Tytuł w pełni oddaje treść. Mój dystans do siebie samej i otoczenia (a czasem drastyczny brak tego dystansu) ujęty w krótkie formy, wzbogacony ponadto o wiersze i cytaty. Oraz przepisy na ciasteczka ;-)
23 listopada, 2008
11 listopada, 2008
Co żeś ty za pani,
że przez ciebie giną
chłopcy malowani.
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór!
Historio, historio,
czarna dyskoteko,
nie pozwalasz wytchnąć
ludziom ani wiekom.
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !
Historio, historio,
Co żeś ty za matnia,
pchamy się na scenę,
a to jeszcze szatnia.
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !
Historio, historio,
tania z ciebie dziewka,
miała być canzona,
a jest stara śpiewka.
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !
Historio, historio,
jaka w tobie siła,
żeś ty całe światy
z mapy poznosiła.
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !
Historio, historio,
tyle w tobie marzeń,
bywa, że cię piszą
kłamcy i gówniarze.
Orszaki, dworaki,
szum pawich piór !
Historio, historio,
ty żarłoczny micie,
co dla ciebie znaczy
jedno ludzkie życie ?
Agnieszka Osiecka
06 listopada, 2008
Tertulian
# Kobieta to bezbożne furie chuci.
# To brama, przez którą wdziera się diabeł
# Tyś jest tą, która dopuściła diabła, ty złamałaś pieczęć owego drzewa, ty jako pierwsza naruszyłaś prawo boskie i ty skusiłaś tego, do którego diabeł nie umiał przystąpić. Tak łatwo rzuciłaś na ziemię mężczyznę, istotę stworzoną na podobieństwo Boga. Przez twoją winę, to znaczy gwoli śmierci, musiał tez umrzeć Syn Boży, a ty myślisz jeszcze o ozdobach na twoją obwiedzioną futrem szatę?
# Podstawą małżeństwa i podstawą rozpusty jest ten sam akt. Dlatego mężczyzna postępuje najlepiej, jeżeli nie tyka kobiety.
# Kobiecie przystoi jedynie szata żałobna. Skoro tylko przekroczy próg wieku dojrzałego, winna zasłonić swe gorszące oblicze, by nie utracić szczęśliwości wiecznej.
Klemens Aleksandryjski
# U kobiety sama świadomość jej istnienia powinna wywoływać wstyd.
Jan Chryzostom
# Za twym mężem winno iść twe pożądanie, i on winien być twoim panem-zniż się zatem do poddaństwa- bądź jedną z podległych.
# Istnieje przecież wiele okazji w świecie, które osłabiają sumienność duszy. Należy do nich nade wszystko obcowanie z kobietami. Sprawując pieczę nad rodzajem męskim, zwierzchnik nie powinien zapominać o niewieścim, który właśnie z powodu swej większej skłonności do grzechu wymaga też większej troski.
Augustyn
# Kobieta jest istotą poślednią, która nie została stworzona na obraz i podobieństwo Boga. To naturalny porządek rzeczy, że kobieta ma służyć mężczyźnie.
# Nie wiem, do jakiej pomocy mężczyźnie została stworzona kobieta, jeśli wykluczymy cel prokreacji. Dlaczego mimo to cel ten się wyklucza, nie rozumiem. Jeśli kobieta nie została dana mężczyźnie do pomocy w rodzeniu dzieci, w takim razie do czego? Może do tego, by razem uprawiali ziemię? W takim razie lepszą pomocą dla mężczyzny byłby mężczyzna. To samo tyczy się pociechy w samotności. O ileż przyjemniejsze jest życie i rozmowa, gdy mieszkają ze sobą dwaj przyjaciele niż mężczyzna i kobieta.
Jan Kasjan
# W samotności pustynnej i w milczeniu doszedł ojciec Paweł do takiej czystości serca, że nie tylko nigdy nie spojrzał w twarz niewiasty, ale nawet na szatach niewieścich nie spoczęło oko jego. Gdy pewnego razu w towarzystwie ojca Archelbejusza, mieszkającego w tej samej pustyni, podążał do celi któregoś ze starszych ojców, spotkali przypadkiem niewiastę. Tak się przeraził tym spotkaniem ojciec Paweł, że poniechawszy tych pobożnych odwiedzin zaczął uciekać do swego klasztoru z takim pośpiechem, że nikt by przed lwem lub okrutnym jakim smokiem tak nie pierzchał.
Ambroży
# Kobieta winna zasłaniać oblicze, bowiem nie zostało ono stworzone na obraz Boga.
# Jezus mówi do niej (Marii Magdaleny) „Kobieta". Ta, która nie wierzy, jest kobietą i [ludzie] zwracają się do niej określając jej płeć; kobieta natomiast, która wierzy — przekształca się w osobę doskonałą, w mężczyznę.
Hieronim
# Tak długo, jak kobieta żyje po to, by rodzić, i dla dzieci, tak długo między nią i mężczyzną istnieje taka sama różnica, jak między ciałem i duszą; jeżeli jednak pragnie Chrystusowi bardziej służyć niż światu — wówczas przestanie być kobietą i nazwą ją „mężczyzną", gdyż życzymy sobie, by wszyscy zostali podniesieni do stanu doskonałego mężczyzny.
# Jeśli dobrze jest nie zadawać się z niewiastą, to źle jest zadawać się z nią.
# Małżonkowie żyją niczym bydło, a spółkowanie z kobietami upodabnia mężczyzn do świń i innych nierozumnych bydląt. Przychylni tobie są ludzie opaśli, pogodni z usposobienia, lubiący się stroić. Dołącz do nich wszystkie świnie i psy, a że lubisz mięso, to i sępy, orły, jastrzębie i sowy… Wszyscy ludzie o pięknych obliczach, wszyscy z wymyślnymi lokami, wszyscy ludzie o rumianych policzkach to twoja trzoda, albo lepiej powiedzieć, że chrząkają oni razem z twoimi świniami… Każdy z twoich świniopasów jest bogatszy niż nasz pasterz, a kozły przyciągają ku sobie wiele kóz. Stali się oni podobni rumakom tęskniącym do klaczy: rżą na sam widok niewiast. Marne kobietki też śpiewają pieśń stworzoną przez ich mistrza: Bóg żąda tylko nasienia.
Boethius
# Kobieta jest świątynią zbudowaną na bagnie
Odo
# Gdyby ludzie mogli dostrzec to, co kryje się pod skórą... oglądanie kobiety powodowałoby tylko wymioty… Skoro sami nawet koniuszkami palców nie chcemy dotykać śluzu i łajna, dlaczego tak gorliwie pożądamy objęcia naczynia z nieczystościami
Anzelm
# Kobieta ma jasną twarz i miłą postać. Podoba się bardzo, ta mleczno-biała kreatura! Ale gdy otworzy się jej wnętrze i wszystkie inne regiony jej ciała, okaże się jak plugawą tkankę zawiera ta biała skóra.
Franciszek z Asyżu
# Kto obcuje z kobietami narażony jest na ,,skalanie swego ducha, tak samo jak ten, kto idzie przez ogień, naraża się na poparzenie stóp.
Albert Wielki
#Kobieta jest mniej skłonna (niż mężczyzna) do obyczajności. Gdyż kobieta zawiera więcej płynu niż mężczyzna, a właściwością płynu jest, że łatwo przyjmuje, a trudno zatrzymuje. Płyn łatwo się porusza. Dlatego kobiety są niestałe i wścibskie. Gdy kobieta ma z mężczyzną stosunek, chciałaby możliwie jednocześnie leżeć pod innym. Kobieta nie zna wierności. Wierz mi, jeśli dasz jej wiarę, będziesz rozczarowany. Wierzaj doświadczonemu nauczycielowi. Dlatego mądry mężczyzna jak najmniej zwierza się swej żonie ze swych planów i czynów. Kobieta jest nieudanym mężczyzną i w porównaniu z mężczyzną ma uszkodzoną i wadliwą naturę. Dlatego jest niepewna siebie. Czego sama nie potrafi zdobyć próbuje osiągnąć zakłamaniem i diabelskimi oszustwami. Dlatego, mówiąc krótko, należy się strzec każdej kobiety jak jadowitego węża i rogatego diabła. Gdybym mógł powiedzieć, co wiem o kobietach, cały świat by się zdumiał… Dokładnie mówiąc kobieta nie jest mądrzejsza lecz przebieglejsza od mężczyzny. Mądrość ma posmak dobra, przebiegłość — zła. Dlatego też w uczynkach złych i perwersyjnych jest kobieta mądrzejsza, tzn. przebieglejsza od mężczyzny. Uczucia pchają kobietę w stronę wszystkiego, co złe, tak jak rozum porusza mężczyznę w stronę wszystkiego, co dobre.
Tomasz z Akwinu
# Kobieta jest jedynie pomocą w płodzeniu i pełni pożyteczną rolę w gospodarstwie domowym.
# Ludzie stanu dziewiczego otrzymają sto procent nagrody w niebiesiech, owdowiali — sześćdziesiąt procent, a żonaci — trzydzieści procent.
# Dzięki temu, że składają śluby dziewictwa lub stanu wdowieńskiego i przez to zostają zaślubione Jezusowi — zostają podniesione do godności mężczyzn.
# Kobiety są błędem natury… z tym ich nadmiarem wilgoci i ich temperaturą ciała świadczącą o cielesnym i duchowym upośledzeniu... są rodzajem kalekiego, chybionego, nieudanego mężczyzny… Pełnym urzeczywistnieniem rodzaju ludzkiego jest mężczyzna.
# Zarodek płci męskiej staje się człowiekiem po 40 dniach, zarodek żeński po 80. Dziewczynki powstają z uszkodzonego nasienia lub też w następstwie wilgotnych wiatrów.
# Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych.
Enea Silvio
# Gdy widzisz kobietę, myśl, że to diabeł! Jest ona rodzajem piekła.
François Garasse
# Kobiety trzeba trzymać z dala od tego niebezpiecznego tekstu (Biblii), i od wszelkiej nauki w ogóle. Kobieta uczona to coś gorszego niż brodata. Poważnego uszczerbku doznałaby cnota dzieweczki, gdyby wolno jej było czytać Pieśń Salomona albo historię Zuzanny.
Abraham a Santa Clara
# ...piękna i wystrojona kobieta jest świątynią, która została zbudowana nad wielką kloaką... kto będzie chciał wielbić łajno jako Boga?
27 października, 2008
Każdy wie że kości są fałszywe
Każdy gracz krzyżuje palce swe
Każdy wie że wojna się skończyła
Każdy wie kto wygrał a kto nie
Każdy wie jak skończyć miał się bój
Biedak stracił, bogacz zyskał znów
I tak to już jest
Każdy o tym wie
Każdy wie że nasza łódź przecieka
Że kapitan w żywe oczy łże
Każdy to niemiłe zna uczucie
Jakby ojciec umarł mu lub pies
Każdy daje w łapę acz niechętnie
Każdy chciałby dostać bombonierkę
Lub bukiet róż
Każdy wie to już
Każdy wie że kochasz mnie maleńka
Każdy wie że tak naprawdę jest
Każdy wie że zawsze byłaś wierna
Może oprócz nocy dwóch lub trzech
Każdy zna dyskrecję twą jak grób
Odwiedziłaś nago mężczyzn pułk
A może mniej
I każdy o tym wie
Każdy o tym wie, każdy o tym wie
Tak to już jest, że każdy o tym wie
Każdy o tym wie...
Każdy wie że teraz albo nigdy
Każdy wie że jak nie ja to ty
Każdy wie że zyska wieczną chwalę
Gdy napisze jeden wierszyk zły
Każdy wie że ten interes śmierdzi
Tylko murzyn zbiera kwiat bawełny
Kark pokornie gnie
Każdy o tym wie
Każdy wie że zbliża się zaraza
Każdy wie że czasu coraz mniej
Że mężczyzna nagi i kobieta
Są zabytkiem, który w mroku lśni
Każdy wie że martwy jest nasz świat
Ale ty nad łóżkiem licznik masz
Którym mierzy się, to, o czym każdy wie
Każdy wie że same masz kłopoty
Każdy wie że losem twym jest ból
Od krwawego krzyża na Kalwarii
Aż po plaże w Malibu
Każdy wie że ziemia trzeszczy w szwach
Więc na święte serce spójrz choć raz
Nim pęknie w szerz
Czy już o tym wiesz
Każdy o tym wie...
21 października, 2008
Gdy patrzę w morską dal,
w słońce znikające za horyzontem gdzieś,
chce być tam wśród fal
i na morze moja płynie pieśń.
Ja wiem, że nigdy nie popłynę tam,
gdzie żagle na masztach rysują chmur biel,
na lądzie me życie i ja,
mogę o morzu tylko śpiewać swą pieśń.
Gdy liczę swe szare dni,
myślę o żaglowcach zbłąkanych daleko gdzieś
i wtedy przypomina się mi
o moim życiu piosenki tej treść.
Ja wiem, że nigdy nie popłynę tam,
gdzie żagle na masztach rysują chmur biel,
na lądzie me życie i ja,
mogę o morzu tylko śpiewać swą pieśń.
Gdy słyszę szum fal
i wiatru w uszach gwizd,
to w oczach łzy mam,
bo już nie od dziś...
Ja wiem, że nigdy nie popłynę tam,
gdzie żagle na masztach rysują chmur biel,
na lądzie me życie i ja,
mogę o morzu tylko śpiewać swą pieśń.
02 października, 2008
29 września, 2008
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą czułość w nieczułości świata, za niepewność - wśród jego pewności
za to, że odczuwacie innych tak jak siebie samych zarażając się każdym bólem
za lęk przed światem, jego ślepą pewnością, która nie ma dna
za potrzebę oczyszczania rąk z niewidzialnego nawet brudu ziemi
bądźcie pozdrowieni.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za wasz lęk przed absurdem istnienia
i delikatność niemówienia innym tego co w nich widzicie
za niezaradność w rzeczach zwykłych i umiejętność obcowania z niezwykłością
za realizm transcendentalny i brak realizmu życiowego,
za nieprzystosowanie do tego co jest a
przystosowanie do tego co być powinno
za to co nieskończone - nieznane - niewypowiedziane
ukryte w was.
Bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi
za waszą twórczość i ekstazę
za wasze zachłanne przyjaźnie, miłość i lęk
że miłość mogłaby umrzeć jeszcze przed wami.
Bądźcie pozdrowieni
za wasze uzdolnienia - nigdy nie wykorzystane -
(niedocenianie waszej wielkości nie pozwoli
poznać wielkości tych, co przyjdą po was)
za to, że chcą was zmieniać zamiast naśladować
że jesteście leczeni zamiast leczyć świat
za waszą boską moc niszczoną przez zwierzęcą siłę
za niezwykłość i samotność waszych dróg
bądźcie pozdrowieni, Nadwrażliwi.
Przesłanie Kazimierza Dąbrowskiego, autora teorii dezintegracji pozytywnej i wybitnego psychologa.
22 września, 2008
Czy i ty musisz wstać, rozstać się ze mną?
Musimyż wstawać dlatego, że jasno?
Czyśmy się kładli dlatego, że ciemno?
Miłość, co nas przywiodła tutaj swym rozkazem
Wbrew ciemności — wbrew światłu niech trzyma nas razem.
Światło języka nie ma — jest źrenicą;
Gdyby i widzieć, i mówić umiało,
Nie byłoby dla świata tajemnicą,
Że z kim mi dobrze, z tym zostaję śmiało,
Lub że tak kocham honor mój, iż chcę być blisko
Z tym, kto posiadł me serce, honoru siedlisko.
Mówisz, że pilne cię zajęcie wzywa?
O, to miłości jest defekt przeklęty:
Łotra, kpa, łgarza zniesie miłość tkliwa —
Nie tego, kto czymś innym jest zajęty.
Być zajętym i kochać — grzech to tak olbrzymi,
Jak gdy człowiek żonaty goni za innymi.
18 września, 2008
Dobry los zawołał: - Choćżesz na ten świat!
Dał mi nagość, krzyk i żadnych rad
Popłynąłem więc na ten szlak, w to nieznane gdzie los statek niósł
Los co mówi mi tak:- Trzymaj kurs !
Życie jak ocean, teraz już wiem sam.
Czasem falą wzbiera, czasem bliżej dna.
I opływam do dziś ten szlak.W to nieznane gdzie los statek zniósł
Los co mówi mi tak:- Trzymaj kurs
Aż Wielki Kapitan uzna, że to już
Na niebieskie porty czas mi obrać kurs,
I popłynę na nowy szlak, w to nieznane gdzie los będzie niósł.
Los co mówi mi tak:- Trzymaj kurs
A gdy tam dopłynę to zrozumiem że:
Majtkiem tylko byłem, kapitanem nie.
Choć poznałem na wskroś ten szlak, to w nieznane mnie los tylko niósł
Los co mówi wciąż tak:- Trzymaj kurs
17 września, 2008
Powiedziałam, że do ciebie przyjdę,
nie przyszłam.
Powiedziałam, że za ciebie wyjdę,
nie wyszłam.
Powiedziałam, że nie umiem zdradzić,
umiałam.
Powiedziałam, że się chcę poprawić,
nie chciałam.
Tłumaczyłam, że nie zapominam,
no, nie wiem...
Raz już była przecież taka zima
bez ciebie.
Przysięgałam: "Jesteś całym światem" -
niemądrze.
Obiecałam: "Wrócę tu przed latem" -
a skądże...
Bo ja tak mówiłam żartem.
Dobry żart jest tynfa wart.
A ty oczy masz uparte,
ty budujesz domek z kart.
Czasem palnę coś w rozmowie,
żartem snuję jakiś plan,
a ty zaraz myślisz sobie,
przywiązujesz się nad stan.
Ty tak nie znasz się na żartach,
aż mnie czasem bierze złość,
ja ci mówię: "Idź do czarta,
mam po uszy ciebie! Dość!",
ja ci mówię: "Idź do czarta,
mam po uszy ciebie! Dość!".
Powiedziałam, że już nie zadzwonię,
dzwoniłam.
Powiedziałam: "Idź już lepiej do niej" -
kręciłam.
Powiedziałam: "Nic już nie pamiętam..." -
a jakże!
Powiedziałam: "Cóż, nie jestem święta!" -
to fakt, że
okłamałam ciebie tyle razy,
mój miły.
Jakoś na to nie brak mi fantazji
i siły.
Powiedziałam: "Już nie będę czekać" -
czekałam...
Bo czasami chce się do człowieka -
ja chciałam!
Tylko tak mówiłam żartem.
Dobry żart jest tynfa wart.
A ty oczy masz uparte,
ty budujesz domek z kart...
Raz palnęłam cos w rozmowie,
tyś się zerwał i w tył zwrot,
pomyślałeś widać sobie:
Czas, by zmienić wreszcie port!
Gdy uskładasz już na bilet,
okręt zacznie fale pruć,
to w Koluszkach, w Mińsku, w Chile
ja cię znajdę, krzyknę: "Wróć!",
to w Koluszkach, w Mińsku, w Chile
ja cię znajdę, krzyknę: "Wróć!".
Potem powiem, że do ciebie przyjdę,
nie przyjdę...
nie wyjdę...
a zdradzę...
przesadzę...
no nie wiem...
bez ciebie...
niemądrze...
a skądże...
Bo ja tak mówiłam żartem.
Dobry żart jest tynfa wart.
A ty oczy masz uparte,
ty budujesz domek z kart...
Raz palnęłam coś w rozmowie,
tyś się zerwał i w tył zwrot,
pomyślałeś widać sobie:
Czas, by zmienić wreszcie port!
Gdy uskładasz już na bilet,
okręt zacznie fale pruć,
to w Koluszkach, w Mińsku, w Chile
ja cię znajdę, krzyknę: "Wróć!",
to w Koluszkach, w Mińsku, w Chile
ja cię znajdę, krzyknę: "Wróć!".
14 września, 2008
Było to tak, gdym wracał do Rochelle
Spotkałem ją, przepiękną madmoiselle.
Więc wiosła w dłoń i na morze wyruszamy
Więc wiosła w dłoń, wypływamy w rejs.
I mówię wam, przepiękne oczy miała
Przez setkę mil przepłynąć ze mną chciała.
Ale do domu wrócić zapragnęła
Tam gdzie fontanna, gdzie rodzinna strzecha.
Odwiozłem ją, do ojca powróciła
Lecz z ramion swych, już mnie nie wypuściła.
11 września, 2008
08 września, 2008
Dziś czuję w moim sercu
gwiazd migotanie w noc ciemną,
ale w duszy mgły ginie
ścieżka moja przede mną.
Światło łamie mi skrzydła,
ból moich smutków wszystkich
zrasza wspomnienia wodą
z samego źródła myśli
Wszystkie róże są białe
jak moje smutne czekanie,
a nie są to róże białe
od śniegu co opadł na nie.
Dawniej bywały tęczowe.
I śnieg już duszę osłania.
Są pod śniegami duszy
Sceny, pocałunków ślady,
co pogrążają się w cieniach
i światłach wyobraźni bladych.
Śnieg tając z róż opada,
śnieg duszy zostaje w smutkach
i w szponach lat mijających
czas całun z niego utka
Czy śnieg stopnieje po nas
podczas śmiertelnych wzruszeń?
A może przyjdą inne śniegi
i inne, doskonalsze róże?
Czy wreszcie pokój będzie z nami,
Jak głoszą Chrystusowe słowa?
A może nigdy już nie przyjdzie
i będzie wciąż jak jest- od nowa?
A jeśli miłość nas oszuka?
Kto w życiu ma otuchy dodać,
kiedy ciemności nas pochłoną,
by nas pogrążyć w wiedzy Dobra,
co może nie istnieje wcale,
i Zła, co skrada się po schodach?
Jeśli nadzieja zgaśnie,
gdy wieża Babel ją ocieni,
jaka pochodnia nam rozwidni
drogi na naszej Ziemi?
Jeżeli błękit jest snem tylko,
to co się z niewinnością stanie?
I co się z sercem będzie działo,
gdy miłość nie ma strzał w kołczanie?
Jeśli śmierć jest śmiercią tylko,
co będzie z poetami,
co ze sprawami snów się stanie,
o których już nie pamiętamy?
O Słońce żywych wciąż nadziei!
Księżycu! Czysta wodo ziemi!
O serca dzieci małych!
O szorstkie dusze kamieni!
Dziś czuję w moim sercu
Gwiazd drżenie, mgłą zasnute,
a wszystkie róże są białe,
tak białe jak mój smutek.
07 września, 2008
Wikipedia tłumaczy: ANDROGYNIA
Androgynia - występowanie u danej osoby cech psychicznych charakterystycznych zarówno dla kobiet, jak i mężczyzn.
Osoby androgyniczne łączą w sobie cechy psychiczne i sposoby zachowania (radzenia sobie w trudnych sytuacjach) charakterystyczne dla tradycyjnie pojmowanej męskości i kobiecości. Osobowość takich jednostek zawiera w sobie jednocześnie niezależność, jak i opiekuńczość,agresywność i łagodność, stanowczość i uległość, racjonalność i uczuciowość.
Osoby płciowo stypizowane (kobiece kobiety, męscy mężczyźni) wbudowały w pojęcie "ja" gotowe schematy tego, jak powinni czuć, działać i myśleć "prawdziwi" mężczyźni i "prawdziwe" kobiety. Androgyni natomiast, łączą w pojęciu "ja" oba schematy, co pozwala im reagować adekwatnie do sytuacji, plastycznie.
Badania psychologiczne nad androgynią psychologiczną zapoczątkowała Sandra Bem. Opracowała inwentarz ról płciowych- BSRI (w polskiej adaptacji IPP Alicji Kuczyńskiej), wyłaniający osoby o różnym stopniu typizacji płciowej:
- osoby androgyniczne - osiągające wysokie wyniki w obu skalach: męskości i kobiecości
- osoby stypizowane płciowo zgodnie z płcią biologiczną - kobiece kobiety i męscy mężczyźni
- jednostki stypizowane "na krzyż" - męskie kobiety i kobiecy mężczyźni
- jednostki niezróżnicowane - o niskich wynikach na obu skalach
Doniesienia z badań:
Androgyniczne kobiety są bardziej niezależne, asertywne, a zarazem opiekuńcze niż "kobiecy" reprezentanci obu płci, mają wyższe poczucie własnej wartości i przejawiają niższy poziom lęku. Androgyniczni mężczyźni są równie stanowczy i niezależni jak męsko stypizowani, ale potrafią w większym stopniu okazywać czułość i współczucie. Jednostki androgyniczne są opisywane przez innych jako sympatyczniejsze i lepiej przystosowane niż osoby płciowo stypizowane. Wyraźnie stypizowane płciowo dziewczynki i wyraźnie stypizowani chłopcy cechują się niższą inteligencją ogólną, mniejszą wyobraźnią przestrzenną i zdolnościami twórczymi. Androgyni prezentują wyższy poziom otwartości i gotowości odsłaniania własnego "ja". Ich komunikacja z innymi jest zróżnicowana i elastyczna: otwartość w wyrażaniu uczuć, empatia, jak i niezależność poglądów, odporność na konformizm. Istnieje związek między społeczną niekompetencją (trudności w rozumieniu innych i przewidywaniu ich zachowań) a silną typizacją płciową.Osoby androgyniczne mają szerszy repertuar zachowań i podejmują rodzaje aktywności typowe dla obu płci. Będące w związkach osoby androgyniczne są postrzegane jako bardziej partnerskie, kochające, tolerancyjne, dbające o relacje. Androgyni, jak i osoby o męskiej tożsamości płciowej, mają wyższą samoocenę niż osoby o tożsamości kobiecej, lub też niezróżnicowanej płciowo.
... i mój wynik jeśli kto ciekawy :-)
Skala męskości:
| 87/120 |
Skala kobiecości:
| 68/120 |
Różnica płciowa (różnica męskości i kobiecości):
| 19/120 |
02 września, 2008
A mówią że nieładnie mieć myśli złe
Trochę ich mam
Zabierz sobie ile chcesz
Za każdy błąd zapłaczę się
Później łzy podgrzeję i
Wyparują bóg wie gdzie
Nie umiem już próbować sił
One niech spróbują mnie
Każda sobie weźmie część
Gdy smutno mi pokruszę chleb
Później zjem za każde z nas
Nim ostatni zamkną sklep
Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans
Tak staram się nie zawieść cię
Zwodzę lecz mówią mi że
Pokuszenie to nie grzech
Swą głowę chcę zamienić bo
Może ktoś ma lepsze i
Już nie potrzebuje ich Nie spaceruję nago
Nie wypada zbyt głośno mi się śmiać
Patrzą źle gdy do siebie gadam i
Dają mi tak niewiele szans
01 września, 2008
Podparłam armią marmurowe Piotra stropy
Mam psy, sokoły, konie - kocham łów szalenie
A wokół same zające i jelenie
Pałace stawiam, głowy ścinam
Kiedy mi przyjdzie na to chęć
Mam biografów, portrecistów
I jeszcze jedno pragnę mieć
- Stój Katarzyno! Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!
Kobietą jestem ponad miarę swoich czasów
Nie bawią mnie umizgi bladych lowelasów
Ich miękkich palców dotyk budzi obrzydzenie
Już wolę łowić zające i jelenie
Ze wstydu potem ten i ów
Rzekł o mnie - Niewyżyta Niemra!
I pod batogiem nago biegł
Po śniegu dookoła Kremla!
- Stój Katarzyno! Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!
Kochanka trzeba mi takiego jak imperium
Co by mnie brał tak jak ja daję - całą pełnią
Co by i władcy i poddańca był wcieleniem
I mi zastąpił zające i jelenie
Co by rozumiał tak jak ja
Ten głupi dwór rozdanych ról
I pośród pochylonych głów
Dawał mi rozkosz albo ból!
- Stój Katarzyno! Koronę Carów
Sen taki jak ten może Ci z głowy zdjąć!
Gdyby się taki kochanek kiedyś znalazł...
- Wiem! Sama wiem! Kazałabym go ściąć!
Jacek Kaczmarski
1978
30 sierpnia, 2008
Wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic
Już siebie znam
Znam z bliska słowo lęk
Wiem, że ja sam chcę dać oszukać się
Piekący ból rozwierca każdą myśl
Ja będę zdrów
Z pewnością, lecz nie dziś
Skurczony świat
Nie większy niż ta pięść
Na piersiach siadł
I oddech mi się rwie
Zamykam strach na niewidzialny klucz
I moja twarz jest niewidzialna już
Gdy wchodzę w tłum
Pułapka szczerzy kły
I z ust do ust nie frunie żaden krzyk
Śmiertelny mur skutecznie dzieli nas
Ja mam mój mózg
Ty też swój rozum masz
Nie pytaj mnie
Wiem tyle co i ty
Poganiam dzień i nie śni mi się nic
Zostańmy tak
Ja tutaj - a ty tam
Tak długo jak to nieme kino trwa
Nie proście nas by wam do tańca grać
Już czas, już czas
Myć zęby i iść spać
28 sierpnia, 2008
Alleluja
Pan cieszył się gdy Dawid grał
Ale muzyki dziś tak nikt nie czuje
Kwarta i kwinta tak to szło
Raz wyżej w dur, raz niżej w mol
Nieszczęsny król ułożył Alleluja
Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja
Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze Cię pobiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła cię, już nie masz sił
I z gardła Ci wydarła Alleluja
Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja
Dlaczego mi zarzucasz wciąż
Że nadaremno wzywam Go
Ja przecież nawet nie znam Go z imienia
Jest w każdym słowie światła błysk
Nieważne czy usłyszy dziś
Najświętsze, czy pęknięte Alleluja
Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja
Tak się starałem ale cóż
Dotykam tylko zamiast czuć
Lecz mówię prawdę nie chcę was oszukać
I chociaż wszystko poszło źle
Przed panem pieśni stawie się
śpiewając tylko Alleluja
Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja
(tłumaczenie Maciej Karpiński i Maciej Zembaty)
10 sierpnia, 2008
Poligrafki pod żadnym pozorem nie należy mylić z agrafką by Kevin Smith. Byłabym pewnie agrafką, gdybym miała z kim, a na razie jest, jak mówią, po bożemu, przyzwoicie i w ogóle jak należy. Czyli niby dobrze.
A co robię?
Pracuję (w tej chwili nie, bo uczęszczam na terapię)
Oszczędzam (gdy pamiętam)
Planuję (z dziką rozkoszą)
Urządzam (wśród radości z odzyskanego śmietnika)
Remontuję (gdy jest za co)
oraz dążę do stabilizacji, tyle że strasznie marnie mi to wychodzi. Pierwszy krok ku owej stabilizacji już niby poczyniłam- upolowałam dzikiego chłopa. Jest kochany ale za agrafkami nie przepada.
A ja wzorem prawdziwej agrafki chciałabym się czasem wypiąć na to wszystko, jednocześnie kłując kogo trzeba, a do kogo trzeba się przypinając.
03 sierpnia, 2008
25 lipca, 2008
Wierz mi, wierz, ta wyspa jest.
To gdzieś tu, gdzieś blisko już.
Uwierz w to i pomóż mi,
pomóż ją odnaleźć.
Tam już rąk nie zranisz swych,
napalm tam nie zakwita krwią,
ani też na wyspie tej
nikt nie sadzi drzew kolczastych, drutów.
Tam noce spokojne, tam tylko spadają race gwiazd,
na szczęście to, trzeba wierzyć im.
Tam dni są słoneczne, tam łąki zielone, chłopcy z nich
rwą kwiaty swym ukochanym.
Musisz uwierzyć mi, że jest
taka wyspa pod skrzydłami ptaków,
gdzie dziecko bez trwogi spogląda w gęstwinę białych chmur,
bo wie, że z nich tylko deszcz.
Wierz mi, wierz, ta wyspa jest
i nasz tam będzie domu dach,
nasze drzwi do których
nikt nocą nie zapuka.
Wierz mi, wierz, ta wyspa jest
póki ty jesteś ze mną tu.
Może brzeg nad Wisłą jej,
może jest nią właśnie twa ojczyzna.
Gdzie noce spokojne, tam tylko spadają race gwiazd,
na szczęście to, trzeba wierzyć im.
Gdzie dni są słoneczne, gdzie łąki zielone, chłopcy z nich
rwą kwiaty swym ukochanym.
Musisz uwierzyć mi, że jest
taka wyspa pośród morza ognia,
gdzie dziecko bez trwogi spogląda w gęstwinę białych chmur,
bo wie, że z nich tylko deszcz.
06 lipca, 2008
23 czerwca, 2008
Jak namioty przed burzą marszczą się złote opończe
przybór gorącej purpury odsłania piersi i stopy
cedrowi apostołowie unoszą ogromne głowy
nad wysokością zawisa broda ciemna jak topór
Kwitną snycerskie palce. Cud się dłoniom wymyka
więc kładą je na powietrzu - powietrze się burzy jak struny
Gwiazdy się mącą na niebie z gwiazd jest także muzyka
lecz nie dosięga ziemi i trwa wysoko jak luna.
A Panna Maria usypia. Idzie na dno zdziwienia
trzymają ją w wątłej siatce umiłowane oczy
upada coraz wyżej jak strumień przez palce przenika
a oni schylają się z trudem nad wstępującym obłokiem
22 czerwca, 2008
19 czerwca, 2008
Zasada jest prosta- należy uruchomić wyobraźnię i wyobrazić sobie wędrówkę po lesie. Potem już tylko odnajduje się w tym lesie to i tamto. Trzeba więc opisać:
SAM LAS
ŚCIEŻKĘ
URNĘ
KLUCZ
FILIŻANKĘ
MUR LUB ŚCIANĘ
RZEKĘ, LUB INNĄ WODĘ
DOM
NIEDŹWIEDZIA
POLANĘ
Jakby to było ze mną?
LAS jest bardzo bardzo stary, i brak w nim ludzkich śladów. Jest za to pełno zwierząt: saren, kun, wilków i ptaków. Rosną w nim także dzikie owoce. W lesie są jasne polany i ciemne uroczyska.
ŚCIEŻKA jest wąska i kręta. Czasem zupełnie znika i trzeba się jej domyślać. Prowadzi do samego serca lasu.
URNA jest prawdziwie antyczna, rzeźbiona w marmurze. Jest bardzo zniszczona, omszała, kruszy się w rękach. Wypełniają ją zbutwiałe przedmioty.
KLUCZ- niestety, nie udaje mi się go znaleźć. Ciągle wydaje mi się że to on- tymczasem trafiam na jakieś metalowe rupiecie i błyszczące kamyczki. Myślę że w lesie nie ma żadnego klucza.
FILIŻANKA to delikatne cacko w stylu rokoko: delikatne i bardzo, bardzo kruche. Aż strach wziąć do ręki. Jest na niej pełno rys, osadów; jest bardzo zniszczona i pobijana.
MUR jest niski, murowany z wapiennych kamieni, obrasta go mech i dzikie wino. Wspinam się na ten mur i obserwuję okolicę. Dalej idę wierzchem tego muru.
Napotkana WODA jest bijącym w ukryciu leśnym źródełkiem. Woda jest krystalicznie czysta, a spływając po kamieniach zamienia się w wartki potok.
DOM to wiejska chatka, z zewnątrz bielona wapnem, dach ma kryty gontem. Na parapetach skrzynki z kwiatami. Przed drzwiami wygrzewa się kot. W środku drewniana podłoga, dywaniki ze szmatek, piec chlebowy w kuchni, kraciasty obrus na stole.
NIEDŹWIEDŹ to właściwie niedźwiedzica z dwojgiem małych. Z pozoru przerażająca, w istocie troskliwa i opiekuńcza.
POLANA w tym lesie jest niejedna. Niektóre z nich jasne i słoneczne, pełne kwiatów i pszczół. Na niektórych rosną borówki i poziomki. Inne z nich to leśne trzęsawiska, na innych wygrzewają się zielone jaszczurki. Na tych polanach czas zatrzymał się w miejscu. Rozkładam tam koc i urządzam piknik.
Tu następuje klucz do odpowiedzi. Piszę go w kolorze jasnym i nieczytelnym- gdyby ktoś chciał sobie zrobić taki test a odpowiedzi zobaczyć na końcu.
--------------------------------------------------------------
LAS to po prostu życie, zaś ŚCIEŻKA to sposób w jaki przez nie idziemy. URNA oznacza religię w naszym życiu. KLUCZ to wiedza i nauka, FILIŻANKA oznacza miłość, MUR to problemy i sposób w jaki sobie z nimi radzimy. DOM oznacza postrzeganie samego siebie. WODA to erotyzm. NIEDŹWIEDŹ jest obrazem śmierci i wreszcie POLANA jest tym, co po śmierci następuje.
04 czerwca, 2008
Wiara, że kosmiczny żydowski zombie, który jest swoim ojcem, może dać ci życie wieczne jeśli symbolicznie zjesz jego ciało i telepatycznie przekażesz mu, że akceptujesz go jako swego pana, dzięki czemu będziesz mógł usunąć ze swego ciała złe moce, które są obecne w ludzkości, ponieważ kobieta- żebro została namówiona przez gadającego węża do zjedzenia jabłka z magicznego drzewa.
01 czerwca, 2008
In Dublin's fair city,
where the girls are so pretty,
I first set my eyes on sweet Molly Malone,
As she wheeled her wheel-barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"
"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".
She was a fishmonger,
And sure 'twas no wonder,
For so were her father and mother before,
And they each wheeled their barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"
"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".
She died of a fever,
And no one could save her,
And that was the end of sweet Molly Malone.
Now her ghost wheels her barrow,
Through streets broad and narrow,
Crying, "Cockles and mussels, alive, alive, oh!"
"Alive, alive, oh,
Alive, alive, oh",
Crying "Cockles and mussels, alive, alive, oh".
27 maja, 2008
Störtebeker i ojciec Michael,
Piraci dwaj z kupieckich kies wysysali krew,
Na morzu a nie na lądzie.
Aż sie odwrócił od nich Pan Bóg
I skazał ich na klęskę i na hańbę.
Störtebeker rzekł: "Chwyćmy broń!"
Północne Morze znam jak własną dłoń.
Hej, bracia! Wyruszajmy.
Hamburskim kogom spaść na kark,
Brzemiennym od towarów.
I wyruszyli, jak był rzekł
Z pirackim zmysłem lecz w godzinie zlej,
Bo rychło ich pojmano.
Pod Helgolandem krwawo wstawał świt,
Gdy morze cale krwią spływało.
"Pstrokata Krowa" z Flandrii szła.
Na armat rogi wzięła okręt wraz.
Przeżuła go na drzazgi.
A kto żyw ostał, temu kat w Hamburgu
Dzisiaj już po rynku toczy pniaki.
Kat, co go zwali Rosenfeld,
Piaskowym kołem długo ostrzył miecz
A potem głowy ścinał.
Rozsznurowane trzewiki miał
I we krwi cieplej brodził aż do łydek.
Brzeg wysoki jest w Dundee
Zbiega w dół i znów się wspina.
Dobre stocznie, klipry w nich
Zgrabniuśkie jak dziewczyna.
Nie widziałeś? To Quebec.
Zbiega w dół i znów się wspina...
Nastroszony drewnem brzeg.
Ze szkockich gór dziewczyna.
Hej, hej, jak długi rejs
Zbiega w dół i znów się wspina
Na stromej fali grzbiet
Ze szkockich gór dziewczyna
Zakurzone Charleston,
Perkalowa sukienczyna,
Bawełniany czesze lok
W lusterku morza sinym.
Gdzieś na końcu mapy jest
Port, skąd nikt już nie odpłynął.
Nie wiesz, kiedy czeka Cię
Ostatni rejs do Hilo.
Hej, hej, do Hilo Bay,
Zbiega w dół i znów się wspina...
Na stromej fali grzbiet.
Ze szkockich gór dziewczyna.
I powrócisz do Dundee,
Nie na długo się zatrzymasz.
Dobre stocznie, klipry w nich,
Zgrabniuśkie jak dziewczyna.
Hej, hej, jak długi rejs,
Zbiega w dół i znów się wspina...
Na stromy fali grzbiet.
Ze szkockich gór dziewczyna.
(B.Choiński, M.Dagnan)
22 maja, 2008
Po raz pierwszy:
Tam rozkwitła "Victoria Regia" - pośród liści
Wielkich jak balie, w niskiej, żarliwej cieplarni.
Tam, strojni w peleryny, nieznani artyści
Na tle kwiatów stawali, długowłosi, czarni,
Szkicując zarys rzadkich, pięknych drzew niewielu
I egzotycznych krzewów - jak na przykład bieluń,
Który się na olbrzymi, biały kwiat wysilił,
Pachnąc, truciciel, z siłą pół tysiąca lilij...
Jest tam Obserwatorium - zamknięta dziedzina -
(Z globusem Kopernika...)
Zatopione w tych różach, koprach, rozmarynach,
W konstelacjach rumianku, w słońcach słonecznika...
Po raz drugi:
Biegnę tam w myślach moich i staję nad grzędą,
Pełną róż: twarz przy twarzy i cierń przy atłasie...
I patrzą na mnie bratki o złotym grymasie -
Granatowe i rude, i żółte, i siwe...
O, mnie wydarto z ziemi, lecz one, szczęśliwe,
Były u siebie i będą.
Tutaj, gwałt nad rośliną równałby się zbrodni,
Dotychczas się to nie zdarzyło...
Gdyż dla nich był ogrodnik -
Dla mnie go nie było...
Pisze o Plantach po raz pierwszy:
I gdzież jest drugie miasto tak liśćmi pokryte,
Jakby strzechą zielonej wokoło dachówki?
Kasztany - pień obok pnia -
Nokturn cienisty za dnia -
Duszno, grząsko...
Pod każdą z ławek srebrna, deszczowa kałuża;
Na ławce - profesor z książką,
Na drugiej - hrabina w pince-nez,
A na trzeciej żydowska dziewczynka, jak róża...
Tyle ich było pięknych. Ach, róże nieszczęsne!
I po raz drugi:
Kraków cały jest w liściach,
błyszczących po letnim deszczu
- podwójnie zielonych w ksieżycu
i w szmaragdowej latarni,
wiszącej przy Zwierzynieckiej...
Kraków, cienisty ogrójec...
Jaśminów gąszcz, las kasztanów,
inwazja drzew. Ptaków - roje!
W tym lesie - szepty tajemne,
w tym lesie łzy, pocałunki,
zduszone w objęciach westchnienia...
- gromkie echo komendy niemieckiej.
Jeden raz o Błoniach:
Gdzie znajdziesz tak zielone łąki tuż przy mieście,
Poświęcone niedzielnej, sielankowej sjeście,
Gdzie tyle kramów, dzieci, krów, źrebców przy klaczy,
I tylu spośród naszych dzisiejszych tułaczy,
Wówczas z rodziną, wówczas kochanków beztroskich,
Wspólnie się życiem swoim cieszyło krakowskim?...
Gdzie znajdziesz taki obszar, zdany w upominku
Ludności? Błonia... kwadrans piechotą od Rynku...
Jeden o Tyńcu, Bielanach i Salwatorze:
Tęskny Tyńcu, srebrna skało Kmity,
Druidyczne moje Bielany,
Tatry w błękicie, bystrym dostrzegalne okiem,
I ty, groźny klasztorze o murach bez okien
Na brzegu Wisły!
Krakowskie fatamorgany,
Coście trwały — pobladły — i prysły...
I wreszcie- jeden raz o Wawelu:
Wawel płonie - różowo-fiołkowo-przeźroczy.
Szyby żegnają słońce, które w dół się toczy,
krzyczą swój zachwyt wspólny, złocisty i ślepy,
wśród mgieł słodkich jak chińskie bladobarwne krepy...
Oto święto na zamku - święto pięciu minut,
wśród murów z ametystu i murów z rubinu.
W komnatach, gdzie zawisły różowe opary,
chodzą króle, królowe, siedzi Zygmunt Stary. -
Wychylają się widma w świat ze złotych okiem,
nie dojrzane oślepłym od poblasku okiem.
- Patrzą w barwy rozlane po niebie i wodzie
i są - pogodne bielce - z całą tęczą w zgodzie.
Jeden cień za filarem kryje się bez słowa -
to Jadwiga, królowa pozafijołkowa,
omdlewając w kąpieli barw grających społem,
słucha, łodygi białe rąk wznosząc nad czołem.
jak czerwień śpiewa w szczęściu, a fiolet w rozpaczy,
że świat jest barwnym dźwiękiem, który nic nie znaczy...
21 maja, 2008
Wiatr mnie pędzi po drogach,
wiatr, bóstwo odmiany
o dmuchających policzkach.
Kocham ten wiatr,
cieszę się
odmianom.
Chodzę po świecie
we dwoje albo sama
i miłe są jednakowo
tęsknota i śmierć tęsknoty,
która nazywa się spełnienie.
Czegoś jest we mnie za dużo.
Przelewam się przez brzegi
jak drożdże. Drożdże mają
swój własny rodzaj szczęścia.
Idę, ciągle idę,
czasem przyłącza się do mnie mężczyzna.
Idziemy razem,
on mówi, że to do śmierci,
potem gubi się o zmroku
jak rzecz nieważna.
Idę sama,
potem znów na zakręcie
zjawia się nowy towarzysz.
Idę, ciągle idę,
wiatr pędzi po drogach.
Na moich drogach
zawsze wieje wiatr.
15 maja, 2008
Święty Ryszardzie grzeszniku, pomódl sie za nami,
Pan Bóg drugiego grudnia płakał rzewnymi łzami.
Psy ujadały na kuli. Na śniegu skrzypliwej bieli
pełnia o dwa dni cichła. Jeżył się: przysuń ten kielich.
Synu w największą pełnię znaczony złocistym krzyżem,
pochyl mi do warg wino i ocet któryś mi przyrzekł.
Synu zrodzony we śnie, spójrz litościwie na ojca,
postaw na zrębie świątyni, wprowadź z tego ogrójca.
Postaw na wielkiej górze tak wielkiej jak ta, z której spadł
mój najczujniejszy opiekun przed tysiącami lat.
I z tego szczytu wielkiego, na który Ciebie prowadzę,
ukaż mi kraje odległe, rozkosz, bogactwo i władzę.
Rzeki, monarchie, świątynie niech zawirują u nóg
w pochodzie narastającym, furkocie powrotnych dróg.
Do ust mi przytul księżniczki i oczy napełń łaknące
mlekiem, pokarmem i miodem, którego już nie odtrącę.
Nie pójdę już do Jordanu, w pokorze powiedział Pan,
Jordan wypłynął ze mnie. W Jordanie utopił się Jan.
Jordan wystąpi z brzegów. Potem opadnie para:
Aryjczyk pan nad Żydami w potrójnej koronie Cezara.
Duch Święty drugiego grudnia drżał, pocił się, płakał, jeżył
i błagał raz jeszcze złego, by władzę jego rozszerzył.
A litościwy szatan skrzydłem otoczył mu skroń
i wyjął z sakwy przepaskę, jedzenie, napój i broń.
Grzmiały w powietrzu trąby i kule biegły naprzeciw
gdy Bóg do kolan szatana przypadł raz trzeci.
A szatan zaśpiewał zwycięsko spowity ciemnymi chmurami,
święty Ryszardzie grzeszniku, przestań się modlić za nami.
09 maja, 2008
1. LUDWIKA CZYLI SZCZYT WSTYDLIWOŚCI
Woda w wannie opływa moje ciało, rysuje jego kształt dokładnie jak ołówek. Nie odsłoniłam ci nigdy nic oprócz ciała, a odsłaniałam je, żeby zakryć duszę. Osiągnęłam cel i teraz moja nagość czyni mnie niewidzialną. To jest szczyt wstydliwości.
2. AGNIESZKA CZYLI KOBIETA MORALNA
Mogłabym cię uwieść w tym małym gaiku wśród zeszłorocznych liści i wzruszonych kwiatów przylaszczek. Ale nie zrobię tego. Bo kiedy oboje wędrujemy drogą, za nami idzie cień, który płacze.
3. AUGUSTA CZYLI MIŁOŚĆ TRAGICZNA
Przez pięć lat żyła ze zwierzęciem, z przeraźliwym potworem. Był naprawdę odrażający, a ona kochała go dlatego, że cierpiał. Kiedy zasypiając patrzyła na jego głowę, mówiła do siebie:
- Jest czysty jak roślina. Pewnego razu zadusił ją z nudów i boleści. Umierając szepnęła:
- To nie jego wina. I rzeczywiście to nie była jego wina. Był przecież potworem.
4. AMELIA CZYLI KOBIETA Z CHARAKTEREM
Amelia lubi całować mężczyzn, których nie kocha. A więc całuje mężczyzn obcych. Mówi:
- To właśnie jest przyjemne, bo jest nieprzyzwoite. Być nieprzyzwoitą to potwierdzać swoją wolność. Amelia jest w miłości intelektualistką.
5. WERONIKA CZYLI FATALIZM
Powiedział:
- Nie przyjdę do ciebie, bo bylibyśmy nieszczęśliwi. Ale ja wiem, że przyjdzie i że będziemy nieszczęśliwi. To jest oczywiste jak księżyc, który właśnie wschodzi. A ja stoję w oknie i czeszę moje czarne włosy czekając.
6. IZADORA CZYLI MAŁA JASKINIA ROZKOSZY
Zstępują oboje do przytulnej małej jaskini, gdzie trwa zawsze ciepły półmrok. Zstępują trzymając się za ręce, chociaż nie czują do siebie przyjaźni. Leży tu dywan ze skóry białej kozy, stoi tapczan. Obok na niskim stoliczku flakon francuskiej perfumy i trupia czaszka. Izadora mówi do mężczyzny:
- To jest jaskinia rozkoszy. Mężczyzna milczy, nie wypada mu potwierdzić. Kiedy po chwili wychodzą, ona zaczyna się głośno śmiać.
- Jesteśmy ubodzy jak zakochane krety. Jakie to wszystko niewinne, aż smutno. Za progiem Izadora zabija się.
