Tytuł w pełni oddaje treść. Mój dystans do siebie samej i otoczenia (a czasem drastyczny brak tego dystansu) ujęty w krótkie formy, wzbogacony ponadto o wiersze i cytaty. Oraz przepisy na ciasteczka ;-)
15 września, 2012
Jonathan Carroll "Oko dnia"
Ona pragnie rzeczy jeszcze prostszych. Takich o których można by sądzić, że o nich zapomnieliśmy. Chce abyś spytał ją o zdanie, nim pocałujesz ją po raz pierwszy i drugi. Chce abyś trzymał ją za rękę, kiedy będziecie oglądać stare filmy na kanapie. Chce, abyś przy rozmowie patrzył na nią. Tak wielu z was, chłopaki, się myli. Wydaje wam się, że chodzi o to, gdzie ją zabierzecie, co jej kupicie na urodziny i Boże Narodzenie, wydaje wam się, że wystarczy rozszyfrować jej myśli. Wydaje wam się, że chodzi o to, abyście zostali jej najlepszym kochankiem, i o to, co sądzi o waszej karierze, przyjaciołach, rodzinie, wydaje wam się że chodzi o to wszystko, co nigdy nie będzie miało dla niej znaczenia.
Nie ma nic przeciw temu, abyś wychodził z kumplami tak często, jak ci się podoba. Chce, abyś cieszył się życiem. Możesz pracować poza domem i wyjeżdżać służbowo. Chce, abyś był szczęśliwy w pracy i odnosił sukcesy. Nie musisz być superkochankiem. Chce poznać twoje ciało i nauczyć się swojego. Od czasu do czasu możesz być zachłanny, egoistyczny i wymagający. Chce dojść z tobą do porozumienia. Chce w pełni wykorzystać dany wam czas. Czego ona chce? – ktoś zapytał. Chce tylko być kochana, po prostu. Tak samo jak kocha wszystko w swoim życiu. Nie kieruje się żadną skomplikowaną formułą. Wszystko pochodzi z serca. Chce, abyś ją kochał sercem. Jak dotąd jednak nikt jej tak nie kochał, bo ludzie poświęcają czas na rozmyślania i analizy, na robienie głupstw i wynajdywanie powodów, by nie kochać sercem."
02 września, 2012
"Brzoskwinie" Felicji Kruszewskiej
Ja jestem bardzo poważna, mówię ci grzecznie: Panie.
Siedzisz niedbale w fotelu i palisz papierosa.
Brzęczy gdzieś w cukiernicy łakoma duża osa.
Słońce się stacza ukośnie. Za chwilę topolę minie.
Podsuwam ci na paterze duże złotawe brzoskwinie.
Brzoskwinie świecą w krysztale, jak ciepłe różowe latarki,
pokryte są lekkim puszkiem, jak moja skóra na karku.
Lecz najpiękniejsza jest chyba ta, która leży na wierzchu,
różowi się i złoci w łagodnym błękitnym zmierzchu.
Okrągła, duża, pachnąca, wygląda jak zapłoniona.
Jest pewnie miła w dotknięciu, jak moje nagie ramiona.
Bierzesz ją lekko w palce, przymrużasz trochę oczy,
rozrywasz ją ostrożnie, sok ci po palcach broczy.
Wyjmujesz serce-pestkę (sok w niej upojny chlusta)
różowe, słodkie mięso wkładasz w najdroższe usta.
Nagle schylasz ku mnie młode, wysmukłe ciało
i pytasz bardzo serdecznie: Mój Boże! Co pani się stało?
Nie umiem odpowiedzieć, a łzy mi płyną, płyną…
chciałabym… Tak! Właśnie bym chciała być tą różową brzoskwinią!
17 sierpnia, 2012
22 lipca, 2012
03 czerwca, 2012
Można warg dotykać...
(J. L. Wiśniewski)
01 czerwca, 2012
(Leopold von Sacher-Masoch)
Tak tak. Od tego nazwiska wywodzi się termin MASOCHIZM :-)
17 maja, 2012
"Stopnie" H. Hesse
W starość się chyli, kwitnie każdy stopień
Życia i kwitnie cnota, kwitnie mądrość
O swej porze, bo nic nie trwa wiecznie.
Serce na życia zew niechaj ochotnie
Żegna się z życiem, by je wszcząć od nowa,
By się odważnie, bez żalów zbytecznych
Wdać w nowe sprawy i snuć inną nić.
W każdym początku wielki czar się chowa,
Co nas ochrania i pomaga żyć.
Więc przemierzajmy pogodnie przestrzenie,
Lecz żadna niech się ojczyzna nie stanie.
Duch świata nie zna ciasnego spętania:
Na każdym stopniu większe rozszerzenie.
Ledwo gdziekolwiek się zadomowimy,
A już ospałość nas i gnuśność nuży,
Bo nawyk tego jedynie ominie,
Kto co dzień gotów do nowej podróży.
A może nawet i godzina śmierci
Nowy nam obszar młodości otworzy,
Wołania życia i śmierć nie przemoże...
Nuże więc, żegnaj i ozdrowiej , serce!
05 maja, 2012
Syrena czy wieloryb? (znalezione w necie)
02 maja, 2012
Pyszne "coś" :-)
27 kwietnia, 2012
10 kwietnia, 2012
Andrzej Szczypiorski "Początek"
04 kwietnia, 2012
Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad.
Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni.
Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej.
Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne.
Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju."
(Charles Bukowski)
16 lutego, 2012
(G. G. Márquez)
19 stycznia, 2012
17 stycznia, 2012
Zła reputacja
Mam u wszystkich opinię złą.
Czy gdzieś pójdę, czy w domu tkwię,
Reputacji nie zmienię, nie.
Lecz nie myślę przecie, bym krzywdził kogo,
Gdy z wszystkimi iść nie chcę jedną drogą.
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna droga śni...
Paskudnie obgadują mnie,
Niemowy - nie, rozumie się !
Czternastego lipca za dwóch
Czule wtulam się w kołdry puch,
A muzyki marszowy rytm
nie jest szczytem pożądań mych.
Lecz nie myślę przecie, bym krzywdził kogo
Gdy mnie grzmiący rytm nie nastraja błogo
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna nuta śni...
Palcami wytykają mnie,
Prócz tych bez rąk, rozumie się !
Głodny chłopiec do sadu wpadł
Kilka jabłek dojrzałych skradł.
Już go strażnik ściga co tchu,
A ja nogę podstawiam mu.
A ja strażnikowi podstawiam nogę
Bo złodzieja jabłek nie sądzę srogo.
Ale zdaniem ludzi to błąd
Że ktoś ma niezależny sąd...
Tłum wściekły z pasja ściga mnie,
Kulawi - nie, rozumie się !
Być prorokiem nie trzeba, nie,
By przewidzieć, co czeka mnie.
Jeśli znajdą solidny sznur,
Będę dyndał pod obelg wtór.
Bowiem droga ma, drogi mój sąsiedzie,
Własny cel swój ma, tropem twym nie wiedzie.
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna droga śni...
Wisielca każdy ujrzeć chce -
I ślepcy też, rozumie się !
Georges Brassens
tłum. Wojciech Młynarski
20 grudnia, 2011
Słowa kluczowe...
dzwoneczek disney
la rochelle
elf leśny
selkie
trójbogini księżyca
oraz... castrum vindobona:-)
1. Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życie, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakie oczekiwali ode mnie inni.
- Tego ludzie żałują najczęściej. Gdy zdają sobie sprawę, że ich życie jest już prawie skończone, mogą łatwo dostrzec, jakich marzeń nie zrealizowali. Większość osób nie próbowała spełnić nawet połowy ze swych marzeń - mówi autorka listy cytowana przez portal chn24.pl.
2. Żałuję, że tak dużo pracowałem.
- Tego rodzaju uczucie wyrażał każdy pacjent płci męskiej, jakim się opiekowałam. Niektóre kobiety również wyrażały tego rodzaju żal. Jednak ponieważ większość z nich należała do wcześniejszego pokolenia, nie zajmowały się one zarabianiem na rodzinę - komentuje pracownica hospicjum.
3. Żałuję, że nie miałem śmiałości, by wyrazić swoje uczucia.
- Wiele ludzi przygaszało swoje uczucia, żeby zachować określone relacje z ludźmi. Pojawienie się wielu chorób miało związek z doświadczanymi przez nich uczuciami goryczy i oburzenia - mówi kobieta i dodaje, że tłumiony stres jest najgorszym z możliwych uczuć.
4. Żałuję, że nie utrzymywałem relacji z przyjaciółmi.
- Często ludzie nie zdawali sobie sprawy, jaką korzyść czerpią z utrzymywania kontaktów ze swymi przyjaciółmi. Zrozumieli to dopiero, gdy zostało im kilka tygodni do końca życia - tłumaczy pracownica hospicjum.
5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym.
- Wiele ludzi z powodu lęku przed zmianami udawało przed innymi i przed samymi sobą, że byli zadowoleni ze swojego życia - tłumaczy opiekunka i dodaje, że tak naprawdę umierający ciągle bali się, że stracą to co mają.
(za fakt.pl)
19 grudnia, 2011
Ann Landers "Mój tato, gdy miałam..."
Pięć lat: Mój tatuś dużo wie.
Sześć lat: Mój tato jest bystrzejszy niż twój.
Osiem lat: Mój tato niezupełnie wszystko wie...
Dziesięć lat: Przed laty, gdy mój tato dorastał,rzeczy miały się zupełnie
inaczej.
Dwanaście lat: No cóż,naturalnie, tato się w tym nie orientuje.Jest za stary, by
pamiętać swe szczenięce lata.
Czternaście lat: Nie przejmuj się moim ojcem.Jest taki staromodny!
Dwadzieścia jeden lat: On? Mój Boże, on jest beznadziejnie zacofany!
Dwadzieścia pięć lat: Tato wie to i owo o pewnych sprawach. Nic dziwnego,
ostatecznie przeżył już parę lat...
Trzydzieści lat: Może zapytać tatę, co o tym myśli. W końcu ma spore
doświadczenie.
Trzydzieści pięć lat: Nic nie zrobię, póki nie pogadam o tym z tatą.
Czterdzieści lat: Zastanawiam się, jak tato by się do tego zabrał...Był taki
mądry, taki doświadczony...
Pięćdziesiąt lat: Oddałabym wszystko, żeby tato mógł być teraz ze mną. Mogłabym
wszystko z nim omówić. Żałuję, że nie doceniałam jego mądrości. Tyle mogłam się
od niego nauczyć...
14 listopada, 2011
Meksykańskie naleśniczki
07 października, 2011
"Godziny"- mówi Klarysa...
08 września, 2011
Kuleczki ryżowe
29 sierpnia, 2011
Swoją drogą: widziałam niedawno opracowanie jakiejś fundacji kobiecej, które jasno wykazało że w redakcji Rzepy było zatrudnionych więcej kobiet niż w jakiejkolwiek innej gazecie codziennej... Jakby mi ktoś nie wierzył: http://jedyniesluszne.blox
07 czerwca, 2011
02 czerwca, 2011
- Mości oficerowie - chichocze Rostowa. - Nie zmieściła się jedna świeczka. Co z nią zrobić?
- Panowie - słychać teatralny szept Rżewskiego - Ani słowa o piździe.
Rżewski przejeżdżając z ordynansem nad jeziorem dostrzegł w oddali kąpiącą się blondynkę - długie jasne włosy, białe ciało...
- Popłyń do niej - mówi do ordynansa - i zaproponuj, żeby się ze mną wybrała do miasta na wino, tańce, karty i tak dalej.
Po chwili ordynans wraca wykonawszy zadanie:
- Na wino, tańce i karty zgoda. Na "i tak dalej" nie, bo to pop.
Porucznik Rżewski wyszedłszy na ganek, wskoczył na siodło i pocwałował majdanem, aż się kurz za nim podnosił. Przecwałowawszy dwie wiorsty zatrzymał się:
- Job twoju mać, a koń gdzie?!
Zwymyślawszy się od ostatnich pogalopował z powrotem.
- Nataszo, chodź, pójdziemy w nocy wykąpać się nago w morzu...
- Ale poruczniku, ja nie umiem pływać!
- Przecież nie będziemy...
Porucznik Rżewski wskutek ciężkiego przepicia popadł w śpiączkę. Jego towarzysze broni posłali po popa, żeby mu na wszelki wypadek udzielił ostatniego namaszczenia. Pop okazał się być zajętym, więc w zastępstwie przyszła popadia. Popadia nasłuchawszy się o wyczynach Rżewskiego od męża, któremu żaliły się liczne damy, postanowiła sama obejrzeć narzędzie zbrodni- cichutko podniosła koc i oceniwszy kobiecym okiem odnośny narząd głęboko westchnęła. W tym momencie Rżewski ocknął się i wyjęczał:
- Oto kara za moje grzechy - w chwili śmierci - pop pedał!
Rankiem porucznik Rżewski wychodzi z burdelu.
- A pieniądze - krzyczy za nim dziewczyna.
- Huzarzy pieniędzy nie biorą! - dumnie odparł porucznik.
Porucznik Rżewski otwiera drzwi:
- Madam, jest pani przepiękna w tej toalecie....
- Cham!!! Proszę natychmiast zamknąć drzwi!!!
Rżewskiemu wpadł w łapy dziennik Pierre’a Bezuchowa i ten kanalia i podlec zamiast uszanować intymność takich zapisków, zagłębił się z lubością w lekturze:
- 1 sierpnia, poniedziałek, pocałowałem tej nocy pierwszy raz Nataszę w wargi, ale tak, że zacisnąwszy nogi z rozkoszy połamała mi pince-nez...
Zakochany Pier Biezuchow klęcząc u stóp Nataszy Rostowej:
- Nataszka, ja gotów bym całować piasek, po którym pani chodziła...
Idyllę przerywa brutalnie porucznik Rżewski:
- Pier, lepiej pocałuj mojego chuja, na którym ona siedziała!
16 kwietnia, 2011
Zupka meksykańska :-)
09 kwietnia, 2011
(E. Cioran)
28 marca, 2011
Serowa zapiekana maca- autorska modyfikacja :-)
27 lutego, 2011
08 lutego, 2011
Reanimacja
Bardzo adekwatne do stosunków międzyludzkich, niestety.
07 lutego, 2011
Meksykańskie pierożki :-)
Najpierw robisz nadzienie:
na łyżce oleju podsmażasz 25 dag mięsa mielonego, najlepsze jest wołowe, albo mieszane... raczej nie drobiowe. Dodajesz posiekaną zieloną cebulkę- pół pęczka oraz wyciśnięty czosnek- według uznania. Ja daję dwa-trzy ząbki. Dodajesz też jedną drobno pokrojoną paprykę, 1/3 skrojonego ogórka szklarniowego,pół puszki kukurydzy i pół puszki czerwonej fasolki. Podsmażasz dalej, a potem dodajesz dwie łyżki koncentratu pomidorowego i 1/3 szklanki wody. Przyprawiasz jak lubisz- ja używam domowej mieszanki meksykańskiej (słodka papryka, chili, oregano, mielony kminek, mielone goździki, cynamon, kolendra i cukier). Możesz użyć też meksykańskiej przyprawy z papierka. Wszystko dusisz aż zgęstnieje. Odstawiasz do ostygnięcia.
Robisz ciasto:
wyrabiasz je z 25 dag tłustego białego sera, pół kilo mąki, 4 łyżek oliwy, 1/3 szklanki mleka, 1 jajka, torebki proszku i szczypty soli. Rozwałkowujesz na placki, mi z takiej ilości wychodzi koło 10-12. Nakładasz nadzienie, zlepiasz pierożki, smarujesz je rozbełtanym jajkiem i posypujesz rozmarynem. Pieczesz 15-20 minut na 200 stopni.
Można też sporządzić sos:
250 g twarożku lub jogurtu greckiego, 3 łyżki soku z limonki, 10 dag posiekanych zielonych oliwek i trochę rozmarynu- dokładnie wymieszać.
06 lutego, 2011
Reaktywacja :-)
Obawiając się o i tak już marne zdolności koncentracji, jakość wypowiedzi, słownictwo- postanawiam wrócić do pisania bloga.
Przy okazji- sprawdziłam po jakich słowach kluczowych trafiano na mojego bloga. Niektóre z tych słów trochę mnie zaskoczyły :-)
toaleta wenus
rojze blog
mandalay
marek aureliusz
merman
rubens
rojza
sacher
aforyzmy o motocyklach
ale kiedyś się wezmę- jak śpiewał kuba sienkiewicz
i...
na mym wydepilowanym łonie :-)
01 kwietnia, 2010
Ta róża spadła wprost na bruk,
gdy jakiś nawiedzony tłuk
pod Pomnik Chwały niósł pęk róż.
Na nim spoczywał tłumu wzrok,
więc ja mój skierowałem krok
ku róży, którą spowił kurz.
Podniosłem ją ostrożnie i ruszyłem w kłus,
ozdobić chciałem jakiś łaskawy dla mnie biust.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu taki piękny róży kwiat.
Pierwsza jaką mi zesłał traf,
z pogardą odwróciła twarz,
druga zaś uciekła raz - dwa,
krzycząc w głos: "ratunku to gwałt!",
trzecia zdzieliła mnie przez łeb swą parasolką (co za gest!),
a czwarta - to naprawdę szczyt -
poszła policji szukać w mig.
Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
chcąc różę nieznajomej dać -
świat upadł tak nisko, że strach.
Toteż swój odrzucony kwiat,
goryczy w ustach czuję smak,
dałem policyjnemu psu
- ach szkoda słów.
Butelka raz wypadła z rąk opata pijanego w sztok
- już nie był w stanie zbawiać dusz -
w butelce był mszalnego litr
(najdostojniejsze spośród win),
uliczny ją spowijał kurz.
Podniosłem ją ostrożnie, nadziei pełen, że
życzliwe czyjeś gardło wspomoże przy niej mnie.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu coś, co ma tak boski smak.
Pierwszy pokazał plecy mi, zmierzywszy przedtem wzrokiem złym,
drugi burknął, że"Taki gbur w domu niech se chla, a nie tu",
trzeci chciał wylać mi na łeb calutkie wino (żart, że hej!),
a czwarty - to naprawę szczyt - poszedł policji szukać w mig.
Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
chcąc w szyję z nieznajomym dać -
świat upadł tak nisko, że strach.
toteż najdostojniejsze z win spłukało gardła kilku glin,
rozpili ten mszalnego litr -
skandal i wstyd.
Ten biedny uścisk dłoni dwóch
przy drodze bowiem leżał spór
poróżnił kogoś właśnie tu.
Został tak w rowie smutny ślad
przyjaźni, którą trafił szlag,
teraz miał poznać drogi kurz.
Podniosłem go ostrożnie i pomknąłem, by
wylewność męską ludziom okazać ile sił.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu uścisk dłoni, choć to skarb.
Pierwszy mi zadrwił prosto w twarz, bo rękawiczki czyste miał.
drugi - też świętoszek - w mą dłoń wsunął franki (fałszywe) dwa,
trzeci, nieokrzesany wieprz w dłoń napluł mi i pognał precz,
a czwarty - to naprawę szczyt - poszedł policji szukać w mig.
Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
gdy dłoń podasz komuś ot, tak
- świat upadł tak nisko, że strach.
Toteż mój uścisk dłoni dwóch,
ofiarą różnych podłych słów,
spogląda na ten pieski świat
- zza mamra krat
Pewna bardzo niecna osoba pod koniec zeszłego roku skusiła mnie zo zarejestrowania się na Facebooku. A co było dalej można się domyślać. Ot, ciężko jest uzewnętrzniać się na dwa fronty, i dwa sposoby: fejsbukowo telegraficznej i blogowej eseistycznej :-)
Co się zmieniło? Niewiele. Praca- sytuacja ciągle ta sama, zmęczenie może większe, zwłaszcza teraz- przed świętami. Dziś pracuję 7. dzień z rzędu.
I to samo chyba mogę powiedzieć o życiu prywatnym. Orka na ugorze. Tak dużo wysiłku i tak marne efekty.
07 listopada, 2009
31 października, 2009
Ludzi ucisza, w drzewach kształt odkrywa.
I tego roku obłoki wydłuża,
Ze idą niebem jak ziąbu przedmurza.
Jakby zaiste nie przeszła nad nami,
Chorągiew bólu z ciemnymi skrzydłami,
Jakby nam czoła nie obrosły chrusty
I jakby "spokój" nie był dźwięk już pusty.
A tu gzie mieszkam-gdzie do ciebie piszę
Ptaki dziobami przędą wielką ciszę.
Staw rzęsę dźwiga, rzęsa trzciny wiąże,
Zamyka łono nasycony grążel.
Pola topolom, topole rozstajom,
A lasy borom milczenie podają.
Jakby, zaprawdę, trznadle i czyżyki
Niosły przez niebo Chustę Weroniki.
Jakby, zaiste, za tych drzew bukietem
Przydrożny strumień rozlewał się w Letę.
(S. Grochowiak)
28 października, 2009
10 października, 2009
08 października, 2009
sekretariatu i pyta:
- No to gdzie jest ten sracz?
Sekretarka nieśmiało odpowiada:
- Szef jest właśnie na obiedzie.
- Ale pani mnie źle zrozumiała - mam na myśli te dwa zera.
- Zastępcy mają naradę.
- Ale pani złota, ja się pytam, gdzie tu się gówno robi?
- Aha... rachunkowość jest piętro wyżej...
03 października, 2009

1. Pierwszego dnia Bóg stworzył Jamnika.
2. Drugiego dnia Bóg stworzył człowieka, żeby rozpieszczał Jamnika.
3. Trzeciego dnia Bóg stworzył wszystkie zwierzęta, aby Jamnik miał za czym biegać.
4. Czwartego dnia Bóg stworzył pracę, żeby człowiek wychodził regularnie z domu, a Jamnik mógł swobodnie po nim buszować.
5. Piątego dnia Bóg stworzył piłkę tenisową, żeby Jamnik mógł ją aportować albo i nie.
6. Szóstego dnia Bóg stworzył weterynarza, żeby Jamnik był zdrowy, a człowiek ubogi.
7. Siódmego dnia Bóg chciał odpocząć, ale musiał wziąć Jamnika na spacer.
27 września, 2009
Pieśń I Jana Kochanowskiego
Pewienem tego, a nic się nie mylę,
Że bądź za długą, bądź za krótką chwilę,
Albo w okręcie całym doniesiony,
Albo na desce biednej przypławiony
Będę jednak u brzegu,
Gdzie dalej nie masz biegu.
Lecz odpoczynek i sen nieprzespany,
Tak panom, jako chudym zgotowany.
Ale na świecie kto tak głupi żywie,
Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie
Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody
I szturmów srogich krom swej znacznej szkody?
Lecz tylko że pragniemy,
Ale nie rozumiemy,
Czego się trzymać, jako się sprawować,
Żeby nie przyszło na koniec żałować.
A chytre morze, ile znakomitych,
Tyle pod wodą żywi skał zakrytych.
Tu siedzi złotem Cześć koronowana,
Tu lekkim piórem Sława przyodziana,
Tu Chciwość nieszczęśliwa
Zbiera, a nie używa;
Tu luba Rozkosz i Zbytek wyrzutny,
Pod nimi Nędza prędka i Żal smutny.
Tamże i Krzywda, i Zazdrość przeklęta,
Przed którą biada zawżdy Cnota święta.
Więc jeśli człowiek jedne skałę minie,
Wnet na to miejsce na inszą napłynie,
Tak iż snać namędrszemu
Trudno pogodzić temu,
Aby przynamniej więznąć albo zbłędzić
Nie miał, chyba gdy kogo Pan chce rzędzić.
Wodzu prawdziwy i Wieczna Światłości,
Uskrom z łaski swej morskie nawałności,
A podnieś ogień portu zbawiennego,
Na który patrząc moglibyśmy tego
Morza chytrego zdrady
Przebyć bez wszelkiej wady,
A odpoczynąć po tym żeglowaniu
W długim pokoju i bezpiecznym spaniu.
12 września, 2009
Przed pagodą starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg,
Birmańska siedzi dziewczyna i wiem, że wspomina mnie;
Bo świątynny dzwon przyzywa, gdy wiatr w palm korony dmie:
Wróć tu, wróć, żołnierzu z Anglii, wróć tu, wróć do Mandalay!
Wróć tu, wróć do Mandalay,
Gdzie flotylli dawnej cień;
Czy nie słyszysz szmeru wioseł od Rangoon po Mandalay?
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!
Jej spódnica była żółta i zielony czepek jej,
Imię miała Supi-jo-lat jak królowa Tihibei.
Pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy kurzyła faję białą,
Chrześcijańskie pocałunki marnując na bożka ciało:
Plugawe, gliniane cudo.
Zwane wielkim bogiem Buddą.
Dużo dbała o te bogi, gdy całowałem jej nogi!
Na szlaku do Mandalay......
Gdy mgła wstała z pól ryżowych, a słońce wschodziło wolno,
Wyjmowała swoje banjo i śpiewała Kulla-lo-lo
Z policzkiem na mym policzku i ręką na mym ramieniu
Spoglądała na parowce i hathis z pniami w strumieniu.
Słonie ciągną pnie na złoże
W śliskim, szlamistym bajorze,
Gdzie cisza wisi tak ciężko, że człowiek mówić nie może.
Na szlaku do Mandalay.....
Ale to już odpłynęło, dawno minął już ten dzień;
Nie kursują autobusy z banku aż do Mandalay.
Tu w Londynie wiem, co znaczy tam przesłużyć dziesięć lat;
Kiedy raz cię wschód zawoła, na nic później cały świat
Na nic później cały świat;
Czosnek pachnie tam jak kwiat
Jest słońce, palmy, a w górze głos świątynnych dzwonów gra
Na szlaku do Mandalay....
Chory jestem od zdzierania zelówek o twardy bruk,
A przeklęta słota Anglii budzi febrę, zwala z nóg.
Choć od Chelsea aż do Strandu, kucht tuziny za mną gnają
I gadają o miłości, ale o czym to gadają?
Sine, krowie pyski mają.
Boże, o czym to gadają?
Mam smuklejszą, słodszą pannę w piękniejszym, zieleńszym kraju;
Na szlaku do Mandalay....
Płynąć chcę na wschód, za Suez, gdzie jest dobrem każde zło,
Gdzie przykazań brak dziesięciu i pić można, aż po dno.
Bo świątynny dzwon przyzywa i tam tylko być już chcę :
Przed świątynią starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg.
Na szlaku do Mandalay
Gdzie flotylli dawnych cień,
Nasi chorzy tam leżeli, gdyśmy szli na Mandalay!
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!
24 sierpnia, 2009
-A tak, pada.
-I mróz bierze.
-Naprawdę?
-Tak- rzekł Kłapouchy. -Jednakże- ciągnął, rozpogadzając się trochę- nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemii.
-O, ja się bardzo cieszę- powiedział Puchatek.
-Niektórzy mogą- rzekł ponuro Kłapouchy.
-Dzień dobry, mały Prosiaczku! Jeśli ten dzień godzi się nazwać dniem dobrym, o czym wątpię- dodał. -Ale mniejsza o to.

