14 maja, 2013

Osiecka do Hłaski

Zadzwoniłeś do mnie parę dni temu i powtarzałeś "jestem wrak"! I mówiłeś, że nic nie napiszesz.
I wołałeś "Nie licz na mnie".
Marek, posłuchaj mnie uważnie.
Tu nie chodzi o to, żebym ja na Ciebie liczyła. Chodzi o to, żebyś Ty na mnie liczył. Żebyś wiedział, żebyś zawsze wiedział, że masz na świecie człowieka, do którego w każdy dzień, w każdym stanie i o każdej godzinie możesz przyjść...

05 maja, 2013

Obok miejsca, gdzie siedzieli, alkowa tworzyła małą kapliczkę Naszej Pani z Myriny, jak tu
nazywano  boginię  matkę.  

Pogodna,  otulona  w błękit  figurka  z polewanej  gliny  uśmiechała  się łaskawie  do  pyzatego  dziecięcia  Dzagreusa  u swoich  stóp  –  jego,  któremu  przeznaczono zginąć marnie  dla  dobra  ludzi  –  a z tyłu  wznosił  się  nieozdobny,  przysadzisty  krzyż  wykuty  z białego marmuru,  z podwójnym  wgłębieniem  w podstawie  przeznaczonym  na  drobne  datki  z owoców i orzechów.  
Hypsipyle  posypała  stół,  na  którym  stał  posążek,  warstwą  morskiego  piasku i muszelek,  a w kosztownych  srebrnych  wazach  po  obu  stronach  krzyża  jaśniały  wonne  lilie, ulubione  kwiaty  bogini.  
Tylko  mały,  nakrapiany  wąż,  którego  trzymała  w lewej  dłoni,  i srebrny księżyc  zawieszony  na  piersi  przypominały  wyznawcom  o jej ciemniejszych  stronach.  Diadem miała z gwiazd.
(Robert Graves)

http://www.thaliatook.com

15 września, 2012

Jonathan Carroll "Oko dnia"

"Ona pragnie tego, co niewielu potrafi dać. Pragnie rzeczy prostych. Mało kto potrafi jeszcze robić to co proste. Chce jeść kanapki z topionym serem, moczone w keczupie i podane na papierowym talerzyku, a nie obiad w luksusowej restauracji. Chce siedzieć na plaży o zachodzie słońca, a nie wpędzać urlop w egzotycznych krajach. Otrzymywać skreśloną własnoręcznie kartkę z napisem zależy mi na Tobie, zamiast jubilerskiego cacka kupionego przed trzema laty. Chce, abyś ją uczesał, nie posyłał na cały dzień do salonu piękności.
Ona pragnie rzeczy jeszcze prostszych. Takich o których można by sądzić, że o nich zapomnieliśmy. Chce abyś spytał ją o zdanie, nim pocałujesz ją po raz pierwszy i drugi. Chce abyś trzymał ją za rękę, kiedy będziecie oglądać stare filmy na kanapie. Chce, abyś przy rozmowie patrzył na nią. Tak wielu z was, chłopaki, się myli. Wydaje wam się, że chodzi o to, gdzie ją zabierzecie, co jej kupicie na urodziny i Boże Narodzenie, wydaje wam się, że wystarczy rozszyfrować jej myśli. Wydaje wam się, że chodzi o to, abyście zostali jej najlepszym kochankiem, i o to, co sądzi o waszej karierze, przyjaciołach, rodzinie, wydaje wam się że chodzi o to wszystko, co nigdy nie będzie miało dla niej znaczenia.
Nie ma nic przeciw temu, abyś wychodził z kumplami tak często, jak ci się podoba. Chce, abyś cieszył się życiem. Możesz pracować poza domem i wyjeżdżać służbowo. Chce, abyś był szczęśliwy w pracy i odnosił sukcesy. Nie musisz być superkochankiem. Chce poznać twoje ciało i nauczyć się swojego. Od czasu do czasu możesz być zachłanny, egoistyczny i wymagający. Chce dojść z tobą do porozumienia. Chce w pełni wykorzystać dany wam czas. Czego ona chce? – ktoś zapytał. Chce tylko być kochana, po prostu. Tak samo jak kocha wszystko w swoim życiu. Nie kieruje się żadną skomplikowaną formułą. Wszystko pochodzi z serca. Chce, abyś ją kochał sercem. Jak dotąd jednak nikt jej tak nie kochał, bo ludzie poświęcają czas na rozmyślania i analizy, na robienie głupstw i wynajdywanie powodów, by nie kochać sercem."

02 września, 2012

"Brzoskwinie" Felicji Kruszewskiej

Pijemy dziś herbatę w obrosłej winem altanie.
Ja jestem bardzo poważna, mówię ci grzecznie: Panie.
Siedzisz niedbale w fotelu i palisz papierosa.
Brzęczy gdzieś w cukiernicy łakoma duża osa.
Słońce się stacza ukośnie. Za chwilę topolę minie.
Podsuwam ci na paterze duże złotawe brzoskwinie.
Brzoskwinie świecą w krysztale, jak ciepłe różowe latarki,
pokryte są lekkim puszkiem, jak moja skóra na karku.
Lecz najpiękniejsza jest chyba ta, która leży na wierzchu,
różowi się i złoci w łagodnym błękitnym zmierzchu.
Okrągła, duża, pachnąca, wygląda jak zapłoniona.
Jest pewnie miła w dotknięciu, jak moje nagie ramiona.
Bierzesz ją lekko w palce, przymrużasz trochę oczy,
rozrywasz ją ostrożnie, sok ci po palcach broczy.
Wyjmujesz serce-pestkę (sok w niej upojny chlusta)
różowe, słodkie mięso wkładasz w najdroższe usta.
Nagle schylasz ku mnie młode, wysmukłe ciało
i pytasz bardzo serdecznie: Mój Boże! Co pani się stało?
Nie umiem odpowiedzieć, a łzy mi płyną, płyną…
chciałabym… Tak! Właśnie bym chciała być tą różową brzoskwinią!

17 sierpnia, 2012

"Och, jakąż zagadką jest człowiek! (...) I właśnie dlatego pewien myślący jegomość powiedział, że lepiej go jebać niż usiłować zrozumieć." 
(D.A.F. de Sade)

22 lipca, 2012

Ten chłopiec przyjacielu przyszedł znikąd i wypełnił wszystkie moje myśli.
Halina Poświatowska, "Opowieść dla przyjaciela"

W jaki sposób ostatnio trafiano na mojego słit blogaska? Statystyki mówią jasno: przede wszystkim z for ateista.pl i wiara.pl :-) Na pierwszym mam dojmującą przyjemność moderowania, na drugim dostarczam tej przyjemności innym. Na obu prowadzę nieustanną panteistyczną krucjatę... podobno także lewacką :-)
Trafiano oczywiście również po słowach kluczowych, wśród których od wielu miesięcy przodują elfy, nowością jest natomiast aktorka porno z miseczką m.

Przeglądając posty z ostatnich... no, powiedzmy że miesięcy ;-) widzę jaki burdel się tutaj zrobił. Obawiam się, że przypomina zawartość kilku pudeł w mojej garderobie. Jest tam WSZYSTKO, począwszy od notatek z anatomii, poprzez stare kasety magnetofonowe, listy od znajomych, autka którymi bawiłam się jako dziecko, a kończąc na sypiącej się karimacie. Ubrań jest oczywiście najmniej.
Przyszło mi do głowy że mogłabym te posty jakoś tagować, przyporządkowywać do kategorii typu kulinaria, smuty, czy nawet szanty moja miłość... ale jest na to o 6 lat za późno :-) Zresztą wszystkie moje tendencje porządkowe zwykle kończą się po rozpieprzeniu wszystkiego i wprowadzeniu jeszcze wyższego stopnia chaosu. Tak więc- zostanie jak jest.

03 czerwca, 2012

Można warg dotykać...

...muskać je, ssać, gryźć, podnosić językiem, można je zamykać swoimi ustami, aby za chwilę je otworzyć, rozewrzeć, spulchnić lub mocno zacisnąć. Można koniuszkiem języka cierpliwie i dokładnie nama­szczać śliną ich brzeg. Można przygnieść je do dziąseł, moż­na je smakować. Można je zwilżyć lub zamoczyć swoją śli­ną, aby zaraz potem osuszyć wydychanym powietrzem. Można je obejmować szczelnie swoimi wargami, po chwili zwolnić uścisk, otworzyć na oścież, rozsunąć zęby, wyssać język na zewnątrz i przygryzać go delikatnie. Można go po­tem wepchnąć do środka, przycisnąć do dolnego podniebienia i dotykać swoim językiem wybrzuszenia dziąseł nad każdym zębem po kolei, można dotknąć nim górnego pod­niebienia i zatrzymywać na każdym jego zgrubieniu, moż­na... Można zwariować przy tym. Albo się zakochać.
(J. L. Wiśniewski)

01 czerwca, 2012

Miłość nie zna cnoty ni zasług. Ona znosi, przebacza i uświęca wszystko, bo takie jej przeznaczenie, taka rola w życiu ludzkim. Kochamy się nie wówczas, gdy chcemy i nie w tym, kogośmy sobie z góry upatrzyli: ani nie kierujemy się żadnymi względami na strony dodatnie, ani nie odstraszają nas błędy i wykroczenia. Miłość jest tajemniczą drogą i rozkoszną potęgą, która nas porywa, gdzie sama chce. A my się nie bronimy, nie pytamy nawet dokąd nas prowadzi i co z nami uczyni.
(Leopold von Sacher-Masoch)

Tak tak. Od tego nazwiska wywodzi się termin MASOCHIZM :-)

17 maja, 2012

"Stopnie" H. Hesse


Jak więdnie każdy kwiat i każda młodość
W starość się chyli, kwitnie każdy stopień
Życia i kwitnie cnota, kwitnie mądrość
O swej porze, bo nic nie trwa wiecznie.
Serce na życia zew niechaj ochotnie
Żegna się z życiem, by je wszcząć od nowa,
By się odważnie, bez żalów zbytecznych
Wdać w nowe sprawy i snuć inną nić.
W każdym początku wielki czar się chowa,
Co nas ochrania i pomaga żyć.

Więc przemierzajmy pogodnie przestrzenie,
Lecz żadna niech się ojczyzna nie stanie.
Duch świata nie zna ciasnego spętania:
Na każdym stopniu większe rozszerzenie.

Ledwo gdziekolwiek się zadomowimy,
A już ospałość nas i gnuśność nuży,
Bo nawyk tego jedynie ominie,
Kto co dzień gotów do nowej podróży.
A może nawet i godzina śmierci
Nowy nam obszar młodości otworzy,
Wołania życia i śmierć nie przemoże...
Nuże więc, żegnaj i ozdrowiej , serce!


05 maja, 2012

Syrena czy wieloryb? (znalezione w necie)

Przy wejściu do klubu fitness właściciel zawiesił zdjęcie zgrabnej, ponętnej i wysportowanej kobiety, które opatrzył następującym komentarzem w formie otwartego pytania: Tego lata chcesz być syreną czy wielorybem?
Pewna kobieta (niestety nie podała ani swoich wymiarów ani wagi) odpowiedziała właścicielowi i pracownikom fitness klubu w następujący sposób:

Kochani, wieloryby słyną z tego, że zawsze są otoczone swoimi przyjaciółmi (delfinami, fokami, albo ciekawskimi ludźmi). Wieloryby są zmysłowe i zdolne do prokreacji- potrafią, jak wykazały badania, z olbrzymią czułością wychowywać swoje potomstwo. Życie rozrywkowe wielorybów kręci się w towarzystwie delfinów, a spotkania towarzyskie mijają w przyjacielskiej atmosferze na delektowaniu się olbrzymimi ilościami świeżych krewetek. Wieloryby relaksują się, pływając całymi dniami- a w dalekich morskich podróżach docierają do egzotycznych i odległych miejsc: morza Barentsa, polinezyjskich raf koralowych czy do wybrzeża Patagonii. Ponadto wieloryby słyną z niezwykłego śpiewu, czasami nawet nagrywają relaksacyjne płyty CD ku uciesze zestresowanych ludzi ;-) Wieloryby są uwielbianymi i kochanymi stworzeniami, poza tym ich życie jest pod ochroną.
Syreny natomiast nie istnieją.
Gdyby nawet istniały, to siedziałyby w kolejce do psychoanalityka ze względu na rozdwojenie jaźni- niby kobieta niby ryba? Syreny pozbawione życia seksualnego nie mogłyby rodzić dzieci. Może i byłby piękne, powabne, ale przy tym tak okrutnie samotne- bo któż chciałby umawiać się z dziewczyną, która pachnie jak ryba ;-)
Bezsprzecznie wolę być wielorybem niż syreną.

Zwłaszcza w obecnych czasach, kiedy media lansują anorektyczne kobiety jako symbole kobiecości- ja dziękuję, ja wysiadam- wolę jeść lody śmietankowe z moimi dziećmi, wyjść z mężem na kolację przy świecach oraz wpaść na drinka i kawałek ciasta do przyjaciół.
I jeszcze jedno, kobiety przybierają na wadze, ponieważ na przestrzeni lat kumulują tak zawrotną ilość wiedzy i mądrości życiowej, iż rozprzestrzenia się ona samoistnie po różnych częściach ciała- tworząc zmysłowe, puszyste krągłości :-) Jest nam daleko do chorobliwej otyłości, może i jesteśmy lekko przysadziste, ale za to elegancko utrzymane, radosne i bardzo mądre. Miłego dnia!

02 maja, 2012

Pyszne "coś" :-)

Tak naprawdę nie wiem, jak "coś" nazwać. Podobne napoje sprzedaje się zwykle jako smoothies, ale zwykle nie zawierają one jogurtu. 
Powiedzmy więc, że jest to koktajl :-)

szklanka mocnej zielonej herbaty- musi być zimna
banan
szklanka zamrożonych truskawek lub borówek
mały jogurt naturalny, najlepszy jest grecki
2-3 łyżeczki słodkiego, może być cukier lub miód, ja użyłam cukru trzcinowego

Wszystkie składniki powinny być schłodzone, ponieważ koktajl pije się od razu po przyrządzeniu. Należy je zmiksować i od razu podawać.

27 kwietnia, 2012


...we will make joyous music together, 
and to get to you, your enemies will have to step across my dead body...

10 kwietnia, 2012

Andrzej Szczypiorski "Początek"

Tu był środek ziemi, oś wszechświata, bo sam Bóg umieścił tutaj jądro stworzenia, położył palec wskazujący przed stuleciami i zakreślił nim krąg wszelkiego sensu ludzkich żywotów. Tu (…) płynęło niegdyś źródło, u którego najemny Tatar poił swoje konie, tędy biegł trakt, którym bojarzyn z postronkiem na karku szedł do lackiej niewoli, a po obu stronach tego traktu Żyd i Niemiec rozbijali swoje kupieckie stragany. Tutaj i nie gdzie indziej na całej ziemi szabaśne świeczki odbijały się mdłym, żółtawym blaskiem na pochwie rosyjskiej szabli, a polskie ręce przełamywały opłatek w cieniu pruskiego drzewka wigilijnego. Tu i nigdzie indziej we wszechświecie niemiecki poeta nadawał piękne imiona polskim ulicom, moskiewski książę zagrzewał do boju polskich żołnierzy, by celniej strzelali do gwardii Imperatora, a trawieni suchotniczą gorączką Żydzi, ożywieni duchem wolności rosyjscy oficerowie i polscy zesłańcy, skuci łańcuchami, razem spiskowali przeciwko tyranii. Tu był ten środek ziemi, oś wszechświata, gdzie się głupstwo splatało z wzniosłością, nikczemna zdrada z najczystszym poświęceniem. W tym miejscu jedynym dziki, smagły i przebiegły pysk Azji od niepamiętnych czasów patrzył z bliska w tłustą, butną i głupią gębę Europy, tu właśnie, a nie gdzie indziej zamyślone i wrażliwe oczy Azji spoglądały w rozumne oczy Europy. Tu był środek ziemi, oś wszechświata, gdzie zachód brał w ramiona wschód, a północ wyciągała rękę do południa. Na stepowych rozhukanych koniach, w jucznych tobołach na ich grzbietach, wędrowały tędy książki Erazma z Rotterdamu. Żydowskie wózki, łamiąc dyszle na wybojach, rozsypywały tutaj wolteriańskie ziarno. W pruskich furgonach jechał Hegel do Sankt Petersburga, by wracać potem rosyjską trojką, z Czernyszewskim, okrytym baranim tołubem. Tutaj był wschód i zachód, północ i południe. Na tej ulicy Tatar bił pokłon, twarzą zwrócony do Mekki, Żyd czytał Torę, Niemiec Lutra, Polak gromnice palił u stóp ołtarzy w Częstochowie i na Ostrej Bramie. Tutaj był środek ziemi, oś wszechświata, nagromadzenie braterstwa i nienawiści, bliskości i obcości, bo tu się spełniały wspólne losy najdalszych sobie ludów, w tych żarnach nadwiślańskich Bóg polską mąkę robił dla polskich głodnych, polską mąkę, mannę niebieską, mojżeszową i chrystusową, Starego i Nowego Przymierza dla wszystkich męczenników i łotrów, świętych i szubrawców tej ziemi.
  

04 kwietnia, 2012

"Jest we mnie coś, co nie do końca odpowiada ogólnie przyjętym normom, zasadzie w zdrowym ciele zdrowy duch.
Pociągają mnie nie te rzeczy, co trzeba: lubię pić, jestem leniwy, nie mam boga, polityki, idei ani zasad.
Jestem mocno osadzony w nicości, w swego rodzaju niebycie, i akceptuję to w pełni.
Nie czyni to ze mnie osoby zbyt interesującej.
Nie chcę być interesujący, to zbyt trudne.
Pragnę jedynie miękkiej, mglistej przestrzeni, w której mogę żyć, i jeszcze żeby zostawiono mnie w spokoju."
(Charles Bukowski)

16 lutego, 2012

"My mężczyźni jesteśmy biednymi niewolnikami przesądów - powiedział jej przy jakiejś okazji. - Za to kiedy kobieta postanawia przespać się z jakimś mężczyzną, nie ma takiego parkanu, którego by nie przeskoczyła, fortecy, której by nie zdobyła, ani jakiejkolwiek normy moralnej, której nie byłaby gotowa złamać; i nie ma takiego Boga, który by ją powstrzymał."
(G. G. Márquez)

17 stycznia, 2012

Zła reputacja

Nikt mnie we wsi nie lubi, bo
Mam u wszystkich opinię złą.
Czy gdzieś pójdę, czy w domu tkwię,
Reputacji nie zmienię, nie.
Lecz nie myślę przecie, bym krzywdził kogo,
Gdy z wszystkimi iść nie chcę jedną drogą.
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna droga śni...

Paskudnie obgadują mnie,
Niemowy - nie, rozumie się !

Czternastego lipca za dwóch
Czule wtulam się w kołdry puch,
A muzyki marszowy rytm
nie jest szczytem pożądań mych.
Lecz nie myślę przecie, bym krzywdził kogo
Gdy mnie grzmiący rytm nie nastraja błogo
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna nuta śni...

Palcami wytykają mnie,
Prócz tych bez rąk, rozumie się !

Głodny chłopiec do sadu wpadł
Kilka jabłek dojrzałych skradł.
Już go strażnik ściga co tchu,
A ja nogę podstawiam mu.
A ja strażnikowi podstawiam nogę
Bo złodzieja jabłek nie sądzę srogo.
Ale zdaniem ludzi to błąd
Że ktoś ma niezależny sąd...

Tłum wściekły z pasja ściga mnie,
Kulawi - nie, rozumie się !

Być prorokiem nie trzeba, nie,
By przewidzieć, co czeka mnie.
Jeśli znajdą solidny sznur,
Będę dyndał pod obelg wtór.
Bowiem droga ma, drogi mój sąsiedzie,
Własny cel swój ma, tropem twym nie wiedzie.
Ale ludzie nie cierpią, gdy
Komuś się własna droga śni...

Wisielca każdy ujrzeć chce -
I ślepcy też, rozumie się !

Georges Brassens
tłum. Wojciech Młynarski

20 grudnia, 2011

Słowa kluczowe...

... po jakich trafiano na ten blog:
dzwoneczek disney
la rochelle
elf leśny
selkie
trójbogini  księżyca
oraz... castrum vindobona:-)


Pracownica hospicjum z Niemiec spisała najczęściej powtarzające się wyznania osób, które umarły na jej rękach. W ten sposób powstała lista pięciu rzeczy, których najczęściej żałują umierający. Oto one:

1. Żałuję, że nie miałem śmiałości prowadzenia takiego życie, jakie uważałem za słuszne, a prowadziłem takie, jakie oczekiwali ode mnie inni.


- Tego ludzie żałują najczęściej. Gdy zdają sobie sprawę, że ich życie jest już prawie skończone, mogą łatwo dostrzec, jakich marzeń nie zrealizowali. Większość osób nie próbowała spełnić nawet połowy ze swych marzeń - mówi autorka listy cytowana przez portal chn24.pl.

2. Żałuję, że tak dużo pracowałem.

- Tego rodzaju uczucie wyrażał każdy pacjent płci męskiej, jakim się opiekowałam. Niektóre kobiety również wyrażały tego rodzaju żal. Jednak ponieważ większość z nich należała do wcześniejszego pokolenia, nie zajmowały się one zarabianiem na rodzinę - komentuje pracownica hospicjum.

3. Żałuję, że nie miałem śmiałości, by wyrazić swoje uczucia.

- Wiele ludzi przygaszało swoje uczucia, żeby zachować określone relacje z ludźmi. Pojawienie się wielu chorób miało związek z doświadczanymi przez nich uczuciami goryczy i oburzenia - mówi kobieta i dodaje, że tłumiony stres jest najgorszym z możliwych uczuć.

4. Żałuję, że nie utrzymywałem relacji z przyjaciółmi.

- Często ludzie nie zdawali sobie sprawy, jaką korzyść czerpią z utrzymywania kontaktów ze swymi przyjaciółmi. Zrozumieli to dopiero, gdy zostało im kilka tygodni do końca życia - tłumaczy pracownica hospicjum.

5. Żałuję, że nie pozwoliłem sobie być szczęśliwym.

- Wiele ludzi z powodu lęku przed zmianami udawało przed innymi i przed samymi sobą, że byli zadowoleni ze swojego życia - tłumaczy opiekunka i dodaje, że tak naprawdę umierający ciągle bali się, że stracą to co mają.

(za fakt.pl)

19 grudnia, 2011

Ann Landers "Mój tato, gdy miałam..."

Cztery lata: Mój tatuś wie wszystko.
Pięć lat: Mój tatuś dużo wie.
Sześć lat: Mój tato jest bystrzejszy niż twój.
Osiem lat: Mój tato niezupełnie wszystko wie...
Dziesięć lat: Przed laty, gdy mój tato dorastał,rzeczy miały się zupełnie
inaczej.
Dwanaście lat: No cóż,naturalnie, tato się w tym nie orientuje.Jest za stary, by
pamiętać swe szczenięce lata.
Czternaście lat: Nie przejmuj się moim ojcem.Jest taki staromodny!
Dwadzieścia jeden lat: On? Mój Boże, on jest beznadziejnie zacofany!
Dwadzieścia pięć lat: Tato wie to i owo o pewnych sprawach. Nic dziwnego,
ostatecznie przeżył już parę lat...
Trzydzieści lat: Może zapytać tatę, co o tym myśli. W końcu ma spore
doświadczenie.
Trzydzieści pięć lat: Nic nie zrobię, póki nie pogadam o tym z tatą.
Czterdzieści lat: Zastanawiam się, jak tato by się do tego zabrał...Był taki
mądry, taki doświadczony...
Pięćdziesiąt lat: Oddałabym wszystko, żeby tato mógł być teraz ze mną. Mogłabym
wszystko z nim omówić. Żałuję, że nie doceniałam jego mądrości. Tyle mogłam się
od niego nauczyć...

14 listopada, 2011

Meksykańskie naleśniczki



Przepis wziął się ze starej książki kucharskiej. Jest tak doskonały że nie wymagał żadnych zmian.

Ciasto:
-¾ szklanki mąki ziemniaczanej
-szklanka wrzącego mleka
-5 łyżek kaszki kukurydzianej
-2 jajka
-½ łyżeczki soli
-2 łyżki stopionego masła

Kaszkę zalać mlekiem, odstawić na 2 godziny. Dodać pozostałe składniki, zmiksować. Smażyć cieniutkie, rumiane naleśniki.

Nadzienie:
-łyżka oleju
-puszka czerwonej fasolki
-2 pomidory
-cebula
-trochę chili
-szczypta soli

Zmiksować, gotować w rondlu.

Naleśniki z nadzieniem można posypać utartym serem żółtym i zapiec w szabaśniku.

07 października, 2011

"Godziny"- mówi Klarysa...

Pamiętam, któregoś ranka wstałam o świcie. Poczułam, że życie stoi przede mną otworem. Pamiętam jak pomyślałam: Oto początek szczęścia. W tej chwili się zaczyna, i od tej chwili zawsze będę je odczuwać. Nigdy mi nie przyszło do głowy, że to nie był początek. To było szczęście. Ta chwila. Właśnie wtedy.

08 września, 2011

Kuleczki ryżowe

Namiętnie przyrządzane i konsumowane w czasach licealnych. Poparzone palce i lepiąca się kuchnia to pikuś :-)

-40 dag cukierków typu krówki, toffi, iryski, eklersy- ja daję po połowie krówek i eklersów (Cadbury’s Eclairs)
-½ kostki masła
-łyżka mleka
-2 paczuszki ryżu dmuchanego
-ewentualnie kilka kostek czekolady

W garnuszku stopić cukierki, mleko, masło oraz czekoladę. Zrumienić.
Zdjąć z płyty, zmieszać z ryżem, formować kuleczki.

29 sierpnia, 2011

Kiedy czytam dobry artykuł w czasopiśmie, to nie ma dla mnie znaczenia jakiej płci jest autor. A samo czasopismo nie kupuję dla zdjęć, czy napisów na okładce tylko dla treści. "Uważam Rze" jest dla mnie jednym z najlepszych tygodników, chociaż nie zgadzam się z większością prezentowanych tam opinii. Odpowiada mi za to dobór tematów i sposób ich przedstawiania, dogodny do czytania układ graficzny oraz ilość materiału.
Swoją drogą: widziałam niedawno opracowanie jakiejś fundacji kobiecej, które jasno wykazało że w redakcji Rzepy było zatrudnionych więcej kobiet niż w jakiejkolwiek innej gazecie codziennej... Jakby mi ktoś nie wierzył: http://jedyniesluszne.blox.pl/2009/02/Rzeczpospolita-najbardziej-feministyczna-gazeta-w.html

07 czerwca, 2011

"Roześmiał się bezgłośnie i zatrzęsły mu się ramiona:
- Scarlett, jesteś przedziwnie uczciwą łotrzycą!
Łotrzycą? Dziwne, że ta nazwa tak bardzo ją ubodła. Nie jest łotrzycą pomyślała z oburzeniem. Przynajmniej nie chciała nią być. Chciała być wielką damą... Na chwilę wróciła pamięcią do dawnych lat, i ujrzała swoją matkę, poruszającą się z szelestem spódnic... Kochaną, szanowaną, uwielbianą.
I nagle ścisnęło jej się serce.
-Jeżeli chcesz mi zrobić przykrość- rzekła ze znużeniem w głosie -to nie trudź się tak bardzo. Wiem, że nie jestem ostatnio tak... sumienna, jak być powinnam. Nie jestem tak dobra i uprzejma, jak by należało. Ale nie mam na to rady. Naprawdę nie mam."
(M. Mitchell)

02 czerwca, 2011

Natasza kończy 19 lat. Wchodzi do kantyny, gdzie siedzą oficerowie. Z tortem, na którym jest tylko 18 świeczek.
- Mości oficerowie - chichocze Rostowa. - Nie zmieściła się jedna świeczka. Co z nią zrobić?
- Panowie - słychać teatralny szept Rżewskiego - Ani słowa o piździe.

Rżewski przejeżdżając z ordynansem nad jeziorem dostrzegł w oddali kąpiącą się blondynkę - długie jasne włosy, białe ciało...
- Popłyń do niej - mówi do ordynansa - i zaproponuj, żeby się ze mną wybrała do miasta na wino, tańce, karty i tak dalej.
Po chwili ordynans wraca wykonawszy zadanie:
- Na wino, tańce i karty zgoda. Na "i tak dalej" nie, bo to pop.

Porucznik Rżewski wyszedłszy na ganek, wskoczył na siodło i pocwałował majdanem, aż się kurz za nim podnosił. Przecwałowawszy dwie wiorsty zatrzymał się:
- Job twoju mać, a koń gdzie?!
Zwymyślawszy się od ostatnich pogalopował z powrotem.

- Nataszo, chodź, pójdziemy w nocy wykąpać się nago w morzu...
- Ale poruczniku, ja nie umiem pływać!
- Przecież nie będziemy...


Porucznik Rżewski wskutek ciężkiego przepicia popadł w śpiączkę. Jego towarzysze broni posłali po popa, żeby mu na wszelki wypadek udzielił ostatniego namaszczenia. Pop okazał się być zajętym, więc w zastępstwie przyszła popadia. Popadia nasłuchawszy się o wyczynach Rżewskiego od męża, któremu żaliły się liczne damy, postanowiła sama obejrzeć narzędzie zbrodni- cichutko podniosła koc i oceniwszy kobiecym okiem odnośny narząd głęboko westchnęła. W tym momencie Rżewski ocknął się i wyjęczał:
- Oto kara za moje grzechy - w chwili śmierci - pop pedał!

Rankiem porucznik Rżewski wychodzi z burdelu.
- A pieniądze - krzyczy za nim dziewczyna.
- Huzarzy pieniędzy nie biorą! - dumnie odparł porucznik.

Porucznik Rżewski otwiera drzwi:
- Madam, jest pani przepiękna w tej toalecie....
- Cham!!! Proszę natychmiast zamknąć drzwi!!!

Rżewskiemu wpadł w łapy dziennik Pierre’a Bezuchowa i ten kanalia i podlec zamiast uszanować intymność takich zapisków, zagłębił się z lubością w lekturze:
- 1 sierpnia, poniedziałek, pocałowałem tej nocy pierwszy raz Nataszę w wargi, ale tak, że zacisnąwszy nogi z rozkoszy połamała mi pince-nez...

Zakochany Pier Biezuchow klęcząc u stóp Nataszy Rostowej:
- Nataszka, ja gotów bym całować piasek, po którym pani chodziła...
Idyllę przerywa brutalnie porucznik Rżewski:
- Pier, lepiej pocałuj mojego chuja, na którym ona siedziała!

16 kwietnia, 2011

Zupka meksykańska :-)

Potrzebne:
- duża cebula
- 2 ząbki czosnku
- czerwona papryka
- 2 pomidory świeże
- pomidory w puszce, ok. 200 g
- szklanka bulionu warzywnego
- 3 szklanki wody
- skórka starta z limonki
- sok wyciśnięty z tejże limonki, ok 1/4 szklanki
- 1/4 szklanki koncentratu pomidorowego
- kilka tortilli, pszennych lub kukurydzianych, ewentualnie meksykańskie chipsy
- cebulka dymka, czyli bączki :-)
- trochę utartego sera żółtego
- olej
- przyprawa: ja użyłam czubatą łyżeczkę Salsa de Yucatan Kotanyi, ale dobra jest też przyprawa meksykańska Kamisa

Zmiksować cebulę, paprykę i pomidory. Dodać wyciśnięty czosnek. W garnku rozgrzać łyżkę oleju, dodać zmiksowane warzywa, zagotować. Wlać bulion, wodę, sok oraz koncentrat, wsypać skórkę i przyprawę. Ponownie zagotować, dusić ok, kwadransa.
Tortille pociąć na drobne kawałki, i podsmażyć na rozgrzanym oleju aż będą jasnobrązowe (chipsy nie wymagają smażenia!). Odsączyć, nałożyć do miseczek, wlać zupę, posypać serem i cebulką, natychmiast podawać.

09 kwietnia, 2011

Co by było, gdyby twarz człowieka mogła dokładnie wyrazić całe wewnętrzne cierpienie, gdyby zobiektywizowała się w akcie ekspresji cała wewnętrzna męka? Czy moglibyśmy jeszcze rozmawiać ze sobą? Czy nie musielibyśmy wówczas mówić, zakrywając rękoma twarz? Życie byłoby praktycznie niemożliwe, gdyby owa nieskończoność odczuć, jaką w sobie nosimy, uzewnętrzniała się w rysach twarzy. Nikt nie miałby już odwagi przejrzeć się w lustrze, bo w groteskowym i tragicznym zarazem wizerunku twarzy stapiałyby się w jedno plamy i wstęgi krwi, rany, co nigdy się nie zabliźnią i strugi łez, co nigdy nie będą powstrzymane.

(E. Cioran)

28 marca, 2011

Serowa zapiekana maca- autorska modyfikacja :-)

Potrzebne:
- paczka macy
- szklanka bulionu
- łyżka masła do formy
- kostka fety
- ok. 20-30 deko żółtego sera: ja używam mieszanki mozzarelli, oscypka i salami
- dwa nieduże pomidory
- zielona cebulka
- ew. przyprawy: mi szczególnie pasuje cząber, ale dobra będzie też bazylia

Sery zetrzeć i wymieszać. Mace zanurzyć w gorącym bulionie. W formie nasmarowanej masłem układać warstwami mace, sery, plastry pomidora i drobno pociętą cebulkę. Polać pozostałym bulionem i piec 30 min. na 180 stopni.

27 lutego, 2011


Tylko ta woń zamorskich roślin
przyjęcie w domu bourgeois
fortepian gada o miłości
wirują fraki w trzecim pás

Walce naiwne - Francja smętna
szelest krynolin - wachlarz min...
tylko wilgotne, brudne piętra
tylko spłowiały bury tynk

Tylko słoneczne sny kochanków
coraz jaśniejsze z każdym dniem
paryski bulwar o poranku
nad przerażonym miastem mknie

Tylko ta pewność, że i potem
nic się nie zmieni wokół nas
pomysły wujków - plotki ciotek
wieczór - latarnie - życie - czas

Tęsknota za kimś, kogo nie ma
chociaż na palcach cicho wszedł...
tylko tak czule pieści Emma
pluszowej sofy ciepły grzbiet

(P. Gintrowski)

08 lutego, 2011

Reanimacja

Jak nas uczono, udziela się jej dopóki samemu się nie padnie... albo dopóki nie przybędzie "siła fachowa". Jest także możliwość że w pewnym momencie zauważasz, że nieprzytomny człowiek któremu pomagasz nie żyje już tak długo, że zaczął się rozkładać.
Bardzo adekwatne do stosunków międzyludzkich, niestety.

07 lutego, 2011

Meksykańskie pierożki :-)

Jedna z moich ulubionych potraw. Pierwszy raz jedzone w nieistniejącym już barze meksykańskim obok Wysrolu na al. 29 Listopada, ponownie odkryte w kobiecym czasopiśmie, modyfikowane we własnym zakresie. Gotowe można zamrażać, nawet na kilka miesięcy. Przepis jest prosty, i polecam go każdemu.

Najpierw robisz nadzienie:
na łyżce oleju podsmażasz 25 dag mięsa mielonego, najlepsze jest wołowe, albo mieszane... raczej nie drobiowe. Dodajesz posiekaną zieloną cebulkę- pół pęczka oraz wyciśnięty czosnek- według uznania. Ja daję dwa-trzy ząbki. Dodajesz też jedną drobno pokrojoną paprykę, 1/3 skrojonego ogórka szklarniowego,pół puszki kukurydzy i pół puszki czerwonej fasolki. Podsmażasz dalej, a potem dodajesz dwie łyżki koncentratu pomidorowego i 1/3 szklanki wody. Przyprawiasz jak lubisz- ja używam domowej mieszanki meksykańskiej (słodka papryka, chili, oregano, mielony kminek, mielone goździki, cynamon, kolendra i cukier). Możesz użyć też meksykańskiej przyprawy z papierka. Wszystko dusisz aż zgęstnieje. Odstawiasz do ostygnięcia.
Robisz ciasto:
wyrabiasz je z 25 dag tłustego białego sera, pół kilo mąki, 4 łyżek oliwy, 1/3 szklanki mleka, 1 jajka, torebki proszku i szczypty soli. Rozwałkowujesz na placki, mi z takiej ilości wychodzi koło 10-12. Nakładasz nadzienie, zlepiasz pierożki, smarujesz je rozbełtanym jajkiem i posypujesz rozmarynem. Pieczesz 15-20 minut na 200 stopni.
Można też sporządzić sos:
250 g twarożku lub jogurtu greckiego, 3 łyżki soku z limonki, 10 dag posiekanych zielonych oliwek i trochę rozmarynu- dokładnie wymieszać.

06 lutego, 2011

Reaktywacja :-)

Kiedyś lubiłam pisać i pisałam dużo: dla siebie, dla znajomych, na użytek prywatny i dla spraw publicznych. Jakiś czas temu w związku z różnymi rzeczami, takimi jak praca, rodzaj znajomości i... stan ;-) moja słowopisana aktywność ograniczała się do najwyżej kilkuzdaniowych wypowiedzi na jednym czy drugim forum. No i oczywiście te małe, ekshibicjonistyczne statusy na fejsie.
Obawiając się o i tak już marne zdolności koncentracji, jakość wypowiedzi, słownictwo- postanawiam wrócić do pisania bloga.
Przy okazji- sprawdziłam po jakich słowach kluczowych trafiano na mojego bloga. Niektóre z tych słów trochę mnie zaskoczyły :-)
toaleta wenus
rojze blog
mandalay
marek aureliusz
merman
rubens
rojza
sacher
aforyzmy o motocyklach
ale kiedyś się wezmę- jak śpiewał kuba sienkiewicz
i...
na mym wydepilowanym łonie :-)

01 kwietnia, 2010

http://kilogruszek.wrzuta.pl/audio/0fB3GsVsPts/zespol_reprezentacyjny_-_10_-_roza-butelka_i_uscisk_dloni

Ta róża spadła wprost na bruk,
gdy jakiś nawiedzony tłuk
pod Pomnik Chwały niósł pęk róż.
Na nim spoczywał tłumu wzrok,
więc ja mój skierowałem krok
ku róży, którą spowił kurz.

Podniosłem ją ostrożnie i ruszyłem w kłus,
ozdobić chciałem jakiś łaskawy dla mnie biust.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu taki piękny róży kwiat.

Pierwsza jaką mi zesłał traf,
z pogardą odwróciła twarz,
druga zaś uciekła raz - dwa,
krzycząc w głos: "ratunku to gwałt!",
trzecia zdzieliła mnie przez łeb swą parasolką (co za gest!),
a czwarta - to naprawdę szczyt -
poszła policji szukać w mig.

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
chcąc różę nieznajomej dać -
świat upadł tak nisko, że strach.
Toteż swój odrzucony kwiat,
goryczy w ustach czuję smak,
dałem policyjnemu psu
- ach szkoda słów.

Butelka raz wypadła z rąk opata pijanego w sztok
- już nie był w stanie zbawiać dusz -
w butelce był mszalnego litr
(najdostojniejsze spośród win),
uliczny ją spowijał kurz.

Podniosłem ją ostrożnie, nadziei pełen, że
życzliwe czyjeś gardło wspomoże przy niej mnie.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu coś, co ma tak boski smak.

Pierwszy pokazał plecy mi, zmierzywszy przedtem wzrokiem złym,
drugi burknął, że"Taki gbur w domu niech se chla, a nie tu",
trzeci chciał wylać mi na łeb calutkie wino (żart, że hej!),
a czwarty - to naprawę szczyt - poszedł policji szukać w mig.

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
chcąc w szyję z nieznajomym dać -
świat upadł tak nisko, że strach.
toteż najdostojniejsze z win spłukało gardła kilku glin,
rozpili ten mszalnego litr -
skandal i wstyd.

Ten biedny uścisk dłoni dwóch
przy drodze bowiem leżał spór
poróżnił kogoś właśnie tu.
Został tak w rowie smutny ślad
przyjaźni, którą trafił szlag,
teraz miał poznać drogi kurz.

Podniosłem go ostrożnie i pomknąłem, by
wylewność męską ludziom okazać ile sił.
Jedna z perwersji gorszych, jakie zna ten świat
to chować w domu uścisk dłoni, choć to skarb.

Pierwszy mi zadrwił prosto w twarz, bo rękawiczki czyste miał.
drugi - też świętoszek - w mą dłoń wsunął franki (fałszywe) dwa,
trzeci, nieokrzesany wieprz w dłoń napluł mi i pognał precz,
a czwarty - to naprawę szczyt - poszedł policji szukać w mig.

Bo nastał bardzo dziwny czas i jesteś podejrzany drań,
gdy dłoń podasz komuś ot, tak
- świat upadł tak nisko, że strach.
Toteż mój uścisk dłoni dwóch,
ofiarą różnych podłych słów,
spogląda na ten pieski świat
- zza mamra krat
Dawno, dawno nic tu nie pisałam.
Pewna bardzo niecna osoba pod koniec zeszłego roku skusiła mnie zo zarejestrowania się na Facebooku. A co było dalej można się domyślać. Ot, ciężko jest uzewnętrzniać się na dwa fronty, i dwa sposoby: fejsbukowo telegraficznej i blogowej eseistycznej :-)
Co się zmieniło? Niewiele. Praca- sytuacja ciągle ta sama, zmęczenie może większe, zwłaszcza teraz- przed świętami. Dziś pracuję 7. dzień z rzędu.
I to samo chyba mogę powiedzieć o życiu prywatnym. Orka na ugorze. Tak dużo wysiłku i tak marne efekty.

31 października, 2009

A tego roku jesień też jest siwa,
Ludzi ucisza, w drzewach kształt odkrywa.

I tego roku obłoki wydłuża,
Ze idą niebem jak ziąbu przedmurza.

Jakby zaiste nie przeszła nad nami,
Chorągiew bólu z ciemnymi skrzydłami,

Jakby nam czoła nie obrosły chrusty
I jakby "spokój" nie był dźwięk już pusty.

A tu gzie mieszkam-gdzie do ciebie piszę
Ptaki dziobami przędą wielką ciszę.

Staw rzęsę dźwiga, rzęsa trzciny wiąże,
Zamyka łono nasycony grążel.

Pola topolom, topole rozstajom,
A lasy borom milczenie podają.

Jakby, zaprawdę, trznadle i czyżyki
Niosły przez niebo Chustę Weroniki.

Jakby, zaiste, za tych drzew bukietem
Przydrożny strumień rozlewał się w Letę.

(S. Grochowiak)

10 października, 2009

"Tylko na nas spójrzcie.Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami. Lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość. Uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność. Główne media niszczą informacje a religie niszczą duchowość."
(Michael Ellner)

08 października, 2009

Do firmy przyszedł hydraulik naprawić WC. Wszedł do
sekretariatu i pyta:
- No to gdzie jest ten sracz?
Sekretarka nieśmiało odpowiada:
- Szef jest właśnie na obiedzie.
- Ale pani mnie źle zrozumiała - mam na myśli te dwa zera.
- Zastępcy mają naradę.
- Ale pani złota, ja się pytam, gdzie tu się gówno robi?
- Aha... rachunkowość jest piętro wyżej...

03 października, 2009



1. Pierwszego dnia Bóg stworzył Jamnika. 
2. Drugiego dnia Bóg stworzył człowieka, żeby rozpieszczał Jamnika. 
3. Trzeciego dnia Bóg stworzył wszystkie zwierzęta, aby Jamnik miał za czym biegać. 
4. Czwartego dnia Bóg stworzył pracę, żeby człowiek wychodził regularnie z domu, a Jamnik mógł swobodnie po nim buszować. 
5. Piątego dnia Bóg stworzył piłkę tenisową, żeby Jamnik mógł ją aportować albo i nie. 
6. Szóstego dnia Bóg stworzył weterynarza, żeby Jamnik był zdrowy, a człowiek ubogi. 
7. Siódmego dnia Bóg chciał odpocząć, ale musiał wziąć Jamnika na spacer.

27 września, 2009


Pieśń I Jana Kochanowskiego

Pewienem tego, a nic się nie mylę,
Że bądź za długą, bądź za krótką chwilę, 
Albo w okręcie całym doniesiony, 
Albo na desce biednej przypławiony 
Będę jednak u brzegu, 
Gdzie dalej nie masz biegu.
Lecz odpoczynek i sen nieprzespany, 
Tak panom, jako chudym zgotowany. 

Ale na świecie kto tak głupi żywie, 
Żeby nie pragnął przejechać szczęśliwie
Dróg niebezpiecznych, a uść niepogody 
I szturmów srogich krom swej znacznej szkody? 
Lecz tylko że pragniemy, 
Ale nie rozumiemy, 
Czego się trzymać, jako się sprawować, 
Żeby nie przyszło na koniec żałować.

A chytre morze, ile znakomitych, 
Tyle pod wodą żywi skał zakrytych. 
Tu siedzi złotem Cześć koronowana, 
Tu lekkim piórem Sława przyodziana, 
Tu Chciwość nieszczęśliwa
Zbiera, a nie używa; 
Tu luba Rozkosz i Zbytek wyrzutny, 
Pod nimi Nędza prędka i Żal smutny. 

Tamże i Krzywda, i Zazdrość przeklęta, 
Przed którą biada zawżdy Cnota święta. 
Więc jeśli człowiek jedne skałę minie, 
Wnet na to miejsce na inszą napłynie, 
Tak iż snać namędrszemu
Trudno pogodzić temu, 
Aby przynamniej więznąć albo zbłędzić 
Nie miał, chyba gdy kogo Pan chce rzędzić. 

Wodzu prawdziwy i Wieczna Światłości, 
Uskrom z łaski swej morskie nawałności, 
A podnieś ogień portu zbawiennego, 
Na który patrząc moglibyśmy tego 
Morza chytrego zdrady 
Przebyć bez wszelkiej wady, 
A odpoczynąć po tym żeglowaniu
W długim pokoju i bezpiecznym spaniu.

12 września, 2009

"Mandalay" Rudyard Kipling


Przed pagodą starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg,
Birmańska siedzi dziewczyna i wiem, że wspomina mnie;
Bo świątynny dzwon przyzywa, gdy wiatr w palm korony dmie:
Wróć tu, wróć, żołnierzu z Anglii, wróć tu, wróć do Mandalay!
Wróć tu, wróć do Mandalay,
Gdzie flotylli dawnej cień;
Czy nie słyszysz szmeru wioseł od Rangoon po Mandalay?
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!

Jej spódnica była żółta i zielony czepek jej,
Imię miała Supi-jo-lat jak królowa Tihibei.
Pierwszy raz ją zobaczyłem, gdy kurzyła faję białą,
Chrześcijańskie pocałunki marnując na bożka ciało:
Plugawe, gliniane cudo.
Zwane wielkim bogiem Buddą.
Dużo dbała o te bogi, gdy całowałem jej nogi!
Na szlaku do Mandalay......

Gdy mgła wstała z pól ryżowych, a słońce wschodziło wolno,
Wyjmowała swoje banjo i śpiewała Kulla-lo-lo
Z policzkiem na mym policzku i ręką na mym ramieniu
Spoglądała na parowce i hathis z pniami w strumieniu.
Słonie ciągną pnie na złoże
W śliskim, szlamistym bajorze,
Gdzie cisza wisi tak ciężko, że człowiek mówić nie może.
Na szlaku do Mandalay.....

Ale to już odpłynęło, dawno minął już ten dzień;
Nie kursują autobusy z banku aż do Mandalay.
Tu w Londynie wiem, co znaczy tam przesłużyć dziesięć lat;
Kiedy raz cię wschód zawoła, na nic później cały świat
Na nic później cały świat;
Czosnek pachnie tam jak kwiat
Jest słońce, palmy, a w górze głos świątynnych dzwonów gra
Na szlaku do Mandalay....

Chory jestem od zdzierania zelówek o twardy bruk,
A przeklęta słota Anglii budzi febrę, zwala z nóg.
Choć od Chelsea aż do Strandu, kucht tuziny za mną gnają
I gadają o miłości, ale o czym to gadają?
Sine, krowie pyski mają.
Boże, o czym to gadają?
Mam smuklejszą, słodszą pannę w piękniejszym, zieleńszym kraju;
Na szlaku do Mandalay....

Płynąć chcę na wschód, za Suez, gdzie jest dobrem każde zło,
Gdzie przykazań brak dziesięciu i pić można, aż po dno.
Bo świątynny dzwon przyzywa i tam tylko być już chcę :
Przed świątynią starą w Moulmein, tam gdzie morza senny brzeg.
Na szlaku do Mandalay
Gdzie flotylli dawnych cień,
Nasi chorzy tam leżeli, gdyśmy szli na Mandalay!
Na szlaku do Mandalay
Latająca ryba mknie,
A świt wybucha jak burza sponad Chin i niebo tnie!