo jak go rzucili to wgryzł się w murawę.

13 lutego, 2009

Słodka mała syrenka, ciąg dalszy...







Ostatni obrazek pochodzi ze strony www.ismaelalvarez.com
Sweet!